Lifestyle

13 rzeczy, które chciałabym wiedzieć o życiu piętnaście lat temu Nie wiedziałam, szkoda. Teraz już wiem i nie marnuję, aż tak bardzo czasu

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
1 października 2021
fot. simonapilolla/iStock
 

Znałam ludzi w różnych sytuacjach, sama w nich byłam. Czasem nasze życie jest, jak gruzowisko. I cały czas spadają kolejne cegły. Ale z tego da się wyjść, zawsze. Nie wolno tylko kłaść się i czekać na śmierć. Raczej trzeba uparcie szukać wyjścia. Szkoda, że nie wiemy wszystkiego od razu. Oto moje 13 faktów, których nie znałam 15 lat temu. Szkoda!

1. Młodość to mnóstwo możliwości- nie wolno tego marnować

Czy tracimy te szanse? Choć modne jest twierdzenie, ze zawsze i wszystko, moim zdaniem, trochę jednak tracimy. Na medycynę i psychologię lepiej zdać wcześniej niż później. Podobnie jest z każdym marzeniem. Tak, na wszystko jest czas. Ale czasem czas jest właśnie teraz, wystarczy to poczuć.

2. Najbardziej wartościowy ludzie są po prostu obok

Z przyjaźniami bywa, jak z miłością. Chcemy mieć ludzi najbardziej kolorowych, czasem trudnych. Po co? Dobre relacje są, choć to nie znaczy, że nie musimy o nie dbać. Musimy.

3. Nie ma co się przejmować opiniami innych

Takie to proste, a tyle czasu nam zajmuje.

4. Nie musisz za wszystko przepraszać i się starać

Przepraszałyśmy jako dziewczynki, przepraszamy jako dorosłe kobiety. Przepraszam, że potrąciłam panią w sklepie, że się spieszę, że nie mam czasu, że nie oddzwoniłam, że źle się uśmiechnęłam, źle powiedziałam, że czujesz się źle, że czego innego ode mnie oczekiwałeś, że nie jestem taka, jak sobie wyobrażałeś. Za wszystko przepraszam.

„Przepraszam” nadużywane robi z nas ofiary.

5. Najlepsza miłość to, która przy tobie jest/ miłość nie powinna być toksyczna

Nie wiem dlaczego człowiek tak długo myśli, że właśnie to trudne jest najlepsze. To dobre jest najlepsze. Spróbujcie być długo w dobrym związku, dać komuś taki związek- to jest największa sztuka.

6. Nie musisz mieć najlepszego faceta, najlepszej pracy, najlepszego domu

Nie ma co ulegać tym narcystycznym iluzjom. Jesteśmy dobrzy tacy, jacy jesteśmy. Ludzie obok nas też.

7. Doceniaj każdy dzień z dzieckiem. Buduj więź. Jeśli chcesz macierzyństwa, nie odkładaj go

Może to teraz niepoprawne politycznie, nie wszyscy muszą chcieć dzieci, ale jeśli ich chcemy, bądźmy przy nich, to tak szybko mija.

8. Doceniaj każdy dzień z rodzicem

Pomyśl o babci, dziadku, ile było chwil zbagatelizowanych, nieobecności, nieuwagi. Ich już często nie ma. Zostaje tęsknota. Tak samo będzie z rodzicami. Lepiej odłożyć coś bardzo pilnego i się z nimi spotkać. Być. Bo bycie nie jest oczywistością, jest darem.

9. Nie zajmuj się aż tak bardzo tym, jak wyglądasz

Bez komentarza

10. Nie odmawiaj sobie dobrego seksu:)

Bez komentarza

11. Nie mów, że jest za późno na karierę i zmianę branży

Bez komentarza

12. Kto ma ci wybaczyć, i tak wybaczy

A jak jemu, jej nie zależy, to choć byśmy wykręcili się na drugą stronę i tak nic tego nie zmieni. Można spróbować raz, potem nie ma sensu. Chyba, że bawimy się z masochizm.

13. Każdy kryzys da się pokonać

Znałam ludzi w różnych sytuacjach, sama w nich byłam. Czasem nasze życie jest, jak gruzowisko. I cały czas spadają kolejne cegły. Ale z tego da się wyjść, zawsze. Nie wolno tylko kłaść się na cegłach i czekać na śmierć. Raczej trzeba uparcie szukać wyjścia.

 


Lifestyle

Jak nauczyć dziecko mądrego korzystania z technologii?

Redakcja
Redakcja
1 października 2021
 

W dzisiejszym świecie kontakt naszych dzieci z nowymi technologiami jest nieunikniony. Dlatego też wielu rodziców zastanawia się, jak nauczyć swoje pociechy mądrego korzystania z internetu i urządzeń elektronicznych, bez szkody dla rozwoju malucha. Aby uniknąć wielu pułapek, przygotowaliśmy pomocne wskazówki, jak rozsądnie wprowadzić najmłodszych w świat nowych technologii.

W czasach prężnego rozwoju technologicznego warto pamiętać, że prędzej czy później nasze dzieci zetkną się ze światem internetu, smartfonów i komputerów. Jednak nie powinniśmy się tego obawiać, tylko przyjąć aktywną i zaangażowaną postawę, podobnie jak w pozostałych obszarach wychowywania. Gadżety elektroniczne to po prostu narzędzia, których obsługi i rozsądnego użytkowania można się nauczyć. Dlatego powinniśmy od najmłodszych lat wyposażać nasze dzieci w różne medialne kompetencje, by wyrosły na świadomych dorosłych, którzy doskonale radzą sobie w cyfrowym świecie.

Pamiętaj – jesteś przykładem

Choć wydaje się to oczywiste, wciąż wielu rodziców zapomina, że dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację. Żadne słowne tłumaczenia czy nawet poważne rozmowy z pociechami nie będą miały tak silnego wpływu, jak nasza własna postawa i stosunek wobec nowych technologii. Dlatego przestrzegajmy tzw. higieny cyfrowej, odłóżmy smartfon na czas posiłku czy rozmowy, nie trzymajmy urządzeń elektronicznych w sypialni i nie zostawiajmy włączonej telewizji po skończonym programie jedynie po to, by coś grało w tle.

– Zanim ustalimy, jak chcemy wprowadzać dziecko w świat smartfonów i komputerów, powinniśmy sami wyrobić zdrowe nawyki korzystania z urządzeń elektronicznych. Tak, by obserwujące nas dziecko widziało, że ważniejsze jest słuchanie drugiego człowieka i wspólne spędzanie czasu i że nie odcinamy się od otaczającego świata, np. podczas korzystania z internetu. Ważne jest, by z patrzenia na nas dziecko mogło wyciągnąć wniosek, że natychmiast zareagujemy, jeśli poprosi o pomoc. Dzięki temu nasza pociecha będzie wiedziała, że smartfon czy tablet to nasze narzędzie, które służy do wielu przydatnych rzeczy, ale w żadnym wypadku nie przyćmiewa spaceru czy rodzinnej kolacji – tłumaczy Anna Trawka, pedagożka i ekspertka szkoły angielskiego dla dzieci Novakid.

Edukacja medialna

Warto powoli wprowadzać naszą pociechę w świat technologii, stawiając granice stosownie do jego wieku. Naukowcy są zgodni, że maluchy do drugiego roku życia nie powinny mieć styczności z telewizją, smartfonami czy tabletami1. Oczywiście sugerowane limity czasowe na korzystanie z urządzeń elektronicznych w trakcie rozwoju dziecka się zmieniają. Dlatego trzylatki mogą już korzystać z urządzeń z ekranami już godzinę dziennie, a między piątym a dwunastym rokiem życia nawet dwie2. W okresie nastoletnim pojawiają się wychowawcze schodki pod wieloma względami, dlatego ważne jest, by do tego momentu miały przyswojoną tzw. higienę cyfrową.

Stale zaznaczajmy swoją obecność i wsparcie. Jako rodzice powinniśmy też obserwować nasze dzieci – co dzieje się z nimi przy patrzeniu w ekran, jak reagują na różne treści, co im służy, a co szkodzi – i następnie podejmować kolejne decyzje i działania. Warto samodzielnie przeprowadzać selekcję aplikacji, z których może korzystać nasze dziecko, a także gier komputerowych, filmów, bajek i książek. Pomocnym rozwiązaniem są blokady rodzicielskie i automatyczne wyłączenie się aplikacji po osiągnięciu limitu czasu.

– Warto pokazać dziecku, że wirtualna czynność jest odpowiednikiem aktywności w świecie rzeczywistym. Dobrym ćwiczeniem może być wspólne oglądanie filmów animowanych opartych na przeczytanych wcześniej baśniach, a następnie rozmowa o fabule, wydarzeniach i bohaterach. Taka analiza wzmocni umiejętność myślenia przyczynowo-skutkowego, którą rozwijamy również podczas lektury. Jeśli dziecko jest już w wieku szkolnym, warto zagrać w rodzinną grę na konsoli czy smartfonach, która swój pierwowzór ma np. w znanej nam planszówce. Dodatkowo pokazujemy wtedy, że technologię można wykorzystać do budowania relacji i spędzania czasu – mówi Anna Trawka, pedagożka i ekspertka szkoły Novakid.

Właściwa rola technologii

Choć jedną skrajną postawą jest zupełne odcinanie kilkuletnich dzieci od technologii, to drugą, bardziej niebezpieczną, jest używanie jej zdobyczy do doraźnego radzenia sobie z negatywnymi emocjami dziecka. Pamiętajmy, że nasze podręczne elektroniczne urządzenia mają służyć ułatwieniu i uproszczeniu codziennego życia, a nie dodatkowemu skomplikowaniu. Technologiczne gadżety nie są sposobami na uciszenie dziecka, nie są nagrodą ani szybkim i łatwym sposobem na zajęcie uwagi malucha. Niestety badania pokazują, że wielu rodziców w Polsce wykorzystuje tablety i smartfony po to, by dzieci w spokoju zjadły posiłek czy łatwiej zasnęły3. Wydaje się, że to najłatwiejszy sposób na odwrócenie uwagi naszych pociech od ich poczucia dyskomfortu, ale ważniejsze od chwilowego spokoju jest to, by dzieci miały przestrzeń na wyrażenie własnych emocji i zakomunikowanie trapiącego je problemu w taki sposób, w jaki w danym wieku umieją.

Nauka i twórcza zabawa

Dzięki nowym technologiom dzieci mają szansę na efektywniejszą edukację niż ich rodzice. Medialne otoczenie to często szansa na nowe doświadczenia, zdobywanie wiedzy i rozwój zainteresowań.4 Sprawdzone aplikacje do nauki czy kreatywnej zabawy rozwijają analizę i syntezę wzrokową, motorykę małą, koordynację i wyobraźnię, a samodzielne zdobywanie wiedzy stymuluje umiejętność krytycznego myślenia5. Dlatego warto wybrać polecane programy czy platformy internetowe do nauki przyrody, geografii, matematyki czy języków obcych. Możemy pokazać też dziecku, że dzięki czytnikom e-booków mamy dostęp do wielu różnorodnych książek w jednym miejscu, co zachęci je do zgłębiania wirtualnej biblioteczki.

– Nowe technologie w edukacji to szansa na bardziej indywidualistyczne podejście do nauki dziecka i tworzenie programów nauczania według potrzeb konkretnego ucznia. Każde dziecko może w towarzystwie opiekuna rozwijać swój unikalny zestaw talentów, budować otwartość na świat i chęć odkrywania go na własną rękę – twierdzi Anna Trawka, pedagożka i ekspertka szkoły Novakid.

Zdobycze nowych technologii mogą także ułatwić nauczanie dzieci na edukacji domowej czy zmagających się z różnymi przewlekłymi problemami zdrowotnymi. W trakcie pandemii okazało się również, że narzędzia do nauki zdalnej powinny śmiało wykorzystywać nowe technologie, gdyż proste przeniesienie zajęć w klasie do wirtualnej przestrzeni nie spełnia swojej funkcji. Inaczej uczymy offline, a inaczej online.

Wprowadzenie dziecka w świat technologii wydaje się być dużym wyzwaniem. Jednak tak samo, jak uczymy maluchy zasad higieny, poruszania się po chodniku i używania sztućców, powinniśmy podchodzić do edukacji medialnej. Pamiętajmy, że styczność naszych pociech z urządzeniami ekranowymi czy internetem jest nieunikniona. Jedyne, co możemy zrobić to mądrze wprowadzić je w ten świat i tak skanalizować ciekawość dzieci, by zamiast oglądania kolejnego filmiku, zainteresowały się np. grą edukacyjną czy rozwojowymi łamigłówkami.


Novakid to internetowa platforma edukacyjna ESL (English as a Second Language – angielski jako drugi język), oferująca dzieciom w wieku 4-12 lat indywidualne lekcje z certyfikowanymi native speakerami. Szkoła Novakid jest zarejestrowana w USA i posiada uczniów na całym świecie. Podstawą edukacji na platformie jest komunikacja i metoda pełnego fizycznego reagowania (tzw. total physical response), polegająca na użyciu gestów i mimiki i odpowiadająca tym samym przyswajaniu języka ojczystego. Proces edukacji jest prowadzony w formie zabawy i wzbogacają go takie rozwiązania, jak: wirtualna rzeczywistość, interakcja i grywalizacja, by jak najbardziej uatrakcyjnić najmłodszym naukę języka.


Lifestyle

„Zawsze byłem silny, teraz chcę umrzeć. Wtedy bym odpoczął” Mężczyzna w kryzysie psychicznym

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
1 października 2021
fot. Marjan_Apostolovic/iStock

Adam, 40 lat. Dwoje dzieci. Żona malarka. Adam nienawidzi swojej pracy. Nie chce też zrobić żadnego ruchu w kierunku zmiany: „To nasza stabilizacja, nie mogę ryzykować”. Nie realizuje pasji, jego dzień jest wypełniony obowiązkami zawodowymi i rodzinnymi. Życiowa misja Adama: nikogo nie zawieść.

Masz depresję?

Nie nazwałbym tego depresją, nie biorę leków, wstaję z łóżka. Mam natomiast, rzeczywiście poważny kryzys w życiu. Pierwszy, z którego zdaję sobie sprawę.

Co to znaczy?

Czuję się beznadziejnie. Nazwałbym to czernią totalnego bezsensu. Nic mnie nie cieszy. Gdy myślę o przyszłości, widzę ciąg przewidywalnych zdarzeń, na końcu których jest to ostatnie: śmierć. Kiedyś jeszcze miałem w sobie to, co pozwala przetrwać trudny czas, plany, marzenia. Już ich nie mam. Jednocześnie czuję się winny, że tak mam. Żona tego nie rozumie, bierze do siebie. Pyta: czy to dlatego, że już mnie nie kochasz? Może nie widzisz sensu życia, bo się z nami męczysz? Przestałem jej więc o tym mówić. Nie męczę się z nimi, męczę się ze sobą.

Ale to ona namówiła cię na lekarza?

Tak, zapisała mnie do terapeuty. Nie chciałem jej rozczarować, zrobić przykrości. Ale jedno spotkanie pokazało, że to nie dla mnie. Nie widzę sensu rozmowy z obcą osobą. Mam problem, żeby otworzyć się przed bliskimi, co dopiero przed kimś, kogo nie znam. To się mija z celem. Budzi mój ogromny dyskomfort. Zresztą nawet nie o problem ze zwierzaniem chodzi, nie sądzę, żeby gadanie mogło mi pomóc.

Gdybyś miał powiedzieć, co cię boli najbardziej?

Poczucie, że nic nie osiągnąłem. Jestem po czterdziestce, tkwię w beznadziejnej pracy, nie mam pomysłu, co mógłbym robić innego. Najchętniej rzuciłbym wszystko i wyjechał na Mazury albo gdzieś indziej, hodował kozy.

Czyli jednak masz jakieś marzenie?

To nie marzenie, raczej duchowa ucieczka. Wyobrażam sobie, że tak mogłoby być dobrze, ale to jak myślenie o cudzym życiu: dla mnie niemożliwe. Mój największy problem teraz to poczucie braku sprawczości, z tym nie umiem sobie poradzić. Wcześniej, mimo różnych doświadczeń w domu, miałem moc. Wyjechałem na studia do wymarzonego miasta, skończyłem wymarzony kierunek, związałem się z wymarzoną kobietą. Urodziły nam się dzieci. Byliśmy skoncentrowani na zadaniach i snuliśmy plany.

Ale mijały lata, a my za wiele nie zrobiliśmy. Kwestią były pieniądze. Z drugiej strony sam się zgodziłem na takie życie. Żona miała realizować pasje, pracować na siebie. Ale ta branża jest trudna, więc nie zarabia takich pieniędzy jak myśleliśmy, że będzie. A ja? Niewiele ze sobą zrobiłem. Mam poczucie, że jestem po to, by wspierać innych w sukcesie. W ich drodze, kiedyś mi to nie przeszkadzało, teraz niby też…

Ale?

Mam wrażenie strasznej nagonki na mężczyzn. Z jednej strony wielu z nich to nieodpowiedzialne złamasy, z drugiej, nie wszyscy. A i tak wrzuca się nas do jednego wora. Wy kobiety mówicie o presji, musicie łączyć ileś ról. Ale jednak was ktoś słucha. Dla was są magazyny kobiece, nawet ten portal. Ostatnio słuchałem jakiegoś programu w radio. Wypowiadała się psycholożka i mówiła, jak kobiety mają trudno, bo nie potrafią stawiać granic, bo nieustannie się czegoś od nich oczekuje. A od nas nie?

Mamy być odpowiedzialni, czuli, z fantazją, dobrzy, a jednocześnie z nutą szaleństwa. Nikt nie pomyśli, że są rzeczy wzajemnie się wykluczające. Ja nie oczekuję od mojej żony wszystkiego. Jeśli jest artystką i ma fantazje, nie czekam aż zapłaci rachunki i będzie racjonalna. Mam poczucie, że ją akceptuje. Nie wiem czy to samo jest w drugą stronę.

Nie czujesz, że ona cię wspiera?

Czuję, ale z drugiej strony czuję też, że ona oczekuję, że szybko się ogarnę. Czyli, fajnie, że mi powiedziałeś, ale teraz proszę, żebyś był taki, jak dawniej. Weź leki, idź na terapię, rach, ciach. Ma problem z tym, że ja naprawdę jestem zmęczony. Że mam kryzys i tak, jak ja byłem w różnych sytuacjach dla niej wsparciem, ona mogłaby być teraz, bez takiego otwartego komunikowania, że jej wsparcie ma termin ważności. Bo facet musi umieć się ogarnąć, bo jej ojciec przez całe życie był silny i dziadek. Żyję pod nieustanną presją.

W pracy też?

Pewnie. Jestem szefem dużego projektu. Mam pod sobą ponad dwadzieścia osób. I na palcach jednej ręki mogę policzyć ludzi odpowiedzialnych. Takich, na których mogę polegać. Poza tym, rozprężenie. Nie jestem despotą, nie uznaje metody kija i marchewki. Wydawałoby się, że wszyscy jesteśmy dorosłymi ludźmi, nie jest tak. I na pewno zrozumieją mnie ludzie, którzy też są szefami. Mnie naprawdę słabo, jak dziewczyna ma do zrobienia ważny projekt, a w dniu, kiedy miała go wysłać, pisze, że umarła jej babcia.

Nawiasem mówiąc, zawsze u niej coś się dzieje, teraz babcia, wcześniej pies, nagłe choroby. Ktoś mówi: zwolnij ją. Ale ja nie wezmę na siebie tej odpowiedzialności, dziewczyna jest samotna, poza tym jest też dobra, zna się na robocie. Problem polega na tym, że ludziom się wydaje, że mogą odpuszczać, bo ktoś inny za nich zrobi, ogarnie.

Opowiedz o tym, jak się zaczął twój kryzys?

Przestałem spać. To był pierwszy syndrom. Do pierwszej w nocy coś oglądałem, o trzeciej już się budziłem. I czułem niepokój, którego nie znałem wcześniej. Waliło mi serce.

Co cię niepokoiło?

Wszystko. Pandemia, sytuacja polityczna. Ale nie tylko. Na przykład cały czas myślałem jakim jestem beznadziejnym ojcem. Że za mało gadam z synem, że powiedziałem coś nie tak córce. To było obsesyjne. Nawet gadałem o tym z żoną. Ona: „jesteś świetnym ojcem”. Nie pomagało mi to. Do tej pory tak mam: poczucie winy. Nawet, gdy teraz z tobą gadam mam poczucie winy. Że w ogóle gadam, że mówię bzdury, a powinien w tym czasie robić coś innego. Że nie daję już takiego wsparcia, jakie dawałem, że sobie nie radzę.

Nie przekonuje cię, ze teraz coraz głośniej mówimy o kryzysach psychicznych i każdy ma do tego prawo?

Nie. Może inni mają prawo, ja nie. Jestem chujowy, że jestem taki słaby. Tak się czuje.

Jaki był twój dom rodzinny?

Wiem do czego zmierzasz…. I w sumie, cóż. Silna mama. Dająca radę. Czworo dzieci, praca, jestem najstarszym bratem, mam jeszcze dwóch braci i najmłodszą siostrę. Ojciec umarł, gdy miałem 14 lat. Zapił się. Nie był agresywnym alkoholikiem, raczej zalegał na kanapie i spał. Chciałem być za wszelką cenę inny.

I byłeś?

Byłem. Ale jak widać każda bateria się wyczerpuje. Cholernie się boję, że będę jak on, bezwolna ameba. Człowiek bez przyszłości. A mój ojciec to był mądry facet, zniszczył go alkohol i buta, pewność, że na wszystko jest czas. Ile on obiecywał, co kupi, co zrobi, jak będziemy żyć. Dlatego, gdy żona czasem mówi, że wszystko przed nami, mam skurcz żołądka, wracam do przeszłości.

Powiedziałeś mi, że parę razy myślałeś o śmierci?

W sumie wciąż myślę o śmierci. Często. Że wtedy odpocznę.

Czego byś chciał?

Chyba, żeby odezwali się ludzie, którzy mieli podobny problem. Żeby napisali, jak było u nich i jak się da z tego wyjść. Chyba chciałbym porady. Ale nie od psychologa. Od kogoś, kto był w takim punkcie.

 


Zobacz także

Późne macierzyństwo jest i może bardziej dojrzałe, ale to już nie jest ta werwa i zapał, co 20 lat wcześniej.

Późne macierzyństwo nie jest dla wszystkich. Dziecko to nie rzecz, którą można oddać do reklamacji

po tragedii w Nicei

Świat sztuki jednoczy się z Francją, po tragedii w Nicei

Portret Zaskoczonej