Lifestyle

10-dniowy plan samoopieki. Wystarczy prosta strategia, by o siebie prawdziwie zadbać

Redakcja
Redakcja
20 sierpnia 2022
plan samoopieki
fot. Apostolos Vamvouras/Unsplash
 

Na co dzień w pierwszym odruchu myślimy o najbliższych nam osobach, często skupiamy się na obowiązkach i pracy, zapominając, jak ważna jest troska o nas samych. I mimo że wydaje się to nieco egoistyczne, należy się sobą zaopiekować, zamiast spychać na margines spraw mniej ważnych. Nikt nie odpowie na nasze potrzeby lepiej, od nas samych. 

Samoopieka to nic innego niż wsłuchiwanie się we własne ciało, jak i psychikę. To zadanie nie jest trudne i nie musi zabierać lwiej części naszego czasu. Niekiedy wystarczy poświęcić kwadrans, by poczuć się lepiej. W tym może pomóc plan, który można modyfikować, zgodnie z własnymi potrzebami.

10-dniowy plan samoopieki

Dzień 1. Wypracuj rutynę snu

Wbrew pozorom rzecz tak prosta do osiągnięcia jak sen wcale nie przychodzi nam zbyt łatwo. Natłok obowiązków, informacji, a także problemów sprawia, że trudno jest po prostu zamknąć oczy i zasnąć głębokim, relaksującym snem. A dobry wypoczynek w nocy sprawia, że łatwiej przetwarzamy i radzimy sobie z trudnymi sytuacjami, utrzymujemy emocje w ryzach, jesteśmy bardziej produktywni i wyszukujemy bardziej twórcze rozwiązania.

Dziś odłóż telefon i laptop, zrelaksuj się i wcześniej połóż spać.

Dzień 2. Pij więcej wody

W tym dniu zapomnij o istnieniu napojów energetycznych, kawy, słodkich napojów gazowanych, a przeproś się z butelką wody. Woda jest niezbędnym składnikiem ciała, bez którego także mózg nie jest w stanie dobrze funkcjonować. Poczujesz się lepiej, wzrosną twoje możliwości intelektualne.

Dziś noś przy sobie butelkę wody i popijaj ją małymi łykami.

Dzień 3. Ćwicz

Kolejnym krokiem niech będzie wypracowanie nawyku ćwiczenia. Wybierz dla siebie taki rodzaj ruchu, który jak najbardziej tobie odpowiada i da ci wiele radości. Nie chodzi o to, by coś było przykrą koniecznością, ale by faktycznie dawało radość i satysfakcję. Ruch pozwala zachować zdrowie i zgrabną sylwetkę oraz wyzwala dobry humor

Dziś zacznij od 10 minut ćwiczeń. To dobry początek na zmiany.

Dzień 4. Spędź więcej czasu z przyjacielem

Spędzamy dużo czasu w przestrzeni wirtualnej, co sprawia, że mamy mniej okazji na rzeczywiste spotkania z bliskimi osobami. A trzeba pamiętać, że to nie internet, ale prawdziwi ludzie trzymają nasze dłonie, gdy jesteśmy smutni, wspierają nas, gdy problemy sypią się na nasze głowy. Nie czekaj do następnego kryzysu, aby wyciągnąć rękę do przyjaciela.

Dziś zaproś go na kawę i cieszcie się wspólnym czasem.

Dzień 5. Przeczytaj książkę

A przynajmniej zacznij czytać. Aktywny umysł lepiej sobie radzi z różnymi wyzwaniami życia codziennego i stresem, którego nam nie brakuje. Wybierz książkę optymistyczną, by pozbyć się ciężkich myśli i łaskawiej spojrzeć na swoje życie.

Dziś wybierz książkę, którą zawsze chciałaś przeczytać, zaparz herbatę, wyłącz telewizor i oddaj się przyjemności.

Dzień 6. Oddaj się hobby

Każdy z nas ma zainteresowania, które siedzą głęboko w jego sercu. Jeżeli ty kochasz szydełkować, sięgnij po szydełko. Jeśli lubisz jazdę konną, zorientuj się gdzie w twojej okolicy możesz realizować swoją pasję.

Dziś jest dobry dzień na zrobienie czegoś dla samej przyjemności.

Dzień 7. Zrób zdjęcie

Jeżeli nie masz w zwyczaju robić zdjęć sobie, czy też swoim bliskim zdjęć w mniej ważnych chwilach zmień to.

Dziś zrób zdjęcie osoby lub rzeczy, które sprawiają, że się uśmiechasz.

Dzień 8. Znajdź spokój

Spokój daje nam naturalną energię do funkcjonowania przez cały dzień. Oderwanie myśli od problemów, oczyszczający ciało oddech, koncentracji na tym, co ważne i optymistycznie, pozwala zmienić spojrzenie na wiele różnych spraw.

Dziś znajdź pięć minut na to, by to umysł błądził w przestrzeniach, które na co dzień są omijane.

Dzień 9. Bądź nieperfekcyjna

Nie zawsze musisz być idealna i starać się robić wszystko jak najlepiej. Przypomnij sobie, że jesteś wyjątkowa i zasługujesz na dobro  nie tylko wtedy, kiedy dajesz z siebie maksimum.

Dziś zrób coś wyjątkowego tylko dla siebie.

Dzień 10. Bądź wdzięczna

Doceń z wdzięcznością całe dobro, które spotyka cię, nawet gdy dotyczy pozornie małych rzeczy. Zmień sposób myślenia i swój pogląd na wiele spraw.

Dziś pomyśl, co jest dla ciebie tak naprawdę nieistotne, a co daje ci prawdziwą radość i siłę.

źródło: www.powerofpositivity.com


Lifestyle

Czy mam krzyczeć na dzieci i wbrew ich woli (na siłę!) kazać im nocować u taty? One boją się ojca!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 sierpnia 2022
Kompleks Elektry
Fot. iStock/Kompleks Elektry – Kompleks Elektry
 

List do redakcji: Wiedząc, że zajmuje się pani problemami osób, które nigdy nie są nagłaśniane, odważyłam się do pani napisać. Sytuacja, która spotkała mnie razem z dziećmi jest już patowa. Nie wierzę, że ktokolwiek oprócz mojej rodziny zechce mi pomóc. Gdyby nie moja mama, tata i brat, nie wiem, co by ze mną było. Staram się trzymać wysoko głowę. W pracy wiele osób mnie podziwia. Pytają: „Jakim cudem ty ciągle się uśmiechasz?”. A ja po prostu świetnie udaję. Bo już ledwie podpieram się nosem. Nie pamiętam, kiedy pojechałam z córkami na wycieczkę. Połowę swojego urlopu spędzam w sądach, bo co miesiąc muszę być na jakiejś rozprawie. Nie wierzę w polskie sądy i nie wierzę w to, że ktoś bierze tam pod uwagę dobro dzieci. Dzieci, które naprawdę nie chcą widywać się ze swoim ojcem. Dlaczego nikt nie traktuje serio tego, co one mówią otwarcie?

Jestem samotną mamą dwóch dziewczynek w wieku przedszkolnym. Były mąż ma dwa wyroki karne i problemem alkoholowy. W mojej opinii ma też cechy typowego psychopaty i czarusia. Potrafi zrobić dobre pierwsze wrażenie, ale po roku zwalniają go z każdej pracy. Psuć między nami zaczęło się bardzo szybko. Po dziesięciu miesiącach sielankowego narzeczeństwa wzięliśmy ślub, ale już na poprawinach wybuchła karczemna awantura. Powód był tak błahy, że nie umiałam wyjść z osłupienia. Mąż krzyczał, że nieodpowiednio został podany rosół gościom. To mnie zastanowiło, bo jak można się tak pieklić o takie drobiazgi?

Potem z miesiąca na miesiąc i z roku na rok było gorzej. Odebranie prawa jazdy za jazdę po promilach. Weekendowe pijaństwo. Wyzwanie mnie od szmat i nienormalnych. W domu przepychanki i złośliwości. Nie interesowanie się dziećmi. Chodzenie w taki sposób, by trącać mnie barkiem albo deptać mi palcach.

Odjechał ze mną na masce

To ja zawsze płaciłam za wakacje. To ja utrzymywałam nasz dom. On mówił, że zbiera na lepszy samochód dla rodziny, a potem kupował sobie rower za 10 tysięcy złotych. Po trzech latach postanowiłam przeprowadzić się do mamy, do innego miasta. Mąż przyjeżdżał do nas tylko na weekendy. Kiedy ja dzwoniłam do niego w tygodniu, zawsze był z kolegami na piwie. Po czterech latach stwierdziłam, że taki związek naprawdę nie ma już sensu i zaczęło się… On teraz nie umie pogodzić się z tym, że od niego odeszłam. A odeszłam przede wszystkim dlatego, że chciałam chronić dzieci.

Zastanawiam się, dlaczego sąd do tej pory nie zakazał mu kontaktów z dziewczynkami. Pierwszy wyrok karny wobec byłego męża zapadł, po tym, jak on szarpał moją mamę i wyłamał jej bark. Drugi, kiedy wrzucił siłą dziecko do samochodu i nie przypinając córki pasami, starał się odjechać z naszej posesji. Wtedy ja stanęłam mu przed maską i zaczęłam krzyczeć: „Przypnij dziecko w foteliku”. A on, nie czekając chwili, ruszył i jechał tak kilkadziesiąt metrów ze mną uczepioną maski samochodu. To jest jakieś szaleństwo. Ja przecież jestem osobą wykształconą, skończyłam studia, pracuję w urzędzie gminy na cenionym stanowisku. Nikt nie wierzy, że w domu muszę zmagać się z takimi sytuacjami. Były mąż to jest naprawdę agresywny człowiek, zwykły psychopata, który karmi się tym, że ktoś cierpi.

Kara dla samotnej matki

Uważam, że razem z dziećmi jesteśmy ofiarami wtórnej wiktymizacji. Moim błędem podczas rozprawy rozwodowej było to, że zgodziłam się na to, że on będzie mógł zabierać córki do siebie co dwa tygodnie na weekend i spędzać z nimi dwa tygodnie wakacji. Już wtedy powinnam walczyć, ale moja naiwność, że będzie dobrze, wzięła górę. Chciałam, by ten koszmar dzielenia majątku i zabierania nam z domu 15-letnich szafek, na których dzieci miały poukładane książki, skończył się. Zgodziłam się i teraz muszę za to płacić.

Niedawno sąd nakazał mi zapłacić za wyraźną niechęć dzieci do spotkań z ojcem 1000 zł za każdy kontakt, który się nie obył. Daje to w sumie aktualnie kwotę 18 tysięcy złotych. Jak mam to zrobić przy moich miesięcznych zarobkach, które wynoszą niewiele ponad 3 tysiące złotych? Jednocześnie w opinii OZSS, czyli Opiniodawczego Zespołu Specjalistów Sądowych (składającego się ze specjalistów z zakresu psychologii, pedagogiki, pediatrii), zostało wyraźnie napisane: „Dzieci kategorycznie odmówiły spotkania z ojcem”. Przyniosłam też opinię z przedszkola oraz z zajęć baletowych moich córek. Wszędzie było napisane, że dziewczynki współpracują, że nie sprawiają kłopotów wychowawczych.

 

Zastanawiam się więc, jakim cudem te opinie nie zostały wzięte pod uwagę? Czy w Polsce liczy się tylko prawo ojca do zasądzonych przymusowych spotkań z dziećmi?

W końcu sąd wyznaczył kuratora i wtedy mąż próbował odebrać z domu dzieci w jego asyście. Jak zwykle działy się dantejskie sceny. Dziewczynki krzyczały i chowały się za szafę. Kuratorka próbowała przede wszystkim mnie dyscyplinować, mówiąc: „Nie widzę, by one bały się ojca. Niech pani do nich jakoś przemówi. Czy pani ma nad nimi jakąś kontrolę?” Wtedy zaniemówiłam, zwłaszcza że mąż wezwał policję i awantura przybrała na sile.

 

Ja się dziś pytam: „Kobiety, czy ja mam nakrzyczeć na dzieci i wbrew ich woli kazać im zanocować u taty? Jeśli słyszę od córek w tej kwestii wyraźne „nie”, jeśli widzę ich łzy i strach, to ufam, że mają powód. Nie znają własnego ojca i boją się go.

Ja też się go boję, bo jest nieobliczalny. A co dopiero dziecko? One pamiętają, jak tata zabierał je do siebie na siłę. Teraz podrosły i już się buntują!

 

W takich sytuacjach najbardziej właśnie cierpią dzieci. Nie dość, że po rozwodzie obniżył się ich standard życia, to jeszcze sąd uczy je, że ich zdanie w ogóle nie jest brane pod uwagę. Co będzie skutkiem? Moje dzieci będą wchodzić w dorosłe życie z traumatycznymi doświadczeniami i jakąś chorą koniecznością poddaństwa. One najzwyczajniej w świecie boją się jechać do taty. Boją się nawet wychodzić swobodnie z przedszkola i cały czas rozglądają się, czy nie ma gdzieś taty w pobliżu.

Wszystko na siłę

W przedszkolu zdarzała się sytuacja, że na „dzień babci” zaproszona została moja teściowa. Po przedstawieniu, podczas którego córka odmówiła mówienia wierszyka (pewnie z emocji i strachu), babcia i tata próbowali ją przytulić. Wszytko na siłę. Oni nie rozumieją, że tak nie można. Wybuchła awantura, bo oni domagali się czułości, a gdy zobaczyli, że dziecko uciekło do mojego taty, absolutnie wściekli się.

Potem pytałam przedszkolankę, czy zgodzą się w sądzie zeznawać. Powiedziała, że nie chcą się mieszać, a ja byłam głupia, że nie wezwałam jej na świadka, bo przecież miałam do tego prawo. Znów wygrała moja naiwność, bo nie chciałam działać agresywnie. Dziś starszej córce zdarzają się moczenia nocne, a młodszej bardzo ciężko się skupić. Chodzę z tymi sprawami do psychologa. Komercyjnie, choć pieniędzy nie mamy wiele. Mam jednak świadomość, że terapia wymaga skupienia, czasu, a przede wszystkim spokoju.

Ojca jednak to nie obchodzi. Liczy się tylko to, by wygrać. Dlatego, kiedy ma wyznaczony dzień na spędzenie czasu z córkami, podjeżdża pod dom mojej mamy i parkuje w odległości około 200 metrów. Nie widzę go nawet z okna. On wysyła mi tylko SMS-a, że już jest, ale czeka najwyżej 6 minut. A ja w tym czasie próbuję namówić dziewczynki, by wyszły z domu. Chociaż pokazać się tacie, przywitać z nim. One jednak tylko krzyczą, że nie chcą. Biegają po całym domu i w końcu chowają się pod łóżko.

W takim momencie zawsze próbuję zadzwonić do byłego męża, by chwilę dłużej poczekał. Ale on nigdy nie odbiera, tylko po 5-6 minutach odjeżdża. Na dowód, że był u nas, robi tylko zdjęcie furtki. A takie podjechanie pod dom i czekanie 6 minut jest już traktowane przez sąd jak nie wydanie ojcu dzieci. Ojcu, który nigdy nie został z córkami sam na sam, nie interesował się ich zdrowiem, edukacją ani rozwojem. Podczas jednej z rozpraw sędzina powiedziała mi, że to dzieje się dlatego, że nie zapraszam byłego męża do środka. A tego nie chce moja mama. Postanowiłam jednak ją namówić, by pozwoliła mu wchodzić do domu. Gdy ona w końcu zgodziła się, to on okazało się, ż on wcale nie jest tym zainteresowany.

Jako samotna matka dwójki chciałabym opowiedzieć historię wielu kobiet w Polsce, które (jak ja!) walczą o byt i możliwość spokojnego bezpiecznego dorastania swoich dzieci. Aktualnie moje córki są traktowane w sądach jak przedmioty, nie podmioty. Historia, która dzieje się w moim domu, osoby wykształconej, pracującej, bardzo dbającej o dziewczynki, jest trudna do zrozumienia. Mężem kieruje okropna chęć zemsty za moją odwagę, że miałam siłę odejść. Takich kobiet jak ja musi być w Polsce więcej. Nikt o nas nie walczy. Potrzeby tatusiów są w sądach na pierwszym miejscu. Nikt nie dba o spokój dzieci, bo ich uczucia są wyrażane w sposób mniej spektakularny. Cichy, choć ze łzami. Chaotyczny, ale bezbronny. Mnie to rozrywa serce.

A.


Lifestyle

Nie namawiamy do noszenia różowych okularów. Ale powiemy ci, jak możesz nauczyć się optymizmu

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 sierpnia 2022
fot. unsplash

Profesor Martin Seligman amerykański psycholog, autor światowego bestselera „Optymizmu można się nauczyć” podkreśla, że nie zachęca nikogo do naiwnego patrzenia na świat przez różowe okulary ani nie nakłania do „hurraoptymizmu”. Nam też nie chodzi, by podać ci przepis według którego będziesz mogła bezmyślne stosować porady, jak z pesymistki nagle stać się wiecznie uśmiechniętym człowiekiem, który zaprzecza, że zło i niesprawiedliwość istnieją na tym świecie. Tu kompletnie nie o to chodzi! Bo smutek, zazdrość, niesprawiedliwość istnieją i każdego nas spotykają nieszczęścia. Tyle że część osób łatwiej się z tych dołków podnosi. Zazwyczaj są to właśnie optymiści. Ludzie, którzy wierzą, że mają wpływ na swoje życie i że mogą je zmieniać, mimo trudności i wiatru, który czasem wieje im w oczy. Jeśli czujesz się czarnowidzem i chciałabyś choć odrobinę to zmienić, mamy dobrą wiadomość. To da się zrobić!

1. Wyjaśniaj inaczej rzeczywistość

Profesor Martin Seligman twierdzi, że źródłem pesymistycznego stylu wyjaśniania przyczyn różnych wydarzeń, które nas spotykają, warto poszukać w dzieciństwie. Jeśli mama mówiła ci: „Nie warto stosować żadnych diet, bo one i tak nie działają”, a ojciec „Dobrą pracę można znaleźć tylko po znajomości”, to dziś możesz mieć tendencję do stosowania tych samoograniczających przekonań. Profesor uważa, że one prowadzą do utraty poczucia sprawstwa, demotywacji, a w konsekwencji do pesymizmu, a nawet depresji.

Dlaczego tak się dzieje? Negatywne sformułowania zawsze niosą ze sobą destrukcyjną generalizację i wpływają na to, jakie działania będziemy podejmować. I czy w ogóle jakiekolwiek podejmiemy. Seligman zaleca więc pesymistom trening optymistycznego stylu wyjaśniania rzeczywistości. Na czym on polega?

Za każdym razem gdy pojawia się w twojej głowie myśl negatywna, staraj się sprawdzić, czy umiesz ją zmienić na pozytywną. A jeśli nie, to choć odrobinę ja rozświetlić. Typu: „Może większość diet nie działa, ale jak nie spróbuję, to się nie przekonam, czy w tym przypadku też tak będzie”.

2. Prowokuj optymizm

Często mówimy: „To ty sprowokowałeś mnie, że tak brzydko ci odpowiedziałam…”, albo „To on sprowokował, że się tak okropnie zachowałam. A gdybyś spróbowała przeformułować swoje myślenie na takie: „To twój uśmiech SPROWOKOWAŁ, że mój dzień stał sobie przyjemniejszy!”, „To zrobiona przez ciebie ciepła herbata z cytryną SPROWOKOWAŁA mnie do działania”. Tylko że do tego trzeba odrobiny uważności.

3. Przeprowadzaj dekatastrofizację

Czy zdarzyło ci wpadać w czarną dziurę rozpaczy po jakimś zdarzeniu? Oblałaś egzamin na studiach, straciłaś pracę albo facet, który ci się podobał, zaczął się spotykać z twoją przyjaciółką? W takich sytuacjach często wydaje się, że to już koniec świata. Profesor Seligman doradza, by mimo wszystko próbować zejść na ziemię i powiedzieć do siebie kilka zdań (najlepiej na głos), które zdekonspirują twoje czarnowidztwo. Przykład: „A może to lepiej, że ten facet wybrał inną? Może tym sposobem zaoszczędzę energię i czas, którą niepotrzebnie ładowałam w tę reflację? Dzięki temu będę mogła skupić się na sobie i w przyszłości na facecie, któremu naprawdę będę się podobać?

4. Wypisz na kartce, co daje ci radość

Niektórzy ludzie są tak zabiegani, że na pytanie: „Co ci sprawia przyjemność?”, odpowiadają: „Nie wiem”. Ale naprawdę warto się dowiedzieć! Wypisz wszystko, co przychodzi ci do głowy na kartce. Nie podpowiadamy, co to może być, bo tylko ty wiesz najlepiej, co na ciebie działa. Kartkę trzymaj w widocznym miejscu. Jak wpadniesz w zły nastrój i zaczniesz sobie projektować w głowie czarne scenariusze, sięgnij po tę listę i zrób z niej cokolwiek. Nie oczekuj jednak, że zły nastrój natychmiast minie. Przyjemną rzecz potraktuj jak trening ku optymizmowi. Przynajmniej zyskasz poczucie, że próbowałaś się ratować i zrobiłaś cokolwiek dla siebie, kiedy byłaś w tzw. czarnej d***e.

5. Analizuj słuszność twierdzenia

Czy kiedykolwiek zdarzało ci się fantazjować, dlaczego ktoś wobec ciebie postąpił podle? Może myślałaś: „Nie zadzwonił, bo już mu na mnie nie zależy” albo „Nie chce się ze mną spotkać, bo ma inną fajniejszą przyjaciółkę ode mnie”. Profesor Seligman twierdzi, że takie „rozkminianie” często nie ma sensu. Lepiej spytać, sprawdzić niż bombardować swój mózg potencjalnymi negatywnymi możliwościami zaistnienia takiej sytuacji. Jakże często okazuje się, że po prostu on nie zadzwonił, bo zwyczajnie nie miał czasu albo był czymś innym zajęty.

6. Zarażaj słowem

A co by się stało, gdybyś TERAZ wysłała/wysłał: SMS-a do najbliższej osoby z kilkoma prostymi zdaniami: „Kochanie, czy wiesz jak ja za tobą tęsknię?” , „Kocham cię”, „Nie mogę doczekać się kiedy spotkamy się wieczorem, „Jesteś dla mnie ważna/ważny”. Idziemy o zakład, że dostaniesz równie przyjemną zwrotkę. To się nazywa „wzajemne zarażenie optymizmem”. Warto spróbować!

7. Programuj szczęście

Nasza głowa lubi szukać wymówek. Czy zdarzyło ci się nie iść na trening, chociaż dobrze wiesz, że gdybyś się przemogła lub uparła, to potem czułabyś się znacznie lepiej? A jednak „przygniotła” cię codzienność, bo trzeba było odpowiedzieć na maile, ugotować obiad, odrobić z dzieckiem lekcje! Stop! Pomyśl, co możesz zrobić, by w przyszłości zapobiec takiej sytuacji i zadbać o siebie. Co zrobić, by poukładać harmonogram rodziny, byś nie opuszczała treningów? Może ustal z mężem, że w środy od godziny 18.00-20.00 wszystko jest na jego głowie? Może przestaw swoje treningi na rano, bo po południu zawsze w waszym domu coś nieprzewidzianego się wydarza.

Kombinuj! Dbaj o to, co poprawia ci humor i sprawia, że stajesz się choć CIUT OPTYMISTKĄ.


Zobacz także

papaja - owoc, jak jeść, właściwości

Koniec wieku niewinności. Papaja! Niech to szlag

Jak przewidzieć zdradę

Jak przewidzieć zdradę? Oto 11 sygnałów, które powinny cię zaalarmować

Co z nami robi zmiana czasu. Pamiętajcie, to już dziś