Książki

„Kolekcjonuj komplementy. Są bezcenne”. 10 inspirujących cytatów Doroty Wellman

Redakcja
Redakcja
15 kwietnia 2019
 

„Niezależnie od wieku możemy wszystko. Tylko trzeba przestać się bać” – brzmi pięknie, prawda? A gdyby tak nie tylko brzmiało, ale stało się przysłowiowym „ciałem”? Gdybyśmy mogły raz na zawsze pozbyć się ograniczeń, które sobie same podrzucamy pod nogi jak kłody. Przestały być „za” – za grube, za chude, za niskie, za stare, za brzydkie, za słabe… Mamy dla was zestaw boskich cytatów prosto z książki Doroty Wellman – przypnijcie je na lodówkę, zapomnijcie o kompleksach, a potem już tylko idźcie i zawojujcie świat! ❤

10 inspirujących cytatów, Doroty Wellman z książki „I ty możesz zostać modelką”

Alleluja i do przodu!

Nie wstydźmy się tego ile mamy lat! Ja czerpię z tego siłę.

Kompleksy – nobody’s perfect. Nikt nie jest naszym większym wrogiem niż my same.

Uwielbiam komplementy i z wdzięcznością je przyjmuję. Cieszę się z nich, smarują moją duszę miodem.

Chwila dla siebie należy mi się jak psu kość. Nauczcie swoich bliskich, w tym dzieci, że chwila tylko dla Was jest święta.

Nie rezygnuj z marzeń, aspiracji, bo ktoś Ci mówi, że nic z tego nie będzie. Zdobywaj szczyty. Rozwijaj umiejętności. Miej ambicje i plany. Rób, co chcesz.

Fot Materiały prasowe

Kolekcjonuj komplementy. Są bezcenne.

Nie trać szans!

Nie zmieniaj życia tylko dlatego, że jakiś idiota napisał, że masz za dużo zmarszczek lub źle wyglądasz w dżinsach.

Kochane kobiety! Trzymajmy się razem. Na dobre i na złe. Całuję.

Cytaty pochodzą z książki „I ty możesz zostać modelką” Doroty Wellman, Wydawnictwo Edipress.

Fot Materiały prasowe

Fot Materiały prasowe


Książki

Strajk nauczycieli. Nie oceniajcie zbyt łatwo, zwłaszcza gdy nie przeszliście w czyichś butach nawet kilometra

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 kwietnia 2019
Fot. iStock
 

Jak długo będzie trwał strajk? To pytanie, które w rozmowach ostatnio pojawia się najczęściej. Moje dzieci na początku szczęśliwe, że trafiły im się ferie wielkanocne, pod koniec minionego tygodnia zaczęły przebąkiwać, że już do szkoły by poszły. Ale szkoła zamknięta. Nauczyciele strajkują, choć wcale tego nie chcieli. Kiedy w poniedziałek tuż po rozpoczęciu protestu jeździłam po szkołach i przedszkolach czuć było nadzieję, ogromne poczucie solidarności. Nikt nie mówił tego głośno, ale w tle wybrzmiewało: „strajk potrwa dwa dni”. Żaden z nauczycieli nie podejrzewał, że rząd potraktuje ich z pełną ignorancją, przez tydzień strajku składając jedynie ofertę, która już przez związki została raz odrzucona.

Pięć milionów uczniów na cały tydzień, a teraz kolejny, zostało pozbawionych możliwości nauki. I nie jest to wina nauczycieli. Nie dajmy sobie tego wmówić, bez względu na to, po której stronie stoimy. Nauczyciele chcieli rozmawiać, chcieli porozumienia, chcieli wrócić do pracy. Mówili: „Strajk nie jest dla nas przyjemnością, proszę uwierzyć, że wolelibyśmy pracować niż strajkować”. Tymczasem nie dano im takiej możliwości.

To, że podwyżka im się należy – myślę, że nie podlega dyskusji. Kto przyjdzie pracować zaraz po studiach za 1700 złotych? Kto będzie uczył nasze dzieci? Patrzę na moje i cieszę się, że za chwilę skończą podstawówkę, później średnia szkołą i uciekną z tego chorego systemu tworzonego zgodnie z widzimisię kolejnych rządzących. Bo wiadomo, że oświata jest kulą u nogi każdego rządu, ten jednak pozwala sobie na całego. Na szybko przeprowadził reformę, która właściwie w ogóle nie była potrzebna i zamiast budować niszczyła. Zmienił podręczniki. Mój syn na języku polskim więcej uczy się religii niż tego, czego naprawdę powinien. Nauczyciele dostali więcej pracy papierkowej, niż mieli dotychczas i nierzadko mówią, że po wypełnieniu dokumentów brakuje im energii na to, co dla nich najważniejsze – na nauczanie, przekazywanie wiedzy, zarażania uczniów ciekawością świata.

Jasne, zgadzam się, że nauczyciele sami sobie także zgotowali taki los przez lata próbując podejmować nic nie znaczące dla ogółu formy protestu. Dziś mówią, że sprzeciwiali się reformie, że strajkowali wcześniej, ale nie chcieli odchodzić od sal lekcyjnych i biurek. Teraz są zdeterminowani i… zastraszani. Zastraszeni tym, że wobec przedłużającego się strajku nie dostaną wynagrodzenia. Zastraszani przez władze samorządowe, niektórzy przez swoich własnych dyrektorów, większość przez część społeczeństwa, która nazywa ich darmozjadami. Przyjaciółka powiedziała mi ostatnio: „Jeśli nic nie wywalczymy – odejdę. Położę na stół wypowiedzenie”. Pracuje w szkole ponad 20 lat, uczy języka polskiego. Wiem, ile czasu poświęca na przygotowanie się do lekcji, na pomoce naukowe, które podsunąć uczniom. Jak długo szuka inspiracji do przeprowadzenia zajęć z nudnej jak flaki z olejem dzisiaj dla uczniów książki „W pustyni i w puszczy”. Strajkuje, bo nie widzi innego sposoby zwrócenia uwagi na to, co dzieje się w oświacie. A jak wiadomo ryba zawsze psuje się od głowy. Jest rząd, samorządy, nauczyciele. Rząd, który w zakresie polskiej edukacji robi wszystko, odnoszę takie wrażenie, by ograniczyć otwartość umysłów młodych ludzi i tkwi w jakimś zaściankowym przekonaniu, że tylko szkoła jest źródłem wiedzy uczniów, choć te czasy minęły z dekadę temu bezpowrotnie. Samorządy – którym trudno jest wspierać rozwój edukacji, zwłaszcza, że subwencja rządowa od lat nie wzrasta wprost proporcjonalnie do wydatków, jakimi przez rząd obarczane są samorządy. Kto pokrył koszty reformy, kto pokryje ewentualne podwyżki dla nauczycieli? Te pytania wśród społeczeństwa padają bardzo rzadko, jeszcze rzadziej ktoś szuka odpowiedzi, a może warto?

W końcu nauczyciele, którzy mają dość bycia traktowanymi jak piąte koło u wozu. Ba, nawet nie piątek, bo wtedy może w super piątce Prezesa, by się zmieścili. Przyjaciółka w rozmowie dodała: „Wiesz, że ja się wstydzę przyznać, gdzie pracuję. Wolałabym mówić, że mam zakład fryzjerski, niż, że jestem nauczycielką”. I ja ją rozumiem czytając komentarze, które pojawiają się pod informacjami o strajku. Znowu udało się nas podzielić. Znowu są ci za i ci przeciw i jedni drugim skaczą sobie do gardeł, próbując udowodnić, czyja racja jest lepsza i ważniejsza.

Tyle, że w tym wszystkim zapominamy o jednym. Dzieciach. Tych, które siedzą w domu, biegają na jakieś organizowane przez miasta zajęcia. Dzieciach i młodzieży, którym w ostatnich dniach odbiera się prawo do nauki. I rządzący mają to w głębokim poważaniu. Widać, jak traktują nasze dzieci, które nie są jeszcze ich wyborcami, jak nauczycieli, wśród których poparcie zawsze zyskiwali w mniejszości.

Kto zrobił większą krzywdę naszym dzieciom? Serio – nauczyciele? Czy może jednak kroki podjęte przez rząd, byleby przypodobać się swoim wyborcom, bez refleksji, jakie skutki one w efekcie przyniosą polskiej edukacji. Wiadomo, że głupim narodem łatwiej rządzić. Więc nim wydacie jakikolwiek osąd, nim znowu tak łatwo przyjdzie wam ocenić kogoś, w czyich butach nie przeszliście nawet kilometra, proszę zastanówcie się, nim pierwsi rzucicie kamień.


Książki

Hashimoto. Nietypowe objawy, które powinny wzbudzić naszą czujność

Redakcja
Redakcja
15 kwietnia 2019
hashimoto
Fot. iStock / Dr_Microbe

Hashimoto to paskudna choroba. Niezmiernie dokuczliwa i nadal trudna do zdiagnozowania, zwłaszcza, że w dużym stopniu nadal pozostaje dość nieznana. Rośnie jednak społeczna świadomość tej choroby, co pozwala szybciej wyłapać charakterystyczne dla Hasimoto objawy, które są wynikiem rozregulowania prawidłowej pracy tarczycy, co z kolei prowadzi do zaburzeń funkcjonowania naszego całego organizmu.

Co o Hashimoto powinniśmy wiedzieć? Jakie objawy powinny wzbudzić naszą czujność?

To nie depresja

Możesz czuć się tak, jakbyś miała depresję, ale to nie to. Chcesz pracować, działać, nie czujesz apatii, ale nosisz w sobie dziwne uczucie, które daje wrażenie, jakby umysł i ciało nie były ze sobą zsynchronizowane.

Czujesz się daleko od siebie

Uczucie trudne do opisania, które towarzyszy zmagającym się z Hashimoto. Niektórzy mogą mówić, że jesteś neurotyczna, ale ty wiesz, że to nie tak, że to poczucie, jakbyś podszywała się pod siebie. Kiedy jesteś chora, akt życia jest bardziej aktem niż życiem.

Zmęczenie

To nie jest zmęczenie wywołane brakiem snu. Zmęczenie w przypadku Hashimoto związane jest z utratą poczucia siebie. Masz wrażenie, że nieustannie musisz być skupiona, by nie zgubić siebie.

Poczucie braku stabilności

To dziwna mieszanka zmęczenia i nadpobudliwości, która z jednej strony sprawia, że zapominasz o chorobie, a z drugiej wymusza na tobie wysiłek, do którego nie jesteś zdolna, choć byś chciała. Dążysz do jakiegoś celu, który zawsze jest poza twoim zasięgiem.

Siniaki

Siniaki, sine kolana, łokcie, to jeden z najczęstszych objawów Hashimoto.

Swędzenie

Hashimoto wywołuje nieprzyjemne uczucie swędzenia, jakby w plecy wbijano ci setki malutkich igiełek.

Pieczenie i opuchlizna

Najczęściej zlokalizowane po prawej stronie ciała. Prawa strona zdaje się być powiązana z tarczycą. Zauważasz jakby opuchnięte żyły? Drganie nerwu właśnie po prawej stronie?

Kontakt z ludźmi boli

Zaczynają ci przeszkadzać ludzie, źle się czujesz w tłumie. Dlaczego? Nikt tego nie potrafi wytłumaczyć. Może nie chcesz się tłumaczyć z tego, jak się czujesz?

Cynamon pomaga

Stabilizuje poziom cukru we krwi, którego odstępstwa od normy są objawem Hashimoto.

Zimno i chłód

Na dworze robi się coraz cieplej, ale tobie nadal jest zimno? Najchętniej zakopałabyś się w grube, ciepłe swetry i nie wychodziła spod koca? Zwalasz to na przemęczenie? A może jednak warto się przebadać.

Kruche paznokcie i wypadające włosy

Jednym z objawów Hashimoto są kruche paznokcie i wypadające włosy. Często myślimy, że to wynik niedoboru witamin i minerałów, przepracowania, złej diety. Tymczasem przyczyną może być Hashimoto.

Zmęczenie ciała

Nie umiesz tego wyjaśnić, ale masz poczucie nieustannego bólu mięśni, ich osłabienia, sztywności. To sprawia, że nie masz ochoty na żaden ruch, czym z kolei tłumaczysz przyrost zbędnych kilogramów. Uważaj, być może twoje ciało ma dla ciebie ukryty przekaz.


Zobacz także

Nie chcesz już dłużej słuchać złotych recept na życie? Pomyśl o zmianie

Czy miłość do rodzica jest silniejsza niż krzywdy, jakie wyrządził dziecku?

„To nie jest książka o seksie” – powinien ją przeczytać każdy rodzic, a później podsunąć swojemu nastoletniemu dziecku