Co to znaczy, jeśli ciągle ze sobą zrywacie i do siebie wracacie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 kwietnia 2018
Fot. iStock/kieferpix
 

Czy byłeś kiedyś w związku, który trwał, nagle kończył się, a potem znowu trwał, jak gdyby nigdy nic? Ciągłe rozstania i powroty nie są dla miłości korzystne, a jednak wiele par funkcjonuje właśnie w taki sposób – kocham cię i nienawidzę, chcę z tobą być, nie mogę na ciebie patrzeć.

Istnieją pewne powody, dla których pewne pary nie potrafią się rozstać „na dobre”. I nie zawsze chodzi o miłość.

1. Kurczowo trzymasz się nadziei

Jedną z rzeczy, która sprawia, że ​​partnerzy do siebie wracają, jest nadzieja, że ​​druga osoba się zmieni – lub że uda się ją zmusić do zmiany. Trzeba zaakceptować fakt, że nie w naszej mocy jest „naprawianie” partnera. Wszyscy zmieniamy się tylko wtedy, gdy sami tego chcemy i jeśli otrzymamy pomoc z zewnątrz.

2. Utknąłeś w toksycznym mechanizmie relacji

Jednym z powodów relacji typu „jo-jo” jest zablokowanie w pewnym określonym systemie relacji. Jeśli jesteś w związku, w którym jedno z was jest osobą kontrolującą, a drugie trwa przy nim z potrzeby uwagi, akceptacji lub udanego seksu, bardzo trudno jest ci z tego związku uwolnić. Kiedy odchodzisz, odczuwasz pustkę, której nie potrafisz niczym wypełnić, ponieważ jesteś od tego typu relacji uzależniony.

3. Boisz się samotności i nie spotykasz się z nikim innym

Często stres związany z dysfunkcyjnym związkiem prowadzi do decyzji o życiu w pojedynkę. Innym razem paradoksalnie pcha nas ciągle w te same ramiona lub w ramiona osób bardzo podobnych do poprzedniego partnera. Mówisz sobie, że nigdy nie spotkasz kogoś lepszego, że skończysz jako osoba samotna i że „lepszy rydz niż nic”. Więc wracasz do tego, co już było, co znasz, bo boisz się zaczynać od początku, żyć samotnie.

4. Nie pracujesz nad sobą

Być może istnieje między wami prawdziwa więź, ale żadne z was nie wykonuje nad sobą wewnętrznej pracy, aby zaradzić podstawowym problemom w tej relacji. Gdy dojrzewacie do decyzji o rozstaniu, odchodzicie od siebie, ale uczucie powoduje, że za chwilę wracacie, z nadzieją, że tym razem będzie inaczej, lepiej. Niestety, „niewyleczone” problemy znów wrócą, a wy znów staniecie przed decyzją o rozstaniu.


Na podstawie: themindsjournal.com


Dlaczego do golenia nigdy nie powinnaś używać zwykłego żelu pod prysznic albo mydła

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
5 kwietnia 2018
Fot. iStock / macniak
 

Nie, nie, nie! I jeszcze raz nie! tak, nie jestem  święta, mam za uszami, jak każda kobieta. Żele, płyny, mydło czy dramatyczne podrygi na szybko (czytaj: na sucho). Choć raz w życiu każda z nas kupiła sobie piankę do golenia (zazwyczaj „na wakacje”) i niby różnicę czuć od razu i łatwość ogolenia nóg jest bezdyskusyjna, to jednak wciąż uważamy to za nieco osobliwy nawyk pielęgnacyjny. 😉

Trafiałam jednak ostatnio na wypowiedź dermatologa, dr Anity Sturnham. Przeczytajcie dlaczego naprawdę nigdy, przenigdy nie powinnyśmy do golenia używać byle czego!

Warto, z tymi argumentami się nie dyskutuje. 😉

Dlaczego do golenia nigdy nie powinnaś używać zwykłego żelu pod prysznic albo mydła

Podczas golenia oddziałujemy mechanicznie na skórę, co można porównać do „peelingu”, dlatego tak ważne jest, aby  zminimalizować tarcie do bezpiecznego poziomu.

Kosmetyk, którego używamy do golenia powinien zapobiegać uszkodzeniom skóry, podrażnieniom, czy wymykaniu się włosków maszynce, jednym słowem powinien współpracować z ostrzem.

Produkty do golenia poprawiają poślizg, zmniejszają tarcie oraz ryzyko podrażnień i skaleczeń. Kiepskim pomysłem jest również używanie kosmetyków do włosów (choć wydawać by się mogło, że szampon czy odżywka nadadzą maszynce dobry poślizg) – te produkty wpłyną na włoski i utrudnią ich golenia oraz najzwyczajniej zapchają ostrze maszynki.

Jeśli trudno się wam przekonać do zainwestowania w piankę czy krem do golenia, rozważcie sprawę pod względem ekonomicznym – preparat do golenia oznacza dłuższą żywotność maszynki, czyli jej rzadsze wymiany.

Trzeba przyznać, że argumenty dermatologa, dr Anity Sturnham, trudno obalić. Zresztą chyba nigdy nie widziałyście mężczyzny, który goliłby się z rana za pomocą żelu do twarzy, prawda?


 

źródło: thesun.co.uk


List do fircyka, który nie rozumiał, że spotykał się z samotną matką. „Spadaj, dupku!”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
5 kwietnia 2018
Fot. iStock/Kikovic
Następny

Po tym całym cyrku z rozwodem nie sądziłam, że coś jeszcze jest w stanie mnie w życiu zaskoczyć. Moment, cofam. „Coś” – tak, ale na pewno nie faceci. Wydawało mi się, że poznałam już wszystkie wasze twarze i różne sztuczki. Myliłam się. Los chciał, żebyś na moje drodze pojawił się Ty – samotny, pełny energii i ponoć szaleńczo zakochany. Tak przynajmniej mówiłeś. Zapewniałeś, że wszystko rozumiesz i wszystkiemu podołasz. No to przykro mi, kochanieńki, ale nie podołałeś. 

Wydawało ci się, że to będzie takie lekkie, łatwe i przyjemne. W sumie – nie Twój dzieciak, więc i nie musisz czuć się zobowiązany do jego wychowywania. Niby gdzieś tam jest, żyje, przewija się, ale to generalnie nie Twój problem i nie Twoje zmartwienie. Nie dziecko jest tu ważne, a matka. A ta skradła Twoje serce. Piękna, zadbana, wolna i ambitna. Zrobiło na Tobie wrażenie, jak potrafię ogarniać i pracę, i dom, i dziecko. Teraz już właściwie nie wiem, czy faktycznie byłeś zakochany, czy może wyrachowany. Bo muszę przyznać, że sprytnie sobie to wymyśliłeś.

„Związek z kobietą po przejściach” – brzmi trochę przerażająco, ale przecież ma swoje plusy. Swoje przeszła, więc nie będzie zaraz wymagać pierścionka zaręczynowego i ślubu. Jedno nieudane małżeństwo ma już przecież za sobą i nie będzie już tak ślepo wierzyć w romantyczną miłość do grobowej deski. Nie będzie też jęczeć, że chce mieć dziecko. Jedno (a czasem więcej) już ma i sama widzi, jaka to ciężka praca wychować i utrzymać takiego dzieciaka. A jak już wcześniej wspomniałam – i jedno i drugie mimo wszystko jest na jej barkach, nie na Twoich. Trudno, żebyś cudzego bachora niańczył i traktował jak swoje. Tolerujesz – to już dużo. A może inaczej. Wy wolicie używać zwrotu „dziecko mi nie przeszkadza”. Och, dziękuję! Doprawdy? Cudownie, bądźmy razem!

Teraz widzę, że w pewnym sensie było Ci ze mną po prostu wygodnie. Nie nalegałam na wspólne mieszkanie, bo potrzebowałam czasu, żeby siebie i dziecko oswoić z nową sytuacją. Za to Ty zawsze byłeś u mnie mile widziany i wykorzystywałeś to. Fajnie raz na jakiś czas zjawić się w mieszkaniu, gdzie jest posprzątane i zawsze ugotowane. Gdzie czeka troskliwa i kochająca kobieta, która z wytęsknieniem patrzy za wybrankiem swojego serca.

Tak, my wszystkie łakniemy miłości, opieki, wsparcia. Szczególnie, gdy jesteśmy samotnymi mamami. Gdy każdego dnia musimy stawiać czoła potężnym wyzwaniom. Takim, przy których niejeden z was obsrałby się ze strachu.  I z jednej strony ta nasza siła was przyciąga, a z drugiej odpycha. Bierzecie więc to, co wam pasuje. Najczęściej dobrą zabawę, domowy obiad i seks.

A potem, gdy orientujecie się, w jaki gówno wdepnęliście, zabieracie zabawki i w długą.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Bajka o wędrujących jajach… Drogi mężczyzno, nie oddawaj tak łatwo swojej męskości

Niezależność w związku? Akurat! Czy w ogóle jest możliwa? Czy da się ją osiągnąć?

Twoja żona jest smutna, sfrustrowana? Jesteś zły, że nie jest tą dziewczyną, w której się zakochałeś? Wiesz, co – ty jesteś temu winien!