Zdrady się nie wybacza. No chyba, że jesteś mężczyzną

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
15 kwietnia 2019
fot. iStock/ NubiaPEisenlohr
 

Zdradę należy potępiać. Zdrady się nie wybacza. Zdrada jest największym upodleniem i świadczy o słabości charakteru. Zdrada jest wyłącznie twoją winą i absolutnie nie powinnaś szukać sobie teraz żadnych usprawiedliwień. Karma wraca, masz co chciałaś. Wszyscy wiedzą, co mu zrobiłaś, bardzo dobrze, że teraz cierpisz. Nie masz prawa, by patrząc w lustro móc się uśmiechnąć. Nie masz prawa przytulić swojej córki. No, chyba że jesteś mężczyzną.

To był głupi romans. Czy romans w ogóle może być mądry? – pytasz, a ja ci odpowiadam, że owszem, czasem tak bywa. No dobrze, nie w tym wypadku, ale to się zdarza. Nie wierzysz.

Płaczesz. Wycierasz zapuchnięty nos i powtarzasz, że zrujnowałaś życie. Kilka żyć, bo twój mąż, jego żona, dzieci… Twoja wina, twoja wina, twoja bardzo wielka wina. Masz teraz swoją pokutę. Dobrze ci tak, jesteś przecież obrzydliwym człowiekiem, kimś podłym, złym. Powinnaś zniknąć.

Uciekasz w pracę i żyjesz w zawieszeniu. Czekasz na jego decyzję. Przeczuwasz, że jeśli wróci, będziesz na jego łasce i niełasce. Bez terapii nie dacie rady, a szczerze wątpię, czy i z nią się wam uda. Przestawić ci scenariusz? Przez jakiś czas będzie dobrze, zaczniecie budować wszystko od początku. Potem, pojawi się byle jaki kryzys, który wywoła twój mąż. Obie wiemy, że tak będzie, znamy go zbyt dobrze. Winą jak zwykle obarczy ciebie, ale teraz będzie miał w garści dodatkowy argument. Tobie nie można ufać. ZDRADZIŁAŚ. Jest pewne, że znów oszukujesz. Zamknij się i ciesz się, że w ogóle cię jeszcze chciał. Jeśli on wróci, będziesz tak żyła do końca. W poczuciu winy, w przekonaniu, że nic ci się nie należy, ze stygmatem zdrady, którego już nie zmyjesz. On wie lepiej, zawsze wiedział. Ty nie masz prawa głosu. Ciesz się, że wrócił.

Jest jeszcze ona, córka. Nastolatka, które pozjadała wszystkie rozumy. Myśli, że jest dorosła, że wszystko wie o życiu. Że ma prawo cię oceniać, publicznie przeżywać swoje cierpienie. To, jaką ma beznadziejną matkę. Ubliżać ci, wyrzucać cię ze swojego życia. Tak bardzo się boisz, że straciłaś ją na zawsze. Że odwróciła się od ciebie i już jej nie odzyskasz.

Jeśli przyjmiesz tę postawę ofiary, ona to wykorzysta. Stanie nad tobą jak kat. Przykro mi, takie są fakty. Nasze dzieci potrafią być okrutne. Jeśli oni wszyscy wrócą na nowo do twojego życia – pomyśl, jak to sobie poukładasz? Na jakich zasadach Ty – wiecznie winna, „ta, która zdradziła” i on – „ten, który wspaniałomyślnie wybaczył”? Matka marnotrawna i córka, która będzie szantażować cię emocjonalnie?

Zaprzeczałaś, kiedy twój mąż się dowiedział. Chociaż dowody były ewidentne, szłaś w zaparte. Tak bardzo bałaś się stracić to, co miałaś. Choć przecież wiesz, że przez 20 lat związku, wiele razy chciałaś odejść, cierpiałaś. Wiesz dobrze, że twoje małżeństwo nie było idealne, że ta zdrada nie wzięła się z powietrza. Nie, nie bronię cię. To była zła decyzja. Popełniłaś błąd, za który płacisz ogromną cenę. Myślisz, że nikt ci nie uwierzy, kiedy powiesz, że kochasz męża. Ale to prawda, ty go kochasz. Jesteście ze sobą związani jakąś toksyczną zależnością. Całe życie wydawało ci się, że jesteś mu coś winna, więc dużo wybaczałaś.

Teraz czujesz, że zawalił ci się cały świat. Nie wiesz, czy masz ratować swoje małżeństwo, czy relacje z dorastającym dzieckiem, które nie chce cię znać, bo skrzywdziłaś jego ojca.

A co z facetem, dla którego tak wiele zaryzykowałaś? Nie martw się o niego, wrócił do żony. Przecież zawsze wracał, a ona zawsze mu wybaczała. Nie byłaś pierwsza, przed tobą zdarzały się inne. To była gra z jego strony, od samego początku. Kiedy wszystko się wydało, wyparł się ciebie, a ty milcząc, wzięłaś winę na siebie, dla dobra jego związku, jego dzieci. Żona uwierzyła, że się narzucałaś, prowokowałaś, że on padł ofiarą twojej manipulacji. On był czysty jak łza, ale wiadomo – „facet jest tylko facetem”. Poszło mu gładko. Kwiaty, krokodyle łzy, obietnice, że to się już nigdy nie wybaczy. Na Facebooku publikują zdjęcia. Uśmiechnięci, objęci. Szczęśliwi. Myślisz sobie, co z nią jest nie tak, że tak bardzo mu wierzy? Dlaczego daje mu do siebie wracać? Odpuść, nie zrozumiesz. On już zapomniał, już jest gdzie indziej. Jak kot, który spada zawsze na cztery łapy i tym razem uniknął konsekwencji. Wszystko spadło na ciebie. Zobacz, siedzisz sama w pustym mieszkaniu, a on ma nadal wszystko. Cierpisz, a on wybiera meble do dziecięcego pokoju. Jest pewne, że znów zdradzi. Ale ty już o tym nie myśl.

Pomyśl o sobie, o tym, czego potrzebujesz. O tym, czy na pewno chcesz wracać do związku, w którym od lat odtwarzasz te same schematy. Paradoksalnie, wbrew wszystkiemu – pomyśl o sobie. Wykorzystaj tę zdradę, by zajrzeć w głąb siebie. By zrozumieć, że umiesz być sama. Odrzuć stereotypy w swojej głowie. Te w głowach innych zostaw, nie walcz z wiatrakami. Przecież zdrady się nie wybacza. Chyba, że jesteś mężczyzną.


Komentarze w sprawie gwałtu nie pozostawiają złudzeń: w Polsce to wciąż ofiara jest winna przestępstwa. Szczególnie jeśli jest kobietą

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
17 kwietnia 2019
Fot. iStock
 

Kobieta nie jest godna zaufania. Kobiecie się nie wierzy. Kobieta popełnia błędy, jest winna, jest odpowiedzialna za zachowanie mężczyzny, prowokuje. Jest do „tego” zdolna. „Ma, czego chciała”. Przecież „wiadomo”, że nie powinna się „tak ubierać”, „tam chodzić”, „tak wyglądać”. Być sama. Ile jeszcze czasu musi upłynąć, co musi się jeszcze stać, by tak okrutne, niesprawiedliwe postrzeganie kobiet, którym prawo do korzystania z życia w takim samym stopniu jak robią to mężczyźni jest notorycznie odbierane?

Znany piłkarz, wieloletni partner ukochanej przez wszystkich, dziś nie żyjącej już aktorki, ojciec trójki dzieci. Udzielający się społecznie, przystojny, sympatyczny, troskliwy tata. Współczuliśmy mu wszyscy, gdy odeszła jego ukochana. Taka piękna miłość. Takie cierpienie. Tyle przeszedł. Kibicowaliśmy, gdy odbudowywał swoje życie na nowo. Pewnie jakoś, po swojemu, wyszedł na prostą.

Wiadomość gruchnęła jak grom z jasnego nieba. Mężczyzna jest podejrzany o brutalny gwałt. W sprawie pojawiły się „twarde dowody”, policja zatrzymała byłego piłkarza, który dobrowolnie stawił się w prokuraturze. Co się dzieje dalej?

Głosy wsparcia dla PODEJRZANEGO pojawiają się natychmiast. Ci, którzy znają go osobiście, ręczą za niego na Facebooku i Instagramie. Inni sugerują, że wszystko zostało ukartowane, że ktoś chce wyciągnąć pieniądze. „Ktoś”, czyli ta, która poszła z nim do hotelu. Przecież wiadomo, na co się decydowała. A potem się rozmyśliła?! Skoro tam poszła, to nie ma gwałtu.

Przecież to niemożliwe. NIEMOŻLIWE. Cóż, życie pokazuje, że rzeczy niemożliwe się jednak wydarzają. Nie ręczmy więc głową za nikogo innego niż my sami. Nie osądzajmy bez wyroku. Ale na litość boską – nie osądzajmy ŻADNEJ ze stron.

Co wydarzyło się naprawdę? Nie wiadomo. Może był gwałt, może go nie było. Jeśli jednak tak łatwo bierzemy w obronę mężczyznę, którego znamy jedynie ze szklanego ekranu i kolorowych pisemek, dlaczego potępiamy natychmiast i z taką łatwością młodą osobę zakładając, że oskarżenie jest próbą wyłudzenia pieniędzy? Dlaczego, co gorsza, usprawiedliwiamy domniemany gwałt bo „facet był tyle lat sam”, „krew nie woda”, a ona „nie miała prawa się rozmyślić, skoro już tam poszła”? Otóż miała prawo. Zmuszenie kogoś do seksu wbrew jego woli jest gwałtem, jakkolwiek brzydko i nieelegancko by to nie brzmiało. Jakkolwiek by to nie pasowało do miłej, uśmiechniętej, przystojnej twarzy z ekranu telewizora.

Kiedy dwa lata temu Amber Heard odchodziła w atmosferze skandalu od Johnny’ego Deepa komentarze były podobne. Uwielbiany przez wszystkich aktor mógł liczyć na ogromne wsparcie swoich fanów. Mniej znana i dużo młodsza aktorka – głównie na powątpiewanie i potępienie.  „Karierowiczka”, „siksa”, „manipulatorka” to pewnie najmniej obraźliwe określenia, które pojawiły się pod adresem obu pań.

Przedwczoraj opublikowano jednak wiadomości, jakie Deep wymieniał z ówczesną partnerką oraz nagrania z przesłuchania Amber. Tym razem świat zamilkł, bo dowody są niezaprzeczalne. Cały świat? Nie. Wystarczy przejrzeć komentarze na polskich portalach plotkarskich. My wciąż wolimy wierzyć Deepowi. A raczej – naszemu wyobrażeniu o nim.

Nie rozsądzam kto jest winny, kto „gra” ofiarę. Uważam jedynie, że powinniśmy powstrzymać się od komentowania, dopóki sąd nie rozstrzygnie sprawy. Bo o ile słowa wsparcia dla Jarosława B. nie zadziałają niekorzystnie w jego sytuacji, to wyrazy potępienia i szczucie, lekceważenie wobec kobiety, która miała zostać zgwałcona mogą wyrządzić olbrzymie szkody na jej psychice, jeśli faktycznie jest ona ofiarą tego okrutnego przestępstwa. Ale o tym nikt nie myśli. Bo my wciąż wolimy wierzyć mężczyźnie. Na wszelki wypadek.


Czy sutanna kiedykolwiek gwarantowała wyższy poziom etyczny? Chyba nigdy w historii Kościoła. Stańmy wszyscy po stronie ofiar, przestańmy tłumaczyć księży pedofilów

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
19 marca 2019
Fot. iStock / RyanJLane

Nigdy nie byłam świadkiem molestowania seksualnego, nigdy też nie dotknęło mnie ono osobiście. Nie doświadczyłam niepokojących zachowań ze strony żadnego z księży, który prowadził z nami katechezę w podstawówce. Jednego z nich nawet bardzo lubiłam. Był to zwykły, poczciwy, dość prosty ksiądz, który czasem zażartował, a czasem zagrał z nami w piłkę. Z lekcji religii w pamiętam tylko kolorowe obrazki z Jezusem wklejane pod tematem i jakieś rysunki. To nie były ciekawe zajęcia, raczej taki „przerywnik” od innych lekcji. W liceum wybrałam etykę, kiedy katecheta na religii pokazał nam film „Krzyk”, w drastyczny sposób przestawiający temat aborcji. Nie rozumiałam sensu pokazywania nam ociekających krwią fragmentów płodu. Nigdy nie żałowałam swojej decyzji.

O wiele lepiej niż na lekcji religii czułam się w pustym kościele, kiedy jeszcze do niego uczęszczałam. Potem życiowe wydarzenia znacznie zweryfikowały moje poglądy na temat wiary i religii. Stałam się jedynie aktywnym obserwatorem tego, co się w Kościele dzieje i jak powoli traci on swoich wiernych.

Dziś nie wyobrażam sobie powrotu do Kościoła jako instytucji, kiedy jego hierarchowie nie potrafią jednoznacznie stanąć po stronie ofiar molestowania seksualnego, nie potrafią jednoznacznie potępić sprawców, których nie brak w ich szeregach. Pedofilia zdarza się przecież w każdym środowisku społecznym czy zawodowym, jednak biskupi nadal zdają się tego nie dostrzegać, stając po stronie przestępców i czyniąc podwójne zło: starając się zaszczepić w świadomości społecznej ideę winy ofiary molestowania, a nie winy przestępcy. I przeświadczenie, że „o tym się nie powinno mówić”.

Oglądałam wczoraj konferencję, w której uczestniczył mężczyzna zgwałcony przez wikarego w swojej wiejskiej parafii. Wówczas trzynastoletni chłopiec został w bestialski sposób wykorzystany przez zboczeńca. Łamiącym się od emocji głosem młody człowiek, widocznie złamany ciężarem swojej osobistej traumy wypowiedział pod adresem biskupa opolskiego znaczące słowa: „Mój szacunek do ciebie nie istnieje”. Nie dziwię się. Nie można mieć szacunku do osoby, która głosi ewangelię, a działa na szkodę najsłabszych i pokrzywdzonych. Efekt działań biskupa jest taki, że dziś parafianie modlą się za zdrowie wikarego – pedofila, a zgwałcony chłopak otrzymuje anonimowe, szykanujące go wiadomości. Jest poniżany i wyśmiewany. Nie wiem skąd znalazł sobie siłę i odwagę, by zawalczyć o prawdę.

Mężczyzna zarzuca biskupowi opolskiemu, że ten ukrywał prawdziwy powód usunięcia przestępcy z parafii, a wiernym mówił, że wikary został przeniesiony ze względu na stan zdrowia. To nie koniec mijania się z prawdą. Matka pokrzywdzonego zeznała, że hierarchowie kościelni kazali jej przysięgać pod krzyżem, że nikomu o całej sprawie nie powie „dla dobra dziecka”, a następnie informowali zainteresowanych, że to ona prosiła o zatajenie gwałtu.  Na usta cisną się słowa najgorsze, najmocniejsze które powinny tu paść, ale które i tak nic już w tej sprawie nie zmienią. Bo pałeczka jest teraz po stronie hierarchów. Ale coraz mniej nadziei na to, że zachowają się oni tak, jak powinni.

Bo biskup opolski zamiast nazwać rzeczy po imieniu i mówić o krzywdzie dziecka, o odrażającej, paskudnej zbrodni, mówił swoim wiernym o znieważeniu Chrystusa i jego ciała. Mówił o schorzeniu duszy, a nie pedofilii. Innymi słowy, wyrażał większą troskę o zbawienie swojego podwładnego, niż o szczęście, dobro i zdrowie psychiczne ofiary przestępstwa.

Nie pierwszy raz nasuwa mi się oczywiste spostrzeżenie, że w Kościele brak dziś szacunku dla ofiar, brak chęci dążenia do prawdy i ochrony najsłabszych. Ważniejsza jest ochrona interesów instytucji, jakaś rozpaczliwa próba zaprzeczenia, że i tutaj dzieje się źle.

Tymczasem, kiedy w grę wchodzi niewyobrażalna krzywda ofiar przemocy seksualnej, wszyscy sprawcy są równi. Nie ma tu immunitetów, nikt nie ma żadnego większego moralnego prawa do niczego. Wszyscy powinniśmy stać murem za pokrzywdzonymi i jednym głosem potępić kata.

Czy sutanna kiedykolwiek gwarantowała wyższy poziom etyczny? Chyba nigdy w historii Kościoła. Oczywiście, jest to instytucja jak każda inna i zdarzają się w niej po prostu osoby złe, zaburzone, chore. Jak wszędzie. Przestańmy udawać, że jest inaczej.

Nie rozumiem hipokryzji władz kościelnych. Instytucja Kościoła od kilku lat przechodzi głęboki kryzys. Żeby się z niego podnieść potrzebuje głębokiej reformy. Nigdy do niej nie dojdzie, dopóki Kościołem rządzą ludzie, którzy zamiast uderzyć się w piersi i przyznać do winy, wolą tuszować zbrodnie i chronić „swoich”, oddelegowywać ich zamiast doprowadzać do osądzenia. Kościół uratuje dziś już tylko prawda, której umiłowanie tak zawzięcie głosi.