Zawsze wybieraj miłość. Zawsze. Przykazania miłości, o których zapominamy

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
15 listopada 2016
Fot. iStock /  franckreporter
Fot. iStock / franckreporter

Była miłość. Pojawiła się nagle, bo tak już ma w zwyczaju. Zaskoczyła wszystkich, ich najbardziej. Albo wręcz przeciwnie, po cichu wzrastała gdzieś między przyjacielskimi zwierzeniami o pierwszym chłopaku, a pierwszą poważną pracą. Jest. I są oni, my jesteśmy. Zakochani, kochający coraz mocniej i mocniej, aż w końcu jakby mniej, może wcale.

A jednak gdzieś głęboko trzyma nas przekonanie, że skoro była, przyszła do nas, wybrała nas z tłumu – to jeszcze wróci, nie zapomni adresu. Dlaczego w ogóle ta nasza miłość – taka idealna, romantyczna i gorąca, gdzieś sobie poszła?

Każdy z nas wie, że są przykazania miłości. Każdy z nas czasem o nich zapomina. Bo kiedy zaczyna się robić coraz chłodniej, przypominamy sobie dopiero, jak się w miłość gra…

Jeśli nadal chcesz ją znaleźć, w sobie, w was, pamiętaj, że jej tak niewiele potrzeba. Jeśli tylko jeszcze kochasz.

Spal te wszystkie scenariusze…

Te które wymyśliłaś leżąc wieczorem w łóżku, jeszcze jako mała dziewczynka. Oddaj kostiumy księcia i królewny. Wymaż z głowy biały domek z płotkiem na wysokość kolan i zasadzone drzewo. I ten o tym, jak on ratuje cię od samotności, ten scenariusz też spal. Wszystkie. Wyrzuć je z serca i przestań reżyserować miłość. Przecież wiesz, że to nie może się udać.

Miłość trzeba przyjąć, tak jak życie. Można ją głaskać po grzebcie siedząc razem na kanapie. Można się z nią drażnić, aż w końcu nawet na nią obrazić. Ale nigdy nie można jej mieć na własność, swojej idealnej, narysowanej, zaplanowanej, bezwzględnie bezpiecznej. Bo życie we dwoje, to wielka improwizacja.

Jeśli kochasz, jeśli warto – nie wyrywaj tylko ostatniej strony „i żyli długo i szczęśliwie”, bo razem.

Nigdy nie przestawaj…

Bo miłość ma swój początek, ale gdy trwa i wzrasta nigdy nie zobaczysz jej „końca”. Nigdy nie przestawaj zabiegać o nią/o niego. Rozpieszczać tego, co was połączyło.

Nigdy nie przestawaj widzieć tego, którego pokochałeś.

Nie przestawaj myśleć o tym, co ogrzewa cię najmocniej.

Nie przestawaj dawać siebie, nie odbieraj komuś swoich słów, ramienia i kuksańców pod wspólną kołdrą.

Nie warto. Nie warto karać brakiem. Nie warto dopinać swego za cenę, która dla miłości jest zbyt wysoka. Nie warto nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć. Wtedy na pewno ją stracisz. A  najtrudniej będzie patrzeć jak gaśnie, w was. Tak cichutko, żeby można było udawać, że tak naprawdę przecież nic się nie zdarzyło.

Zakochaj się w zmianach… 

Kochaj je miłością szaloną, jak wariat – bez reszty. Bo tylko ich możesz być pewien. Ciesz się tym jak zmienia się wasza miłość, jak zmieniacie się wy, wasze dzieci, plany, wspólne wieczory. Nigdy tych zmian nie powstrzymasz, bo przecież nie da się zatrzymać czasu głośno krzycząc „my będziemy inni”. Inni, czyli jacy? Zawsze młodzi, zawsze w tym samym punkcie, zawsze we dwoje.

Nie udawaj, że świat nie zna zmian, możesz nie chcący przegapić nie tylko miłość, ale i życie.

… i bądź czasem głupcem

Radosnym, lekkim w tej miłości jak piórko. Pozwól wygrywać od czasu do czasu swojej miłości z rachunkiem bankowym i z praniem, które zostało wczoraj w pralce. I z tym spóźnieniem też.

Odrzuć od czasu do czasu to wszystko, co ważne jest tylko przez chwilę – żeby mieć dość miejsca na to, co ważne na zawsze.

A co jest tak ważne w miłości? Dla każdego z nas coś innego.

Te wszystkie wspólne śniadania, i zaparzona co rano przez niego kawa. Liścik, rozmowa, wspólny spacer. Pocałunek na pożegnanie, taki oklepany a jakby konieczny, żebyście zawsze byli sobą. To, że gdy on się złości zaczyna machać rękami, aż w końcu oboje zaczynacie się śmiać. A ty nie potrafisz się na niego obrazić, choć tak bardzo próbujesz załatwić go cichymi dniami. Bądź czasem głupcem na krótką chwilę, takim, który zdaje się nie widzieć tych wszystkich krótkich i niepotrzebnych małych wojen.

Pozwól sobie zapomnieć

O tym co złe. O tym, co się zdarzyło, a jednak postanowiliście nieść to nadal razem. O tym, co wybaczyliście.

To zawsze będzie cząstką was, zawsze będzie jednym z kawałeczków całej tej układanki, ale już nigdy więcej nie powinno być ważniejsze od tego, co macie teraz. Od tego, co możecie mieć za chwilę. Wybaczyć, rozwiązać, naprawić. Nie podsycaj samej siebie. Nikt nie powinien być „lepszy” w miłości.

Zawsze wybieraj miłość. Zawsze

Tak długo jak jest i nie krzywdzi. Czy warto walczyć, dopóki czujesz – zawsze warto próbować, choć dróg jest bardzo wiele.


Byłyśmy jak siostry… Za dwa miesiące ona wychodzi za mąż, ale to nie ja będę trzymała jej welon…

Karolina Krause
Karolina Krause
15 listopada 2016
Fot. iStock/Martin Dimitrov
Fot. iStock/Martin Dimitrov

No właśnie, ile tak naprawdę powinna trwać nasza przyjaźń? Moja trwała 16 lat. Dziś Ona jest już dla mnie tylko znajomą, choć przez większość życia była mi jak siostra. Razem przeżywałyśmy wszystkie „pierwsze razy”: pierwszy pocałunek, pierwszy okres, pierwszy seks. Za każdym razem nie mogłyśmy wytrzymać z niecierpliwości, żeby sobie o tym opowiedzieć. Obiecywałyśmy sobie, że będziemy świadkowymi na swoich ślubach. Za dwa miesiące ona wychodzi za mąż, ale to nie ja będę trzymała jej welon…

Olka, bo tak miała na imię moja przyjaciółka, wiedziała o mnie wszystko. Nie ma chyba drugiej osoby na świecie, która zna mnie tak dobrze jak ona. Nawet ja sama. A przynajmniej znała, kiedy jeszcze trzymałyśmy się razem. Poznałyśmy się mając pięć lat. Mieszkała niedaleko mnie. Pamiętam, że co sobotę spotykałyśmy się na naszym placu zabaw i godzinami przesiadywałyśmy na huśtawce. Rozmawiałyśmy o tym, co nas boli, o tym co się z nami dzieje, o chłopakach. O wszystkim, co tylko dziewczynki, a potem dziewczyny mają w zwyczaju rozmawiać. Lata mijały, a my dalej przychodziłyśmy w to samo miejsce. Zmieniłyśmy tylko porę spotkania na wieczór i chipsy wymieniłyśmy na trunki (nielegal bardziej stosowny do wieku).

Wiedziałam, że nie ma rzeczy, której nie mogłabym jej powiedzieć. Nie martwiłam się o to, co sobie o mnie pomyśli. Bo na pewno nie pomyślałaby źle. Najwyżej, by ochrzaniła, że co jak co, ale tym razem przegięłam. Gdybym się wtedy zgubiła lub postanowiła zniknąć, byłaby jedyną osobą na świecie, która wiedziałaby, gdzie mnie znaleźć. Tylko, że w pewnym momencie po prostu przestała mnie szukać…

Przez 16 lat nasza przyjaźń trwała w najlepsze. A potem po prostu zniknęła. Jak mydlana bańka. Dlaczego?

Bardzo długo nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Fakt, wysłałam jej kiedyś SMS-em zaproszenie, w którym nie uwzględniłam jej faceta (bo wydawało mi się to oczywiste, że zapraszam ich razem!). Nie takie gafy przyszło mi w życiu popełniać. Ale, żeby od razu zrywać przez to wieloletnią przyjaźń? Więc wytłumaczyłam, przeprosiłam i myślałam, że zrozumie. Zrozumiała, ale nie przyszła. Dla zasady. Dowiedziałam się potem, że nie tyle ona poczuła się urażona co on. On, czyli jej przyszły mąż. Może to jego powinnam była wówczas przeprosić?

Cokolwiek wtedy zawiniło, dziś należy już do przeszłości. Po wielu miesiącach zadręczania się, doszłam w końcu do wniosku, że najwidoczniej tak właśnie miało być. Nikt w końcu nie jest nam dany raz na zawsze. Ludzie przychodzą i odchodzą. Związki się rozpadają, przyjaciele rozchodzą, a po wspólnie spędzonych czasach zostaje nam tylko folder (bo przecież już nie album) ze zdjęciami.

Czytałam ostatnio, że tracenie znajomych to etap dorastania, a człowiek dojrzewa przez całe swoje życie. Na przestrzeni lat dzieją się z nami najróżniejsze rzeczy. Przynależymy do różnych grup, zmieniamy środowiska, dochodzimy do nowych wniosków. Mówimy – ludzie się nie zmieniają – to prawda, ale mogą dorastać. Najwyraźniej przegapiłam po prostu ten moment, w którym te nasze ścieżki rozjechały się w dwie różne strony…

Choć z drugiej strony myślę, że może i dobrze, że tak właśnie się stało? Może dzięki temu stanęłam w końcu na własnych nogach? Bez złudnej nadziei na to, że ktoś złapie mnie, kiedy się przewrócę? Dziś moja najbliższa paczka składa się z czterech niezwykłych czarodziejek, na które zawsze mogę liczyć. Ale wiem już, że nie musi tak być zawsze. Nawet na boisku te same składy po jakimś czasie przestają działać. Nie ma w tym nic złego. To naturalna kolej rzeczy. Płynna rotacja.

A Olka? Kilka tygodni temu dostałam od niej zaproszenie na ślub. Zupełnie mnie zamurowało. Przecież nie rozmawiamy ze sobą już od tak bardzo dawna… Nie myślałam, że jeszcze o mnie pamięta. No i w szafie mam już sukienkę, którą kupiłam specjalnie na tę okazję, a w portfelu jej zdjęcie (którego nigdy nie wyjęłam). Nic w życiu nie jest stałe. Kto wie, może jeszcze kiedyś przyjdzie nam usiąść razem na tamtej huśtawce? Tak jak w tym wpisie, który jako dziecko zostawiła mi w pamiętniku: „Jak i w życiu mijają pociągi tak i my poszukamy swych dróg, na maleńkiej stacyjce przyjaźni, może kiedyś spotkamy się znów…”.


Naturalne, domowe peelingi do ust ?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
15 listopada 2016
Fot. iStock
Następny

Nie ma gorszego widoku niż zmysłowa krwista pomadka na popękanych i wysuszonych ustach. Chociaż połyskujący błyszczyk na przesuszonych wargach bywa konkurencyjny. Bez względu na porę roku i osobiste umiłowanie do krzykliwych pomadek lub ochronnych, bezbarwnych sztyftów – jedno jest pewne. O usta trzeba dbać, a niestety zbyt często o nich zapominamy.

Szczególnie, gdy nie sprawiają nam zbyt wiele problemu.

Główne grzechy jakie popełniamy na swoich „dzióbkach” – to oblizywanie, podgryzanie przesuszonych skórek i absolutny brak pielęgnacji. Na szczęście nie potrzeba iście „kosmicznego” arsenału, żeby odrobić pielęgnacyjne zaległości. Większość potrzebnych rzeczy znajdziecie w domu. Ze znalezieniem czasu na takie zabiegi – również nie powinno być problemu, wystarczą 2-3 minuty ;).

Sprawdź jakie naturalne, domowe peelingi do ust możesz wykonać.

Zobacz także

Fot. iStock / themacx

5 sygnałów świadczących o tym, że powoli odrzucasz miłość. Potrafisz je zauważyć?

Fot. iStock / ballero

12 prawd o związku, którym stale zaprzeczasz. Wciąż brakuje nam czasu dla tych, których kochamy

Fot. Pixabay / JESHOOTS /

Cycki możesz zatrzymać. Resztę ODDAWAJ!