Żałuję, że tych kilku rzeczy nie powiedziałam mojemu mężowi przed ślubem. Pewnie nasze życie wyglądałoby inaczej

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 listopada 2018
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Kiedy dzisiaj myślę o moim małżeństwie, które właśnie się rozpada, żałuję kilku rzeczy, a najbardziej tych, że jeszcze przed ślubem nie powiedziałam mojemu mężowi kilku ważnych dla mnie rzeczy. Może nasze życie potoczyłoby się inaczej, może byśmy zrozumieli, że nie jesteśmy dla siebie, albo bardziej byśmy zaczęli się starać, kiedy byliśmy razem. Jestem dzisiaj mądrzejsza o 13 lat mojego małżeństwa. Mogłabym teraz siedzieć i tłuc głową w ścianę i płakać nad zmarnowanym życiem, ale mogę też wyciągnąć wnioski, przyjrzeć się też sobie z dystansem i temu, czego oczekuję od związku.

Gdybym mogła cofną czas, powiedziałabym mojemu mężowi przed ślubem, że:

– ważne są dla mnie słowa

Że chcę byś mówił mi, jak mnie kocha, jak jestem dla ciebie ważna, byś potrafił powiedzieć, że pięknie wyglądam, że za mną tęskniłeś. Byś w słowach nie bał się okazywać tego, co czujesz, co myślisz.

– ważna jest dla mnie równowaga finansowa

Od dawna zarabiałam na siebie, byłam niezależna jeszcze przed poznaniem ciebie. Nigdy ci nie powiedziała, jak to dla mnie było ważne. Pozwalałam wydzierać sobie tę niezależność, zwłaszcza po urodzeniu dziecka. Irytowało mnie to, wkurzało, ale ty już wtedy tego nie rozumiałeś.

– ważna jest dla mnie moja własna przestrzeń

Nie chciałam, żeby małżeństwo stało się sposobem na moje życie. Chciałam, żeby było jego dopełnieniem, kolejnym punktem źródła szczęścia. Chciałam nadal realizować się, swoje pasje, odkrywać nowe. Małżeństwo do osiągnięcia pełni własnego szczęścia nie wystarczy, za późno to zrozumiałam, za bardzo pozwoliliśmy na to, by zapętlić się w ten naszej codzienności i rutynie. Ty później nie rozumiałeś mojej potrzeby wolności, wyjechania na weekend z przyjaciółkami, pobiegania, pójścia samotnie do kina. Myślałeś, że robię to przeciwko tobie, przeciwko nam. Nie potrafiliśmy sobie tego nawzajem wytłumaczyć.

– ważny jest dla mnie seks

Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, po prostu „się działo”. Przez lata nic się nie zmieniało, a myślę, że nie tylko moje, ale też twoje potrzeby ewoluowały. Tylko my nadal tkwiliśmy w schemacie sprzed lat, kiedy się poznaliśmy. Żałuję, że nie umieliśmy o tym rozmawiać.

– ważne, żebyś mnie akceptował

A nie ciągle krytykował. Tak mam sześć szamponów w łazience i tyle samo odżywek. Tak, rzucam czasami bezmyślnie kluczami, a później w panice ich szukam. Tak, jestem choleryczką. Ja to wszystko wiem, nie musiałeś mi tego wytykać na każdym kroku, przy każdej kłótni używać moich słabości i braków jako argumentu próbując mi udowodnić, że jestem gorsza od ciebie. Ja cię akceptowałam z twoimi skarpetkami przy fotelu, nieumytym kubkiem, zapominaniem o ważnych rocznicach, ale w końcu i mi zabrakło na to sił.

– ważne są dla mnie twoje komplementy

Chciałam cały czas, pomimo upływu lat czuć, że ci się podobam, że potrafię cię zaskoczyć tym, jak wyglądam. Chciałam zobaczyć błyski w twoim oku i usłyszeć: „Jesteś piękną kobietą” i poczuć, że tak naprawdę myślisz. Zabrakło mi twojej uważności, żałuję, że nigdy wcześniej ci tego nie powiedziałam.

Czasami zastanawiam się, co by było, gdybyśmy o tym porozmawiali przed ślubem, gdybyśmy szczerze i otwarcie powiedzieli o swoich potrzebach i oczekiwaniach? Może to byłby początek cudownego związku, w którym nie byłoby problemów z rozmową, ze zrozumieniem, w którym potrafilibyśmy sobie nawzajem wytłumaczyć to, co nas boli, czego się obawiamy. A może nigdy nie zostalibyśmy małżeństwem? Może już wtedy zauważylibyśmy, że mam zupełnie inne poglądy na wspólne życie? Wiem jedno, nie chcę już popełnić tych samych błędów.


Kobiety wykonują w domu całą emocjonalną pracę. I to jest bardzo wyczerpujące

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 listopada 2018
Fot. iStock

Pamiętasz o wszystkich urodzinach. To ty wiesz, które ubrania są za małe dla twoich dzieci i to ty opróżniasz szuflady, gdy zmieniają się pory roku. Planujesz wizyty u lekarza. Prowadzisz kalendarz: kto ma szkółkę piłkarską, kiedy jest zebranie w szkole, kiedy następne szczepienie.  Pakujesz śniadania do plecaków i teczek.  Gotujesz, planujesz posiłki. I nie chodzi o to, że twój partner „nie pomaga”. On pomaga, albo raczej „uczestniczy” we wspólnym życiu. Tylko, że to ty nim kierujesz, bo wydaje ci się, że tylko ty robisz to wszystko najlepiej.

Musisz ułożyć te wszystkie plastikowe torby z ubraniami zimowymi dzieci na środku kuchennej podłogi, a potem zapytać: „Czy możesz zabrać je na strych?” I czekasz. Po kilku dniach w końcu tam trafią. Albo się wściekniesz i zrobisz to sama. Ostentacyjnie, z fochem. „Pokażesz” mu. Tylko nie zdajesz sobie sprawy ile cię to wszystko kosztuje. Emocjonalnie. Psychicznie. Jesteś zmęczona, choć nie potrafisz do końca wyjaśnić dlaczego.

Twój wysiłek nazywa się  „pracą emocjonalną”.  Rozdzielanie pracy na inne osoby, czyli nakłanianie ich do zrobienia czegoś, co powinny instynktownie same zrobić, co powinno być naturalne, jest wyczerpujące i frustrujące.

Jest  w społeczeństwie wciąż to oczekiwanie, że kobiety zajmą się pewnymi rzeczami lepiej. Gdy nie wykonasz „swojej roboty” w domu, sama się obwiniasz.  „Niektóre obowiązki to praca dla kobiet” – to hasło nasze społeczeństwo ma wdrukowane w głowę. Pora je wytrzeć gumką.

Praca emocjonalna w domu, przy rodzinie oznacza pracę kobiet i pracę mężczyzn w równym stopniu, ale to od kobiet oczekuje się „nadzorowania” domowego ogniska – bez względu na to, jaki rodzaj kosztów za nie poniosą: psychicznie, fizycznie lub emocjonalnie.

Pierwszy krok do zakończenia tej emocjonalnej plątaniny to edukacja. Kobiety muszą wiedzieć, zdać sobie sprawę z tego, co tak naprawdę się dzieje w ich domach, gdy same ponoszą odpowiedzialność za funkcjonowanie rodziny – podobnie jak mężczyźni. Mężczyźni potrzebują samoświadomości tego, o co proszą i czego oczekują od kobiet. Tylko wtedy będą w stanie zrozumieć, jak bardzo te oczekiwania są niesprawiedliwe.

Kobiety zaś  muszą zdać sobie sprawę z tego, czego oczekują od siebie samych. Może to oznaczać pozostawienie pewnych rzeczy niezałatwionych: nieplanowane spotkania, zabawki porozrzucane na dywanie, ubrania niepoukładane szufladach. Może to oznaczać, że nie planujesz posiłków na tydzień lub że zamiast ciebie robi to twój małżonek. Jedyne, co musisz zrobić, to odpuścić i przestać wywierać presję – na siebie i na innych.


Na podstawie: www.scarymommy.com


Zobacz także

8 pytań, które musisz sobie zadać, zanim podejmiesz decyzję, żeby odejść

30 romantycznych, seksownych i dwuznacznych pytań, które ożywią wasz związek

Mówił: "Niedługo będę", wracał po kilku dniach. Ich światy nigdy się nie spotkają. Przynajmniej - nigdy nie spotkają się na dłużej

Mówił: „Niedługo będę”, wracał po kilku dniach. Ich światy nigdy się nie spotkają. Przynajmniej – nigdy nie spotkają się na dłużej