Zachowujesz się w ten sposób? Rozwód masz jak w banku

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
31 marca 2018
Następny

Z roku na rok rośnie liczba rozwodów. Choć mówienie o tym przychodzi nam coraz łatwiej, zawsze jest to bardzo trudne przeżycie – nie tylko dla małżonków, których to dotyczy, ale także dla ich rodzin. Nigdy nie jest łatwo pogodzić się z rozpadem małżeństwa, mimo, iż nie jest to dzisiaj niczym nadzwyczajnym, a już na pewno nie jest powodem do wstydu lub napiętnowania. Pytanie brzmi – dlaczego dochodzi do tych rozwodów? Czy można im zapobiec?

Teorie są różne. Niektórzy sądzą, że współczesne pokolenie nie chce naprawiać czegoś, co się zepsuło. Gdy w relacji coś szwankuje, po prostu rozchodzimy się i szukamy nowego partnera. Nie potrafimy i często nie chce nam się pracować nad związkiem. Z trudem idziemy na kompromis, przymykamy oko na wady. Wierzymy w romantyczną miłość, pełną uniesień, intensywnych przeżyć i czułych słówek. Wydaje nam się, że prawdziwa miłość wszystko zniesie, a wcale tak nie jest. Ba! Nie powinno być. Mądre kochanie umożliwia nam stawianie granic, dzięki czemu można uciec, gdy relacja staje się toksyczna.

Zdaniem innych, zawierając związek małżeński, często nie zdajemy sobie sprawy na co się porywamy. Nie jesteśmy przygotowani na różne, niespodziewane i szalenie trudne doświadczenia. A skoro nie jesteśmy przygotowani – nie wiemy, jak sobie z nimi radzić.

Szczerze wierzę, że każdy z nas, stojąc na ślubnym kobiercu chce, by ta miłość trwała do grobowej deski. Że słowa przysięgi wypowiadane są szczerze i z pełną powagą. Nie sądzę, by ktoś mówił przed ołtarzem”TAK”, a w tyle głowy miał: „Dobra, to tylko na chwilę, aż trafi się coś lepszego. Jak się nie będziemy dogadywać, to zawsze można się rozejść”. Nieee, nie wierzę, że ktoś może być tak wyrachowany i bezczelny.

Dlaczego więc ludzie się rozwodzą? Ach, gdyby można było znaleźć jeden wspólny mianownik… Niestety nie da się. Ale kilka, charakterystycznych sygnałów, które wróżą rychły rozwód, można już wskazać.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Kobiety, zacznijcie doceniać to, co macie. Ja byłabym dziś inną żoną, ale czasu nie cofnę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
31 marca 2018
Fot. iStock/Eva-Katalin
Następny

Nie wiem, czy to kwestia wieku, braku doświadczenia, czy też prania mózgu, ale jakbym miała opisać siebie sprzed 5 lat, powiedziałabym krótko – idiotka. Taka byłam pewna siebie, przekonana o swojej nieomylności, wymagająca, konkretna i samowystarczalna, a do tego potwornie zaborcza. Nic dziwnego, że facet nie wytrzymał i dał nogę. Teraz pewnie uszczęśliwia inną kobietę, która potrafi docenić to, jakim jest człowiekiem, bo dla mnie zawsze był „za mało”. Kochałam go, niewątpliwie tak było. Niestety ta moja miłość była toksyczna. Zawsze chciałam być we wszystkim najlepsza, choć jednocześnie widziałam wiele swoich wad. Potrafiłam się tak przełączać – jednego dnia uważałam, że mogę przenosić góry i nikt nie dorasta mi do pięt, a nazajutrz czułam się jak gówno. Kobieta, z którą facet jest z litości i na pewno ją zostawi. Te moje dwie twarze przeplatały się ze sobą. Choć z przewagą tej drugiej, gorszej.

Tyle się mówi o tym, żeby kobiety w końcu zaczęły walczyć o swoje. Żeby nie bały się głośno mówić o swoich oczekiwaniach wobec partnerów. Żeby były wyzwolone, pewne siebie, ambitne. Żeby nie zadowalały się ochłapami. Zawsze daleko mi było do związków typu „nie pije, nie bije, więc mam szczęście”. Chciałam mieć związek pełen pasji i miłości. Chciałam faceta, który będzie za mną szalał i dosłownie nie widział poza mną świata. I znalazłam takiego faceta. Był sporo starszy, doświadczony, z bagażem doświadczeń. Mówił do mnie: „Daj mi rękę, poprowadzę cię przez życie. Zaufaj mi”. Ale ja ufać nie chciałam. To znaczy może i chciałam, ale nie potrafiłam, bo zawsze musiało być po mojemu.

My, współczesne kobiety, mamy dzisiaj kompletne rozdwojenie jaźni. Z jednej strony uważamy, że nie potrzebujemy facetów, że nie jesteśmy ich służącymi i sprzątaczkami i że jak mają dwie ręce, to wszystko mogą robić w domu tak, jak my. Z drugiej jednak strony liczymy na to, że ten facet znajdzie czas, żeby nas adorować, zaskakiwać, stawiać na piedestale i jeszcze bzykać jak samiec alfa. Szkoda, że wcześniej same go wykastrowałyśmy tymi ciągłymi oczekiwaniami i pretensjami. Bo nawet jak już mój facet zaczął tańczyć tak, jak mu zagrałam, to i tak mi nie pasował. Bo gdzie się podział ten niewybaczalny macho? Acha, skrobie ziemniaki i boi się odezwać.

Z jednej strony myślimy, że jesteśmy takie super zajebiste, by zaraz zrobić scenę zazdrości, bo nie przyjechał o tej, o której obiecał lub „za bardzo” uśmiechnął się do do naszej wspólnej znajomej.

Do tego dochodzą wszystkie te „za mało”. Mój facet za mało o mnie dbał. Za mało się starał. Za mało czasu ze mną spędzał. Za mało angażował się w życie rodzinne. Za mało zarabiał. Miał za mało siły wieczorami, by gdzieś ze mną pójść. Miał za mało pomysłów, żeby czymś mnie zaskoczyć. Za mało mnie kochał. Za mało o mnie i o nas myślał. A skoro „za mało”, to znaczy, że mógłby więcej. Bo przecież nie mówię, że tego nie potrafi. Musi się tylko postarać.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Nawet, jak zrobicie coś milion razy dobrze, to świat skrytykuje was za jeden błąd. Mądra lekcja pewnej nauczycielki

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 marca 2018
Fot. iStock / alexeyrumyantsev
Fot. iStock / alexeyrumyantsev

Czasami po sieci krążą historie, które każą się nam zatrzymać i nawet nie tyle je zalajkować, co się nad nimi pochylić, zastanowić, gdy tylko jesteśmy na nie uważni. Bywa, że nie zauważamy prostych, ale wartościowych rzeczy, bo szybko scrolujemy kolejne wpisy, patrzymy, co u innych i nie chce się nam poświęcić kilku minut na przeczytanie czegoś wartościowego. 

Dlatego, kiedy po raz kolejny trafiłam na historię lekcji, jaką dała swoim uczniom nauczycielka, postanowiłam trochę dłużej zatrzymać tę opowieść w sieci. Ciekawa jestem, czy wy się na nią natknęliście?

„Nauczycielka wypisała na tablicy działania:

9 x 1=7

9 x 2= 18

9 x 3=27

9 x 4=32

9 x 5=45

9 x 6=54

9 x 7=63

9 x 8=72

9 x 9=81

9 x 10=90

Gdy skończyła, spojrzała na swoich uczniów. Śmiali się i żartowali z niej, ponieważ pierwszy rachunek obliczyła i zapisała źle. Wtedy nauczycielka powiedziała:
„Napisałam to pierwsze działanie z błędem, ponieważ chciałam nauczyć Was czegoś ważnego. Tak właśnie będzie traktował Was świat, w którym będziecie żyć. Nie zauważyliście, że obliczyłam działania PRAWIDŁOWO 9 razy, nikt z Was mi nie pogratulował. Śmialiście się ze mnie i krytykowaliście mnie za moją pomyłkę, za mój błąd.
Oto lekcja dla Was…
Świat nie doceni tego, co uda Wam się zrobić dobrze nawet milion razy, ale skrytykuje Waszą pomyłkę, Wasz błąd. Nie ulegajcie takiej krytyce, zawsze bądźcie ponad tymi, którzy będą Was wyśmiewać. Nie poddawajcie się. Bądźcie silni””.

Proste, prawda? A tak doskonale oddaje istotę naszej frustracji, braku motywacji, poczucia niesprawiedliwości. Obyśmy więcej takich lekcji mogli dostawać, słyszeć więcej mądrych słów i natykać się na nie w internecie. Tego wam i sobie życzę. A historię nauczycielki polecam opowiedzieć dzieciom.

 


Zobacz także

powszechne

Powszechne … dostępne … nie na zawsze

Fot. iStock/martin-dm

Marzysz o miłości romantycznej? Bywa niestety szalenie toksyczna

Chcecie uratować wasz związek? Oglądajcie razem seriale. Nałogowo

Chcecie uratować wasz związek? Oglądajcie razem seriale. Nałogowo