Jak „wyleczyć się” z toksycznego związku. Relacja z partnerem nie powinna być źródłem dramatu i złych emocji

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 maja 2017
Fot. iStock/lechatnoir
Fot. iStock/lechatnoir

Niezdrowy, zły związek zostawia w nas blizny i ślady, które goić się będą długo i mocno rzutować na nasze relacje z innymi. Proces „wyzdrowienia” to czas, w którym uczymy się na nowo patrzeć na siebie i na otaczających nas ludzi, na nowo definiować siebie i swoje pojęcie miłości, poświęcenia dla partnera, na nowo odkrywamy swoje potrzeby. Jeśli, zapewne po długiej walce, zakończyłaś właśnie toksyczną relację z ukochaną osobą, masz do odrobienia kilka ważnych lekcji, niezbędnych na drodze do całkowitego „uzdrowienia”.

Uświadom sobie, że zasługujesz na zdrową miłość

Spory kłopot z zakończeniem toksycznych relacji sprawia nam przeświadczenie, że ​​możemy zmienić to, co niemożliwe i obrócić dysfunkcyjną „miłość” w zdrowy związek. Nie tędy droga. Należy zacząć przede wszystkim od siebie. Jeśli sami nie wierzymy, że zasługujemy na troskliwego, uważnego partnera, często przyciągamy do siebie manipulatorów, którzy to umiejętnie wykorzystają.

Niezbędne:

Zacznij kochać siebie – swoje wady i zalety.

Otocz się z przyjaciółmi i bliskimi, którzy są w zdrowych i kochających relacjach. W ten sposób przypomnisz sobie, czym jest dobra miłość, co można, a czego nie wolno akceptować w związku.

Zrozum, że związek nie powinien być źródłem dramatu i złych emocji: tych wrażeń szukaj gdzie indziej.

Przestań bać się samotności, potraktuj ją jako możliwość głębszej refleksji, spędzenia czasu z ludźmi, którzy cię cenią.

Akceptujesz złe zachowanie jako normę, ponieważ wciąż jeszcze identyfikujesz się ze swoją przeszłością, z tym, jak cię traktowano w twoim związku. Musisz zrozumieć, że nie jesteś już swoją przeszłością, że ten etap się skończył. Teraz jest czas, na wyznaczanie granic, na uczenie się, że zasługujesz na szacunek, współczucie i życzliwość.

Zaakceptuj fakt, że byłaś w toksycznym związku

Choć bardzo cię teraz kusi, by wspominać tę relację „przez różowe okulary”, musisz zrozumieć, że to, co się wydarzyło w twoim życiu, było złe. Każde rozstanie niesie za sobą konieczność przeżycia pewnego rodzaju „żałoby”. Nie idealizuj toksycznej relacji, zaakceptuj fakt, że ten związek był nieudany i że odejście było najlepszym rozwiązaniem. Musisz teraz przejść przez te wszystkie emocje: złość, ból, poczucie straty i smutek, ale jesteś na najlepszej drodze do „lepszego jutra”.

Niezbędne:

Radzenie sobie z bólem po zakończeniu toksycznego związku wymaga dokonywania w sobie psychologicznych zmian, co może być trudnym i żmudnym procesem. Nie poddawaj się, walczysz o siebie.

Idealizowanie partnera i szukanie pozytywnych stron związku niesie w sobie (w tym wypadku) ryzyko powrotu do złej relacji. Nie warto rozpamiętywać.

Pamiętaj, kim jesteś

Albo sobie to przypomnij. Zanim związałaś się z toksycznym partnerem zachowywałaś się inaczej, myślałaś o sobie inaczej, miałaś więcej przyjaciół, lepsze relacje z bliskimi. Miałaś poczucie wartości. Zła relacja sprawiła, że zapomniałaś o sobie, o swoich potrzebach, o tym, że to twoje szczęście jest priorytetem. Pewnie trudno się do tego przyznać, ale jeszcze nie do końca potrafisz sobie wyobrazić życie bez dobrze znanych, toksycznych mechanizmów, bez twojego partnera. Ale przecież, zanim się z nim związałaś, życie toczyło się swoim torem. Byłaś szczęśliwa, uśmiechnięta, bardziej pewna siebie, niż teraz.

Niezbędne:

Potrzebny ci teraz swoisty „detoks” od przekonań i wartości, które wpojono ci w trakcie trwania związku.

Podejmij konkretne kroki, które pomogą ci opanować sytuację

Kiedy emocje są jeszcze silne, możesz poczuć chęć, by wrócić do swojego partnera, do znanych sobie sytuacji, odczuć, reakcji.

Niezbędne:

Spisuj swoje emocje, póki są w tobie jeszcze żywe, każdego dnia, by samej sobie dać dowód na to, jak twój partner wpływa na twoje samopoczucie i samoocenę. Nie usprawiedliwiaj („Miał zły dzień, był zmęczony, za dużo wypił, dlatego się zamachnął”…).

Uzdrowienie z toksycznego związku to proces, który trwa jeszcze długo po tym, jak rozstaniesz się ze swoim partnerem. Staraj się teraz wypełnić pustkę po tej relacji i otaczać się dobrymi, pozytywnymi ludźmi. Pamiętaj też, że nie zawsze będzie ci łatwo – musisz na nowo nauczyć się być szczęśliwa. Nie nakładaj na siebie żadnej presji, nie stawiaj sobie celów trudnych do zrealizowania. Żyj w zgodzie z sobą i swoim rytmem.


Na podstawie: exploringyourmind.com

 


9 produktów, które najczęściej powodują zgagę

Redakcja
Redakcja
5 maja 2017
Fot. iStock / LeoPatrizi
Następny

Zgaga sama w sobie nie jest chorobą, a raczej objawem problemów, np. z refluksem przełyku. To nieprzyjemne uczucie pieczenia czy palenia w klatce piersiowej powstaje, gdy zjemy coś, co powoduje zarzucanie treści żołądka w górę. Cofanie się treści żołądkowej do przełyku jest częstym problemem, nie tylko u kobiet w ciąży. 

Zgagę powoduje kilka czynników takich, jak spożywanie zbyt obfitych posiłków, wysiłek po jedzeniu, leżenie z pełnym żołądkiem, a nawet kichanie czy kaszel. Jeśli objawy są uciążliwe, trzeba skorzystać z pomocy lekarza. A jeśli pojawia się jedynie przy spożywaniu pewnych produktów, po prostu należy ich unikać. A jakie produkty spożywcze najczęściej powodują problemy ze zgagą?


źródło: gastrologia.mp.plmamzdrowie.pl

Dał mi wolność, której wtedy nie widziałam i której docenić nie umiałam. Dziś mu za to dziękuję

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 maja 2017
Fot. iStock/EpicStockMedia
Fot. iStock/EpicStockMedia

Jak bardzo jesteśmy tym, co dostaliśmy od innych… Mój tata miał swoje zasady. Powtarzał mi: „Dopóki w szkole niczego nie zawalasz, ufam ci”. Mówił też dużo o zaufaniu, które tak ważne, a tak bardzo łatwo stracić. Nie ma go już ponad sześć lat, a do mnie zaczyna docierać, jak wiele lekcji mi dał, jak wiele nauczył. Nie podziękuję mu już, nie powiem: „Kurde, tato, rozumiem”. Mogę tylko to w sobie pielęgnować, nazywać i mówić, że to dzięki niemu.

Dlatego dzisiaj dziękuję mojemu tacie za to:

– że nauczył mnie, że tylko ciężką pracą można coś osiągnąć

On pracował, ciężko. Nie odpuszczał nigdy. Choćby się waliło i paliło szedł do pracy, do swojej firmy, której, gdyby nie otworzył o stałej godzinie nikt nie miałby do niego pretensji. Tylko on sam do siebie. Ta ciężka praca to moje przekleństwo i błogosławieństwo. Bo z jednej strony wiem, że mało rzeczy przychodzi łatwo, jest nam po prostu danych, a z drugiej sama sobie stawiam wysoko poprzeczkę, żeby zasłużyć na czyjeś uznanie.

– że dzięki niemu, wierzę w siebie, jestem pewna swoich decyzji

Jak często się ze mną nie zgadzał, chciał dla mnie czegoś innego – innych studiów, pewnie nie raz innego chłopaka, innej pracy. Ale nigdy nie powiedział tego głośno, nigdy nie usłyszałam, że to zły wybór, zła decyzja. Wręcz przeciwnie wspierał mnie za każdym razem nie dając odczuć, że się z czymś nie zgadza. Dzięki niemu dzisiaj nie boję się podejmować decyzji i choć jak każdy boję się zmian, to jednak się na nie decyduję, idę do przodu. Bo to on zasiał we mnie pewność, że każdy mój wybór jest moim, pozwolił mi ponosić konsekwencje moich decyzji. I choć nie raz powtarzał, że chciałby, żebym uczyła się na jego błędach, nie na swoich, to te błędy pozwalał mi popełniać. A ja wiedziałam, że czego bym nie zrobiła, on zawsze będzie obok. Dziś wiem, że to się nazywa miłość bezwarunkowa.

– że nauczył mnie cenić swoją wartość

To jest takie dziwne, że musi tak wiele lat upłynąć by te lekcje wyniesione z czasów szkoły średniej do ciebie dotarły. Tata mówił: „Przede wszystkim szanuj siebie”, ale jego słowa dawniej nie miały dla mnie znaczenia i wiele było momentów, kiedy siebie nie szanowałam i nie pozwalałam, by inni szanowali mnie. A później gdzieś z zakamarków mojej głowy te słowa zaczęły wybrzmiewać głośniej i dosadniej. I dotarło mnie, że jeśli ja nie będę szanować siebie, to nikt inni nie będzie mnie szanować. Że to ja muszę stawiać granice, bo jeśli ja o siebie nie zadbam, to kto to zrobi? Jego słowa kiełkowały bardzo długo, ale teraz rozkwitły i pozwalają patrzeć na siebie innymi oczami. Oczami kogoś, kto ceni siebie i nie wstydzi się myśleć i mówić o sobie dobrze.

– że cenił moją niezależność

Kiedy dziś z drżeniem serca myślę o wypuszczeniu moich synów w dorosłość doceniam to pełne zaufanie, które dostałam od mojego taty. Który mnie nie ograniczał, nie wskazywał kierunków, pozwalał wyjechać połazić po górach, czy pospać w namiocie nad jeziorem. Dał mi wolność, której wtedy nie widziałam i której docenić nie umiałam. Dzisiaj tę samą wolność mogę dawać moim dzieciom, ale też mojemu związkowi, w którym nie jesteśmy dla siebie żadnym ograniczeniem. Ale naukę z tej lekcji wyciągałam bardzo długo.

– że pokazał mi, że mogę być kochana

A to tak ważna lekcja: być kochanym, wiedzieć, że ktoś kocha ciebie taką, jaką jesteś. Że nie musisz być kimś lepszym, kimś innym. Że nie musisz się przebierać i udawać, żeby jedna z najbliższych ci osób cię kochała. Mój tata dał mi to, co powinna otrzymać każda kobieta – bezwarunkową miłość. Nie za coś, nie po coś, bez żadnego ale i pytania dlaczego. To w oczach tego pierwszego spotkanego w naszym życiu mężczyzny się przeglądamy. Ja miałam szczęście przejrzeć się w oczach kogoś, kto mnie kochał bezwarunkowo, co nie znaczy, że bezkrytycznie. I to też było ważne.

– że cieszył się z moich sukcesów

Choćby tych najdrobniejszych, bo teraz ja umiem się z nich cieszyć, doceniać wszystko to, co mi się uda osiągnąć. I nie czekam na fajerwerki, na to, że ktoś to zauważy. Nie jest mi to do niczego niepotrzebne, przełamuję swoje słabości, uczę się nowych rzeczy, idę krok po kroku dalej nie pozwalając uciec szansom. I jestem cierpliwa, tak jak on, wiem, że nic nie przyjdzie od razu, że czasami na efekty trzeba zaczekać.

– że pozwalał mi na błędy

Bo teraz ja nie załamuję rąk, gdy je popełniam. Nie myślę źle o sobie, gdy się zdarzą, bo wiem, że są wpisane w naszą drogę. Że naprawdę błędów nie popełnia ten, co nic nie robi, kto rozsiadł się wygodnie w swoim fotelu i tylko z tej perspektywy obserwuje życie. Wiem, że nie jestem doskonała i nic chcę być idealna. Idealność to nuda, czerpanie z tego, co podsuwa nam życie jest ciekawsze. I wolę smakować, próbować i sparzyć się, wstydzić, niż żyć obok w gorsecie perfekcyjności i strachu, że jednak ktoś odkryje, że to tylko poza, że taka naprawdę nie jestem.

Dzisiaj myślę, że byłby ze mnie dumny. Czasami myślę sobie, co on by powiedział, jakby zareagował. I kiedy uśmiecham się do siebie, wiem, że idą dobrą drogą, nawet jeśli tą, której on by nie popierał.


Zobacz także

5 sygnałów, które wysyłasz w czasie pierwszej randki

5 sygnałów, które wysyłasz w czasie pierwszej randki

Fot. iStock/Petar Chernaev

Mój mąż na dwie żony. Jedna to ja. Żona oficjalna. Druga to też ja – wymyślona. Skąd u licha się wzięła?

Fot. iStock / Nazina_Maryna

„Przy tobie byłam tylko kolejnym kawałkiem stłuczonej filiżanki. Odeszłam, dla siebie. Po to, żeby znów poczuć, że jestem”