Tak wyglądała 7 godzin przed próbą samobójczą. Dostrzegasz jej cierpienie?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
4 października 2017
Fot. Screen z Instagrama / selfloveclubb
 

Często wydaje nam się, że osoba chora na depresję lub zmagająca się z chorobą psychiczną wyróżnia się z tłumu – jest smutna, zamknięta w sobie, odizolowana od reszty. Często też chodzi w ciemnych ubraniach, wrzuca do sieci czarno-białe zdjęcia i udostępnia dołujące cytaty. Problem w tym, że nie zawsze tak to wygląda. Chorzy potrafią bardzo dobrze się maskować i cierpieć w samotności.Milly Smith postanowiła opublikować w sieci swoje zdjęcie, by pokazać innym internautom, jak może wyglądać osoba, która już za chwilę podejmie próbę samobójczą. Dziewczyna cierpi na zaburzenia osobowości, chorobę charakteryzującą się m.in. nagłymi zmianami nastrojów.

Milly napisała pod zdjęciem, że zostało ono zrobione 7 godzin przed tym, jak trafiła do szpitala z powodu przedawkowania leków. Opowiedziała też, jak minął jej ten dzień – była zadowolona, ponieważ miło spędzała czas z rodziną. Kilka godzin później próbowała odebrać sobie życie. Dziewczyna chce w ten sposób uczulić innych, by dobrze słuchali i przyglądali się swoim bliskim. Zaburzenia psychiczne nie są widoczne na pierwszy rzut oka.

Jeżeli zmagasz się z depresją, zaburzeniami psychicznymi lub coraz częściej masz myśli samobójcze możesz zgłosić się do Ośrodków Interwencji Kryzysowej (OIK) lub szpitali psychiatrycznych, gdzie uzyskasz potrzebną pomoc. Możesz także skorzystać z telefonów zaufania: 116 123 (dorośli),  116 111 (młodzież). Oba numery czynne są codziennie, w godzinach 14.00-22.00. Pamiętaj też, by nie odcinać się od rodziny i przyjaciół. Jeżeli natomiast podejrzewasz, że ktoś z twojego otoczenia ma depresję i zmaga się z myślami samobójczymi, nie zostawiaj tej osoby samej.


Z patelni na twarz. Poznaj powody, dla których pokochasz niecodzienne zastosowanie masła ghee

Redakcja
Redakcja
4 października 2017
Fot. iStock/webphotographeer
 

Sięgając po naturalne sposoby pielęgnacji, niejednokrotnie jesteśmy zaskakiwani wykorzystaniem produktów, które na pierwszy rzut oka nie mają wiele wspólnego z urodą. Jedną z takich propozycji jest masło ghee, czyli znane wszystkim miłośnikom smażenia na patelni, masło klarowane.

Nic dziwnego, że połączenie tłustego masła i delikatnej urody może nie iść ze sobą w parze. Ale to tylko pozory, więc nadszedł czas, by omówić zalety zastosowania masła ghee w kosmetyce.

Fot. iStock/KarpenkovDenis

Fot. iStock/KarpenkovDenis

Z patelni na półkę z kosmetykami

Masło ghee otrzymuje się dzięki długotrwałemu gotowaniu na małym ogniu zwykłego masła.  Podczas powolnemu podgrzewaniu warstwa substancji stałych (zanieczyszczeń) i ciekłych (najczystsze masło) oddzielają się od siebie. Po tym procesie masło klarowane powinno być przezroczyste i mieć złoty kolor. Poza tym, że jest to najzdrowszy tłuszcz do gotowania, rewelacyjnie sprawdza się jako odmładzający kosmetyk do skóry dojrzałej. Skóra przesuszona, na której uwidaczniają się pierwsze zmarszczki, szczególnie doceni kurację masłem ghee. Nakładając je na noc na twarz, także pod oczy, można liczyć na wygładzenie i nawilżenie. Po takiej kuracji skóra będzie bardziej jędrna a zmarszczki delikatnie spłycone. Masło ghee zawiera dużą ilość antyoksydantów, dzięki którym hamuje procesy starzenia się, w dodatku wspiera procesy gojenia ran po oparzeniach i wykazuje działanie antybakteryjnie.

Jeśli wykorzystacie je w kuchni, podkręcicie metabolizm, wesprzecie układ trawienny i uspokoicie żołądkowo-jelitowe stany zapalne. Masło klarowane, wbrew obiegowej opinii nie podnosi poziomu złego cholesterolu we krwi. Zawiera kwas tłuszczowy o właściwościach przeciwnowotworowych i podnosi w organizmie poziom substancji przeciwwirusowej zwanej interferonem. W dodatku może długo stać i w lodówce i poza nią, ponieważ oczyszczone z niepotrzebnych substancji, nie zjełczeje szybko.


 

źródło: www.elle.pl, agnieszkamaciag.pl


Jeden z najprostszych sposobów, by nauczyć dziecko samodzielności i pewności siebie

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
4 października 2017
Fot. iStock/djedzura

Od 1 września br. uczniowie warszawskich szkół podstawowych i gimnazjów, publicznych i niepublicznych oraz uczniowie mieszkający w Warszawie i uczący się w innych placówkach oświatowych, zlokalizowanych poza granicami stolicy, podróżują komunikacją miejską bezpłatnie, na podstawie kart ucznia. Choć wcześniej szacowano, że autobusem, tramwajem lub metrem dociera do szkół około 45 tys. dzieci, kart wydano już ponad 120 tys. Oznacza to, że coraz więcej rodziców dostrzega plusy płynące z podróżowania komunikacją miejską. Nie tylko z i do szkoły, ale także na weekendowe wycieczki i zwiedzanie ciekawych zakątków w obrębie stolicy. 

Ścisk i tłok, brak miejsc siedzących czy długie oczekiwanie na przystanku – to najczęstsze argumenty, których używamy, by wytłumaczyć komuś, dlaczego nie korzystamy z komunikacji miejskiej. Często jednak zapominamy, że jest to także oszczędność pieniędzy i troska o środowisko. – Dzieci chodzą do szkoły, która znajduje się naprzeciwko naszego bloku, więc zaprowadzaliśmy je pieszo. Mimo to zdecydowaliśmy się wyrobić im Karty Ucznia, ponieważ my dojeżdżamy do pracy metrem. Dzięki temu w czasie weekendów nie musimy już korzystać z auta, gdy chcemy całą rodzinę pojechać do kina lub parku, który znajduje się na końcu miasta – opowiada Aneta, mama 9-letnich bliźniąt. Wielu rodziców docenia też aspekt finansowy. – Darmowe dojazdy do szkoły umożliwiają mi odłożenie pewnej sumy pieniędzy. Choć wydaje się, że bilet miesięczny nie był wcale aż tak drogi, parę razy się przeliczyłam. Wszystko przez natłok obowiązków i roztargnienie. Dwa razy zapomniałam doładować synowi kartę, innym razem on zapomniał skasować bilet. Teraz nie musimy o tym pamiętać – mówi mama 10-letniego Wojtka.

Niewielu rodziców bierze jednak pod uwagę, że podróżowanie komunikacją miejską może być dla dziecka dobrą zabawą i formą edukacji. Oto najważniejsze powody, dla których dziecko powinno korzystać z tej formy transportu.

Uczy się oszczędzać

To dobra okazja, by wytłumaczyć dziecku, ile kosztuje eksploatacja samochodu czy choćby zatankowanie baku do pełna. Wydatki związane z autem można porównać z ceną biletu miesięcznego. W przypadku korzystania z Karty Ucznia przejazdy komunikacją miejską są całkowicie bezpłatne. Co ty na to, by wspólnie odkładać zaoszczędzone pieniądze? A może warto przeznaczyć je na comiesięczne kieszonkowe?

Staje się samodzielne

Dziecko, które podróżuje bez opieki dorosłej osoby bywa zdane tylko na siebie. Musi opanować trasę, którą ma do pokonania, trafić na odpowiedni przystanek i wsiąść we właściwy autobus. To doskonała nauka samodzielności.

Ma czas na swoje zainteresowania

W czasie jazdy dziecko może słuchać swojej ulubionej muzyki, czytać książkę i przeglądać komiksy. Może również spożytkować ten czas na rozrywkę, grając w ulubioną grę, zainstalowaną w telefonie. Dzięki temu rozładowuje stres, nagromadzony w ciągu dnia.

Może spędzać czas z kolegami

„Wracamy razem?” – to pytanie pamiętamy chyba wszyscy. Dziś jednak większość rodziców odwozi i zabiera dzieci autem, przez co nie mają one czasu na spontaniczny, pozalekcyjny kontakt z kolegami z klasy. A to właśnie po szkole, w trakcie wspólnych powrotów nawiązywało się przyjaźnie na lata.

Nabiera pewności siebie

Zdarza się, że w czasie podróży dziecko wchodzi w interakcję z innymi pasażerami. Ktoś poprosi o ustąpienie miejsca, kogoś trzeba zaczepić, bo upuścił rękawiczkę. To doskonała szansa, by budować swoją pewność siebie.

Uczy się dbać o środowisko

Podróżując komunikacją miejską, przyczyniamy się do zmniejszenia emisji spalin. To prosty sposób, by przyczynić się do poprawy jakości powietrza. Nie zapomnij powiedzieć o tym swojemu dziecku.

Uczy się punktualności

Środki transportu miejskiego przyjeżdzają i odjeżdżają według rozkładów jazdy. O ile w godzinach szczytu spóźnienie na przystanek nie spowoduje poważnej obsuwy, w ciągu dnia bywa różnie. Podróżowanie komunikacją uczy więc dziecko punktualności.

Jest aktywne

Na przystanek trzeba dojść, do szkoły trzeba dojść. Potem droga powrotna i znów to samo. Co więcej, w czasie jazdy często trzeba stać. Choć może nie spektakularna, zawsze jest to jakaś forma ruchu. Bezpośredni transport dziecka spod domu aż pod same drzwi placówki nawet tej minimalnej formy ruchu nie zapewni. Niby nic, a jednak dotlenia i pobudza mózg do pracy.

A ty, jaki plus dopiszesz?

Artykuł powstał we współpracy z Urzędem M. St. Warszawy

 


Zobacz także

jak przestać się denerwować

Jak przestać się denerwować? Kobieta zen radzi

Joanna Keszka: „Seks jest zabawą dla dorosłych. Przestańmy go traktować śmiertelnie poważnie. Bawmy się seksem”

Walcz o siebie, pokonaj własną bezradność wobec toksycznych relacji