Wszystko to potrzebne, każda łza i każda radość. Bo gdy otwieram oczy i słyszę jak mój mąż krząta się już po kuchni, to wiem. Wiem czym jest miłość

Anika Zadylak
Anika Zadylak
18 stycznia 2017
Fot. iStock/shironosov
 

Nigdy się nie bałam, gdy rodzice się kłócili. Nawet jak któreś, mocno trzasnęło drzwiami. I gdy cisza przeciągała się do kilku dni. Bo zawsze, od maleńkiego dziecka wiedziałam, że miłość jest różna. Czasem głośna na pół osiedla, gdzie padają niepotrzebne i bolesne słowa. A czasem ciepła jak koc, którym okrywa cię ukochana osoba. Ale zawsze pokorna. Ta prawdziwa, dojrzała i jedyna ma w sobie pokorę. Potrafi przyznać się do błędu. Potrafi przeprosić szczerze, choć to zawsze najtrudniej przychodzi. Potrafi uśmiechać się przez łzy, żeby tylko wesprzeć swoją drugą połówkę. Przyjmować ją taką, jaką jest, nie zmieniać, nie oczekiwać. Mimo tego, że trwa już prawie 40 lat.

– „Ja to już swoją ślubną od ponad trzydziestu lat, na rękach noszę.” – Pan Stanisław mruga okiem i patrzy na swoją żonę. – „I synów mamy dwóch, dorosłe chłopy już.  Serce rośnie jak człowiek na nich patrzy, jak siebie trochę w nich widzi. Młodszy, to nawet chodzi tak jak ja, lekko przygarbiony. Moja Mirusia mi na to uwagę zwróciła kiedyś. Mama chłopców naszych. I jak człowiek za nimi ganiał, gdy uczyli się jeździć na rowerze. I na siebie klął, jak się któryś przewrócił i poobdzierał. Nie wiem, może faktycznie te czasy inne były kiedyś, dni dłuższe? Bo przecież oboje z małżonką, pracowaliśmy. I działkę z warzywami niedużą mieliśmy, to i tam trzeba było robić. I dom na głowie przecież, samo się nie sprzątało ani  nie gotowało. Ale zawsze choć jeden posiłek dziennie, wspólnie żeby był. I do kina się zdążyło i piłkę z dzieciakami, pokopać. No i żonkę pokochać, na tańce zabrać. Pamiętasz? Motorem jeździliśmy tu niedaleko, mówiłaś, że tam najpiękniej grają.”

Pani Mirosława kiwa głową. – „Ja tylko chciałam powiedzieć, że to nie wina innej epoki. Przecież Stasiu u nas też bywało tak, jak u naszych synów teraz. Na stojąco herbata i kanapka w progu, zapomniałeś? I zmęczenie zaraz po powrocie, że się gadać nie chciało, a co dopiero, bawić z dziećmi. I nerwy niepotrzebne były, kłótnie, że aż wióry leciały. I ciężkie czasy. Tak, mieliśmy taką sytuacje, bardzo kiepską raz, że tylko synom kupowałam trochę sera i owoce, a my z mężem – chleb z margaryną. Bo na nic innego nie było, ale jakoś się przetrwało. Jakoś, żeśmy razem przeszli. Mąż mi zawsze wtedy przed snem powtarzał, bo płakałam, martwiłam się. Mówił: „Miruś, przecież ty królową życia jesteś. Popatrz jakich synów urodziłaś, ile już im dałaś. A jeszcze więcej dasz.”  I to mi pomagało, pozwalało wierzyć, że sobie poradzimy.

Nie ma recepty na udane małżeństwo, na szczęśliwą miłość. Bo i zresztą, każdy ją inaczej widzi, inaczej odczuwa. Ludzie się spotykają, coś ich przy sobie zatrzymuje. Czasem taki błahy gest. Mój Stasiek miał dobre oczy. Nie, że oszałamiająco piękne, że kurwiki w nich były, jak to mówią. Tylko ta dobroć, prosta taka, ale głęboka. I zawsze jak się pokłóciliśmy, czy musiał gdzieś wyjechać, to mi tych jego oczu było, najbardziej brak.

I zwyczajnie też było, że dom i obowiązki i do roboty. Potem z dziećmi do lekarza, albo na spacer czy na działkę. Obiad, kolacja, sen. Bez uniesień ale też, w spokoju. W poczuciu bezpieczeństwa. I seks był, nie tylko te dwa razy, przed ciążą (śmiech). I nie zawsze w małżeńskim łożu. Ale były też takie chwile, gdy się Staszek chciał wynieść. Pamiętasz? Bo się kłóciliśmy, o taką naszą wspólną koleżankę. I przyznaję się po raz kolejny, moja wina. Bo sobie do głowy natłukłam, że romans mają, że zdrada. Trwało to trochę, zanim już na tyle sił i odwagi miałam, żeby iść i powiedzieć „Przepraszam. Wiem, że nic nie zrobiłeś.”. Bo na tym to polega. Na ciągłym siebie słuchaniu i poznawaniu. Na ścieraniu, ale też godzeniu, bo złość nic dobrego nie przynosi. Cisza i niedomówienia, malują w głowach niepotrzebne obrazy. Moja babcia mawiała, że stół w rodzinie nie jest tylko od tego, żeby na nim zupę postawić. Ale przede wszystkim, żeby przy nim czasem usiąść z własnym mężem. I porozmawiać. Bo inaczej się nie da.

Za nami 34 lata wspólnych dni. Czasem słonecznych, dobrych i kolorowych. Takich, że czujesz każdym zmysłem, że chcesz, że uśmiech sam ci się na twarzy maluje. Że piękna się czujesz i potrzebna. I kochana, do granic. Ale też takich, że nawet teraz na ich wspomnienie, broda drży. I niepokój wraca. Bo powiedziałam coś, czego nigdy nie powinnam. Albo usłyszałam słowa, które głęboko, siedziały przez lata. I niepewność przychodziła, nawet czas, że myślałam, że już nie kocham. Że się wypaliło, obumarło, że już nie ma po co. I wszystko to potrzebne, każda łza i każda radość. Bo gdy rankiem otwieram oczy i słyszę jak mój mąż krząta się już po kuchni, bo zawsze wcześniej wstaje, to wiem. Wiem czym jest miłość. I, że warta jest wszystkiego. I możliwa. Nieważne, w jakich czasach przyjdzie nam żyć. Bo nas jak widać, nie rozdzieliły żadne.”

Dziś rano, zadzwonił mój tata. Po godzinie, moja ukochana mama. Pokłócili się trochę, każde zdawało swoją relacje. Jak zawsze słuchałam, uśmiechałam pod nosem i nie komentowałam. Bo wiedziałam jedno. Wieczorem znowu zadzwoni ojciec i zapyta, o nazwę tych kwiatów, które matka bardzo lubi.  Ciężko je dostać. A kupuje je zawsze, nawet jeśli to mama przeprasza, bo zawiniła. – A wiesz dziecko, bo jednak też zbyt miły nie byłem. I nie lubię jak twoja mama, taka struta siedzi.


Hej, kobieto! Zatrzymaj się. Odpuść. Bez wyrzutów sumienia pozwól sobie na dzień inny niż zawsze

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 stycznia 2017
Fot. iStock/kaisersosa67
 

Kobieto! Tak, ty – do ciebie właśnie mówię. Zatrzymaj się, usiądź na chwilę i przeczytaj to, co chcę ci powiedzieć, a później zadecydujesz, co chcesz z tym zrobić.

Gdzie jesteś? Już w pracy i nim zaczniesz szaleńczy dzień pozwalasz sobie jeszcze na chwilę oderwania się od tego, co cię czeka? A może stoisz w korku, z którego i tak już wiesz, że nie wyjedziesz w pięć minut, więc chociaż ten czas próbujesz wykorzystać dla siebie? A może czekasz aż dzieci się ubiorą, zjedzą śniadanie, żeby zawieźć je do szkoły? Stoisz przy kuchenny blacie w jednej ręce trzymając telefon a w drugiej kawę, żeby się w końcu obudzić?

Jedna chwila, kilka minut ukradzione o poranku dla siebie. Bez refleksji, bez zastanowienia się, że to właśnie w takich krótkich momentach dajemy sobie przyzwolenie na przyjemność dla siebie. Kawa, fotel, krzesło za biurkiem, coś do poczytania, może dobre ciastko do tego.

I czujesz się usprawiedliwiona? Jesteś w porządku wobec siebie? To wystarczy na 24 godziny pędzącej doby? Kiedy będziesz robić zakupy, planować co zrobić w domu do jedzenia, pędzić na wywiadówkę do dzieci, piec ciasto na szkolne przedstawienie na Dzień Babci i Dziadka, czy znajdziesz czas, żeby pomyśleć, jaką przyjemność sobie sprawisz?

Ale nie tę krótkotrwałą, jak szybkie kupno sukienki widzianej na wystawie. Pomyśl. Zastanów się, co zaplanowałaś dzisiaj dla siebie? I nie ma to być przyjemność, którą sprawiasz innym i z którą przez to tobie jest dobrze. To ma być coś tylko twojego, tylko dla ciebie.

Nie ma nic złego w zadbaniu o siebie, w pomyśleniu o sobie dobrze. Każda z nas, jak nikt inny zasługuje na to, abyśmy traktowały siebie same z miłością, tak jak członków naszej rodziny, których kochamy. Bo czy ty kochasz siebie?

Czy lubisz siebie?

Czy rozmawiasz ze sobą i się sobie przyglądasz z zainteresowaniem?

Czy słuchasz swojego ciała, swojego serca? I idziesz za tym? Czy ignorujesz, jak natrętnych inytruzów?

Czy wiesz, czego ci dzisiaj potrzeba? Pytasz siebie, na co masz dzisiaj ochotę? I naprawdę tego słuchasz?

Czy może pozwalasz, by inni wywierali na tobie presję i robisz coś bo tak trzeba, bo tak wypada?

Czy w ciągu dnia jest choć jedna rzecz, którą robisz, bo chcesz, a nie dlatego, że POWINNAŚ, czy MUSISZ? Ile z rzeczy, które pozornie są dla ciebie przyjemnością okazują się być podszyte: „MUSZĘ schudnąć”, „POWINNAM pobiegać”, „MUSZĘ iść na fitness, żeby lepiej wyglądać”? Ile z tych zaplanowanych po prostu chcesz?

Czy potrafisz odpuścić sobie? Czy na liście twoich zadań na dzisiaj są takie, które możesz zostawić, których w napiętym do granic wytrzymałości grafiku wcale być nie musi?

Czy pozwalasz sobie na szaleństwo, na rzucanie swoich wszystkich planów, by na hasło: „Mamo idziemy na lodowisko” odpowiedzieć: „Jasne!” i mieć w nosie zaplanowany obiad, mycie podłogi, czy rozbieranie choinki. Przecież to wszystko może poczekać, a ty spędzisz świetny czas czy to na lodowisku, basenie, a może w kinie.

Czy prosisz o pomoc? Czy w wariackim dniu przychodzi moment, kiedy mówisz: „kochanie weź mi pomóż, bo już nie mam siły”?

Czy pozwalasz sobie na słabości? Na zmęczenie, na nic niechcenie, na popołudniową drzemkę, na ubranie piżamy o 18tej, bo po prostu masz na to ochotę?

Czy odpoczywasz? Zaplanowałaś sobie dzisiaj czas na odpoczynek? Oj znowu zapomniałaś? To właśnie jest ten moment, żeby to zmienić! Zadzwonić do przyjaciółki i umówić się z nią do kina, odwołać zajęcia, na które akurat dziś nie masz ochoty iść. Kupić w drodze do domu książkę, którą od dawna chcesz przeczytać i powiedzieć domownikom: „Dzisiaj zamówcie pizzę, ja idę czytać”.

I zrób to wszystko bez wyrzutów sumienia, bez poczucia winy. Pozwól sobie zadbać o siebie. Pozwól sobie na zmianę każdego kolejnego dnia na lepszy. To, że dziś coś odpuścisz, to nie znaczy, że staniesz się rozleniwioną panią domu, matką i żoną. Nie, dzisiaj nie masz siły, nie masz ochoty. A może dziś zobaczysz, że w twoim życiu są rzeczy ważne, ale też ważniejsze?

To jak? Co zrobisz dla siebie po przeczytaniu tego tekstu?


Seks bez zgody jest gwałtem. To proste jak picie herbaty! Genialna kampania brytyjskiej policji

Karolina Krause
Karolina Krause
18 stycznia 2017
Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

„Jeśli wciąż masz problemy ze zrozumieniem, co oznacza zgoda na seks, wyobraź sobie, że zamiast inicjować zbliżenie, oferujesz drugiej osobie herbatę”. Takimi słowami rozpoczyna się animacja stworzona przez Blue Seat Studios, na potrzeby kampanii zorganizowanej przez brytyjską grupę policyjną Thames Valley Police. Krótki filmik, w prosty sposób uświadamia nam, że każdy seks bez zgody drugiej osoby jest gwałtem. To proste jak picie herbaty!

„Kiedy pytasz kogoś: „Hej, napijesz się ze mną herbaty?”, a ta osoba odpowie ci „Hmm, w sumie to nie jestem pewien”, możesz zrobić jej herbatę lub nie, ale musisz mieć świadomość, że druga osoba może jednak jej nie wypić. I jeśli tego nie zrobi – to bardzo ważne – nie zmuszaj jej do wypicia!”

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

„Nie możesz jednak winić tej drugiej osoby za to, że podjąłeś wysiłek zrobienia herbaty, a ona nie chciała jej wypić. Musisz po prostu pogodzić się z tym faktem. Z pewnością nie chce też, byś zaczął nachodzić ją w domu i mówić „Hej, ale ostatnio chciałaś herbatę”.”

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

„Jeśli druga osoba jest nieprzytomna, nie rób jej herbaty. Nieprzytomni ludzie nie chcą herbaty i nie mogą odpowiedzieć na pytanie „Czy masz ochotę na herbatę?”, ponieważ są nieprzytomni.”

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

„Zmuszanie kogoś do picia herbaty jest idiotyczne. Tak samo jest z seksem.”

Cały filmik, w wersji angielskiej możecie zobaczyć tutaj:


Zobacz także

„Jaka żona? Jakie dzieci? Przecież mówił, że jestem tą jedyną, że na mnie właśnie czekał!”

Jaką rolę grasz w związku – dziecka czy rodzica? Dominujesz, czy jesteś pasywny?

Potraktuj miłość jak dietę. Być może to najlepszy sposób na stworzenie dobrego związku?