Wiadomo, że dobrzy ludzie, mogą być totalnie gównianymi mężami. Nie zepsuj tego, walcz o swój związek

Sziti Mąż
Sziti Mąż
29 lipca 2018
fot. iStock/Geber86
 

Czasami odnoszę wrażenie, że się trochę pogubiliśmy. Kobiety dzisiaj chcą być odważne, silne, niezależne, niezapominające o swoich potrzebach i pragnieniach. A faceci są słabi, właściwie niepotrzebni odkąd potraficie same wnieść lodówkę na trzecie piętro. Gdzieś w tym wszystkim ostatnio brakuje zdrowej równowagi, przyznania się do tego, że jesteśmy dla siebie nawzajem ważni, że powinniśmy o siebie dbać i wynosić z naszych związków i relacji jak najwięcej dobrego i też dobro dawać. I żeby nie było, to nie jest wina jedynie kobiet.

Uczy się nas – mężczyzn, że status jest najważniejszy, to on przyciąga kobiety jak magnes, a one to potwierdzają. Status to dzieci, dom, rodzina, więc faceci do tego dążą nie zastanawiając się nad tym, co są w stanie popsuć po drodze. Status to posiadanie, więc skoro posiadają, to już nie muszą się starać.

Poza tym mężczyźni dążą do bogactwa, do sławy, do fizycznej atrakcyjności. Realizujemy się w pracy, w sportowych pasjach. Chcemy seksualnych podbojów. Musimy mieć cel. Tyle tylko, że większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że największy sukces, sława, nie mogą zapewnić spokoju i zadowolenia, których w głębi duszy każdy z nas pragnie.

Strach. Smutek. Ból. Niepokój. Gniew. Naprężenie. Smutek. Wstyd. To śmiertelni wrogowie każdego faceta. Wielu z nas wierzy, że zarabiając spore pieniądze lub odnosząc wielki sukces staje się dobrymi mężami i ojcami. Faceci uważają, że bycie dobrym człowiekiem automatycznie czyni z nich dobrych mężów. Ale to kłamstwo, którym się karmią. Bo wiadomo, że dobrzy ludzie, mogą być totalnie gównianymi mężami.

Możesz posiadać wiele umiejętności zawodowych, ale nadal wykazywać się rażącą niekompetencję jako mąż i ojciec.

Możesz być geniuszem i nadal nie wiedzieć, jak projektować i budować drapacze chmur lub promy kosmiczne.

Możesz być genialnym muzykiem i nie potrafić grać na kilku instrumentach.

Możesz być WIELKIM facetem i całkowicie zniszczyć żonę, będąc źródłem jej płaczu, który trwa miesiącami, latami, aż kończy się romansem lub rozwodem.

Jasne, faceci robili i robią wielkie rzeczy. Pomimo wszystkich złych rzeczy, których byliśmy sprawcami, nadal jesteśmy niesamowici.

Zobacz, za każdą straszną historię o facecie, mogę ci opowiedzieć kilka fantastycznych – o odważnych wojownikach, liderach, przywódcach, mądrych nauczycielach, kochających mężach i ojcach, genialnych wynalazcach, inspirujących artystach, zdyscyplinowanych sportowcach, i genialni myślicielach, którzy pomogli kształtować i zmieniać świat w pozytywny sposób dzięki swoim pomysłom.

I nie jest tak, że jestem po stronie facetów, że chcę nas usprawiedliwiać, szukać winy w wychowaniu nas przez matki, czy braku pewnych umiejętności wśród kobiet, które spotykamy, a z którymi nie udało się nam stworzyć trwałego związku.

Nie jestem lepszy ani mądrzejszy od ciebie. Prawdopodobnie jestem nawet głupszy, ale mogę wam pomóc. Jestem już po 40-tce, minęło pięć lat od rozwodu. Pięć lat, które spędziłem na analizowaniu mojego nieudanego związku pod każdym możliwym kątem, zawsze zadając sobie pytanie: co mogłem zrobić inaczej, co doprowadziłoby do szczęśliwszego zakończenia naszej historii, a raczej jej trwania?

Koniec małżeństwa był najgorszą rzeczą, jaka mi się przydarzyła. Nie ma drugiej takiej. Kiedy w ostatni poniedziałek roku szkolnego zaprowadzałem mojego syna do szkoły, powiedział, że nie lubi poniedziałków. Nie lubi, bo choć spędził weekend ze mną, to wie, że zobaczymy się dopiero w czwartek po południu.

Nie mogę o tym zapomnieć, myślę o tym, co dziecko musi przeżywać z mojego powodu. Jest w trzeciej klasie, nie zadał mi jeszcze żadnych trudnych pytań, ale w końcu to nastąpi. I wtedy zrozumie, że jego ojciec zawiódł jego mamę i jego samego.

Za późno zrozumiałem, że stawianie innych na pierwszym miejscu – ich potrzeb i pragnień, sprawia, że nasze życie jest bardziej satysfakcjonujące i wypełnione sensem.

Kiedy skupiamy się tylko na sobie, krzywdzimy innych nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób zmieniamy nasze życie bezpowrotnie.

Może to nas zrujnować. Zatruć. Złamać.

Złamani ludzie wychowują złamane dzieci. Zepsuci ojcowie wychowują zepsutych synów.

Ich córki mogą się nigdy nie dowiedzieć, jak powinno wyglądać małżeństwo, w którym mąż kocha żonę. Synowie nie nauczą się, jak to jest kochać i służyć swoim rodzinom, jaką nagrodą jest życie u boku kobiety, która kocha.

Nasze dzieci zostają nowymi mężczyznami i kobietami i nie potrafią nauczyć swoich synów tego, co powinni wiedzieć, więc oni powtarzają grzechy swoich ojców. Nie dlatego, że są źli, ale dlatego, że nie potrafią inaczej, nikt im nie pokazał innej drogi.

Małżeństwo nie jest łatwe. Jest ciężką pracą i niby każdy z nas to wie, ale tak niewielu jest w stanie walczyć i sprostać temu wyzwaniu. Ja się poddałem, poddała się moja żona. Być może w przyszłości podda się też mój syn. Ale może wam się uda. Pomyślcie o tym.


Jest jedna ważna rzecz, którą powinniśmy sobie uzmysłowić na temat rozwodu

Sziti Mąż
Sziti Mąż
5 września 2018
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

Dlaczego jest tak, że w przypadku rozwodu współczuje się kobiecie, ją się podziwia, jej szybciej chce cię pomóc, wesprzeć dobrym słowem. Jakby rozwód kompletnie nie dotyczył facetów. Oni zawsze sobie dadzą radę.

Gówno prawda, wydaje się wam, że faceci są nieczuli, że tylko potrafią się awanturować albo przejść do tego, co się stało w milczeniu? To kobiety płaczą, mówią o stracie, o tym, jak trudna to była decyzja, kiedy same składają pozew o rozwód. Jakby rozwód miał płeć – był tylko kobietą.

Rozwiodłem się. Moja żona ode mnie odeszła. I naprawdę myślicie, że zrobiło to na mnie mniejsze wrażenie niż na niej? Że pogodziłem się szybko z tym bądź co bądź traumatycznym przeżyciem? Że skoro nie mówiłem kolegom, nie żaliłem się, to rozwód był dla mnie łatwiejszy niż dla niej? To mit na temat rozwodów i rozstań.

Powiem wam coś, o czym faceci nie chcą mówić, może dlatego, że nie lubią obnosić się ze swoimi uczuciami, może nie chcą na zewnątrz epatować wszystkim tym, co w nich siedzi i gryzie ich od środka. A przecież smutek jest naturalną emocją w takiej sytuacji.

Rozwód jest jedną z najbardziej stresujących rzeczy, które mogą się wydarzyć w życiu, jest jak utrata najlepszego przyjaciela lub kogoś z rodziny. Przeżywa się żałobę. Faceci, tak samo jak kobiety, są zagubieni, bo nagle ich przyszłość zostaje ucięta, wszystko, co sobie planowali, co sobie wyobrażali, już nie istnieje. Ja się zastanawiałem, gdzie pojedziemy za rok na wakacje, a tu – koniec, kropka, nic dalej nie ma. Musiałem swoją przyszłość bez żony budować na nowo. To jakby ktoś cię okradł z marzeń, z planów, jakbyś stracił swoją tożsamość. Tak się czujemy.

Po rozwodzie nie spałem, brałem leki, bo mój nastrój spadł drastycznie. Tak, owszem, robimy dobrą minę do tej kiepskiej gry. Śmiejemy się, jak kumple poklepują nas po plecach mówią: „Zazdroszczę ci stary tej wolności” albo „Noo teraz to poszalejesz”. Znam facetów, którzy po rozwodzie zaczęli pić, wpadli w hazard, jakby pustkę, która powstała w ich życiu, chcieli zapełnić byle czym, byle szybko. Wiecie, co jest najlepsze – że żadne z nich nie poprosił o pomoc, nie zgłosił się do specjalisty, nie pokazał po sobie, że nie radzi sobie z tą sytuacją.

Często słyszę albo czytam, jak kobiety mówią, że po rozwodzie zaczęło się ich prawdziwe życie. Zrozumiały, co lubią, co chcą zrobić, zmieniły pracę, miejsce zamieszkania, fryzurę. Takie nowe prawdziwe życie. A faceci? Znacie faceta, który po rozwodzie wziął się z życiem za bary? Ja nie znam. A jeśli już to jakieś wyjątki. Wiem po sobie, że nie zmieniłem nic. Miałem pretensje do świata za to, co się stało, ale nie dało mi to kopniaka w tyłek, nie zmusiło do działania, przez długi czas nie pokazało, że muszę zadbać o siebie. W końcu zawsze dbała o mnie żona – zbyt późno to zrozumiałem.

Myślałem, że wszystkie te przygodne związki, znajomości na jedną noc to plusy życia po rozwodzie. Faceci często wpadają w tę pułapkę – nagle okazuje się, że nie potrafią funkcjonować bez kobiety u boku, takiej, które będzie ich podziwiać, która się nim zajmie, której będą mogli się wygadać lub która akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. To jest paradoks rozwodu – dopiero, gdy zabraknie przy nas na stałe kobiety, zaczynamy szukać nerwowo innej, każdej, żeby poczuć się bezpiecznie. Próbuję zrozumieć skąd to się bierze. Skąd w kobietach taka siła, taka moc sprawcza i ta pewność, gdy zostają same. A my stajemy jesteśmy jak dzieci we mgle. Nie wierzycie? Przejrzyjcie portale randkowe – tam jest zdecydowanie więcej rozwiedzionych mężczyzn niż kobiet.

Jest jeszcze jedno – tęsknimy za dziećmi. Bardzo. Choć rozstaliśmy się we względnej zgodzie, choć dzisiaj po pięciu latach mamy dobry kontakt, to jednak widywanie dzieci w weekendy, po jednym dniu w tygodniu jest tym, z czym najtrudniej mi sobie poradzić. Nie zmieniam ustalonych zasad, bo nie o moje widzimisię chodzi, tylko o poczucie bezpieczeństwa dzieci. One w utartym schemacie czują się pewnie, gdy chcą się ze mną spotkać poza ustalonym planem, nie ma z tym problemu. Ale mi serce pęka, chciałbym co noc móc tulić je do snu, jeść z nimi kolację, budzić rano… Który facet mówi o tym głośno? Który dzwoni kilka razy dziennie do swoich dzieci, spytać, co słychać? Usuwamy się na bok ze świadomością, że tak będzie lepiej dla naszych dzieci, musimy swoje emocje schować głęboko. To mama czuje się spełniona, dzieci są z nią, każdego dnia i z nią są szczęśliwe – muszę sobie o tym przypominać.

Więc dla kogo rozwód jest trudniejszy?

Rozwód jest trudny dla kobiet.

Rozwód jest trudny dla mężczyzn.

Rozwód jest trudny dla KAŻDEGO.

Jeśli już szukamy uogólnień to prawda jest jedna – w rzeczywistości podczas rozwodu każdy cierpi. Wszyscy odczuwają zawód i mają poczucie straty. Rozwód nie ma płci. Pamiętajcie o tym, nim facetowi pogratulujecie wolności.


Stary, pozwól jej odejść. Zdobądź się na odwagę i zobacz, co zawaliłeś w tym związku. Jeśli to była prawdziwa miłość, ona wróci

Sziti Mąż
Sziti Mąż
28 czerwca 2018
Fot. iStock/Ruslanshug

Stary, czy wiesz, że czasami najlepsze, co mógłbyś dla niej zrobić, to pozwolić jej odejść? Zdziwiony?

Znam ten schemat. Od dawna wam się nie układa. Ty oczywiście jesteś przekonany, że w sumie nic złego się nie dzieje, to jakieś jej fanaberie, które w końcu miną. Wymyśla, czepia się, a przecież jesteś cały czas taki sam, nic się nie zmieniło, tylko jej nagle coś nie pasuje, prawda?

I czekasz, aż jej przejdzie. Dobra, oddalacie się od siebie, może faktycznie mniej z nią rozmawiasz, ale to dlatego, że każda rozmowa kończy się kłótnią i wrzaskiem z jej strony, na co ty niespecjalnie masz ochotę. Nie słuchasz jej, nie wiesz, co do ciebie mówi. Uważasz, że to nieustannie jest ten sam bełkot – że jej nie wspierasz, że nie jesteś czuły, że o niej nie myślisz w ciągu dnia, itepe. Bzdury, prawda? Przecież jesteś. Cały czas, czego ona jeszcze chce. Popłacze w poduszkę, przytulisz ją w łóżku i jesteś przekonany, że to wystarczy. Wkurzasz się, że seksu jakoś mniej, że ona nie ma ochoty, wymiguje się. Czasami jej to wyrzucasz, ale ona dostaje jeszcze większej furii krzycząc, że nic nie rozumiesz, że nic do ciebie nie dociera, więc odpuszczasz. I czekasz. Czasami robisz sam sobie dobrze pod prysznicem, musi wystarczyć, związek w końcu wymaga poświęceń.

Jednak pewnego dnia, wracasz do domu, a ona oznajmia, że odchodzi. Pakuje się bez słowa. Nie chce już się jej gadać. Stoisz w lekkim szoku zastanawiając się: „O co do cholery chodzi”. I wtedy dociera do ciebie, że ona chce cię zostawić. Zaczynasz pytać, co się stało, dlaczego, tłumaczysz, że chcesz o nią walczyć, że może pójdziecie na terapię, że przecież zasługujesz na szansę. Przy czym okazuje się, że tych szans ona dawała ci całe mnóstwo.

Ale nie odpuszczasz. Prosisz o jeden wieczór, przygotowujesz kolację, podczas gdy ona leży w sypialni z oczami wlepionymi w sufit. Później próbuje ci na spokojnie wytłumaczyć, że już tak nie może żyć, że potrzebuje czegoś więcej, że czuje się niekochana, nieatrakcyjna, że rozminęliście się – ona idzie dalej, a ty stoisz w miejscu. Dowiadujesz się, że brak zmian jest czymś złym, że status quo, które obowiązywało w waszym związku kilka lat temu się wyczerpało, a ty nawet tego nie zauważyłeś. Słuchasz jej – w końcu jej słuchasz i gorączkowo myślisz, że nie wszystko stracone, że nie jest za późno. Dajecie sobie czas. Ona wyjeżdża do mamy, przyjaciółki, brata – gdzieś, gdzie odpocznie od ciebie.

A ty? Ty jesteś jak zwierzę w klatce. Szybko dostrzegasz jej brak. Nie ma kawy, śniadania, nie ma wypranych ciuchów, nie ma ciepła, jej śmiechu. Czujesz wyrwę w swoim życiu. I najpierw wpadasz w rozpacz – dzwonisz do niej, błagasz, by wróciła, obiecujesz, że wszystko się zmieni, że będziesz inny, że ją kochasz. Tylko ona powtarza, że już wszystko słyszała, że nie chce tracić czasu, który ucieka jej przez palce. Gdy mówi: „Chcę być szczęśliwa”, wpadasz we wściekłość. Zmiana nastroju jest diametralna – znowu do niej wydzwaniasz, ale jesteś niemiły, mówisz jej wiele przykrych słów, uważasz, że nigdy z nikim nie będzie jej lepiej. Odgrażasz się, że jak ona będzie chciała wrócić, to ty nie będziesz czekać. Ale potem wpadasz w panikę. Jej nie ma. A ty chcesz ją odzyskać. Ta gra trwa długo, ona wraca, ty przez tydzień, dwa się starasz, wierząc, że to wystarczy. Wszystko wraca do dobrze znanej ci normy i tak jest okej. Ona dostała, co chciała, zmieniłeś się przecież na chwilę.

Ale po jakimś czasie, znowu chce odejść, nie widzi szansy dla was. Jest smutna, zmęczona, przyglądasz się jej i dociera do ciebie, że rzadziej się uśmiecha, że jakby trochę się poddała, nie krzyczy faktycznie, nie walczy o swoje, odpuściła…

I chociaż dzisiaj do ciebie nie dociera, jak twój związek wygląda naprawdę, chociaż będziesz potrzebował mnóstwa czasu, by móc na to spojrzeć z boku, z dystansem. Być może nigdy nie zdobędziesz się na odwagę, żeby dostrzec swoją winę w tym, co się stało. Ale stary – pozwól jej w końcu odejść. Zapewnij ją o swojej miłości, jeśli tak czujesz – powiedz, że będziesz na nią czekać. Puść tę miłość. Jeśli była prawdziwa – będziesz o tym wiedział, zmienisz się dla niej nie na chwilę, ale na zawsze, a ona wróci – być może, jeśli nie straciła resztek nadziei. A jeśli nie wróci – życz jej szczęścia. Zasługuje na nie, choćby dlatego, że jest ważna osoba w twoim życiu. To trudne. Ale dojrzałe jak jasna cholera.