Te porady małżeńskie z 1886 roku brzmią bardziej współcześnie niż moglibyście się tego spodziewać

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 grudnia 2016
Fot. istock/manifeesto
Fot. istock/manifeesto

Są takie uniwersalna prawdy, które mimo upływu czasu, mogą nadal otworzyć nam oczy na kilka ważnych kwestii. Bo wiele może się zmienić w ciągu 130 lat, ale miłość, to jak kochamy, jak na siebie wzajemnie „działamy” nie zmienia się tak bardzo… Przed wami 5 porad małżeńskich, których w 1886 roku udzieliła Jane Wells.

1. Niech twoja miłość będzie silniejsza niż nienawiść lub gniew

Często targają nami bardzo silne emocje, zdarza się, że pozwalamy tym negatywnym przejąć kontrolę nad naszym zachowaniem. Miłość jest jednym z najsilniejszych uczuć na jakie nas stać, naprawdę może przezwyciężyć wiele zła. Nie pozwól sobie żyć negatywnym, nienawistnym życiem we dwoje. Jeżeli oboje naprawdę kochacie, nic nie powinno zaszkodzić waszej miłości.

2. Poznaj mądrość płynącą z kompromisu, bo lepiej jest samemu trochę się dostosować niż „łamać” tę drugą osobę, byle tylko zaspokoić swoje potrzeby

Jesteście dwiema, wyjątkowymi osobami o różnych potrzebach. Nie zmieniaj swojej drugiej połówki na siłę, nie wymuszaj na niej by postępowała wbrew sobie tylko po to, by „wyszło na twoje”. W małżeństwie większość rzeczy trzeba wypracować wspólnie.

3. Chciej wierzyć w to, co dobre, a nie w to, co złe

Łatwo jest być pesymistą jeśli chodzi o swój związek, o wspólną przyszłość, kiedy widzi się tylko to, co was dzieli. Bez względu na to, jak trudno ci odsunąć na bok swoje obawy, skup się na tym, co dobre i jasne. Zauważaj w swoim małżonku to, co najlepsze, a będziesz mieć o wiele szczęśliwsze życie i szczęśliwsze małżeństwo.

4.  Nie wydawaj pochopnych opinii

Bez względu na to, co inni ludzie robią lub mówią, niewiele jest w stanie wpłynąć na twoje zdanie o nich. Widzimy rzeczy przez pryzmat własnego zrozumienia, które nie zawsze jest zgodne z rzeczywistością. Nie bądź taki szybki w ocenianiu twojej drugiej połówki. Kocham i szanuj za to, kim jest.

5. Pamiętaj, że prawdziwa przyjaźń jest podstawą dla jakichkolwiek trwałych relacji. Twój małżonek zasługuje na uprzejmość i życzliwości, jakimi obdarzasz swoich przyjaciół

Współmałżonek powinien być twoim najlepszym przyjacielem. Nie chcesz spędzić reszty swojego życia z kimś, kto nim nie jest. Twoje małżeństwo musi opierać się na przyjaźni, związku, który może trwać przez całe życie.

 


Źródło: familyshare.com

 


Co twój mąż chciałby, żebyś zmieniła, ale nie wie, jak ci o tym powiedzieć

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 grudnia 2016
Fot. iStock/KristinaJovanovic
Fot. iStock/KristinaJovanovic

Nasi mężowie, mężczyźni w ogóle, zazwyczaj nie są „mocni” w komunikacji w związku, do czego zresztą otwarcie się przyznają, i co często im zarzucamy. Szczególnie kłopotliwe jest dla nich poruszanie subtelnych czy drażliwych tematów. Ale prawdą jest też to, że równie często zdarza się, że nasi partnerzy mówią nam dokładnie to, co mają na myśli, a my nie potrafimy ich wysłuchać.

Jak często słyszałyście „Proszę usiądź, odpocznij wreszcie!” albo ” Skończ już to sprzątanie i przyjdź obejrzeć film” lub jeszcze „Odłóż na chwilę tę swoją pracę i usiądź przy mnie”? Wiem, o czym teraz myślicie. „Kto to wszystko zrobi, jeśli nie ja?”, „Zamiast gadać, mógłby przyjść i mi pomóc, albo zrobić to za mnie.”.

I pewnie moja pierwsza myśl na dźwięk tych mężowskich słów jest zawsze podobna. Ale zaraz potem przychodzi druga. Oni – mężczyźni – naprawdę potrafią odpoczywać, „wyłączyć się”, zrelaksować. Odpuścić. Nie poświęcają się z miną cierpiętników, bo w domu „musi być” porządek – akurat teraz, akurat w tym momencie, bo TO musi być zrobione JUŻ, mimo, że oboje wróciliście właśnie zmęczeni z pracy, macie dzieci, obowiązki, starszych rodziców pod opieką i masę „dorosłych” problemów. Więc dlaczego my „musimy”, a oni nie?

I to wcale nie jest tak, że nasi partnerzy nie doceniają, nie widzą tego całego naszego zaangażowania, poświęcenia. Widzą. Tak, jak zauważają nasze zmęczenie i skrajność w działaniu. Zdajecie sobie na pewno sprawę z tego, że perfekcyjnie czysty dom, to tylko taki, w którym nikt nie mieszka?

Czego więc nasi partnerzy nie potrafią nam powiedzieć wprost? Tego, co bardzo potrzebujemy usłyszeć od najbliższej osoby: „Kochanie, kocham cię. Proszę zadbaj teraz o siebie, bo to jest ważniejsze”.

Jest kilka powodów, dla których kobiety powinny zacząć uważniej słuchać w tej kwestii swoich partnerów.

Stres, o którym nie mówi się wprost, prowadzi do napięć w związku

Przemęczenie może powodować rozdrażnienie, to wiemy wszyscy. Wiemy też, że ciągły stres i wynikające z niego napięcia, mogą zagrozić związkowi. Gdy zły nastrój związany z zawodowi obowiązkami, albo bałaganem w domu sprawia, że przestajesz kontrolować swoje emocje, mów o tym wprost i poproś o pomoc małżonka. A przede wszystkim, przyjrzyj się jeszcze raz swoim priorytetom.

Według psychologów kobiety częściej niż mężczyźni przenoszą swój stres na współmałżonków bez podania konkretnej jego przyczyny licząc na to, że partner „się domyśli”. Kiedy to nie następuje, nakręcają w sobie spiralę negatywnych emocji, napędzają poczucie samotności i rozczarowania jego biernością. Rosnąca frustracja, stany lękowe i depresyjne prowadzą do obniżenia satysfakcji z małżeństwa.

Odpuść i pozwolić mu sobie pomóc. W kwestii czystości waszego wspólnego domu prawdopodobnie wcale nie robisz wszystkiego lepiej.

Potrzebne jest wam „sam na sam”

Może to nie jest coś, co ci się spodoba, ale nic nie powinno być ważniejsze niż dobre relacje między partnerami w związku. Nawet to pranie, które od trzech dni zalega na suszarce. Nawet te niewytarte od tygodnia kurze na półkach z książkami. Nawet ta nieopróżniona zmywarka. Spróbuj raz, a zobaczysz jakie to wspaniałe uczucie: odpuścić, położyć się wcześniej i obejrzeć dobry serial. Być ze sobą, a nie obok siebie. Poczuć to samo, zrobić coś razem, przestać bombardować się wyrzutami. On TEŻ jest zmęczony.

Przemęczenie prowadzi do choroby

Jeśli zaniedbujesz swoje zdrowie, to nie ma znaczenia, jak perfekcyjnie pościelone jest twoje łóżko i kiedy ostatnio robiliście generalne porządki (te z odkurzaniem książek). Któregoś dnia po prostu nie wstaniesz do pracy, zostaniesz w łóżku wyczerpana i nieszczęśliwa, bo dopadnie cię depresja. Albo, w najlepszym wypadku silne przeziębienie. Tak czy siak, organizm w końcu zdecyduje, że nie może nadążyć za tobą w tym szalonym tempie.

Nie ma możliwości pogodzenia ze sobą licznych obowiązków zawodowych, rodzinnych i towarzyskich z dbaniem o rozwój osobisty i komfort psychiczny, „bezkosztowo”. Stawką jest twoje zdrowie, psychiczne i fizyczne.

Skończmy raz na zawsze z mitem multizadaniowości.

Co robić? Posłuchać swojego partnera. Czasem :) naprawdę wie, co mówi. Usiądź, zrelaksuj się i zadbaj o siebie. I przestań przywiązywać wagę do rzeczy mniej istotnych niż zdrowie i szczęście – twoje i twoich najbliższych. Odżywiaj się zdrowo, wysypiaj, a domowymi obowiązkami dziel się po równo ze swoim partnerem i dziećmi.


Inspiracja: familyshare.com

 


Wstydziłam się tego, że on pije, że przychodzi po mnie do szkoły śmierdzący wódką, że inni myślą: „to córka pijaka”. Kim są DDA?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
17 grudnia 2016
Fot. iStock/ sdominick
Fot. iStock/ sdominick

Nie da się ich rozpoznać na pierwszy rzut oka, bo to, co odróżnia ich od innych ludzi, mają głęboko ukryte. Swoje rany, wrażliwość, bolesne doświadczenia często chowają pod maską. Dla osób z zewnątrz grają spektakl pt. „jest mi dobrze, a moje życie jest wspaniałe”, ale gdy kurtyna opada, gdy zostają sami za kulisami, wychodzi z nich cały lęk, obawy, niepewność, strach przed bliskością lub nawet złość i bezradność. DDA, czyli dorosłe dzieci alkoholików, płacą wysoką cenę za nałóg swoich rodziców, nawet wtedy, gdy już przestali być dziećmi.

Obrazki z dzieciństwa

„Kiedy myślę o dzieciństwie, to pierwszym, co przychodzi mi do głowy, jest permanentny lęk. Lęk o to, co zastanę w domu i niepewność tego, jak potoczy się dzień, gdy przyjdę ze szkoły. Czy ojciec wróci normalnie z pracy, czy będziemy czekać niespokojnie, co chwila zaglądając przez okno  z nadzieją, że to nieprzewidziane nadgodziny zatrzymały go dłużej, a nie wizyta w osiedlowej piwiarni. No i wstyd, bo przez lata wstydziłam się tego, że on pije, że przychodzi po mnie do szkoły śmierdzący wódką, że na ulicy inni widzą nas razem i myślą: „to córka pijaka”.

Ewelina jest dorosłym dzieckiem alkoholika. Jej ojciec pił zawsze, niewiele ma z nim „trzeźwych” i dobrych wspomnień. O wiele wyraźniej pamięta wszczynane przez niego awantury, stres matki, szarpaniny ojca z bratem, wizyty policji, kilkukrotnie rozbitą po pijaku głowę, wieczne chodzenie na palcach wokół śpiącego w pokoju obok alkoholika. Byle się tylko nie obudził, byle była już cisza.

„Awantura mogła wybuchnąć z byle powodu, nigdy nie było wiadomo, gdzie dzisiaj znajduje się punkt zapalny. Najczęściej chodziło o pieniądze – to były czasy, gdy wypłatę dostawało się „do ręki”; ojciec chował banknoty gdzieś w pokoju, a potem każdego oskarżał o kradzież, rzucał wyzwiskami, krzyczał, czasami nawet w środku nocy. Pamiętam nerwowe przeszukiwanie szafy przez mamę, to, jak prosiłam go o oddanie tego, czego nie zdążył jeszcze przepić. Płakał wtedy, mówił, jak bardzo mnie kocha, że jestem jego ukochaną córeczką, jego światełkiem, chciał przytulać. A ja się brzydziłam i bałam, ale wiedziałam, że potrzebne są nam te pieniądze, że muszę pomóc”.

Bohater czy maskotka?

W rodzinach alkoholowych dzieci przybierają różne role, które stanowią ich sposób ochrony przed rzeczywistością i naprawy tego, co działa źle. Część staje się „bohaterem” – przyjmuje na siebie odpowiedzialność za dobre funkcjonowanie rodziny, wypełnia obowiązki dorosłych, pomaga, wspiera, nie sprawia kłopotów. To najczęściej najstarsze z rodzeństwa. Inne dzieci alkoholików mogą wejść w rolę „kozła ofiarnego” – odsunięte i odrzucone zaczynają szukać poza domem grupy odniesienia, trafiają w tzw. złe towarzystwo. Sprawiają problemy wychowawcze, dokonują przestępstw, często sięgają po alkohol i narkotyki, wagarują i zaniedbują szkołę. Problemy, które generują, przysłaniają te domowe, można więc na nich zrzucić część winy.

„Maskotka” to najczęściej najmłodsze dziecko, które swoim zachowaniem wprowadza do domu zabawę i rozrywkę, próbuje tak rozładować panujące napięcie. Samemu będąc spiętym i zdenerwowanym tworzy atmosferę rozluźnienia, powie wierszyk, zaśpiewa piosenkę, jest w centrum uwagi. Jego przeciwieństwem jest dziecko „aniołek” (albo „zagubione dziecko”), które zamyka się w sobie, ukrywa swoje uczucia, jest niezauważalne. Nie sprawia kłopotów, o nic nie prosi, nie ma potrzeb. Jest bardzo samotne, zalęknione i choć nie powie tego głośno, nie potrafi sobie poradzić z trudnościami.

Zranione dziecko w dorosłym ciele

„Przez wiele lat nikomu nie mówiłam, że pochodzę z takiej rodziny. Dla mnie było to normalne, nie tylko ja miałam  taki problem. Po śmierci mamy wyjechałam, odcięłam się od ojca, myślałam, że w ten sposób ucieknę. Ale od tego nie da się uciec, nie da się udawać, że jesteś kimś zupełnie innym i że tego wszystkiego nigdy nie było, że nie miało na ciebie wpływu. Miało i nadal ma, a dopóki DDA się do tego nie przyzna i nie zmierzy z przeszłością, już zawsze będzie mieć w życiu pod górkę”.

Dorosłe Dzieci Alkoholików mają przede wszystkim problemy z uczuciami i ich wyrażaniem. Panicznie boją się odrzucenia i choć bardzo pragną bliskości, aprobaty i akceptacji, z obawy przed odmową wolą zrezygnować, zamykają się na innych, nie podejmują prób nawiązania głębszych relacji. Często mają problemy z ułożeniem swojego życia osobistego. Są bardzo wrażliwi i empatyczni, dobrze wyczuwają potrzeby innych – o swoich często zapominają, uznają je za mniej istotne, a nawet czują się winni z powodu ich posiadania.

„Długo nie umiałam ułożyć sobie życia prywatnego. Uważałam, że nie można mnie kochać, że jestem nic nie warta, że nie zasługuję na miłość. Bałam się, że nic z tego nie wyjdzie i zostanę skrzywdzona, więc na wszelki wypadek rezygnowałam. Ciągle wstydziłam się też tego jak wyglądam, co mówię, jak się zachowuję, sama tworzyłam te problemy. Nie umiałam przyjąć pomocy ze strony innych, robiłam wszystko, by nie być dla nikogo ciężarem, by nie mieć długu wdzięczności, a jednocześnie ochoczo angażowałam się w pomoc innym, bo nie widziałam w tym żadnego problemu”.

Dla samych siebie DDA potrafią być bezlitośni, samokrytyczni i bardzo wymagający, dążą do perfekcji. W pracy są zorganizowani, poukładani i lojalni, nawet wtedy, gdy druga strona nie do końca na to zasługuje. Wywiązują się ze wszystkich zadań, można na nich polegać, co może zostać łatwo wykorzystane – mają problem z odmową, więc często podejmują się dodatkowych działań. Choć mogą wydawać się pewni siebie, w rzeczywistości ich samoocena jest przerażająco niska, czują się słabi i bezwartościowi.

Nie każdą osobę wychowaną w rodzinie alkoholowej dotyka syndrom DDA i nie zawsze wygląda on tak samo lub podobnie jak u Eweliny. Inna jego strona to brak zorganizowania, skrajna nieodpowiedzialność, skłonność do ryzyka, impulsywność, zachowania kompulsywne. Zdarza się, że DDA, podobnie jak ich rodzice, wpadają w szpony nałogu, nie tylko alkoholowego.

Droga do wolności

„Wywlekanie tego wszystkiego, wspominanie i analizowanie kosztowało mnie bardzo wiele, ale teraz wiem, że było warto, że terapia ma sens. Wyrzuciłam z siebie to, co przez wiele lat bolało, co tkwiło w środku i nie pozwalało mi na bycie sobą, na radość życia. W końcu mogę powiedzieć, że lubię siebie. Przestałam krytykować się na każdym kroku i uczę się ufać innym, tworzyć bliskie relacje bez strachu i poczucia, że muszę coś bardziej, bo jestem gorsza”.

Pierwszym krokiem do pozbycia się ciężaru przeszłości jest uświadomienie sobie istnienia problemu i przełamanie się, by mówić o nim głośno. To nie jest łatwe zadanie, bo drzemiące w DDA poczucie winy, wstyd i strach utrudniają otwarcie się na drugiego człowieka i głośne wyrażenie swoich uczuć. Czasami DDA mają problem z tym, by w ogóle określić, co czują – przez wiele lat musieli przecież swoje emocje tłumić, ukrywać, udawać, że są zupełnie inne. Podczas terapii trzeba wrócić do dawnych krzywd, odnaleźć w sobie to cierpiące dziecko, przytulić je i powiedzieć, że to nie jego wina, że nie zrobiło nic złego. Zmierzenie się z własnymi uczuciami nie będzie ani przyjemne ani proste, ale dla wielu osób z rodziny alkoholowej jest to jedyna droga do uwolnienia się od złych wspomnień i rozpoczęcia nowego życia.


 

Źródło: www.koalkoholizm.pl/dda

Zapisz

Zapisz


Zobacz także

Fot. Picjumbo / Victor Hanacek / CC0 Public Domain

Rozwodzę się i naprawdę nie mam ochoty tych kilku rzeczy słuchać w kółko…

Fot. Archiwum prywatne

„Hej,byłam bulimiczką, byłam na dnie. Ale dziś mam wszystko. A ty co robisz ze swoim cierpieniem?”

Wiecie, co kocham w ludziach? To, że mogę się z nimi spotkać. Nigdy z tych spotkań nie rezygnujmy

Wiecie, co kocham w ludziach? To, że mogę się z nimi spotkać. Nigdy z tych spotkań nie rezygnujmy