W seksie źle być księżniczką zdobywaną, czekającą na pierwszy dotyk, na słowo

Seksualnie
Seksualnie
7 maja 2017
Fot. iStock/Marjot
Fot. iStock/Marjot

Od dziecka żyłam wizją romantycznej miłości. Chciałam być tą księżniczką, którą dzielny i piękny książę uratuje z wysokiej wieży. Albo zbudzi pocałunkiem. A potem zabierze do zamku i poślubi. Co było dalej, jak potoczyło się ich wspólne życie, zupełnie mnie nie interesowało. Przecież każde wielkie uczucie prowadzi do ślubu – wpajała mi mama i babcia. Najlepiej kościelnego, w białej sukni i z welonem, jako symbolem kobiecej „czystości”.

Dziś myślę tylko o tym, czy kiedy ucichną już weselne dzwony, a zakochana para wyląduje w sypialni, książę stanie na wysokości zadania. I szczerze w to wątpię. I bardzo tej księżniczce współczuje. Bo sama nią jestem.

Czytałam gdzieś, że seks to lustro związku. Jeśli to prawda, nasz seks powinien być wspaniały. Znamy się od dziecka. W naszym małym miasteczku wszyscy się znają. Zakochaliśmy się w sobie na początku liceum – szczenięca, pierwsza miłość. I jak się miało okazać – ostatnia, ta na całe życie. Pierwsze pocałunki, pierwszy raz (zaraz po ślubie), wszystko to przeżywaliśmy razem. Nierozłączna para, taka idealna, zgodna. Razem wyjechaliśmy do miasta na studia, ale zamieszkaliśmy w oddzielnych pokojach w akademiku. Tak nas wychowano. Wmówiono nam, że wstrzemięźliwość przed ślubem to najlepszy sposób, by okazać sobie szacunek i miłość.

W noc poślubną zasnęliśmy obok siebie zmęczeni emocjami i trochę onieśmieleni tym, że oto nagle już wolno nam „więcej”. Nasz pierwszy raz, kilka dni później, był wzajemnym odkrywaniem siebie, swoich reakcji, swoich ciał. I każdy następny prowadził nas dalej, aż do momentu, kiedy ty powiedziałeś „stop”. Tak jest dobrze, wystarczająco. A ja posłuchałam. Dziś wiem, że wbrew sobie. Przecież tak naprawdę chcę więcej. Bo kocham siebie, trochę.

Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i dobrymi partnerami w tym naszym życiu. Zawsze mogłam na ciebie liczyć. Nigdy się nie rozstaliśmy, nigdy nie mieliśmy kryzysów. Nigdy, aż do teraz, kiedy, jak mówisz, „kompletnie mi odbiło”. Bo chcę lepszego seksu i mówię ci o tym głośno. (kiedy mówiłam cicho, udawałeś, że nie słyszysz)

Czy naprawdę jestem aż tak dziwna z tymi moimi pragnieniami? Czy powinnam je schować gdzieś głęboko, zapomnieć? Przecież mam tak wiele, nasze życie to spełnienie marzeń. Dobiegamy 30-tki, wychowujemy dwójkę dzieci, mamy wspólny kredyt na wymarzone mieszkanie w stolicy. I seks, który już nie zaskakuje. Seks raz na dwa tygodnie, jak w kalendarzu. Seks, który trwa góra 20 minut, bo tyle właśnie potrzebujesz. Po cichu, przy zgaszonym świetle, żeby dzieci się nie domyśliły. Na nic moje tłumaczenia, że są tak małe (2 i 4 lata), że nawet gdyby nas „przyłapały” , nie wiedziałaby, o co chodzi.

Dotykamy swoich ciał od 7 lat. I stale dotykamy ich tak samo. Nie wiem, co obudziło we mnie pragnienia, żebyś dotykał mnie inaczej, nie tak pospiesznie, zdawkowo jak dotąd. Nie wiem dlaczego, kiedy urodziło się nam drugie dziecko, ten szybki, przewidywalny seks, przestał mi wystarczać. Ale wiem, że jest mi bardzo źle, kiedy patrzysz na mnie jak na dziwadło, kiedy mówię, że chcę uważności, że chcę, żebyś na mnie patrzył, gdy się przy tobie dotykam. Odwracasz wzrok, wydymasz usta, a w nocy kładziesz mnie zawsze na plecach, żeby szybko wziąć tylko tyle, ile sam potrzebujesz. Ani więcej, ani mniej. Dobrze ci w tym naszym seksie, bezpiecznie. A mi coraz gorzej.

Zrobiłam się nieznośna, tworzę napięcia, żeby się z tobą pokłócić, żeby dać ujście tym emocjom.  Nie można odejść od męża z powodu kiepskiego seksu – powiedziała mi przyjaciółka. Takie rzeczy się leczy, o tym się rozmawia, nad tym się pracuje.

Ale co wtedy, gdy ty nie chcesz nic zmieniać? Czy zawsze już będę tylko marzyć, uciekać od ciebie w nocy, zawstydzona, że zdradzam cię w mojej głowie?

Źle być tą bierną księżniczką w seksie, zdobywaną, czekającą na pierwszy dotyk, na słowo. Na wszystko, co mi dasz. Żeby być szczęśliwą kochanką, trzeba umieć brać sobie to, o czym marzysz.


„Żalu już nie mam, a raczej wdzięczność swą wyrazić chciałam, żeś mnie zostawił dla swej młodszej koleżanki”

Seksualnie
Seksualnie
18 maja 2017
Fot. iStock/stock_colors
Fot. iStock/stock_colors

Mój drogi (dziękować niebiosom) już nie mężu!

Widzisz sam, jakie to życie bywa przewrotne. Bo, gdy odkryłam cudzy zapach na twojej koszuli, szalałam z rozpaczy. Płakałam, błagałam, planowałam cichą zemstę. Analizowałam nasze życie, doszukując się błędów, których nie było, usiłowałam zmieniać w sobie nawet dobre cechy myśląc, że zawiniłam. Snułam po nocach podłe intrygi dla ciebie i twojej nowej wybranki, a rankiem wskakiwałam na siłę w dres. I latałam jak zakochana szczeniara po parku, żeby zgubić jeszcze kilka kilogramów. Ja, która wżyciu nadwagi nie miałam! Do fryzjera poszłam, garderobę wymieniłam, choć wszystko mi można było zarzucić, tylko nie brak gustu. I po co? No po co, siebie idiotki skończonej pytam, bo pomijam fakt, że żadnej ze zmian nie raczyłeś nawet dostrzec, ale najważniejsze, że na żadne me starania nie zasługiwałeś. Ani przedtem ani wtedy, gdy postanowiłeś mnie kantem puścić.

I zaczęłam, na spokojnie ci się przyglądać i temu małżeństwu naszemu, które już od lat kilku kabaret przypominało, a nie związek. Były tylko twoje potrzeby i zachcianki, które w mig spełniałam, choć ty wydawałeś się tym średnio zainteresowany. Znużony nawet i ciągle zmęczony, bo praca, bo w domu spokoju nie miałeś, jak twierdziłeś, bo wiecznie zrzędziłam. No tak, jak śmiałam prosić o wspólne wakacje czy wyjazd po większe zakupy, żebyś mi znowu nie powiedział, że nawet o pełną lodówkę, nie potrafię zadbać.

Przecież dwie ręce mam i nogi sprawne, więc zamiast ciebie biedaku strudzony tłamsić i nękać, sama mogłam te siaty taszczyć. A potem stać do nocy nad garami i wymyślać, czym ci to dziś dogodzić, tylko po to, żeby  usłyszeć, że w służbowej stołówce lepiej karmią. Ale znosiłam to, bo miłość podobno wszystko wybacza, cierpliwa jest i łaskawa, więc w myśl tej zasady łeb na dół spuszczałam i prałam, prasowałam, na paluszkach wokół ciebie chodziłam. I sama siebie karałam obwiniając, że jestem gorzej niż beznadziejna, bo ty ciężko pracujesz, a ja tylko wymagam i wiecznie o coś proszę i przypominam. Że urodziny moje były dwa tygodnie temu, a miesiąc wcześniej rocznica tego, gdy patrząc mi głęboko w oczy wmawiałeś, że na zawsze i tylko ja. Patrzyłeś na mnie zdziwiony i oburzony, że tyle mamy spraw na głowie, a ja z takimi bzdurami wyskakuję.

A jakie my wspólne sprawy mamy, kochanieńki, skoro sypialnie opuściłeś wieki temu tłumacząc, że w salonie na kanapie wygodniej dla twojego kręgosłupa. Jadałeś poza domem, a gdy ci się przez pomyłkę zdarzało wraz ze mną przy wspólnym stole usiąść, to każdą moją próbę nawiązania kontaktu zagłuszałeś mega ważnymi wiadomościami z kraju i ze świata płynącymi z odbiornika telewizora. I znikałeś, to wyjazd służbowy, to przymusowy golf z szefem, to niby znienawidzone konferencje. Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś jak na skrzydłach leciał na spotkanie, którego nie chce i żeby na pole, gdzie piłką trzeba w dołek trafić, wylewał na siebie flakon najdroższych perfum.

Siedziałam z lampką wina, patrzyłam na ciebie, jak się miotasz i krzątasz, i uśmiechałam pod nosem, że też chcę ci się tę szopkę odstawiać i wierzyć, że ja to wszystko łykam. Zła byłam, nie ukrywam i rozżalona, jak każda zdradzana żona, ale z biegiem czasu przyszły refleksje i otwarcie mych oczu coraz szersze. Że przecież, jak mówi przysłowie, kiedy fałszywy człowiek przestaje z tobą rozmawiać to tak, jakby śmieci wyniosły się same. A fałsz i obłuda wychodziły ci najlepiej. Wręcz koncertowo, gdy muskałeś mnie lekko w czoło ustami, które kłamać potrafiły  zawodowo.

No cóż, kochaniutki, było minęło. Żalu już nie mam, a raczej wdzięczność swą wyrazić chciałam, żeś mnie zostawił dla swej młodszej koleżanki. Przypadkiem tylko wspomnę, że widziałam ją wczoraj z naszym sąsiadem. Tak, tym młodym, umięśnionym bożyszczem, który jeździ wypasionym autem i kwiaty kupuje swoim zdobyczom.

Zostawiam ci ten nasz dobytek cały, zabieram tylko kilka drobiazgów, bo gdy zaczyna się od nowa, to nie powinno się ciągnąć za sobą przeszłości. Tym bardziej, że, wybacz mą szczerość, kiepska była i nijaka. Szara i dwulicowa, nudna i nierozwojowa. Leżę sobie teraz na piaszczystej plaży, odkrywam uroki życia, boś mi je przysłonił przez ostatnie lata i uśmiecham do swoich kosmatych myśli. Szczególnie, gdy opalony barman podaje mi kolejne drinki i mruga do mnie swoimi nieziemsko pięknymi oczętami. Pewnie potańczyć skoczymy, a potem skonsumować tę nasza krótką znajomość. Bo przecież to ty mnie nauczyłeś, że od życia trzeba brać tyle, ile los daje. I za tę najcenniejszą naukę, mój drogi, ci z całego serca dziękuję. Przydała się przy podjęciu najważniejszej mej decyzji i pakowaniu walizki.

P.S Zawsze mówiłeś, że to  tylko ty i twoja ciężka praca postawiła nasz dom, kupiła auto, wybudowała basen z ogrodem. Dlatego kredyt też zostawiłam tylko dla ciebie. Żebyś mógł go sobie sam spłacać, skoro to i tak tylko i wyłącznie twój trud i wkład.

Twoja (dziękować losowi) już nie żona


W łóżku niczego nie oczekuję, cieszę się tym, co mi czasem dasz. Odtrącasz mnie już cały, długi rok

Seksualnie
Seksualnie
29 marca 2017
Fot. iStock/milos-kreckovic
Fot. iStock/milos-kreckovic

Najbardziej chyba nie lubię weekendów. Dziwne, prawda? W sobotę przecież wstajesz wcześniej niż ja, parzysz mi kawę i podajesz ją w moim ulubionym kubku. Dzieci jeszcze śpią. Sielanka. Pół kawy, pół mleka, łyżeczka cukru. Zawsze pamiętasz. Wiesz to tak samo dobrze jak to, że lubię kochać się od tyłu. Z tych dwóch przyjemności, dostaję od ciebie tylko kawę. Dziś też tak będzie. Patrzysz na mnie tak spokojnie, łagodnie. Wiem, że mnie kochasz i od razu tak bardzo chcę być blisko, chcę czuć na sobie twój dotyk. Szybko spuszczam wzrok, gaszę te myśli, tłumię pragnienia, niebezpieczne, bo niezaspokojone. Nie oczekuję. Odtrącasz mnie w łóżku już cały, długi rok.

Tak, to prawda, czasem, może raz na trzy miesiące, rzucasz się na mnie, trochę jak nieporadne zwierzę. Mam wtedy swoje upragnione 15, 20 minut. Celebruję ten czas, cieszę się nim, próbuję wyciągnąć z niego jak najwięcej dla siebie. Skoro już mnie chcesz, zawsze jestem gotowa. Trochę to żałosne, prawda? Po wszystkim uśmiechasz się. Trochę przepraszająco, że tak rzadko we mnie gościsz, trochę dumnie, że TO zrobiłeś. Mi chce się płakać. Nie, w żadnym wypadku nie pokażę ci tych łez. Chcę, żebyś czuł się dobrze, najlepiej. Żebyś jeszcze mnie kiedyś zechciał…

Rozmawiamy o wszystkim. Znam imiona i problemy twoich współpracowników, daty spotkań w pracy, deadline’y. Wiem, co cię zdenerwowało, zanim jeszcze opowiesz mi o tym wieczorem. Piszesz SMS-y i wysyłasz emaile. Dzwonisz, żeby spytać co kupić. Szkoła, dom, rodzina, przyjaciele – nie mamy przed sobą tajemnic. Ale kiedy rozmowa schodzi na seks – nasz seks – zamykasz się szczelnie w swojej skorupie.

Kocham Cię. Bardzo chcę cię zrozumieć, nie oceniam. Nie wiem, co ci jest, ale bardzo chcę ci pomóc. I sobie pomóc, bo czuję, że przestaję istnieć. Moje ciało, zapomniane, niekochane znika. Wiesz, tak bardzo mi źle, tak bardzo tęsknię za twoim dotykiem, przyspieszonym oddechem, czułością i tymi momentami, gdy zapominamy się tak bardzo, że nie liczy się już nic, poza naszymi ciałami. Chciałeś mnie, tak bardzo. Czułam to, jeszcze całkiem niedawno, pamiętasz?

Teraz odtrącasz mnie, kiedy przytulam się do ciebie nago, mrucząc ci do ucha słowa, które kiedyś doprowadzały cię do szaleństwa i żałośnie licząc na to, że może tym razem mnie weźmiesz. – Jestem zmęczony – mówisz tym samym, sennym głosem. – Kochanie, chodźmy spać.

Innym razem dotkam cię władczo, zdecydowanie. Chcę wziąć sobie ten seks, jakby mi się należał. Kolejny błąd. Zdenerwowany, karcisz mnie chłodem i milczeniem. Zaciskam zęby, przełykam kolejne upokorzenie.

Zabieram cię na weekend bez dzieci. Dużo rozmawiamy, śmiejemy się. Jemy dobre rzeczy. Wieczorem zakładam nową bieliznę. – Kochanie – mówisz – nie dzisiaj.

Rezygnuję i nie robię już nic. Nie mówię o TYM. Nie myślę. I nic, nic się nie zmienia.

Boli za każdym razem. Na początku nie bolało. Każdy ma prawo być zmęczony. Albo czasem po prostu nie mieć ochoty na seks. Ale to się stało bardziej naszym „zawsze” niż czasem. Boję się. O ciebie też, bardzo

A ty uparcie nie chcesz rozmawiać, choć przyznajesz, że masz problem. Zmęczenie, stres? Kochanie, nie wiem co ci jest.  Prosiłam – może ktoś powinien nam pomóc, przecież to nie wstyd poprosić o pomoc. – Nie – przekonywałeś – muszę sam.

Moje ciało, takie niedotykane, smutne wyrywa się do czułości. A ty wracasz do domu i coraz częściej zasypiasz na kanapie przed telewizorem. Zostaję sama, w naszej ogromnej sypialni. Przychodzę w nocy, budzę cię lekko, ale sen masz tak mocny, że nie wstajesz. A może to tylko gra, żebyś nie musiał leżeć koło mnie ze świadomością, że nie możesz mi dać spełnienia?

Próbowałam, przysięgam, próbowałam wszystkiego. Byłam delikatna wspierająca, dyskretna. Byłam też wściekła, zła i nieszczęśliwa, przyznaję. Teraz tylko czekam. Ale przecież całkiem niedawno, wszystko było inaczej, pamiętasz? Potrafiliśmy kochać się przez kilka godzin, tuląc się do siebie potem, zmęczeni, szczęśliwi.

Czasem myślę, że odejdę. Wyobrażam sobie siebie z namiętnym, czułym kochankiem. Ale wiesz kochanie, on zawsze ma twoją twarz. Ciągle jeszcze marzę o tobie.