Zdrada w trzech aktach. Ty i mąż. Ty i on. Ty i twoje decyzje…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 sierpnia 2017
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
 

Akt pierwszy

Miejsce: twój dom

Aktorzy: ty i mąż

Czas: tu i teraz

Myślisz o sobie: mężatka z dwójką dzieci, po przejściach, ale szczęśliwa z tym kim jest i gdzie jest w swoim życiu; która wie, czego chce, zna swoje potrzeby; słucha bardzo, bo ufa swojej intuicji. Zbliżasz się do 40-tki i śmieszą cię miłostki, błahe problemy. Choć nigdy nie myślałaś, że to powiesz, ale cenisz sobie ten swój spokój, tę pewność, stabilność. Już cię nie gna tak, jak kiedyś, już jesteś w innym miejscu – dojrzała. O – tak lubisz o sobie myśleć, że jesteś dojrzała i choć weźmiesz, co życie ci przyniesie, to jednak już nie na hura i bez refleksji.

Ubierasz jedną ze swoich ulubionych sukienek na imprezę do znajomych. 40-tka męża przyjaciółki. Macie się spotkać całą paczką, rzadko macie ku temu okazję. Banda przyjaciół od czasów studiów. Fajnie. Nie możesz się doczekać tego spotkania, choć martwisz się, że czasu na gadanie zabraknie. Patrzysz na męża jak nago prosto spod prysznica wpada do sypialni się ubrać. Żartujecie, jak starzy przyjaciele. Ile to już lat? Przez chwilę myślisz, ile razem przeszliście, żeby być w tym miejscu. I jasne, że można by się skupić na brakach, myśleć o tym, że bliżej wam do super przyjaciół, którzy chodzą ze sobą do łóżka, niż do tej namiętności, pożądania z bardzo odległego czasu. Ale może to naturalne, może to kolejny etap miłości. Przecież wiesz, że motyle w brzuchu, to już nie teraz, że to ściema.

On ci mówi, że super wyglądasz, ty zapinasz mu koszulę. Buziak. Jeszcze tylko dzieciaki ustawić, żeby nie siedziały za długo przed x boxem. Zamawiacie taksówkę, bo macie ochotę oboje na sporą ilość alkoholu. Zerkasz w lustro – fajnie wyglądasz, uśmiechasz się do siebie. Jesteś w świetnym nastroju.

Akt drugi

Miejsce: knajpa – impreza znajomych

Aktorzy: ty i on, reszta nieważna

Czas: tu i teraz

Wchodzicie, lekko spóźnieni. Ale zamieszanie, życzenia. Super jest się bawić w towarzystwie dobrych znajomych i w ogóle ludzi, którzy lubią się zabawić. A na to właśnie masz ochotę. Ogarniasz wzrokiem salę, jest kilka osób, których nie znasz. Pewnie z pracy męża przyjaciółki. Mówiła, że będzie trochę „nowych”. Śmiałyście się, że ciekawe co to za ludzie, czy dotrzymają wam kroku w zabawie. Uśmiechasz się szeroko, lubisz, jak coś się dzieje. Mąż łapie cię za rękę i idziecie do stoliku, na wskazane przez przyjaciółkę miejsce. Na razie obok ciebie nikt nie siedzi. Mąż nalewa ci wina. Jak zabawa to zabawa. Czujesz ten luz, łapiesz oddech, chce ci się tańczyć wiesz, że zawsze (no prawie) świetnie się razem bawicie. Krzesło obok ciebie się odsuwa, kątem oka widzisz, że to mężczyzna. Uśmiecha się do ciebie, podaje rękę: „Adam” – mówi. Nie znacie się. Jakieś zamieszanie, podają kolację, toasty. Ale ty już nie bardzo zwracasz na to uwagę. Jest coś… Na początku nie wiesz, co takiego. Jakiś taki niepokój, spinasz mięśnie karku – czujesz to. Przecież nic się nie dzieje. Zerkasz na niego. Mówisz coś (masz wrażenie, że od rzeczy) do znajomej z naprzeciwka. Znasz to, już kiedyś tak się czułaś. Wystarczyło, że on usiadł obok ciebie. Ale to było tak dawno, zostało takim wspomnieniem, do którego, gdy czasami tęsknisz za czymś więcej niż przyjaźnią w małżeństwie, wracasz myślami. I byłaś pewna, że to już za tobą, że przecież jesteś świadoma siebie i swoich uczuć. Ale ciało daje znać zupełnie coś innego.

Nie możesz się skupić, on z tobą rozmawia, nie wiesz, czy jest sam, czy z kimś. „Co cię to obchodzi” – wyrzucasz sobie. Idziesz tańczyć, świetna impreza. Wychodzisz na papierosa złapać oddech i dystans do własnych myśli. On tam jest. Przesuwa się, żebyś mogła usiąść obok na ławce. Rozmawiacie, skąd znacie sprawców imprezy, pytasz o jego pracę, on o twoją. „Nic się nie dzieje, fajny gość” – krzyczysz do siebie w głowie. Ale coś wisi między wami.

Wracacie po dłuższym czasie. Kiedy odsuwa ci krzesło lekko muska twoje plecy. Drętwiejesz, dosłownie i przez chwilę marzysz o tym, żeby nie zabierał ręki, przez chwilę chcesz to czuć, to że kogoś pożądasz, że chemia, która jest między wami jest czymś tak nierealnym, że do bólu prawdziwym. „Wszystko okej” – mąż wyrywa cię z zamyślenia. Uśmiechasz się. Bo przecież nic się nie dzieje. Może ci się wydaje. Dzwonią dzieci spytać, o której wrócicie. Wiesz, że to z ich strony próba na wydłużenie czasu przed telewizorem. Trochę cię to sprowadza na ziemię. Ale gdy się mijacie, on patrzy ci w oczy, zatrzymuje twój wzrok na chwilę, przyciąga.

I wtedy już wiesz, że nic nie miałoby znaczenia. Że dla tej jednej chwili zapomnienia tu i teraz oddałabyś wiele. Że chciałabyś, żeby się wydarzyła. By wszyscy zniknęli i został tylko on. Żeby cię dotykał, żebyś mogła w tych oczach utonąć i zapomnieć o wszystkim. Kręci ci się w głowie… Zamykasz się w toalecie zastanawiając się, czy uciec z tej imprezy… Ale wiesz, że to niemożliwe, że zostaniesz tak długo, jak on. Że on wie, że też czuje… Ale jesteście dorośli. Dużo rozmawiacie, wychodzicie wspólnie na papierosa udając, że nie zauważacie tego, co się między wam dzieje. „Ile ty dzisiaj palisz, jak długo na tym papierosie można siedzieć” – żartuje twój mąż. On nie pali, świetnie się bawi tańcząc ze wszystkimi kobietami na imprezie – tak ma i tak lubi. A dla ciebie czas i przestrzeń zamyka się wokół was.

Zostajesz dłużej. Mąż ma dosyć, wraca do domu. „Niech się dzieje, co chce” – myślisz, ale chcesz jeszcze chwilę te emocje zatrzymać, jeszcze chwilę poczuć to, co tak dawno nie było twoim udziałem… Wychodzicie z innymi znajomymi. Zamawiacie taksówki. On jedzie w drugą stronę. Całuje cię w policzek. „Do zobaczenia” – mówi.

Wsiadasz do taksówki i nie możesz pozbierać myśli. Masz wrażenie, jakbyś odgrywała jedną z głównych ról w jakieś cholernej komedii romantycznej. I masz nadzieję, że ktoś napisał scenariusz, na który nie masz wpływu, że za chwilę wysiądziesz z tego auta, a on będzie na ciebie czekał. Albo, że zadzwoni, żebyś wróciła, wyśle ci adres swojego mieszkania. Tu i teraz odrzuciłabyś wszystko, co próbuje zracjonalizować tę sytuację. Wiesz, że byś w to poszła, że za tym tak bardzo tęsknisz… „Boże, jaki banał” – myślisz, ale chciałabyś, by ten banał trwał.

Akt trzeci

Miejsce: gdzieś

Aktorzy: ty

Czas: kilka dni później

Siedzisz w samochodzie. Sama. Głowę opierasz o zagłówek. Serce bije jak oszalałe, a głowę najchętniej byś wyłączyła. Chciałabyś dzisiaj powiedzieć o sobie, że jesteś niedojrzała, jesteś głupia, że nic nie wiesz o życiu, o uczuciach. Bo niewiedza zwolniłaby cię z odpowiedzialności za to, co zaraz zrobisz. Płaczesz, bo nie masz siły z tym walczyć, bo tak bardzo chcesz temu się poddać, zapomnieć się. Być nieodpowiedzialną gówniarą, która na chwilę chce znowu poczuć jak bardzo kogoś pragnie, jak ktoś pragnie jej… On tam czeka. „Kawa?” – napisał… Nawet nie pytałaś, skąd ma twój numer telefonu… A przecież wiesz, co jest po drugiej stronie, co się stanie, gdy wysiądziesz z tego samochodu…


5 prostych wskazówek, jak zbudować swoją siłę i odporność emocjonalną

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 sierpnia 2017
Fot. iStock/filadendron
Fot. iStock/filadendron
 

Chcesz być silniejsza? Mieć grubszą skórę, mniej przejmować się wieloma rzeczami, które dzisiaj cię dotykają? Przygotować się w najlepszy z możliwych sposobów na przejście wszystkich życiowych wzlotów i upadków? To nie jest proste, ale możliwe. Rozważ te pięć wskazówek.

Kiedy w twoim życiu pojawi się trudność, nie chowaj głowy w piasek

Najważniejsze to stawić czoło trudnościom. Każdy z nas miewa moment w swoim życiu, kiedy myśli o tym, że najchętniej przespałby wszystkie problemy, obudził się, jak sprawy same się rozwiążą. Wiemy jednak, że jest to niemożliwe. Dlatego tak ważne jest, by nie chować głowy w piasek, zmierzyć się ze swoimi emocjami, z tym, jakie uczucia się w nas budzą, gdy napotykamy trudną dla nas sytuację. Zamiast skupiać się na tym, żeby przed tym uciec, pomyślmy nad rozwiązaniem. Często pomaga wyobrażenie sobie, co takiego najgorszego mogłoby się stać, bo okazuje się, że nasze strachy są zdecydowanie wyolbrzymione.

Podążaj zgodnie ze swoją pasją i marzeniami

Bardzo często jest nam źle, gdy nie działamy w zgodzie ze sobą, gdy w nas samych, gdzieś głęboko pojawia się konflikt, bo robimy coś wbrew nam samym. Czy odpowiedziałaś sobie na pytanie, co jest dla mnie w życiu ważne, czego chcę, jakie są moje marzenia, pasje? Czy może przechodzisz przez życie bez takiej refleksji? Twoja emocjonalna odporność odbija się od twojej pasji i siły woli, pracując jednak nad tym, czego naprawdę w życiu chcesz i podążając tą ścieżką wzmacniasz siebie, swoją pewność. I jasne, każdy z nas ma prawo od czasu do czasu poczuć się zmęczony, jednak pracując, żyjąc w zgodzie ze sobą, podążając do celu, który chcesz osiągnąć łatwiej nam stanąć z powrotem na nogi.

W trudnych chwilach szukaj wsparcia wśród przyjaciół

Człowiek nie jest w stanie sam przejść silnym przez życie, odpornym na niepowodzenia, porażki. Aby zbudować swoją emocjonalną odporność musimy mieć wokół siebie ludzi, na których wsparcie możemy liczyć, którzy są przy nas wobec naszych sukcesów i popełnianych błędów. To świadomość, że nie jest się samym daje niesamowitą siłę z jednej strony. A z drugiej budująca krytyka pozwala nam się rozwijać i nie stać w miejscu.

Pamiętaj, że życie bywa nieprzewidywalne

Dlatego odpuść. Są rzeczy, którymi naprawdę nie warto na dłużej zawracać sobie głowy. Tak wiem, że są rzeczy, które trudno odpuścić, którym trudno dać przestrzeń do tego, by potoczyły się swoją własną drogą. Ale życie nas nieustannie zaskakuje, a gdy my przestajemy się spinać, gdy otwieramy swoją głowę, pozwalamy, by coś zadziało się bez nasze kontroli i ciągłego planowania, wówczas rozwiązania same do nas przychodzą. Sprawdź choć raz, że tak się właśnie dzieje.

Miej w sobie pokorę

Aby żyć w równowadze, nie można spadać z wysokiego konia. Dlatego przyjmuj swoje sukcesy z pokorą. Pamiętaj, jaka droga prowadziła cię do osiągnięcia celu. To nie znaczy, że nie masz świętować własnych zwycięstw, ale ważne, by nigdy nie zapominać, że to może być chwilowe, a chwalenie się i wywyższanie nie poprawią twojego samopoczucia na dłużej. Odporność emocjonalna to radzenie sobie z trudnymi sytuacjami, ale też zrozumienie, że każdy sukces okupiony jest pracą. Bądź dumna z siebie tu i teraz, by w następnej chwili zakasać rękawy i dalej żyć w zgodzie ze sobą i tym, co czujesz. Niech sukces nie zatrzymuje się w tym, co już było.


Co możesz zrobić dla siebie, kiedy tkwisz w „martwym punkcie”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
23 sierpnia 2017
depresja
 

Czasami wszyscy czujemy się „zablokowani”. Nie potrafimy postawić kroku do przodu, nie potrafimy podjąć żadnej decyzji, jesteśmy jakby emocjonalnie ‘zawieszeni”. Co zrobić, by wrócić na właściwie tory? Jak się „przełamać” i znów zacząć działać, mieć świadomość sprawczości?

1. Dziennik

Pisanie  pamiętnika to niezawodny sposób na budowanie i naprawienie relacji z samym sobą. Chcesz dowiedzieć się, co jest dla ciebie dobre, jak o siebie zadbać, chcesz spojrzeć „z boku” na swoją sytuację – zacznij pisać, notować. Staniesz się lepszym obserwatorem i łatwiej będzie ci zdecydować o tym, co dalej. Jeśli czujesz się smutny, napisz o tym. Jeśli czujesz się zły, napisz o tym. Jeśli brak ci pewności, napisz o tym. Zapisz swoje uczucia i myśli. Staraj się lepiej zrozumieć co i dlaczego  dzieje się w twoim życiu.

2. Znajdź więcej czasu

Na co? Na zebranie myśli, uspokojenie się, „zresetowanie” stanu psychicznego, oderwanie się od innych i nabranie energii.

Jest wiele rzeczy, które możesz zrobić: pójść spacer w parku, usiąść gdzieś na łonie natury i pomedytować, wziąć relaksującą kąpiel, ćwiczyć oddech lub rozciąganie, zafundować sobie drzemkę…

3. Wyjdź do ludzi

Może to brzmieć sprzecznie do poprzedniej wskazówki, ale chodzi przecież o to, by dopasować rozwiązanie, które najbardziej nam odpowiada. Czasami, to co pomaga nam zmienić wzorce myślenia, to obecność innych ludzi.

Bywa, że przełomowe okazuje się zwykłe spotkanie z kilkoma znajomymi, lub kawa w tłocznej cukierni i obserwowanie innych.

4. Posłuż się swoim ciałem

Kiedy jesteś „zablokowany”, twoja wewnętrzna rzeczywistość jest całą twoją rzeczywistością. W tej chwili pewne niepokojące myśli lub przytłaczające emocje dosłownie cię „zżerają”. Pora odwrócić od nich uwagę.  Innymi słowy, wyjść z twojej wewnętrznej rzeczywistości do świata rzeczywistego. Możesz ćwiczyć, pójść na spacer, zbudować lub naprawić coś, zmyć naczynia, uporządkować ubrania w szafie itd.

Kluczem jest wyrwanie się od tych obsesyjnych myśli i uczuć, nawet na chwilę, aby znów oddychać.

5. Skup się na „tu i teraz”

To trochę przedłużenie poprzedniego punktu. Cokolwiek robisz, by pozbyć się natrętnych myśli, rób to świadomie i uważnie, a nie – mechanicznie.

Świadomie koncentruj się na każdej aktywności. Zwracaj uwagę na otoczenie, posłuchaj dźwięków, zwróć uwagę na to, jak pracują twoje mięśnie, skup się na dotyku.

6. Zrób coś ciekawego

Kiedy czujesz się przytłoczony, warto spróbować zrobić dla siebie coś naprawdę przyjemnego. Coś, co przypomni ci, że istnieją stany psychiczne, perspektywy i doświadczenia inne niż ten, w którym się znajdujesz. Że życie może być piękne, przyjemne i że możesz odczuwać radość.

Zadaj sobie pytanie, co naprawdę lubisz i… zrób to. Zrób to tak, by móc w pełni tego doświadczyć.

7. Porozmawiaj z kimś, komu ufasz

Jeśli problem jest złożony, nie warto go w sobie „tłumić”.  Czasem potrzebna ci będzie pomoc specjalisty, czasem wystarczy rozmowa z przyjacielem lub kimś, kogo wcale dobrze nie znasz, ale wiesz, że łączą was podobne doświadczenia.

Cokowiek się dzieje, pamiętaj, że twoja sytuacja jest przejściowa. To, jak długo będziesz w niej tkwił, zależy tylko i wyłącznie od ciebie.


 

na podstawie: psychcentral.com


Zobacz także

Fot. iStock/bowie15

Samowystarczalne. Współczesne, silne kobiety najbardziej boją się zależności w związku

Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz

Kiedy w wasze życie wkrada się rak. Czy masz prawo okazać słabość, gdy ukochana osoba choruje?

Miłość jest cholernie trudna. Żyj tak, żebyś nie musiała życia żałować – to wystarczy.

Droga JA z kiedyś, miłość jest cholernie trudna. Posłuchaj, zanim pewnego dnia się obudzisz i zapytasz: „Jak ja się tu znalazłam?”