Wspólny orgazm – czy można zwiększyć swoje szanse?

Seksualnie
Seksualnie
16 stycznia 2018
Fot. iStock/grinvalds
 

Pierwsze, co przychodzi na myśl – jak można mówić o wspólnym szczytowaniu, gdy tak wiele kobiet ma problem z osiągnięciem orgazmu? Jak wiadomo, udawanie nie wchodzi w grę. I trzeba przyznać, że takie rzeczy są wykonalne tylko w  doświadczonych związkach, w których partnerzy dobrze znają swoje preferencje. 

No bo wystarczy sobie wyobrazić różnice w łatwości osiągania orgazmu przez kobiety i mężczyzn. Jak dokładnego zgrania wymaga to więc od obojga partnerów i czy faktycznie na sens takie przyspieszanie lub opóźnianie szczytowania? Cóż, warto, bo przeżycie jest naprawdę nieziemskie. Jednak nie ma się co oszukiwać – takie atrakcje czekają tylko na wybranych. Trzeba bowiem uzbroić się w cierpliwość i opanować kilka umiejętności.

Reakcje partnerów

Pary, które bardzo dobrze się znają i zwracają uwagę na potrzeby partnera wiedzą, jak odczytywać ich reakcje. Wiedzą, co ich podnieca, a co powoduje niechęć. Wiedzą też, co zrobić, by partner jak najszybciej osiągnął orgazm i potrafią przewidzieć, kiedy do tego dojdzie. To w zasadzie kluczowe.

Opóźnianie wytrysku

Mężczyźni, którzy potrafią kontrolować wytrysk, mają znacznie łatwiej. Jeśli potrafią go opóźnić, mają większe szanse na osiągnięcie orgazmu wraz z partnerką, która na ogół potrzebuje znacznie więcej czasu.

Wielokrotne orgazmy

Kobiety, które potrafią przeżywać wielokrotne orgazmy (i nie ma znaczenia, czy to w wyniku stosunku pochwowego, analnego, pieszczot łechtaczki czy poprzez masturbację), również mają znacznie łatwiej. Szczególnie, gdy silnym bodźcem jest dla nich orgazm partnera.

Jak zwiększyć swoje szanse?

Przede wszystkim należy dbać o relacje w związku. Niewskazana jest presja, za to mile widziana życzliwość i czułość. Każdy z partnerów musi doskonale znać swoje ciało i jego reakcje na bodźce. Jednocześnie smutny i pocieszający jest fakt, że umiejętność kontrolowania wytrysku i wielokrotne orgazmy u kobiet przychodzą wraz z wiekiem. Może to oznaczać, że najlepsze dopiero przed wami, choć wiadomo, że najchętniej przeżylibyśmy wspólny orgazm tu i teraz. A najlepiej przy każdym zbliżeniu…


Wszyscy lubimy tę pozycję, a jest wyjątkowo niebezpieczna!

Seksualnie
Seksualnie
17 stycznia 2018
Fot. iStock/GeorgeRudy
 

O czym myślisz, kiedy słyszysz hasło „niebezpieczny seks”? Zapewne o stosunku bez zabezpieczenia? I to w dodatku z kompletnie obcą osobą, potencjalnym nosicielem chorób wenerycznych? Na pewno ostatnie, co przyszło ci to głowy to to, że pozycja seksualna, którą większość z nas uwielbia, może stwarzać jakiekolwiek zagrożenie. Otóż, jak wynika z badań, pozycja na jeźdźca niesie wysokie ryzyko urazu.

No coż, trzeba przyznać, że czasem w trakcie seksu można się zatracić. A jeśli dojdzie do tego brak odpowiedniego opanowania techniki, alkohol czy nadwaga… o nieszczęście nietrudno. To właśnie w pozycji na jeźdźca do złamań penisa dochodzi najczęściej. Druga na liście znajduje się pozycja „na pieska” (no tutaj to panowie mogą mieć pretensje tylko do siebie!), na trzecim miejscu znalazła się pozycja klasyczna.

Dlaczego właśnie pozycja na jeźdźca jest najniebezpieczniejsza? Ponieważ mężczyzna nie ma możliwości kontrolowania, pod jakim kątem penis wsuwa się do pochwy. Do tego dochodzi przeświadczenie, że członka nie można złamać, ponieważ ten narząd nie posiada kości. W przypadku penisa określenie to dotyczy popękania naczyń krwionośnych. Objawia się opuchlizną i zasinieniem. „Złamanie” powoduje silny ból i wymaga wizyty u lekarza. Problem w tym, że większość mężczyzn wstydzi się powiedzieć, co się stało. Między innymi dlatego naukowcy postanowili sporządzić listę niebezpiecznych pozycji. Może dzięki temu uda się przełamać pewne tabu.

Lista najbardziej kontuzjogennych pozycji została opublikowana na łamach „Advances in Urology” i powstała w oparciu o przypadki złamań odnotowane w trzech dużych szpitalach w Brazylii na przestrzeni 13 lat.

Źródło: Telegraph


Przestań się wstydzić, te fantazje są zupełnie normalne (nawet w związku)

Seksualnie
Seksualnie
15 stycznia 2018
Fot. iStock/igor_kell

Wszyscy fantazjujemy. Różnica polega na tym, że jedni mówią o tym otwarcie i swoje pragnienia wcielają w życie, a drudzy biją się z myślami typu „czy ze mną aby na pewno wszystko w porządku”, „przecież jestem w związku, który mnie uszczęśliwia, więc nie powinnam mieć takich fantazji”. „Takich”, czyli jakich? Które fantazje są zupełnie normalne, nawet jeśli jesteś w stałym związku?

Bycie zdominowaną

Marzymy o tym niemal od zawsze, choć głośno zaczęłyśmy o tym mówić dopiero wtedy, gdy na rynku pojawiła się książka „50 twarzy Greya”. W końcu ktoś w jasny i przystępny sposób uświadomił kobietom, czego pragną. Co więcej, wreszcie mamy odwagę, by te nasze fantazje realizować.

Przejmowanie kontroli

Nie tylko pragniemy być zdominowane, ale też chcemy od czasu do czasu dominować. I wcale nie musi chodzić o klasyczne sado-maso (choć może i to też jest ok!), a jedynie o kontrolę tego, co i jak robi partner. Wydawanie poleceń jest naprawdę szalenie pociągające.

Seks w romantycznym lub nietypowym miejscu

Nie myślałaś kiedyś o tym, by wynająć hotelowy pokój tylko po to, by uprawiać z facetem seks, wziąć kąpiel w wielkiej wannie i wyspać się w wygodnym łóżku? Mowa o hotelu, który znajduje się w twoim mieście. Żaden wyjazd, po prostu szalona noc? Wiele z nas o tym marzy. O seksie w miejscu publicznym też.

Seks z nieznajomym

Jest coś podniecającego w seksie z przypadkową osobą. Bez zadawania zbędnych pytań, bez poznawania czyichś przyzwyczajeń i upodobań. Czysty seks i zero zobowiązań. Taka fantazja wcale nie świadczy o tym, że chodzi ci po głowie zdrada.

Odgrywanie ról

Seksowna pielęgniarka, stanowcza pani mecenas, a może służąca? Nie ma w tym nic zdrożnego. Nawet jeśli chciałabyś wcielić się w rolę pani na telefon, a po wszystkim twój partner miałby odpalić ci kilka stówek, to dlaczego nie?

Przestań się wstydzić, życie jest za krótkie. Jedyne, co cię ogranicza, to wyobraźnia i obawa, że się wygłupisz.


 

Źródło: Allure