„Tak, on cię nie zdradza, jest inny… nie zobaczysz jak mnie znalazł. Kupisz każdą iluzję dla spokoju”. List kochanki do żony

Seksualnie
Seksualnie
23 listopada 2015
Fot. iStock / teksomolika
Fot. iStock / teksomolika
 

Tak, wiem, myślisz, że nie istnieję. Przynajmniej nie w twoim życiu. Że to się zdarza innym. A jeśli już się zdarzy – to myślisz, że się napatoczyłam. Wparowałam w wasze idealne życie…że jestem pomyłką, błędem, przygodą. Demolką, bo wchodzę na twój teren. Uwodzę ci mężczyznę. Ty to tak dobrze wiesz – najczęściej dopiero wtedy, gdy się o mnie dowiadujesz. Gdy twój kryzys, twoja nieobecność, jego nieobecność, gdy wasze kłótnie i wasze oddalenie mają jakieś imię. Moje imię. Znalazłaś winnego. Gratuluję.

Częściej jednak nie wiesz. Albo on mówi: „To przygoda”.  Odejdę w zapomnienie. Pogrążysz się w cierpieniu, nie zobaczysz, że też jesteś współwinna. On zresztą powie: „To tylko chwila, tylko Facebook, tylko kilka telefonów”. Nie powie ci, jak długo mnie uwodził, jak się starał, jak zwariował. Kryjówki znajdował w hotelowych pokojach, że pisał namiętnie, że mocno.  Ty od miesięcy, lat nie słyszałaś tych słów. A może słyszałaś. Mówiłaś: „Włącz pranie, trzeba ogarnąć dzieci”. Albo mówiłaś inne rzeczy, ale nie te, o które mu chodziło. Tak byłaś go pewna. Ale tak miałaś go w dupie. Albo tak skupiałaś się na sobie.

Zdrady nie istnieją w najszczęśliwszych związkach.

Wiem, jak ludzie się mijają. Wiem. Przepraszam.

Na początku się kochacie. Tak, on mówił, że miał seks z tobą, seks jak nigdy. Że w tym namiocie kochaliście do czwartej rano. Mówił o waszych porankach, kawach, zaufaniu. Wiem, że mężczyźni (ludzie?) zdradzają różnie. Jedni są szczerzy. Walą wprost: „Umierałem dla niej. Kiedyś”. Czujesz moc słowa: „kiedyś?”. No wiesz, czas przeszły dokonany. Nie istnieje. On cię kochał. To typ pierwszy.

Drugi w ogóle cię bagatelizuje. Nie czujesz tego zgrzytu. Robisz kawę, obiad, a on pisze (za twoimi plecami): „Nigdy jej nie kochałem/to było przyzwyczajenie”. Ups. Nie chcesz tego przeczytać. Ja jednak – jeśli jestem narcystyczna – idę w to głęboko. Bo skoro nie kochał ciebie, to może pokocha mnie? No wiesz, zmienię go, sprawię, że będzie szczęśliwszy. Na twoim miejscu bym się wyrzygała, na moim wierzę, że mam misję.

No i trzeci. To twój. Twój mąż tak zrobił.  Jechaliśmy samochodem Gdzieś. Przez pół drogi mówił, że ma  dobre małżeństwo. Przepraszam, całą drogę to mówił. Powiedział nawet: „To, że maks mi się podobasz, nie znaczy, że rozwiódłbym się z żoną”.

No sama rozumiesz. Przekonujące. Męskie, szczere, odważne. Cóż, napiłam się wina. Pocałowałam go. Przepraszam. Tak bardzo mnie słuchał, tak bardzo o mnie pytał. Więc to się stało. Że my tamtej nocy, daleko, że ja za dużo wina. Obiecuję,  w pewnym momencie próbowałam się wycofać, powiedziałam nawet: „Boże, ty masz żonę”. Tak, wiem, to było z mojej strony bardziej niż cyniczne. Wybacz, że przez sekundę byłam egoistką. Ale ta sekunda minęła. Prosiłam: „Idź”, a on prosił: „Zostań. Dlaczego mnie nie chcesz?”. Nie chciałabyś tego widzieć. Uciekałam od niego, a on pisał SMS-y: „pragnę, chcę, proszę”.

Dalszego ciągu – jeśli sama nie zdradzałaś, nie znasz. Gdy powiem ci, że on się zakochał – nie uwierzysz, gdy powiem, że się nie zakochał – ale zrobiłby wszystko dla mnie – też nie uwierzysz. Ech, dziewczyno.

Wiem, jaki był wasz pierwszy raz. Wiem, jaki był ślub, znam ciąg dalszy. Wiem, jak się gubił w waszym związku, jak było coraz gorzej w łóżku, jak się mijaliście w łazience, kuchni, w łóżku. Wiem, kiedy cię kochał, a kiedy kochać przestawał.

Wiem to, czego nie wiesz ty. Bo jesteś pewna, bo nie pytasz, bo wierzysz w delegacje, w za dużo pracy, w jego kryzys, zobojętnienie, nagły gniew. Ech.

I nawet jeśli powiesz: gówno wiesz. To odpowiem, że jednak wiem więcej, bo ja o tobie tak, a ty o mnie nie.

Odeszłam. Bo jednak nie potrafiłam cię ranić. I nie wierzę w bycie tą drugą.

Co bym ci chciała powiedzieć?

Kochanie, to były jego urodziny, wcześniej miał delegację. Tylko, że to nie była delegacja. Spędził ten czas ze mną. I mówił, że mnie kocha. Był wszędzie we mnie, ja pozwoliłam mu być wszędzie. I  też do niego mówiłam, nawet wtedy go kochałam. Przepraszam.

Ty szłaś do pracy, a on nalewał mi kawę, nakładał jajecznicę i patrzył tak czule. Wiem, nie wierzysz, że on na kogoś tak patrzy. Ale patrzył, obiecuję. Mówił o alternatywnym życiu, że chce mieć ze mną dzieci i gdyby mógł zacząć od nowa – to byłoby ze mną.

Wysyłałam mu swoje nagie zdjęcia, a on odpowiadał: „Jesteś najpiękniejsza”.

A w sobotę rano pisał: „Myślę tylko o tobie”. Chociaż tym razem, to tobie robił kawę i jadł z tobą śniadanie. I pisał: „Myślę tylko o tobie”.

Tak, wiem. Myślisz, że to nie o tobie. Wiem. I myślisz: po ch**j ona to pisze.

Bo wiem, że mu ufasz, że wszystkie ufamy, a życie to nie jest matematyka. Puścisz coś na chwilę – ktoś inny to złapie. Tak, wiem, jesteś go pewna. To mnie nawet bawi.

Nie bądź pewna nikogo.

A już na pewno, że miłość masz na zawsze. Ja nawet wiem, że on zdradził cię wcześniej…

Kochanka.

PS. Ale głupi tekst– myślisz. Ech. Ech. Ech. Bądź szczęśliwa, kochanie.


Kobiety, które czują, że nie są piękne muszą być w łóżku bardziej niż lepsze. Bywałam kochanką doskonałą, tworzyłam się na podobieństwo pragnień mężczyzny

Seksualnie
Seksualnie
8 grudnia 2015
Fot. iStock / sanjeri
Fot. iStock / sanjeri
 

Moje ciało to narzędzie. Szczupłe – znaczy, że posłuszne i kochane (np. przez mężczyzn), grube –  znaczy, że podłe, wstrętne, ohydne, znienawidzone (przeze mnie najbardziej). Potrafiło dać mi rzeczy wspaniałe. Dzięki niemu urodziłam dziecko, przeżywałam najpiękniejszy seks, dawałam go bliskim mężczyznom.

Przez większość życia ciało jest moim wrogiem. Muszę je ujarzmić, stłamsić, pokonać. Skatować na siłowni, albo przeżreć je tak, że nie mogę oddychać.  Muszę je zniszczyć. Czasem myślę: dlaczego? Przeżywam ostatnie lata młodości, mogłabym się nim cieszyć. Powinnam być z niego dumna – jest zdrowe, przenosi mnie z miejsca na miejsce, dzięki niemu mogę nie zastanawiać się, jak chodzę i się poruszam. Przytłacza mnie poczucie winy, bo wiem, że to co mam, jest wyjątkowe.

Bo widzę ludzi zgnębionych chorobą.

Bo widzę staruszków, dla których każdy centymetr jest sukcesem.

Widziałam śmierć, przemijanie, nie jestem niewrażliwa czy głupia.

I słyszę głos w swojej głowie: kiedyś docenisz, zrozumiesz, pożałujesz, podła Ty.

Dużo kobiet mówi mi, że jestem piękna (szczególnie, gdy szczupła), że jestem seksowna.

Dziś moja przyjaciółka ( śliczna dziewczyna) opowiadała, że chyba przestanie w siebie wierzyć, bo facet, którego kocha, nie pragnie jej, jakby chciała. Zasypia przy niej tak po prostu, bez przyspieszonego bicia serca, bez wyznań: „Rany, spać nie mogę, tak cię chcę”.

Bo nie pragnął jej tak bardzo były kochanek. Bo ktoś, gdy była nastolatką, powiedział, że ma za gruby tyłek. Stop, blokada, ona nie może już tego ciała pokochać – bo ono było odepchnięte przez ukochanych mężczyzn. Więc znów wraca do tego scenariusza.

To takie smutne, że to mężczyźni często nas tworzą. Że patrzymy na siebie ich oczami. Że z tego wzroku budujemy siebie.

Grzebię więc w historiach dawnych miłości. Nie. Każdy mężczyzna mówił mi, że jestem przepiękna i bardzo seksowna. Mój dawny partner wyznawał:„Twoje ciało to moc”, „Jesteś obłędna”.

Dziś nawet pomyślałam o tym mocniej – kobiety, które czują, że nie są piękne, muszą być w łóżku bardziej niż lepsze – jakby chciały nadrobić niedoskonałości ciała w doskonałości erotycznej. Więc bywałam kochanką (pewnie) doskonałą. Kochałam się zmęczona, gdy miałam miesiączkę i bolało mnie całe ciało, uprawiałam seks analny i każdy inny. Dzień dobry, jest pan w sklepie: „ona zrobi wszystko, zapraszamy”. Tworzyłam się na podobieństwo pragnień mężczyzny. Ja, feministka, kobieta ambitna, która wrzeszczy „nie” częściej, niż to „nie” wyszeptują grzeczne dziewczynki. Oddawałam świat za obłęd jego, za jego bezradność i słowa w sumie tak niewiele znaczące: „pragnę cię, umieram”.

Jednak czy to jest wolność musieć zasłużyć w seksie? Ile z nas to robi? Jak często nazywamy to niezależnością, równouprawnieniem? A poddajemy się, by być kochane i cenione…

Moje ciało to narzędzie. Gdy byłam, mała mój tata mówił, że jestem śliczna i że ładne dziewczynki dużo mogą.  Przepraszam, tej ostatniej części zdania nie wypowiadał. Ale widziałam, jak puszył się jak paw, gdy jego znajomi mówili: „Masz przepiękną córkę”, widziałam jego zachwyt , ale i obrzydzenie, gdy trochę tyłam. Ten surowy ton: „Co ty ze sobą zrobiłaś?” albo syk: „Nie, nie zjesz tego kawałka ciasta! Widziałaś się w lustrze?!”.

Tak dziewczynka uczy się, że jedzenie jest złe. Tak uczy się, że mężczyźni lubią ładne ciała. Tak uczy się, że ciało to w ogóle jest wartość. Bo gdy oceniają je inni– tata jest dumny.

Widziałam ostatnio taką scenę.

On. Trzydzieści plus.

Ona. Dziesięć plus

Ona: Tato, jestem głodna

On: Przecież zjadłaś pizzę

Ona: Jestem głodna

On: Zjadłaś dużo. Nie jesteś głodna.

Ona: Jestem.

On: Nie jesteś! Zobacz jak wyglądasz. Będziesz wyglądać jak spasiona świnia

Ona (bardzo smutna): Tato,  jestem głodna…

On (wściekły, do partnerki): Czy ty widzisz jak ona wygląda?! Koszmar.

Smutne, że tę scenę widziało kilka osób.

Ona na pewno będzie kiedyś  dobrą kochanką. Miękką, ciepłą, podążającą za swoim mężczyzną ( doskonale nauczyła się przecież podążać za ukochanym tatą, przepraszać i spełniać jego oczekiwania). Nie będzie chyba lubić siebie. Jej ciało to będzie narzędzie.

Tyle pięknych, mądrych, dobrych kobiet, które nie potrafią kochać swoich ciał tak  po prostu.

Tak, skatujmy je na siłowni, zgłuszmy je, albo obrośnijmy tłuszczem, żeby się z tym nie konfrontować.

I poczytajmy więcej poradników jak się wyprostować i wyprasować. Dobre kremy i preparaty na pewno rozwiążą wszystkie nasze problemy z duszą. Ukoją demony.

XXI wiek. Miej ciało idealne, bo inaczej – sorry – ale jesteś słaba.

SŁABA.


„Byłeś dowodem wegetacji mojego małżeństwa, dowodem, że bywam bardziej niż świetna w łóżku”. O tym dlaczego kobieta zdradza

Seksualnie
Seksualnie
10 listopada 2015
Fot. iStock / ozgurdonmaz
Fot. iStock / ozgurdonmaz
 

Dlaczego kobieta zdradza? Definicje i fakty w gazetach.  Że coraz częściej, że z powodu pustki w związku, że z powodu pustki w sobie. W liczbach, w historiach odnajduję siebie, nas.

Nie szukam usprawiedliwień.  Prawie zapomniałam. Z a p o m n i a ł a m. Byłeś dowodem wegetacji mojego małżeństwa, dowodem, że bywam bardziej niż świetna w łóżku, dowodem na słabości, instynkty, dowodem, że czuję i kocham. Dowodem na to, że wybieram. Bo w końcu nie wybrałam ciebie. Wybrałam  swoje dziecko. I rodzinę. Zawróciłam. Choć śniłeś mi się miesiącami. Ale wolę nie czuć, niż się niszczyć/cię niszczyć.

Początek

„To dziwki zdradzają”, powiedział ktoś. „Zdrada, to zło”, wyznał młodszej koleżance jej chłopak. Dojrzałość uczy braku definicji. Ze zdrady czasem zostają zgliszcza, czasem miłość jak u mojej przyjaciółki, zawsze przemiana. No wiesz, w tę albo w tamtą stronę.

Może to słabość, a może pragnienie miłości? Może… Ty wiesz, że on– zanim go zdradziłam– nie przytulał i nie kochał mnie miesiącami. Tak rzadko mówimy komuś, że cierpimy. Cierpiałam. Nie jestem suką, nie jestem wyrachowana. Tonęłam w samotności i nieobecności mężczyzny, którego wybrałam na męża.  Znasz jego wszystkie słowa, i to jak mijał mnie w życiu, i w łazience. Bez cienia emocji. No cóż, daleko mi do męczennicy. Do zdrady też mi było daleko, ale podszedłeś mnie przyjaźnią. „Nie, jednak nie mogę. Nie chcę tęsknić, kochając się z mężem. Nie chcę go przytulać i myśleć o tobie, nie chcę krzywdzić” – napisałam. Zaprosiłeś mnie na koncert, a ja już przeczuwałam zapomnienie. „To tylko koncert”, mamiłeś mnie. Tylko koncert – pomyślałam.

Zawsze jest ten początek. Kawa, kino, zwyczajność. Bez zapowiedzi rewolucji. Obiecywałeś: „Nie ukradnę cię, rozumiem, będę”.

W końcu wylądowałam u ciebie na kolacji w za szerokich dżinsach i okropnej pomarańczowej koszulce. Chciałabym, żebyś myślał, że mam luz, że jestem taka zwyczajna.  Ale ty mówiłeś, że jestem nadzwyczajna. Zostałam na noc, pamiętasz?  Choć wtedy się nie kochaliśmy, zasnęłam wtulona w twoje ściany i w słowa: nic nie chcę.

Rano zrobiłeś mi kawę. „Jesteś wyjątkowa”, stwierdziłeś.

Głupie –  te baby tak łatwo nakarmić  słowami.

Smutne – mój mąż był wtedy z dzieckiem na wakacjach.

Po początku

A dzień potem, po nocy bez seksu mówiłeś, że mam prawo czuć. I że kiedyś też zdradziłeś żonę, i miałeś małe dziecko. Żałowałeś, gubiłeś się.  Za tym popłynęłam. Za tym: „jestem z tobą” I: rozumiem. I  z–a– k– o– ch–a–ł–a–m  się. I ty też się zakochałeś.

Początek zdrady nigdy nie jest dramatem. Zawsze jest uniesieniem. Mieliśmy swoje wyjazdy, moje ucieczki do mieszkania na ulicy S. , gdzie odnajdywałam kawałki siebie z kiedyś. No wiesz: nie matki, nie żony, nie utyranej codziennością kobiety. Ładnie pomagałeś mi to poskładać. W za szerokich dżinsach znalazłeś moje ucieczki przed atrakcyjnością, na brzuchu mój cholerny smutek, na udach pragnienie otwartości. Wino sprawiało, że zostałam mistrzynią zapominania.

No wiesz, że komu innemu to obiecywałam. Siebie.

„Jestem dla ciebie wyspą”, twierdziłeś.

„Jesteś w łóżku najbardziej”, wyznawałeś. A ja lubiłam zabierać cię w rejony, w których nigdy nie byłeś, chociaż byłeś już prawie wszędzie. Może zabrałam cię tam, gdzie kochałeś po raz pierwszy?

Bo byłam tak ci oddana, tak zakochana…

Środek

„Odejdź”, prosiłeś. Zostaw jego, psa, mieszkanie, weź dziecko. Potem już tylko krzyczałeś. Że mam TO zrobić. Ten krzyk oddalił mnie od ciebie. Oddalił też lęk, że mam dla egocentrycznego uniesienia zniszczyć rodzinę. Kiciu, pakuj walizeczki, mama się zakochała, od dzisiaj masz nowy domek, a mama ma nowego chłopaka, no wiesz, życie. „Jesteś tchórzem”, wrzeszczałeś. „Ludzie się rozstają”. Trudno odmówić ci racji. Wtedy już nie byliśmy bardzo blisko. W mieszkaniu na S. odnajdywałam tylko seks. Tak, najlepszy. Tak, ze słowami, których być może nie usłyszę nigdy więcej, z bliskością, o której będę pamiętać na starość.

Poza tym już tylko raniłeś. Nie, nie winię cię. Ja wracałam do dawnej siebie, Ty byłeś tam, gdzie obiecywałam ci, że też dojdę. Nienawidziłeś mojego dziecka, męża, nienawidziłeś każdej chwili, która zabiera mnie od ciebie – choć przecież byłam z tej miłości dużo gorszą matką, przyjaciółką, wszystkim. Bo żoną już w ogóle nie byłam. A on nawet udawał, że tego nie widzi. Przepraszam, nie mogłam zabrać mojego dziecka do kogoś, kto byłby zazdrosny o to, że jestem matką.

„Jesteś piękna, kocham cię” – mówiłeś.

„Dlaczego mówisz mi to tylko w łóżku?” – pytałam.

„Bo tylko w łóżku jesteś  moja” – odpowiadałeś.

Taka prawda o nas.

Koniec

Już grałeś nawet zazdrością. Więc to ja postanowiłam zawalczyć o rodzinę. Powiedziałam mężowi o tobie, powiedziałam, że zwariowałam, że nie wiem kim jestem i co będzie. I że jeśli chce być ze mną musi mi pomóc. Kamienie spadały mi z serca. Znów przypominałam sobie, że kłamstwo krzywdzi tylko nas, że niszczy, a prawda jest wybawieniem. I wie to każdy, kto miesiącami tkwił w zakłamaniu.

I on zaczął walczyć. Zapisał nas na terapię, ciągle mi mówił, że kocha. Był. Nie bardzo potrafiłam się odnaleźć w tym – jego dotyk, który zapomniałam, na początku budził wstręt – przecież uwielbiałam tylko twój dotyk, i tylko ciebie. Mogłam oszukać głowę – reszty już nie.

Ale rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. On robił to, czego ty zrobić nie chciałeś – słuchał i był.

„Ale wy się nigdy nie rozwiedziecie”, spytało mnie dziecko.

„Nie”, odpowiedziałam. I byłam gotowa umrzeć za tę ulgę na jego twarzy, sprzedać ciebie i każde swoje uniesienie. Jestem przede wszystkim matką – pomyślałam.

I ta nasza rozmowa ostatnia i SMS: „Wciąż bardzo cię kocham, ale chcę ułożyć sobie życie. Z tobą albo bez ciebie”. „To beze mnie”, odpisałam.

I cóż z tego, że miesiącami płakałam. Wiem, że potrafiłam być odpowiedzialna. Jeśli nie na początku, to na końcu. Nie pytasz mnie dziś już o nic. I choć nie chcesz wiedzieć – nie żałuję wyboru. Choć nikt już mnie nie odnajduje w za dużych dżinsach i nikt nie szuka niczego na moim brzuchu.

Jestem żoną, matką, kobietą domową. Jestem jedną z tych kobiet, której zazdrości się stabilizacji.

„Współczuję ci tego braku miłości”, powiedziałbyś.

Nie martw się. Dzięki tobie zrozumiałam, że bardzo kocham męża. I wiem, że to on potrzyma mnie za rękę, gdy będę umierać – ty nawet nie zadzwonisz.

Dla ciebie ważniejsza była urażona duma.

Dla niego zawsze najważniejsza będę ja.

Po to też jest zdrada – rozwala ci życie, ale dowiadujesz się, co jest ważne. Niezależnie od tego co to jest.

Uściski,

Miłość Dawna. Twoja. Słomka.