Seksualny egoista. 6 oznak, że lądujesz w łóżku z samolubem

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
31 października 2016
Fot. iStock / kieferpix
Fot. iStock / kieferpix

Seks, miłość, pożądanie pojawia się nie tylko w stałym związku. Za każdym razem, kiedy partnerzy lądują ze sobą w sypialni, ich zbliżenie powinno być zarówno dla jednej, jak i drugiej strony bardzo satysfakcjonujące. Ale jeśli kobiecie trafia się kochanek samolub, marne szanse na prawdziwe spełnienie i chwile uniesienia, które samym wspomnieniem będą wywoływać drżenie serca.

Po czym poznać, że partner nie myśli o tobie? Jest kilka cech, które od razu rzucają się w oczy, jako godne rasowego egoisty.

1. Gra wstępna polega na zdjęciu ubrania

Liczysz na gorący wieczór, szykujesz kolację, sięgasz po ulubione perfumy i kusisz bielizną? Wysilasz się, aby pobudzić jego wyobraźnię, chcesz go inspirować, ale jedyne co dostajesz w zamian, to szybkie zdarcie łaszków w łóżku… Gra wstępna zamyka się na tym, po czym egoista przechodzi natychmiast do czynu, nie dbając o odpowiednie rozgrzanie partnerki.

2. Wymawia się od dotykania

Palce wędrujące po ciele, a może relaksujący masaż karku lub stóp, co wolisz? Nawet jeśli masz ochotę, by on poznał mapę twojego ciała, angażując w to swoje dłonie, możesz się nie doczekać. Łóżkowy samolub nie ma ochoty marnować czasu na twoje przyjemności i romantyzm. Przecież w jego wydaniu, seks to tylko seks, nie sesja darmowego masażu.

3. Seks oralny? Tylko w jedną stronę

Rzuć tylko propozycję, a facet przyklaśnie z radości! Oczywiście, o ile ty proponujesz przyjemność jemu, ale nie wspominasz, że mógłby odwdzięczyć się tym samym. Tak jak samolub nie tylko nie narzeka na fellatio i chętnie na to namawia, tak sam znajduje sto wymówek, dlaczego woli „tego” kobiecie nie robić.

4. Raz, dwa i po sprawie

Nie ma czasu, jest zmęczony lub zaraz zaczyna się mecz? Nie szkodzi, seksualny samolub zaprosi cię na szybki numerek, by tylko sobie ulżyć. Nie licz na zaangażowanie, skoro on z marszu wynajduje bardziej pilne niż bliskość sprawy do natychmiastowego załatwienia.

5. Kończy i od razu zasypia

Po „robocie” nawet nie zająknie się w twoim kierunku, by sprawdzić, czy tobie było równie dobrze. Są mu zupełnie obojętne twoje odczucia, grunt, że ma to za sobą. Wiadomo, chłopina się zmęczył, to musi odpocząć, nie wstając z łóżka nawet i do rana. W końcu sen to zdrowie, a ty sama możesz posprzątać po waszych zabawach.

6. Nie czeka na twój orgazm

Szczególnie jeśli jest sprinterem, a ty wręcz odwrotnie. Bez gry wstępnej, bez chęci wysiłku, dąży do własnej przyjemności. Egoista nie ma problemów, z tym że kończy dobrze przed kobietą, zostawiając ją niezaspokojoną.

7. Ulubione pozycje

Ulubione dla faceta — od tyłu, bo szybciej dojdzie, albo może sobie kogoś innego wyobrazić. Albo on leży a ty na nim, bo wtedy nie musi się nadwerężać i męczyć. Wszelka kombinatoryka z pozycjami odpada, bo jemu tak jest wygodnie i tyle. Cały czas kochacie się tak samo, czyli nudno.

Jeśli pojawia się choć jedna z poniższych rzeczy w waszym łóżku albo wyjaśnij partnerowi swoje oczekiwania, albo zmień partnera. Oszczędzisz sobie złości i niechęci do wspólnych zbliżeń.


źródło: www.psychologytoday.com


„Z brakiem trzeba się pogodzić, zaakceptować jak młodszego, denerwującego brata, przyzwyczaić do niego i oswoić z jego istnieniem”. List do mamy

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 listopada 2016
Fot. iStock / brickrena
Fot. iStock / brickrena

Droga Mamo,

Pomimo tylu lat bez Ciebie wciąż, gdy zamykam oczy, doskonale widzę Twoją twarz. Potrafię przypomnieć sobie kolor Twoich oczu, Twój uśmiech, bliznę, którą przypominała ci czasy dzieciństwa.  Zamykam oczy i słyszę Twój głos, czasem śmiech, czuję zapach kremu Nivea pomieszany z delikatnymi perfumami i dymem papierosów, zapach, w który zawsze lubiłam się wtulać.

Najgorszy po Twoim odejściu był ten brak, który trudno opisać i którego nie sposób zdefiniować. Na co dzień nie dostrzegamy pewnych rzeczy, przecież to takie zwykłe, banalne pierdoły, nic nadzwyczajnego. Nie zwracamy na nie uwagi, nie myślimy o nich do czasu, gdy zaczyna nam ich brakować – telefonów z pytaniem kiedy wrócę do domu, przypominania o szaliku w mroźne dni, przytulenia po dobrze zdanym egzaminie, słowa „dobranoc”, gdy idę spać, narzekania, gdy byłam zbyt leniwa lub o czymś nieustannie zapominałam. Nawet chrapania rozbrzmiewającego w nocy po całym domu brak (choć zawsze twierdziłaś, że to na pewno nie Ty). A najgorsze, że ten brak zagnieździł się chyba już na dobre, nie da się go zatrzymać farmakologicznie, usunąć chirurgicznie, wyplewić cudownym zaklęciem lub egzorcyzmami. Z brakiem trzeba się pogodzić, zaakceptować jak młodszego, denerwującego brata, przyzwyczaić do niego i oswoić z jego istnieniem.

Zawsze wstawałaś pierwsza i jeszcze przed wyjściem do pracy miałaś ugotowaną zupę na obiad i gotowe śniadanie dla wszystkich. Pamiętam, jak malowałaś usta różową pomadką i że w twojej kosmetyczce była jedynie ona i zwykły tusz do rzęs, że w twojej szafie pełno było spódnic i bluzek w jednym i tym samym kroju, że nie lubiłaś eksperymentować z modą. Pamiętam, jak przyjechałaś na maturę ustną z polskiego z pączkami dla całej klasy i jak po pierwszym zdanym roku studiów otworzyłaś szampana, by uczcić mój mały sukces. Nigdy już nie dowiem się, jak zareagowałabyś na mój dyplom z samymi piątkami, pierwszą pracę i sukcesy zawodowe – skakałbyś z radości, czy zalewała łzami ze wzruszenia; a może jedno i drugie?

Dziwnie żyje się bez Ciebie. Oczywiście każdy wie, że kiedyś nasi rodzice umrą, ale nie spodziewamy się tego mając zaledwie dwadzieścia lat. W wyobraźni widzimy siwą staruszkę otoczoną wnukami, a nawet prawnukami, która dobija już do setki i opowiada młodym, jak to kiedyś ludzie żyli. Nie doczekałaś wnuków, choć od zawsze o nich marzyłaś, a ja myśląc dzisiaj o tym, że moje dzieci będą wychowywać się bez babci, czuję dziwne ściskanie w żołądku, a oczy jakoś tak same niepokojąco mokną. Nie będzie opowieści, którymi i mnie karmiłaś w dzieciństwie i wzruszeń z okazji Dnia Babci, nie będzie kłótni o to, że dajesz im za dużo słodyczy, że rozpieszczasz, pozwalasz na zbyt wiele, mojego przewracania oczami na dobre rady i narzekania na zbytnie wtrącanie się. Tej wielkiej dziury nikt i nic nie jest w stanie załatać.

Nigdy już nie będę czuć się tak kochana, jak wtedy, gdy byłaś obok. To niemożliwe, bo przecież tylko matka potrafi kochać tak ogromnie za wszystko i pomimo wszystkiego. Bardzo żałuję, że nie zdążyłaś poznać mnie – dorosłej, że odeszłaś zanim jeszcze ja zdążyłam poznać i zrozumieć samą siebie. Czy lubiłabyś mnie w tej dojrzałej i odpowiedzialnej wersji, dostrzegła swoje geny i przekazane nawyki? Czasami zastanawiam się, jak wyglądałyby nasze relacje, gdzie dzisiaj bym była i co robiła, gdybyś nadal była obok. Jak odnalazłabyś się w tym współczesnym świecie – czy miałabyś konto na facebooku, wiedziała, czym jest You Tube i Instagram, przyłączyła do nurtu slow food? A może zostałabyś hipsterską babcią, której życie zaczęło się dopiero na emeryturze? Nigdy się tego nie dowiem, nigdy cię takiej nie poznam.

Dziękuję ci za to, że potrafiłaś się śmiać nawet wtedy, gdy nie było Ci do śmiechu, że czasami mówiłaś „pieprzyć to” i zamiast zasuwać z odkurzaczem leniłaś się na kanapie. Za to, że nigdy na mnie nie naciskałaś, nie wymagałaś samych piątek, mówiłaś, że nie uczę się dla ocen, ale dla siebie. Dziękuję, że dałaś mi swobodę i luz, ale jednocześnie wiedziałam, gdzie leżą granice nie do przekroczenia. Że nauczyłaś mnie szacunku do innych, bez względu na to, kim są, że wpoiłaś troskę o drugiego człowieka i liczenie się z jego potrzebami. Dziękuję za to, że byłaś najlepszą mamą, jaką mogłaś być i jaka być umiałaś. Ostatnio coraz częściej słyszę, że jestem do Ciebie podobna – to dobrze, może dzięki temu Twój obraz pozostanie wyraźniejszy i trwalszy w mojej pamięci. Za to też Ci dziękuję, bo to oznacza, że byłaś, że istniałaś. Ma nadzieję, że spotkamy się jeszcze kiedyś, gdzieś tam w innym świecie, a wtedy przytulisz mnie i znowu poczuję mieszankę zapachu kremu, perfum i dymu papierosów – najpiękniejszego zapachu świata.


Mamy prawo do złości, do braku zrozumienia, do braku odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak się stało…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 października 2016
Fot. iStock /  john shepherd
Fot. iStock / john shepherd

Nie lubię 1-ego listopada. To jeden z tych nielicznych dni w roku, który podnosi mi ciśnienie dość znacznie. Zastanawiam się dziś dlaczego. Bo muszę dotknąć w tym dniu śmierci tak namacalnie? Stanąć z nią twarzą w twarz. Spojrzeć prosto w oczy i powiedzieć: zawsze wygrywasz. Jeśli już kogoś sobie upatrzysz, to nie mamy szans w walce z tobą.

A może dlatego, że muszę zmierzyć się ze stratą tych, których dzisiaj już nie ma? Stanąć nad kilkoma grobami i znowu pomyśleć: koniec, nie ma już nic więcej. Nie ma nadziei na to, że nagle coś się zmieni, że to był okrutny żart, że przecież wszystko można odmienić, do ludzi wrócić, do rozmowy, którą odkładało się na zbyt długo. Czy jest coś bardziej okrutnego od świadomości, że już nic nie naprawimy, niczego już nie powiemy, nie przytulimy, nie usłyszymy, nie uśmiechniemy się?

I jasne, mogłabym teraz zawinięta w koc, z kubkiem ciepłej malinowej herbaty zrobionej przez syna pisać, że jutrzejszy dzień, to dzień cudownej refleksji. To możliwość przypomnienia sobie, co otrzymaliśmy od ludzi, których dziś nam brakuje. To szansa na przepracowanie żałoby, żalu, oswojenie straty. Mogłabym pisać: pomyśl, jak wiele dostałaś od człowieka, którego dziś brakuje ci najbardziej. Jaka to nieprzeceniona wartość. Mogłabym spytać: kim byś dzisiaj była, gdybyś nie spotkała go na swojej drodze.

Ale po co? Chcąc zapanować nad emocjami, nad smutkiem i rozpaczą karmimy się odpowiedziami na te pytania codziennie. Głaskamy naszą tęsknotę po grzbiecie próbując uspokoić jej rozedrganie, ucząc się z nią żyć na co dzień.

Najchętniej nie wychodziłabym z domu. Została pod tym kocem, tuląc do siebie moje dzieci, żeby nikt nigdy mi ich nie wydarł. Robiąc ciepły obiad, do którego zasiądziemy wszyscy razem wierząc, że zawsze tak będzie. Że już nikogo nigdy nie stracę, nikt nigdy ode mnie nie odejdzie. I słyszę chichot losu w tle. Bo mogę mieć tylko nadzieję, że tak będzie. Że nie mam na to kompletnie wpływu, że za rok może dojść jeden, a może kilka kolejnych grobów, na których postawię świeczkę, dziękując w duchu, że to nie moje dzieci, choć strata i tak wyrwie ze mnie kawałek duszy.

Tak często powtarzamy, że życie mamy jedno, że to największy dar, jaki otrzymujemy, że powinniśmy korzystać z tego cudu. Żyć tak, żeby na koniec uśmiechnąć się do siebie i powiedzieć: „kurczę, fajnie było”. I na pewno będzie. Ale ten jeden dzień w roku wątpię w to wszystko. W sens walki, w sens trudu, w możliwość bycia szczęśliwym. Bo jak być szczęśliwym, kiedy nie ma obok ciebie ludzi ważnych? Kiedy wiesz, że ci, którzy pozostali też w końcu odejdą.

Przez jeden dzień w roku pozwalam sobie na totalny smutek pomieszany z niezgodą, że tak ten świat jest urządzony. W ten jeden dzień nie cieszy mnie nic. To dzień mojej żałoby, płaczu na tym, co nieuniknione, nad tym, co się stało i nijak nie da się tego zmienić.

To dzień, kiedy zapadam się w siebie i najchętniej poleżałabym tam, głęboko w ciemności, przestała na chwilę oddychać, by poczuć się bliżej tych, których nie ma. Ten jeden dzień w roku zwracam się ku śmierci chcąc wykrzyczeć jej w głos, że już wystarczy, niech odda to, co zabrała.

Głupie to. Bo przecież jesteśmy przyzwyczajeni, że śmierć należy zaakceptować, że możemy popłakać, posmucić się, ale nie ma co się za siebie oglądać. Stało się. Wydarzyło. Koniec. Nieuniknione. Kropka. A ty idziesz dalej. Bo masz jeszcze trochę godzin, dni, pewnie długich lat. Tyle, że w czasie tej swojej wędrówki stajesz się coraz bardziej osamotnionym. Bo kim jesteś bez ludzi, których kochasz, których podziwiasz, których brak jest odczuwalny tym dotkliwiej im więcej szczęśliwych momentów w życiu cię spotyka, bo nie masz z kim ich dzielić.

Możemy uzupełniać tę pustkę kolejnym przyjacielem, nowym autem, dzieckiem, psem, a może kotem. Możemy kolorować naszą rzeczywistość dowolnie, ale straty, jakiej doświadczamy nie da się niczym oszukać. Dopadnie nas w końcu i każe się ze sobą zmierzyć. Każe nam zapłakać nad naszym życiem, w którym pustka spowodowana brakiem bliskich na osób jest niemożliwa do zapełnienia.

Chcemy być dojrzali, racjonalni nie rozpamiętując tego, co nieuniknione. Myślimy o tym, co było dobre w naszym życiu. Uśmiechamy się do wspomnień, wyciągamy lekcje z obecności tych, których dziś już brak. Czasami zaglądamy do zdjęć, jeśli mamy dość siły. W końcu nie można całe życie rozpaczać.

Zgadza się, nie można. Ale można dać sobie do tego prawo. Prawdo do złości, że stało się tak a nie inaczej, do braku zrozumienia, bez próby wyjaśniania, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś.

Bo są dni, choćby takie jak dziś, czy jutro, kiedy chcemy płakać, wypłakać morze łez, kiedy tęsknota wraca z setki razy zwiększoną siłą.

Każdy z nas nosi w sobie inną: tęsknotę za babcią, za dziadkiem, za mamą, tatą, za dzieckiem, przyjacielem, autorytetem…, za miłością.

W tym na wzór amerykański budowanym świecie uśmiechu, optymizmu i samoświadomości nie może zabraknąć czasu na chwilę refleksji, na smutek. Ile z nas chciałoby móc choć na chwilę cofnąć czas, znaleźć się w miejscu, w którym kiedyś, dawno temu nas zabrakło? Mieć jeszcze jedną szansę, by uspokoić swoje uczucia, emocje i myśli.

Niech nikt dziś ode mnie nie wymaga liczenia świeczek na grobie, niczym lajków na Facebooku, których ilość świadczy o pamięci i sympatii. Niech nikt nie każe sprawdzać, czy kwiaty stoją równo i czy jest ich wystarczająca ilość. Niech nikt nie prosi mnie o opinię na temat płaszcza kobiety, którą spotykam co roku na cmentarzu. Nie dzisiaj, nie jutro. Niech to będzie dzień głębokiej refleksji, ale też prawa do odczuwania smutku każdą częścią ciała. Niech to będzie dzień, kiedy przez chwilę chcielibyśmy się znaleźć po tej drugiej stronie, żeby spotkać tych, których nie ma. Niech to będzie dzień pod koniec którego na nowo poczujemy zapach życia, znajdziemy siłę i sens pójścia dalej ścieżką, z której byliby dumni, ci dla których świeczkę zapalamy.


Zobacz także

soullove

Prawdziwa miłość istnieje

fot. iStock/teksomolika

7 powodów, dla których seks powinien być codziennością

Fot. iStock / ozgurdonmaz

„Byłeś dowodem wegetacji mojego małżeństwa, dowodem, że bywam bardziej niż świetna w łóżku”. O tym dlaczego kobieta zdradza