Seks z kolegą z pracy? Lista plusów i minusów

Seksualnie
Seksualnie
4 stycznia 2018
Fot. iStock/tomazl
 

Załóżmy, że jesteś sama i nie masz żadnych zobowiązań. Masz prawo fantazjować i rozglądać się za nowym facetem. Problem w tym, że kompletnie nie masz na to czasu. Tylko praca, dom, dzieci, praca, dom, dzieci. I gdzie niby masz kogoś poznać? Najłatwiej będzie w pracy, ale… wszyscy wiemy, jak kończą się te biurowe romanse i romansiki. Rzadko który przeistacza się w poważny związek. Może dlatego, zamiast nastawiać się na miłość do grobowej deski, warto zaszaleć? Seks z kolegą z pracy, poza całą masą minusów, ma też kilka plusików 😉

Znasz go bardzo dobrze

Plus: Fajnie jest uprawiać seks z kimś, kogo już dobrze poznałaś i widziałaś w wielu różnych sytuacjach – na luźnej imprezie służbowej i w trakcie stresującego spotkania. Widzisz, jaki jest w stosunku do innych i możesz ocenić, czy to ci odpowiada.

Minus: Czasem ludzie grają w miejscu pracy. Może ci się wydawać, że znasz tę osobę dobrze, a w rzeczywistości nie masz pojęcia, kim jest. Zanim zdecydujesz się na romans, poznaj go prywatnie.

Jesteś pozytywnie nastawiona do pracy

Plus: Taki romans powoduje, że ochoczo biegniesz do biura… i znacznie lepiej wykonujesz swoje obowiązki. Nie chcesz przecież zrobić złego wrażenia.

Minus: Ale może się też okazać, że zaczniesz zawalać swoje obowiązki, bo będziesz uskuteczniać schadzki w toalecie…

Chętniej pracujesz w zespole

Plus: Podejmujesz nowe wyzwania i chętniej pracujesz w zespole, bo chcesz jak najwięcej czasu spędzić ze swoim lowelasem.

Minus: Może się nagle okazać, że niepotrzebnie siedzisz do późna w pracy i dla odmiany… zawalasz swoje życie osobiste, dom i dzieci.

Poczujesz się jak na haju

Plus: Te wszystkie tajemnice, sekretne uśmieszki, skradanie się… to wszystko jest szalenie ekscytujące i podniecające. Taki romans może ci dać niezłego kopa i podnieść twoją samoocenę.

Minus: Jeżeli marzysz o poważnym związku i lubisz chwalić się swoim szczęściem, możesz mieć poważny problem z taką relacją.

Możesz znaleźć bratnią duszę

Plus: Nie wszystkie relacje seksualne między współpracownikami kończą się źle lub w nieprzyjemnej atmosferze. Zdarza się, że spotykasz osobę swoich marzeń właśnie w pracy.

Minus: Jeśli okaże się, że w dasz się w romans z toksycznym człowiekiem, może próbować zniszczyć ci życie – zarówno zawodowe, jak i prywatne.

Decyzja należy do ciebie…

Źródło: LovePanky


Jak poczuć się sexy w łóżku i nie zrobić z siebie kretynki? Z pamiętnika żony

Seksualnie
Seksualnie
5 stycznia 2018
Fot. iStock/sSplajn
 

Zasada jest prosta. Im bardziej sexy kobieta czuje się w sypialni, tym lepszą jest kochanką. Trzymam się tej zasady odkąd pamiętam, choć kilka razy sprowadziła mnie już na manowce. Bo a to się filmów naoglądałam, a to poradników naczytałam, a to mądrych (i bardziej doświadczonych) koleżanek posłuchałam i tak uskuteczniałam różne sztuczki, dzięki którym miałam poczuć się bardziej sexy. O swoich różnych, żenujących eksperymentach seksualnych już pisałam TUTAJ. Po waszych reakcjach wiem, że każda z nas ma na koncie jakąś wpadkę. Bo fajnie to wdzianko wyglądało w katalogu, bo wibrator miał mieć 647 trybów i kosztował jedynie 29,90, bo zachciało się zobaczyć faceta w stringach.

Eksperymenty są fajne, ponieważ pozwalają nam odkryć to, co nas kręci i co się w łóżku sprawdza. Niestety, bardzo często weryfikuje też to, czego się nasłuchałyśmy i naoglądałyśmy. Tak właśnie wspominam moje próby bycia bardziej sexy w łóżku.

Czerwona szminka

Miałam być wampem. Kupiłam więc najbardziej czerwoną szminkę ze wszystkich czerwonych w sklepie (pal sześć czy pasowała – w mroku nie musi) i wymalowałam się przed pójściem do łóżka. Nie powiem, facetowi się podobało. I na podziwianiu mnie powinno się skończyć. Ale nie… namiętne pocałunki, seks oralny, pozycja taka i śmaka. Po godzinie nie wiedziałam, czy któreś z nas krwawi. Dowiedziałam się też jednej rzeczy na temat kosmetyków – im tańsza i gorsza szminka, tym trwalsza i trudniej ją zmyć i sprać.

Szpilki

Obuwie na wysokim obcasie nadaje się wyłącznie do prezentowania swoich wdzięków. Ot, trochę postoisz, powyginasz się i starczy. Nie, mi się zachciało wygibasów w pieleszach. Bilans? Jedno podarte prześcieradło, cztery zadrapania na męskim udzie, jedno na torsie i jeden skurcz w stopie. Nie wiem, może mało gibka jestem? Albo nieuważna? Od tamtej pory szpilki do gry wstępnej, potem już tylko pończochy. I też jest mega sexy!

Biżuteria

Pomyślałam sobie kiedyś, że fajnie byłoby założyć wyłącznie biżuterię. I tak oto, z długimi, błyszczącymi kolczykami w uszach oczekiwałam na niego w łóżku. I powiem szczerze, że naprawdę czułam się sexy. Nie przemyślałam jednak, co zrobić z włosami, więc były rozpuszczone. W miarę jak akcja postępowała, moje włosy były coraz bardziej skołtunione, a pojedyncze kosmyki wplątały się między te nieszczęsne kamyczki i koraliczki. Punkt kulminacyjny nastąpił w pozycji od tyłu, gdy szanowny małżonek szarpnął mnie za włosy, rozrywając mi płatek ucha. Jakoś tam się zrosło, ale o kolczykach mogę już zapomnieć nawet na co dzień.

Dziś stwierdzam, że najbardziej sexy jest błysk w oku, zaangażowanie i świadomość własnych potrzeb. Polecam, zawsze działa.


„Zaraz urwą mi się cycki” czyli o czym myślą kobiety w trakcie pozycji od tyłu

Seksualnie
Seksualnie
3 stycznia 2018
Fot. iStock/miljko

Facetom wydaje się, że klasyczna pozycja „od tyłu” jest dla kobiet wygodna. No cóż w tym trudnego – wypiąć się i już. O nie, nie. To naprawdę ciężka praca. Raz, że odpowiednie wygięcie ciała w łuk wymaga pewnej gibkości, na którą pracuje się latami. A dwa, że trzeba jakoś utrzymać równowagę, gdy facet napiera. I wszystko to na tych nieszczęsnych kolanach. Dzięki Bogu większość tych akcji dzieje się na materacu, bo i dla nich klęczenie na podłodze jest udręką. Wiadomo, że oni kochają tę pozycję – nie muszą się jakoś szczególnie nagimnastykować i wysilać. Nawet kontaktu wzrokowego nie muszą utrzymywać. Tylko ruszają biodrami i podziwiają widoki. A co myślą sobie kobiety, w trakcie pozycji „na pieska”? Hohoho!

„Zaraz urwą mi się cycki”

Wcale nie trzeba mieć rozmiaru D, żeby w tej pozycji odczuwać poważny dyskomfort. Szybkie falowanie wiszących piersi jest po prostu bolesne. Fajnie, gdy cała akcja odbywa się jeszcze przed zdjęciem stanika – wtedy jest łatwiej i zdecydowanie przyjemniej. Jeżeli więc twoja partnerka, drogi mężczyzno, łapie się za piersi w tej pozycji, to nie dlatego, żeby się dodatkowo popieścić, tylko próbuje zmniejszyć ból i „zatrzymać” cycki w miejscu.

„Zaraz zrobię szpagat”

Obawiamy się tego wtedy, gdy facet opiera się nam na tyłku lub w ogóle kładzie się na nas, by na przykład pocałować w szyję. I to jest naprawdę straszne! Niełatwo utrzymać ten ciężar. Całujcie nas po plecach i szyi, ale zachowujcie przy tym trochę gracji.

„Jak wygląda mój tyłek?”

To pytanie pojawia się zawsze. Szczególnie, gdy nie jesteś modelką, noszącą rozmiar XS i masz swoje mankamenty, na przykład cellulit, rozstępy, blizny, przebarwienia lub trądzik na pośladkach. A całkiem sporo z nas zmaga się z tymi problemami. Wypięcie się jest więc dla nas często przełamaniem pewnej bariery wstydu.

„Zaraz mnie oskalpuje”

Ciągnięcie za włosy jest super, naprawdę. Kręci nas to niemiłosiernie. Ale za włosy trzeba chwycić mądrze, czyli złapać jak najwięcej włosów (a najlepiej za kucyk), by ciągnięcie jakoś się równomiernie rozłożyło. Problem w tym, że wy łapiecie trzy włosy na krzyż i szarpiecie, aż potylicą dotkniemy do kręgosłupa. Błąd, błąd, błąd.

„No ciekawe, czy sam by się tak wygiął”

On się pochyla (właściwie to kładzie na twoich plecach) i jeszcze przekręca ci głowę (jak jakiejś cholernej sowie), żeby właśnie teraz intensywnie cię pocałować. Serio? SERIO? Owszem, podołamy, jakoś kącikiem ust ten język wystawimy, ale ciekawe bardzo, czy wy byście coś takiego potrafili zrobić.

Hę?

Aaaa! No i najgorsze jest potem. W tej pozycji wyjątkowo mocno się „otwieramy”, a to powoduje, że do pochwy dostaje się dość dużo powietrza. Efekt? Przy zmianie pozycji powietrze się wydostaje, powodując te wszystkie, specyficzne dźwięki. Mądry, doświadczony kochanek będzie wiedział, o co chodzi. A inny? No cóż…