Ponoć nic tak nie rozgrzewa, jak nadal wspólna, a jednak obca pościel. Czas na zmiany w sypialni!

Seksualnie
Seksualnie
4 stycznia 2017
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
 

Masz  fajnego męża, chłopaka, partnera – jak zwał tak zwał. Dobry jest, poczciwy, pracowity a nawet romantyczny się zdarza być. Bo co prawda na obiad prostego schabowego zaserwował, ale za to o świecy zapomniał. No i co z tego, że nie zapalił, to chyba dobrze, że rozrzutny nie jest. I do kina cię zabiera, na spacer i potańczyć ze dwa razy do roku, o urodzinach też nigdy nie zapomniał. Niby się nie ma do czego przyczepić, niby tylko koleżankom chwalić, ale no właśnie, co będzie gdy zapytają o sypialnię? I to nie tylko ciemną nocą. I tu niestety bajka o księciu doskonałym się kończy, bo oto on uważa, że raz w tygodniu w łóżku i przy szczelnie zasłoniętych roletach w zupełności wystarczy. A tobie się marzą harce i swawole, nie tylko w sypialni, kiedy noc was zaskoczy. Ty byś chciała częściej, zaskakująco i do utraty tchu. Niestety, boisz się, że ten twój uroczy poczciwina nie bardzo zrozumie i jeszcze broń cię Boże pomyśli, że go nie kochasz, albo nawet zdradzasz! No tak, bo w końcu ktoś ci do głowy musiał tych pomysłów nakłaść, skoro nagle małżeński obowiązek przestał ci wystarczać.

Zamiast więc się narażać i w konsekwencji tylko się zdenerwować, co do orgazmu ma się raczej nijak, lepiej pogłówkować i wprowadzić w życie kilka małych zmian. Nie wzbudzą podejrzeń za to rozbudzą zmysły, a przecież po to nasz misterny plan i starania.

1. Inwestycja w nowe majtki przynosząca złote efekty

A gdyby tak zostawić porozciąganą piżamę, grube skarpeciochy i szlafrok przypominający habit zakonnicy? On leży i czeka spodziewając się tego co zwykle. Czyli wychodzisz z łazienki, zdejmujesz co tam na sobie masz, on wchodzi, rach ciach i po wszystkim. A gdyby tak nieco zmienić ten rytuał i odziać swe ponętne ciało koronkami w ciut za małym rozmiarze?

Zaskoczenie gwarantowane! Zaraz po nim opadnie mu szczena, ale za to co innego się podniesie, wedle zresztą oczekiwań i zamierzeń. I nie pchaj mu się od razu do wyra, jak pierwsza lepsza, tylko pozwól na odrobinę inicjatywy. Szybko ją osiągniesz stając dla przykładu przy komodzie i kiwając zachęcająco, by podniósł swoje cztery litery do ciebie. Od razu jak tylko to zrobi, zapomni, że z tyłu stoi łóżko. I przypomni sobie o nim dopiero, gdy już przebada cię na wszystkie strony i kategorycznie zażąda, pozbycia się wszystkich koszul nocnych. Na kolejne kuse majtki da ci sam. Gwarantuję.

2. Telefon masz nie tylko do ciągłego, logowania się na fejsie

Trzysta razy w ciągu dnia potrafisz wchodzić na portale społecznościowe, zazwyczaj tylko po to, żeby się wkurzyć. Bo już po samej minie na zdjęciu widzisz, że koleżanka Mariola nie bez powodu japę cieszy. Od razu widać, co robiła większość nocy i pewnie jeszcze rankiem, zamiast śniadania.

A może zamiast tracić czas na zazdrość i złorzeczenie typu – a żeby jej pryszcz na tyłku wyskoczył, najlepiej bolesny, zacznij działać. Paluszki masz nie tylko od szukania wrażeń tam, gdzie nie zdążył jeszcze twój chłop, ale też od… pisania SMS-ów. Ale nie tych z pytaniami, czy on na obiad woli golonkę czy pomidorową, choć o konsumpcję się tu rozchodzi. I nie od razu z grubej rury, jak to i gdzie byś właśnie chciała, bo gotów pomyśleć, że pewnie pomyliłaś numery, a adresatem był wasz hydraulik. Delikatnie, że na myśl o ostatniej nocy, robi ci się ciepło tu i tam. I nie zrażaj się, gdy odpisze, że jest w pracy i dość niezręcznie mu się w spodniach robi. O to chodzi! Żeby jak na złamanie karku pędził do domu, napalony jak piec do centralnego ogrzewania. I bez zdania tłumaczenia zrobił ci to wszystko, o czym mozolnie dziergałaś na klawiaturze od dwóch godzin.

3. Zabawki nie są po to, żeby udawać, że ich w ogóle nie ma

Ile my mamy lat, moje miłe panie, żeby odwracać wstydliwie wzrok na widok dajmy na to wibratora? Po coś w końcu został stworzony i nieprawdą okrutną jest, że tylko dla wygłodniałych singielek. No tak, tylko jak go do łóżka wprowadzić, żeby tym samym męża nie wyprowadzić. I to ciężko obrażonego. Może szepnij mu do ucha, że marzy ci się mały prezent, bo imieniny tuż tuż. I dokładnie, ze szczegółami opowiedz, najlepiej prosto do ucha, do jakich celów będziesz go używać. Ty stęskniona żona, kiedy on akurat będzie w delegacji. Zyskujesz podwójnie. Bo jeśli dobrze się postarasz (wierzę w ciebie kochana, wyobraźnie wszak to my mamy bujną…), to po pierwsze, zachęcony twoją opowieścią będzie cię na wszystkie sposoby przekonywał, że jest najlepszy. I nie zastąpi go, żadna tam byle zabawka. I dobrze, niech udowadnia jak najdłużej. Przecież i tak w końcu skapituluje, rozbudzony wizją twoich niegrzecznych, imieninowych żądań. I uwierz mi, szybko zgodzi się na urozmaicenia widząc, jak na ciebie działają. Kto wie, może sam zaproponuje coś jeszcze? Czasem warto uwierzyć, w wydawałoby się, niemożliwe.

4. Zaskocz go tym, że potrafisz być dajmy na to pokojówką w skąpym fartuszku

A co! Niech wyciąga swój odkurzacz i sprząta jak należy wszystkie zakamarki. Albo gdy będziesz udawała rozkoszną sekretareczkę, niech ci pokaże, że potrafi być wymagającym szefem. Za delikatny jest? Na takich też jest rada. Zabierz go na polanę, z kocykiem i koszyczkiem dobrego jedzenia. Tylko nie za dużo! Bo kosztować, to on ma przede wszystkim ciebie.  Tę, której właśnie zrobiło się bardzo gorąco. I zdejmując bluzeczkę, zapomniała, że nic pod nią nie ma. A jak zapyta, gdzie masz bieliznę? Nie rób już z niego takiego nieudacznika, bo czy ciebie interesowałoby, gdzie on bokserki zapodział?

Łono natury, muszki bzykają, przecież tam wszystko jest aluzją do rozkosznego wymięcia kocyka. Albo zaproś go na randkę do restauracji i wychodząc do toalety, zostaw kluczyk do sekretnych drzwi hotelowego pokoju. Takie niespodzianki zawsze przynoszą piorunujące efekty. I możesz być pewna, że on w celu odwetu już niedługo wpadnie na podobny pomysł. Chociażby dlatego, że jedynymi odbiorcami twoich głośnych achów i ochów, będą tylko sąsiedzi zza ściany, których i tak nie znasz. To się tyczy szczególnie par posiadających pociechy, co z wiadomych przyczyn, ogranicza pewne fantazje oraz reakcje. A ponoć nic tak nie rozgrzewa, jak nadal wspólna, a jednak obca pościel.

5. Bądź powściągliwa. Najlepiej w przykrótkiej spódnicy i z zachęcającym dekoltem

Ściereczka do kurzu w dłoń i zaczynamy przedstawienie. Pamiętaj, że bezwzględny kurz, może być wszędzie, szczególnie tam, gdzie trzeba się mocno schylić. Nie zapomnij przedtem, delikatnie i zupełnie niechcący go trącić, najlepiej żeby mu pilot wypadł z ręki. Widok twoich nie do końca zasłoniętych pośladów, gdy będzie go podnosił, zapewne nim wstrząśnie. Ale nie reaguj od razu ochoczo, gdy cię klepnie czy pogłaszcze. Bądź krainą lodu, która w te i wewte przechadza się po domu, niczym po Saskim Ogrodzie. I której to właśnie sam z siebie, rozpiął się kolejny guzik w koszuli. I oczywiście, czego chyba nie muszę ci tłumaczyć, to on ma to zauważyć. Bo ty zielonego pojęcia o tym nie masz. I nie siłuj się z nim za długo, jak skoczy do ciebie, żeby interweniować. A jedynym momentem, w którym możesz wścibić swoje trzy grosze, ma być ten, kiedy on pomyli strony i zacznie ci tę koszulę z powrotem zapinać! Zresztą, najlepiej by było, jakbyś się niezdarnie gdzieś zahaczyła i ją rozdarła. Szyć jej przecież nie poleci, za to przy zmianie garderoby jego pomoc jest zawsze mile widziana.

Te kilka prostych sposobów może bezpowrotnie odmienić wasze dotychczasowe pożycie. Może się nawet okazać, że trzymałaś pod swoim dachem niezłego Don Juana, który tylko czekał, aż skiniesz ochoczo, żeby przesiadł się ze  swojego rumaka. Wszak z sypialnianej wieży macha do niego wyposzczona księżniczka, której już dawno nikt nie otwierał wrót do komnat rozkoszy.


O czym myśli kobieta przed snem? Zależy kto obok niej zasypia

Seksualnie
Seksualnie
11 stycznia 2017
Fot. iStock/milos-kreckovic
Fot. iStock/milos-kreckovic
 

Kiedy noc zabiera dzień, kiedy gasną nawet neony, a ulice otula jedynie ciepłe światło lampy, kładziesz  się do łóżka i zasypiasz. Tak, zasypiasz i masz piękne sny, a potem cudowny poranek. To początek z nieistniejącej bajki, bo jeśli jesteś samotną kobietą, albo zatroskaną matką, albo żoną, za której plecami leży on, niby bliski, a coraz bardziej obcy człowiek. Albo stęsknioną kochanką, która wie, że już jutro otuli ją jego zapach, to nie śpisz. Tylko walczysz, przeganiasz natrętne myśli, i zaciskasz powieki coraz mocniej. Łapiesz skrawek chłodnej kołdry i mocno do siebie przyciskasz. Kręcisz się i wiercisz, zmieniasz pozycje nawet kilkanaście razy w ciągu kilku minut, liczysz baranki i inne kozy. I nic. Bo każda, każda bez wyjątków kobieta przed snem najpierw przeprowadza dogłębną analizę wydarzeń. Zarówno tych minionych jak i tych, które dopiero mają nadejść. 

Żona mniej lub bardziej szczęśliwa

– No tak, najlepiej się odwrócić i udawać zmęczonego. Jakbym ja do pracy nie chodziła, o gotowaniu i praniu jego gaci nie wspomnę. Dobrze, że chociaż pomyślał o tym, żeby kaloryfery podkręcić, zanim zamarzłam i się rozchorowałam. Oho! Wykonał jakiś ruch, jest szansa, że mnie przytuli. Nareszcie, aż dziw, że się domyślił. Boziu, jak dobrze w tych jego ramionach, jakaś taka coraz mniejsza się robię. Nie jest w sumie taki najgorszy ten mój rycerz. Przecież są kobiety, które zasypiają same i rano nikt im kubka z kawą nie poda. A mój co prawda drażniący bywa najbardziej, gdy tym nosem ciąga ostentacyjnie, jakby pół osiedla chciał wciągnąć, albo siorbie te zupę, jakby mu skóry na zamknięcie ust zabrakło. Ale jest. Chyba go jutro uraczę karkóweczką z zapiekanymi ziemniakami, niech ma, niech widzi, jaki to skarb właśnie tuli. Tylko cholera, będę musiała zaraz po robocie na bazar do pani Marysi skręcić, bo tylko tam dostanę taką przerośniętą trochę, tę, którą on lubi najbardziej. No dobra,  nie jest aż tak źle, żeby się tylko tak nie wpychał na moje miejsce. Ja wiem, że większy jest ale bez przesady, bo zaraz tak mnie wkurzy, że będzie odgrzewaną zupkę u mamuni jadł. Matko, to już przed pierwszą? Ten to ma melodie do spania, tylko się położy, a już chrapie. Niczym się nie przejmuje. Wiadomo, wszystko na mojej biednej głowie…

Dziewczyna ucząca się, czyli na uczelnie biegająca

– No ja p*rdole, ci ludzie z góry, to chyba nigdy nie śpią. O świcie się tłuką, teraz też. Nie wiem, chyba meble przestawiają. Pięknie, a notatek nie oddałam Baśce, już będzie od rana fochami rzucać i te swoje posrane miny robić. Ciekawe, czy wczoraj długo została jeszcze i widziała, gdzie ten Dominik z medycyny poszedł. I z kim, bo to jest istotne. Mam nadzieję, że nie z tą pseudo modelką, co ma tych fot tyle na instagramie. Głupia krowa, co ona sobie myśli, że on na te jej długie nogi poleci? Przecież ona jest wcale nieproporcjonalna, same nogi i kawałek tułowia. Zresztą, jeśli on nie zwraca uwagi na intelekt, którego mi osobiście nigdy nie brakowało, tylko na ładną buzię czy zgrabne cztery litery, to nie wart jest tego, żebym ja teraz tu o nim rozmyślała. Faceci tacy są, nie ma co sobie nimi za bardzo dupy zawracać. Aśka w ubiegłym roku za tym Błażejem latała i co z tego miała? Opuchnięte oczy i mój zasmarkany rękaw. Chociaż nie powiem, teraz akurat dobrze trafiła. Jarek ją prawie na rękach nosi. No ale nie ma co zapeszać i zazdrościć. Tylko od razu ją uprzedzę, że ryczeć niech idzie tym razem do Karoliny. Ja miałam swój dyżur po Błażeju, jak ją oświecił, że dla niego to przelotny romans był. Przelotem to sobie można pomadkę w drogerii kupić, jak jest w promocji. O cholera, już druga?! Ten czas chyba oszalał, przecież ja mam egzamin rano. A ci dalej tam te komody czy ch*j wie co przestawiają. Ani żyć ani spać…

Kochanka stęskniona i uniesień spragniona

– Ciekawe czy przyjedzie od razu do mnie, czy najpierw do córki zajrzy. Swoją drogą to dobrze, że on ojcem jest. Mężem się nie sprawdził, ale za to facet z niego porządny, skoro o dziecku pamięta. Pochwalę go jutro za to. Albo nie, bo znowu pomyśli, ze mu matkuję. Phi, o czym ja w ogóle myślę, przecież jak mnie zobaczy w tej turkusowej, prześwitującej koszulce, to pewnie nawet kolacji nie skończy. A może lepiej te czerwone majtki z tym koronkowym staniczkiem? Nie, podobne miałam gdy był w ubiegłym tygodniu. Ależ to był ogień! Wulkan orgazmów. I  pewnie dlatego Wasiakowa spod piątki, teraz mi się już nie kłania. Zawistna baba, zapomniała jak ten Rysio do niej przychodził i chichrała do północy, jak taki szczyl, podlotek osiedlowy. A potem sapali do rana. Ja też już jutro o tej porze, będę wzdychała i skinieniem paluszka zaproszę go, do sypialni. Chyba, że tak jak ostatnio, nawet do niej nie zajrzymy bo przecież komoda po drodze i stół w jadalni. I ta nowa, duża kabina prysznicowa i pralka. On jest taki twórczy, znowu mnie czymś zaskoczy, znowu sąsiadka będzie kręcić z niedowierzaniem głową na mój widok. A niech zazdroszczą, w końcu mają kogo i czego. Pewnie chodzi im o to, że dzięki niemu wyglądam jak te milion dolarów. I przestałam się starzeć. Z takim kochankiem to i zmarszczki, odchodzą w siną dal. Już po trzeciej, bardzo dobrze. Świt niedługo, a na obiad on już będzie. Ciekawe co skonsumuje najpierw…

Kobieta nie tylko biznesu ale też sukcesu

– Po co ludziom tyle snu? Jakby trzy godzinki nie wystarczyły. Wszyscy tylko – odpocznij, zregeneruj się, sił nabierz. Tyle rzeczy mogłabym zrobić, papierów przejrzeć, kontraktów podpisać. Ruszyłabym się, ale zaraz będzie małżonek jęczał, bo on twierdzi, że noc i spanie, to  rzecz święta. Ciekawe kiedy on się taki święto jebliwy zrobił. Zobaczymy, jak się jutro Holendrzy na spotkaniu popiszą, chyba wiedzą, że tak szybko im nie odpuszczę. Za dużo mam do stracenia, a nie wspomnę ile do zyskania. Żeby tylko podpisali tę umowę. Może wtedy polecę na parę dni do Portugalii, tam podobno mają najkorzystniejsze warunki. I  może ten nowy biznes, by wtedy wypalił? Dwie pieczenie na jednym ogniu by można, bo i tyłek opalić i kasę zarobić. Muszę z samego rana do prezesa zadzwonić, zapytać co on na to. Znając życie, trochę pojęczy i się zgodzi. Już moja w tym głowa, żeby go przekonać. Wiem, że leci na tę Jagodę z księgowości, a ona też o niego dopytuje. Zorganizuję im służbowy wyjazd! Ja to mam łeb nie od parady. Dobrze, że już po drugiej, jeszcze ze trzy godzinki i akurat można się będzie, z łóżka zerwać. I działać. A ten śpi.  Jak można tyle gnić? Pojęcia nie mam…

Matka dzieciom w różnych ilościach

– Żesz ku*wa mać, prania drugi dzień nie wyciągnęłam, będzie smród. Wstałabym, ale obudzę Tomaszka, a za nim jak domino cała reszta w ryk. Co tu znowu jutro, na ten obiad zrobić? Z groszkiem nic, bo Marysia będzie miała wzdęcia. klusek Michał nie lubi, a Tomek ostatnio mięsa jeść nie chce. Jakoś będę musiała ich o jednej godzinie zebrać i hurtem, buty i kurtki kupić. I na trening Tomka zawieść, a Michałowi wyniki odebrać. Oby to tylko ta alergia była. Tylko jak się okaże, że to uczulenie to ciekawe, co ja z kotem zrobię. Matce wywiozę, sama jest, do kota niech chociaż pogada, bo mi codziennie truje, że dzwonię tylko jak czegoś chcę. Cholera jasna, przecież jutro już 10 ty, tydzień do wyjazdu na ferie został, a nic nie załatwione. Może siostrę poproszę, a nie, już poprosiłam. Przecież ona z młodszym swoim w szpitalu, że też akurat teraz go ten wyrostek, wziąć musiał. Dobra, wolny dzień wezmę, odrobię jak już pojadą, czasu może trochę więcej wtedy będzie. Już ta godzina? Kiedy ja odpocznę w końcu. Które to woła? Pewnie Marysia, a tyle razy prosiłam, żebym na noc nie jadła tyle. No tak, znowu biegunka. Żeby tylko nie wirus, bo mi zasrają jak ostatnio, wszystkie komplety pościeli. Rany już po czwartej?! No to pospałam…

Kiedy za oknem skrada się zmrok, a w kamienicy naprzeciwko zaczynają opadać rolety, kładziemy się do łóżek. I zanim w końcu zmorzy nas upragniony sen, zdążymy ugotować jutrzejszy obiad, wywiesić zaległe pranie i kupić dzieciom nowe buty. Udaje nam się zaplanować, kolejne ekscytujące popołudnie z wyczekanym ukochanym i zapłacić rachunek za gaz i prąd. Bo my kobiety, nawet wtedy, nawet nocą, nie przestajemy zwalniać. I zanim wpadamy w końcu w objęcia Morfeusza, mamy już załatwione milion różnych spraw. Tych, które nie potrzebują odpoczynku.


Mówiłeś, że nie pozwolisz mi odejść. Ale ja tobie pozwoliłam

Seksualnie
Seksualnie
2 grudnia 2016
Fot. iStock / martin-dm
Fot. iStock / martin-dm
 

Piszę do ciebie…

…to czego już pewnie nigdy nie zdołam powiedzieć.

Nie dlatego, że nie zdążę, że nagle stwierdziłam jak bardzo nie warto. Bo czas nie stoi w miejscu, płynie jak rzeka i zabiera po drodze wszystko, co stoi przy brzegu. Mnie też zabrał, razem z tymi od blisko trzech lat skrywanymi uczuciami. I odwagę zabrał, tę do patrzenia w twoje nad wyraz mądre i łagodne oczy. Te, które za każdym razem, gdy lądowały na moim ciele były milsze, niż najmiększy koc.

Dziś papier wchłonie każdą moją łzę, bo ten ostatni raz, nie zrobi tego twoja błękitna koszula. Pamiętam, gdy pakowałeś się na to służbowe spotkanie i stałeś w niej, w przedpokoju. I ciągle pytałeś, który krawat i czy dobrze wyglądasz. A ja się śmiałam, że nie wiem, bo jestem już przy twojej marynarce. Tej,  którą ściągam z ciebie pośpiesznie w hotelowym pokoju. I mówiłeś jak bardzo nie chcesz tam jechać, a ja już wtedy czekałam na twój powrót. I te burzę też pamiętam, te z zimnym deszczem, który padał tak intensywnie aż bolała mnie skóra. Gdy jak piorun uderzały prosto w serce twoje słowa, że jesteś zmęczony bo moja miłość jest jak maraton. Jak bieg z niewidzialnymi ale istniejącymi przeszkodami. I te powroty, gdzie nie wytrzymywałeś i pisałeś SMS-a: Mała, jesteś tam jeszcze? Bo ja wciąż tak…

I myślę o tym, że tak mnie drażniły te twoje dziwactwa. Ta obojętność tłumaczona przeziębieniem, te wszystkie ważniejsze ode mnie sprawy. A tyle ich było, bo biuro i wymagający szef i pasje, które przecież dobrze jest mieć. Te noce pamiętam samotne, gdy zagryzałam wargi wmawiając sobie, że to ostatni raz, że rano ci powiem. Że nie chce tak dłużej, że przecież blisko 400 kilometrów różnic między nami, bo ty nadal się boisz tego, o czym ja marzę. Wspólnej sypialni i obiadu przy jednym stole. I naszego nie zapłaconego na czas rachunku i szklanki rozbitej w kłótni o rozrzucone skarpetki. Ale świt zabierał złość i zamiast „żegnaj” pisałam „zostań”. A   ty mówiłeś, że i tak nie miałeś zamiaru odejść. Bo nigdy nikogo tak nie kochałeś i z nikim innym tak ci nie było. I gdy budziłam się z krzykiem w nocy, wyrwana z koszmaru, o którym tylko ty wiedziałeś, szeptałeś, że jesteś. I, że zawsze będziesz, nie pozwolisz mi odejść. Ale ja tobie pozwoliłam.

Patrzyłam przez ostatnie miesiące jak znikasz, jak mijasz drogę po której szliśmy razem. Jak wsiadasz do innych niż ja wagonów i wysiadasz na innej stacji. I nic nie robiłam, myślałam naiwnie, że ludzie tworzą miejsca, ale tylko wtedy, gdy nie chcesz zatrzymać ich na siłę. Więc stałam przy tobie, ale już z boku, łatwa do odcięcia jak niewygodna postać z rodzinnej fotografii. I czekałam. I gdy w końcu po dniach milczenia, po godzinach duszącego strachu stanąłeś w progu i usłyszałam – spróbujmy, przecież cię kocham – pomyślałam, że czasem warto. Bać się, ale przeczekać.

I każdą sekundę potem pamiętam.  Gdy twoje dłonie i oddech był wszędzie a usta zapewniały, że dobiłam do brzegu. Że już nie będę musiała się miotać i walczyć, ze swoimi demonami. Tymi zamkniętymi w szklanej butelce i paczce leków na sen, bo noce przestały mnie straszyć. Bo twoja dłoń, potrafiła przedrzeć każdy mój mrok.  Że już nie muszę uciekać ani szukać, bo mam wszystko gdy patrzę na twoją spokojną, piękną twarz.

I przestały mnie przerażać te chłodne poranki, gdy bałam się otworzyć oczy i odkryć.

I słoneczniki kwitły zimą a Boże Narodzenie było latem, bo byłeś, bo jeden twój dotyk to sprawiał. To, że tylko słońce i błękit nieba płynął w moich żyłach a serce zwolniło bieg.

I moje oczy nabrały blasku i krok stał się pewniejszy. Bo gdy kocha nas ktoś, o kim śniliśmy od lat to nie mając nic, nagle posiadamy wszytko.

I bezpieczeństwo czułam, przez spójność naszych oddechów, gdzie mój wydech to twój wdech.

I miały być tylko nasze dni, a przyszły osobne noce.

I  zima w środku sierpnia, gdy jedną wiadomością skończyło się wszystko. Jak gwałtownie zgaszony płomień, gdy chłodny wiatr wdziera się otwartym oknem.

I pakowałam twoje rzeczy. Nie do naszego, wspólnego jeszcze niedawno „na zawsze”. I odsyłałam, do tylko twojego „tak będzie lepiej”.

Siedziałam, tępo patrząc w ścianę i przypominało mi się, jak nigdy nie kupiłeś mi kwiatów. Twoje zimno do mnie wracało, gdy błagałam o choć jedno słowo i dostawałam kary złożone z wymownego milczenia. Bolały jak razy, wymierzane prosto w twarz. I twoje nerwy nie wiadomo o co, rozdrażnienie brakiem spokoju, który ciągle zabierałam. I to jaki oschły bywałeś i wk**wiająco do granic cwany.

I gdy stawiałeś swoje zachcianki ponad nas. Gdy gryzłam palce w szpitalnym łóżku a ty pisząc – nie przesadzaj – znikałeś na dwa dni. I myślałam wtedy jak dobrze, że pozwoliłam ci iść, że nie prosiłam byś został. Bo nie wart byłeś niczego z tego, co mogłam ci dać. I żyć nawet zaczęłam i znikać w obcej pościeli. Pod cudzym prysznicem, zmywając z siebie noc i intensywny świt. I wciąż w kółko, ciągle tak samo łapałam się na szukaniu. Zapachu twoich włosów, miękkości twoich dłoni, w których chowałam twarz. I pomyślałam, że nie odszedłeś, że nadal tu jesteś, że ciągle cię trzymam. Kurczowo, bez sensu śniąc o tym, że wracasz. Że stajesz w moich drzwiach i mówisz, że już nigdy. Że teraz już tylko zawsze. Na zawsze.

Gdy siedziałam wczoraj na parapecie i myślałam, że padający śnieg ma w sobie coś niezwykłego, bo zakrywa całą szarość i zło, zrozumiałam. Że już tak wiele dostrzegłam, że tyle w sobie odpuściłam. I, że już tak dawno ci wybaczyłam, przestałam czekać i szukać w innych oczach. I tyle przeszłam i tak wiele drzwi zamknęłam. Że będąc osobno, też można być razem. I, że czas już sobie pozwolić. Bo ty odszedłeś, a ja nadal tu tkwiłam. A gdy oczekujesz zbyt długo, to nagle orientujesz się, że już dawno przestałeś kochać. I, że czas jak rzeka zabiera po to, żeby nie wchodzić do niej kolejny raz. Bo są odejścia, które nie czekają na powrót.

Tak jak na ciebie, przestałam czekać ja.