Nawyki par z udanym życiem seksualnym – zobacz, co robią, by temperatura w ich sypialniach nie spadła!

Redakcja
Redakcja
12 czerwca 2017
Fot. iStock / Alina555
Następny

Poziom namiętności i napięcie seksualne pomiędzy partnerami zazwyczaj  nieco spada i słabnie wraz z upływem czasu – decyduje o tym dynamika miłości, dla której taka sytuacja jest naturalna i wynika z wejścia związku w kolejny etap. Istnieją jednak pary, które wydają się całkowicie sprzeciwiać tej regule, wciąż gwałtownie pomiędzy nimi iskrzy, a temperatura w sypialni nie spada. Czym się wyróżniają i jaka jest tajemnica ich niegasnącej namiętności? Oto dziewięć nawyków, które je charakteryzują i gwarantują związkowy sukces.

Żeby mieć to, czego pragniesz, potrzebujesz tylko trzech rzeczy!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 czerwca 2017
Fot. iStock/diego_cervo
Fot. iStock/diego_cervo

– Żeby osiągnąć cel, trzeba ćwiczyć.

– Żeby ćwiczyć – trzeba chcieć.

– Żeby chcieć – trzeba mieć marzenia.

Nie jest to jakaś myśl zaczerpnięta od mądrych tego świata. To jest rozmowa dwóch chłopców przy kuchennym stole jedzących kolację. Moich dwóch synów, którzy chwilę wcześniej skończyli ze mną oglądać jakiś film, w którym bohater osiągnął to, czego chciał, spełnił swoje marzenia i zagrał na skrzypcach w filharmonii, to stało się powodem ich rozmowy.

Otworzyłam oczy ze zdumienia. Serio??? 9-latek z 11-latkiem w 30 sekund ogarnęli całą istotę tego, nad czym my głowimy się długimi latami, gdzie czasami i tak nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć. Jak to jest, że dzieci, które dopiero zaczynają wchodzić w swoje życie samodzielnie, widzą więcej niż wielu z nas przed 40-tką rozprawiając się ze swoim życiem, zastanawiając się, dlaczego nie wyszło im to, co zaplanowali?

Jakie to proste.

Najpierw trzeba mieć marzenia

Kim chcieliście zostać będąc dziećmi? A później? Gdy kończyliście szkołę średnią? Pamiętam historię Ani, która marzyła, by iść na AWF, ale rodzice obalili ten pomysł, bo jak to jako 40-latka będzie skakać na jakimś aerobiku. 10 lat później, po depresji, po rzuceniu pracy w korporacji Ania przypomina sobie to marzenie, tak bardzo chce, że zaczyna ćwiczyć. Widzi swój cel, wie, czego w końcu tak naprawdę pragnie i… osiąga to!

Jest Agata, która zawsze marzyła, by mieszkać w Hiszpanii. I kiedy w bardzo trudnym okresie jej życia wraca do niej ta myśl – przepłakuje całą noc z żalu i bólu, że jej życie jest puste, że nie jest takie, jakie miało być. Ale kiedy rano otwiera oczy, czuje moc, bo ma cel, bo ma marzenie i do niego realnie zaczyna dążyć. Bo czemu nie? Bo kto jej zabroni? Kto ją zatrzyma?

Potem trzeba chcieć

Różne są te nasze marzenia. Kiedyś usłyszałam, że są po to, by kolorować nasz świat. No tak, ale samo ich pojawienie się w naszym życiu z czasem może być dla nas bolesne, bo jak marzyć i jednocześnie rozbijać się o szarą rzeczywistość. Już dawno zamieniłam to zdanie na: marzenia są po to, by je realizować. A żeby je realizować trzeba chcieć, a jeśli pójdziemy o krok dalej, to okaże się, że chcemy tylko wtedy, gdy nam naprawdę zależy, gdy ty marzenie jest prawdziwie nasze. Bo tylko o takie marzenie będziemy walczyć, ono zapada w nas głęboko i nawet, gdy o nim zapomnimy – wróci i wtedy żadna siła, nie powstrzyma nas przed jego realizacją. Warto ustawić sobie priorytety, nazwać to, co jest naprawdę ważne, a ważne jest to co nasze, co wypływa z naszego środka, z bebechów, co powoduje, że jakaś dziwna energia wprowadza nasze ciało w dziwne wibracje, powoduje gęsią skórkę i wówczas wiemy, że zadziało się coś bardzo istotnego. Coś czego chcemy, czego pragniemy.

I ćwiczymy

Marzenia są dla nas czymś lekkim, co powinno nas ponieść, dodać skrzydeł – ale to wszystko mity i iluzje, które tak naprawdę ograniczają nas, ograniczają realizację naszych marzeń. Bo – helloooł – aby coś osiągnąć trzeba ćwiczyć – jeny moi synowie już to nawet wiedzą. Aby dotrzeć do celu, o którym marzymy trzeba cholernie ciężkiej pracy. Pracy nas sobą, nad własnymi przekonaniami – to po pierwsze, by otworzyć się na to, czego tak naprawdę MY chcemy, a nie INNI dla nas.

A później krok po kroku ćwiczyć – swoją wolę, swoją pewność. Wizualizować to, po co chcemy sięgnąć. Zrozumieć siebie i wierzyć, że wdrapując się na ten diabelnie wysoki szczyt o nazwie szczęście ważna jest też sama droga.

Mój młodszy syn chce być siatkarzem, ale nie siatkarzem po prostu. Chce grać w reprezentacji Polski, pojechać na Igrzyska Olimpijskie. Bardzo tego chce, więc o 22:00, kiedy już właściwie ciemno na swoim podwórkowym boisku ćwiczy zagrywkę, przez siatkę, żeby trafić do wiadra po drugiej stronie. Wołam go, ale jeszcze nie, jeszcze chwilę. I gdy wpada do domu szczęśliwy: udało się! Trafiłem! Wiem, że choć pewnie marzenia mu się zmienią, to on już wie, jak dążyć do ich realizacji.


Ulegamy iluzji, że wszystkim żyje się świetnie i staramy się do tego dopasować. Tylko co, kiedy się nam nie udaje?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 czerwca 2017
Fot. iStock / fcscafeine
Fot. iStock / fcscafeine

„To już ostatni raz”. „Od jutra z tym skończę”, „Jeszcze tylko jeden projekt i daję sobie z tym spokój”, „To ostatnia sukienka, którą kupuję w tym miesiącu”, „Dziś dojem to, co zostało, a od jutra koniec z objadaniem się”, „Na urlopie na pewno wyłączę telefon”. Jak często się oszukujemy, jak często tłumaczymy swoje zachowania kompletnie nie zdając sobie sprawy, że uruchomiają one wszystkie symptomy uzależnienia od jakieś czynności. Bo przecież to nic takiego, bo wszyscy tak robią. Bo co jest złego w tym, że jak mam ochotę jeść to jem, a jak chcę kupić sobie kolejną parę butów, to kupuję. Nie ma nic złego, dopóki masz nad tym kontrolę, dopóki to, co robisz nie jest jedynym sposobem na rozładowaniem emocji.

O uzależnieniach behawioralnych, rozmawiamy z psychologiem Ewą Drop.

Ewa Raczyńska: Skąd się biorą uzależnienia behawioralne, to symptom naszych czasów?

Ewa Drop: Cały czas trwa na ten temat dyskusja, także dotycząca uzależnień w ogóle, ponieważ odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. W uzależnieniach przyjmuje się, że rolę odgrywają zarówno czynniki biologiczne, psychologiczne jak i społeczne.

Mówiąc o czynnikach psychologicznych możemy mówić np. o pewnym rysie czy cechach osobowości, które posiada dana osoba, a które mogą predysponować ją do popadnięcia w uzależnienie. Osoby, które miewają stany depresyjne, są wrażliwe, neurotyczne, zależne od innych – zewnątrz sterowne, mogą mieć większą tendencję do uzależnienia.

Powinniśmy też brać pod uwagę drugą grupę czynników sprzyjających rozwojowi uzależnienia – czynniki społeczne, czyli m.in. środowisko, w jakim wzrastaliśmy i przebywamy. Mogło być tak, że w rodzinie występowało uzależnienie u któregoś z rodziców lub opiekunów, ale też często była to tzw. normalna rodzina, w której jednak występowały pewne deficyty. W takich domach najprawdopodobniej nie było przyzwolenia na wyrażanie emocji, warunków, by opowiedzieć o swoich potrzebach, więc nie były też one zaspokajane. Uzależnieniu sprzyja też środowisko, w którym nie budowaliśmy poczucia własnej wartości, nie wyszliśmy z domu z przekonaniem, że jesteśmy w porządku, tacy jacy jesteśmy. To także dom, w którym nie nauczyliśmy się lub nauczyliśmy się w niewystarczającym stopniu regulować swoje stany emocjonalne. Nie nabyliśmy umiejętności radzenia sobie z napięciem, ze stresem, a także takiej świadomości, że wszystkie uczucia są na potrzebne i nie zawsze musimy czuć się dobrze. Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni i to jest w porządku.

Jednak tak naprawdę uzależnić się może każdy z nas i od prawie każdej rzeczy czy czynności. Spodobało mi się kiedyś takie zdanie, które trochę to obrazuje: „Nigdy nie wiesz od czego jesteś uzależniony, dopóki sobie tego nie odmówisz”.

A to jak współcześnie żyjemy? To, że musimy sprawdzać się w każdej sytuacji na 100%, radzić sobie ze wszystkim?

Z pewnością też ma znaczenie, bo to jest poprzeczka, którą sami sobie bardzo wysoko zawieszamy. Mamy do czynienia z kultem tego, że wszyscy sobie radzą i co więcej czują się dobrze. Kiedy rano odpalamy Facebooka, to mamy poczucie, że każdy żyje świetnie, bo ten je fajne śniadanie, tamten rano był biegać, a jeszcze ktoś jest mamą piątki dzieci i ma jeszcze czas na manicure i piecze ciasteczka bezglutenowe. To jest iluzja, ale my tej iluzji ulegamy, staramy się dopasować do tego, co jest, co widzimy.

I jeśli moje poczucie własnej wartości nie jest ugruntowane, to kiedy widzę taką radzącą sobie mamę czy kogoś innego na Facebooku, to czuję, że nie jestem okej i jak najszybciej muszę coś z tym zrobić, żeby poczuć się lepiej, żeby się pocieszyć, poprawić sobie nastrój i np . kupuję sobie nową sukienkę, zjadam batonika. I to nie jest problem, robienie czegoś, by poprawić sobie nastrój jest naturalne. Problem zaczyna się wtedy, kiedy oprócz tej przyjemności związanej z daną czynnością pojawiają się straty np. długi, nadmierne kilogramy i kiedy dane zachowanie wymyka się nam to spod kontroli.

jedzenie

 

Uzależniamy się od ćwiczeń fizycznych, biegamy coraz szybciej, coraz dalej. Zapisujemy się na różnego rodzaju zajęcia… Czy to uzależnienie nie robi się coraz bardziej powszechne?

Cały czas mamy poczucie bycia niewystarczająco dobrymi. To jest paradoks w przypadku tych, którzy dbają o swoje ciało, bo przecież (jeśli mówimy o tym uzależnieniu) akurat te osoby powinny być zadowolone ze swojego wyglądu i czerpać satysfakcję z tego, co robią. Pisałam pracę o obrazie ciała u mężczyzn, którzy ćwiczą na siłowni. Okazało się, że oni w ogóle nie akceptują tego, jak wyglądają, bo coraz wyżej stawiają sobie poprzeczkę mówiąc: „Nie jestem idealny, mógłbym wyglądać lepiej, mógłbym ćwiczyć więcej, bardziej, jestem niewystarczająco dobry”. A druga rzecz jest taka, że kiedy przykładowo zaczynamy biegać, by osiągnąć sylwetkę, o jakiej marzymy, to mimo wszystko przykuwamy uwagę otoczenia. Inni nas podziwiają i „karmią” tę nasza część, która potrzebuje być pogłaskana.

Fajnie jest usłyszeć: „świetnie wyglądasz”, bo to buduje nasze poczucie wartości. Problem pojawia się w momencie, kiedy tylko na tych komentarzach nasze poczucie wartości się opiera, bo wtedy ciągle będziemy nienasyceni. Jeśli ktoś nam dzisiaj powie dwa komplementy, a jutro żadnego, to będziemy myśleć, że może to nie było szczere albo, że może muszę jeszcze bardziej się postarać, wykazać. I to jest takie warunkowe – jest mi przykro, więc znowu muszę zrobić coś więcej, żeby poczuć się lepiej. I tak właśnie włącza się mechanizm nałogowego regulowania emocji, czyli ja sięgam po jakąś czynność, dlatego, że wiem, że ona mi przyniesie ulgę. Jednak po chwili, kiedy pojawi się niedosyt, niepokój, kiedy ulga okaże się chwilowa, znowu po to sięgnę i „nauczę się”, że dyskomfort powinnam redukować natychmiast i że ta czynność jest doskonałym reduktorem tego napięcia. A im bardziej po to sięgam, tym bardziej ta spirala uzależnienia się nakręca. I ta czynność – czy to hazard, czy zakupy, jedzenie, praca, staje się głównym sposobem radzenia sobie z emocjami i nałogowego ich regulowania.

Tu świetnym przykładem są słowa Jerzego Pilcha z książki „Pod Mocnym Aniołem”, co prawda nie dotyczą one uzależnienia behawioralnego, ale alkoholizmu, jednak bardzo dobrze oddają jeden z mechanizmów działania obu rodzajów uzależnień. On tam powiedział: „Piję, bo jestem spokojny i piję, bo jestem pobudzony. Piję, bo jestem radosny i piję, bo jestem smutny i chcę się pocieszyć”. To pokazuje, że każdy powód, czyli każda nasza emocja, jest dla nas sygnałem, że coś z nią muszę zrobić, zmienić ją i nałogowo (poprzez daną czynność) ją reguluję i to jeden osiowych objawów uzależnienia.

Jakie są jeszcze?

Problem z uzależnieniem behawioralnym polega na tym, że społeczeństwo nie uznaje tego za szkodliwe. Inaczej jest z uzależnieniem chemicznym, czyli od alkoholu czy narkotyków, bo wiadomo, że uzależnionemu to szkodzi z jednej strony, a z drugiej, że może bez tego żyć. W końcu nikt jeszcze nie umarł bez alkoholu.

Natomiast uzależnienia behawioralne są naszymi codziennymi czynnościami, których tak naprawdę nie da się zaniechać, poza hazardem, bo tu można wprowadzić całkowitą abstynencję. Ale jeśli na co dzień posługuję się komputerem, telefonem, jem, ćwiczę, robię zakupy, to praca z takimi osobami wygląda inaczej, bo przecież nie można powiedzieć: przestań jeść, dzwonić, robić zakupy. W tym przypadku chodzi o to, by odzyskać kontrolę tam, gdzie ją straciliśmy.

Uzależnienia behawioralne nie są traktowane przez społeczeństwo poważnie także dlatego, że ich na pozór nie widać. Jak się alkoholik zachleje, czy narkoman naćpa, to to widzimy. A jak ktoś w zaciszu domowym na jednorękim bandycie przez internet przegrywa tysiące, czy setki tysięcy, to jego problem jest niewidzialny. A jeśli problem jest widoczny, jak w przypadku nadmiernych kilogramów przy kompulsywnym objadaniu się, otoczenie kwituje to zdaniem: ma za słabą silną wolę, powinna się za siebie wziąć i odmówić sobie słodyczy. Problem w tym, że silna wola nie wystarczy.

tłumaczenie

Jak pokazujesz przyjaciółce szafę pełną sukienek, to ona raczej ci zazdrości, tak po ludzku, że je masz, a nie myśli, że zakupoholizm to twój problem.

Dokładnie tak. Często sami zaczynamy się zastanawiać: czy jak sprawdzam codziennie rano Facebooka, to już jest uzależnienie, czy przyzwyczajenie i nawyk, bo wszyscy tak robią.

Tak, media społecznościowe, to może być zagrożenie. Ostatnio słyszałam, że człowiek uzależnia się od lajków, bo z każdym dostajemy zastrzyk dopaminy.

Od lajków to jedno. Są tacy, którzy mają poczucie, że, jeśli nie zajrzą, nie sprawdzą, coś ich ominie i nie są w stanie bez tego funkcjonować. Takie osoby cierpią, jak po odstawieniu alkoholu, bo towarzyszy im niepokój, trzęsą się ręce, mają obsesyjne myśli. Kiedy nie dostają lajków, które są podstawą ich dobrego samopoczucia, czują się okropnie i chcą jak najszybciej poczuć ulgę.

Kiedy powinniśmy zacząć się martwić, że nasze zachowanie nie do końca jest w porządku, że może ocieramy się o uzależnienie?

Między innymi wtedy, kiedy ponosimy straty. Te koszty czy straty to takie sytuacje jak np. zapomnę dziecko z przedszkola odebrać o czasie, psuję relacje z żoną, wyjadam dzieciom po kryjomu czekoladę, okłamuję męża, że nie kupiłam nowej sukienki, nie dotrzymałam terminu w pracy, bo tak poprzedniego dnia się objadłam, że nie mogłam dokończyć zadania. Jednak bardzo trudno jest nam je zobaczyć, ponieważ przy uzależnieniu włącza się mechanizm iluzji i zaprzeczeń. Mówimy na przykład: „przecież wszyscy teraz siedzą na Facebooku”, „przecież jak śpię, to nie korzystam z Facebooka, więc nie jest jeszcze tak źle”. To są te mechanizmy które umniejszają temu, co robimy.

Jak z bieganiem: „Przecież robię to dla swojego zdrowia”.

Tak. Ten mechanizm powoduje, że uzależniony nie widzi, że zaczyna ponosić straty, że ma poczucie dyskomfortu, że to droga tylko w jedną stronę. Pewnego dnia zadzwoniła do naszego telefon zaufania dla osób uzależnionych behawioralnie i ich bliskich pani, która zdała sobie sprawę, że jest uzależniona od zakupów. Jednak w internecie wyczytała, że aby uznać wykonywanie jakiejś czynności za uzależnienie lub za wykonywaną nałogowo, muszą pojawić się właśnie jakieś koszty i straty. Próbowałyśmy je ustalić, ale bardzo trudno było się przebić przez jej mechanizm iluzji i zaprzeczeń. Mówiła: „Finansowych kosztów nie mam, bo mąż zarabia 40 tysięcy złotych, więc stać mnie”. Przyznała, że co prawda się kłócą o to, ile ona kupuje, ale oni właściwie zawsze się kłócą. Bardzo trudno z taką osobą rozmawiać, gdyż ona na wszystko znajduje kontrargument, nie widząc tak naprawdę, że główną osią jej życia są te zakupy, a straty polegają na tym, że pogarszają się jej relacje, że jedynym źródłem relaksu są zakupy, że gdy nie zrobi zakupów źle się czuje.

Bardzo często dzwonią do nas osoby uzależnione nie tyle od seksu, co od masturbacji. Pamiętam, jak zadzwonił młody człowiek mówiąc, że masturbuje się sześć razy dziennie. Pytał, czy to już uzależnienie. I teraz odpowiedź brzmi- to zależy. Jeżeli nie ma partnerki seksualnej, a jest w wieku, gdzie ten popęd i napięcie jest duże, a on nie ma z tego powodu strat, nie zaniedbuje przez to innych relacji, nie powoduje to u niego dyskomfortu (choć skoro dzwoni to chyba jednak tak), to nie mogę mu powiedzieć, że to nie jest normalne. Jednak jeśli robi to często, odczuwa wewnętrzny przymus wykonywania tej czynności, a kiedy próbuje tego nie robić to nie udaje mu się to zapala się czerwone światło i wtedy trzeba prześledzić, czy nie pojawiły się u takiej osoby mechanizmy uzależnienia.

Uzależnienia można też uznać za pewną kompensację, przy pracoholizmie budujemy swoją wartość przez pracę, przez to, jak się w niej sprawdzamy.

I ciągle nam mało – pochwał, awansów, pieniędzy, więc trzeba zwiększyć dawkę, dać sobie tej pracy więcej i więcej. Pułapką jest to, że nie wiemy, gdzie jest granica. Bo do pewnego momentu ta praca i nasze osiągnięcia nas budują, a od pewnego momentu okazuje się, że by czuć się docenionym, zauważonym musimy ponieść ogromny koszt i wysiłek, który jest niewspółmierny do zysków. Zaczynamy tracić kontrolę nad ilością wykonywanej pracy. Dodatkowo w żaden inny sposób nie jesteśmy w stanie dostarczyć sobie dobrego samopoczucia, to jest ta pułapka, którą zaczynają rządzić mechanizmy uzależnienia.

Jakie to są mechanizmy?

Są trzy. Pierwszy z nich to nałogowe regulowanie emocji, o którym już mówiłam, kiedy czynność, którą wykonujemy nałogowo, uspokaja nas, pobudza, polepsza nasz nastrój i staje się jedynym sposobem na poradzenie sobie z emocjami. Drugi – to mechanizm iluzji i zaprzeczeń, gdy mówimy umniejszając znaczenie tego, co robimy: „a to nic takiego”, „to już ostatni raz”, „gram po to, żeby się odegrać, a nie przegrać”, „robię to dla dzieci”, „kupiłam sobie to w nagrodę.

I trzeci – rozdwojenia ja. Dotyczy wszystkich uzależnionych, ale najczęściej słyszę od hazardzistów i osób kompulsywnie objadających się: „wie pani, bo we mnie jest taka siła, która mi mówi, że muszę iść grać i nie mam nad tym kontroli”. Ci ludzie mają poczucie, że to nie oni grają, nie oni sięgają po kolejną kanapkę, czy czekoladę. Tłumaczą, że jest jakaś druga ja, której nie mogą się przeciwstawić. „To nie ja, to jakaś siła, na którą nie mam wpływu”.

Bywa, że mówimy, że coś jest naszą pasją, robimy to, bo kochamy – zakupy, pracę, gotowanie, a co za tym idzie – jedzenie.

To jest bardzo trudne, bo skoro kochamy, skoro coś jest naszą pasją, to gdzie zobaczyć moment, w którym popadamy w przesadę. Sama się z tym borykam, bo pracuję nad swoim pracoholizmem i muszę sobie czasami zadać pytanie czy nie wpadam w mechanizm iluzji i zaprzeczeń mówiąc: „oj tam, pracujący weekend, nie jest taki zły”. Warto więc zadać sobie pytanie, czy ta moja pasja sprawia, że czuję się lepiej, czy w szczególności w przypadku pracy nie jest ona sposobem na życie w takim sensie, że całe je wypełnia. Można kochać swoją pracę, ale odpoczynek, urlop, relaks, relacje z bliskimi jest poza nią, tego praca nie daje. A jeśli mimo to, my w niej jesteśmy i przekraczamy liczbę godzin pracy, trudno nam się umówić ze sobą samym na to by kończyć o czasie i staje się ona jednym źródłem regulowania naszych emocji, warto się takiej sytuacji przyjrzeć. Takim ważnym aspektem jest udzielenie sobie odpowiedzi na pytanie, czy tylko wtedy kiedy bardzo dużo pracuje i odhaczę wszystkie zadania z listy mogę dobrze się ze sobą poczuć, dobrze o sobie pomyśleć?

Warto też zobaczyć co się dzieje, kiedy przestaniemy pracować tyle, ile zwykle pracujemy?

praca

To można sprawdzić wyjeżdżając na urlop. Ja wyłączam telefon, choć przez pierwsze dwa dni mam poczucie dyskomfortu. Ale przy pracoholizmie pojawia się też, że jak odmówię, to nikt już o nic mnie nie poprosi.

A tu chodzi już o nasze przekonania. Bardzo często myślimy, że jeśli odmówię, to pomyślą, że jestem niekompetentna, że już nikt mnie nie poprosi o pomoc, że coś się zawali, że okaże się, że nie jestem niezastąpiona. Ważne, by zobaczyć, czy te przekonania są realne i co one powodują. Patrząc na to od strony uzależnienia, może być tak, że skoro pracą kompensujemy swoje poczucie własnej wartości, to usłyszenie przykrych słów, dokłada nam stresu, który będziemy chcieli jak najszybciej zredukować, a sposobem na to jest jeszcze większa ilość pracy. A jednocześnie taka odmowa odbiera szansę na dostarczenie sobie pozytywnych przeżyć, gdy usłyszelibyśmy: świetna robota! Ale by to usłyszeć musimy pracować i to nadmiernie. I okazuje się, że tylko gdy pracuję, mogę być wartościowa i to jest kawałek naszego przeżywania związany z uzależnieniem. A życiu chodzi o to, by czuć się w porządku niezależnie od opinii innych i w tym wypadku ilości wykonanej pracy i by to nie dana czynność ustawiała nasze samopoczucie, myślenie o sobie.

Jednym z uzależnień behawioralnych jest uzależnienie od zadłużania się.

Często współwystępuje przy hazardzie, ale nie tylko. Biorę kolejny kredyt, żeby spłacić poprzedni kredyt. I ktoś taki naprawdę ma przekonanie, że decydując się na kolejną chwilówkę, spłaci to co miał do spłacenia. Jednocześnie, idąc dalej w uzależnienie, zaczyna odczuwać duży dyskomfort i cierpi, że nie może wykonać tej czynności, poczuć tej adrenaliny: „dadzą czy nie, sprawdzą mi dowód, czy nie” lub zredukować napięcia, które pojawia się na myśl o długach albo na myśl o tym, że nie ma się pieniędzy na zakupy, czy spłatę długów. To jest bardzo trudne, bo wpada się w błędne koło. Nawet gdy mówimy: idź na terapię, to dla tej osoby jest to okazja, by wziąć kolejny kredyt, bo wierzy, że z niego zapłaci za terapię…

Kiedy hazardziście proponujemy 3-tygodniowy pobyt w ośrodku zamkniętym, on mówi, że nie może, bo straci pracę albo nie będzie zarabiał i z czego wtedy utrzyma rodzinę. Gdy pytamy, czy teraz ją utrzymuje i czy przeznacza zarobione pieniądze właśnie na to, słyszymy: no tak, tylko mam długi i za chwilę nie będzie za co żyć.

Jest duża kompulsywność w uzależnieniach behawioralnych.

Bo to jest bardzo silny wewnętrzny przymus, któremu trudno się przeciwstawić.

To ważne, gdy chcemy rozpoznać, czy to już uzależnienie.

Zgadza się. Jednym z kryteriów rozpoznania uzależnienia behawioralnego jest właśnie silny przymus wykonania jakieś czynności, nad którym bardzo trudno jest zapanować. Drugim jest utrata kontroli nad tym zachowaniem. Hazardziści często mówią: ja mogę przez tydzień nie grać, mam nad tym kontrolę. Wtedy im proponuję, choć to mało terapeutyczne, żeby poszli na następny dzień do kasyna i zagrali tylko raz i wyszli. I okazuje się, że oni nie są w stanie tego zrobić, nie są w stanie umówić się ze sobą: dobra, zagram tylko za 20 złotych, bo utracili kontrolę nad tym swoim zachowaniem, a nie nad powstrzymywaniem się od niego.

Albo, przy kompulsywnym objadaniu się, że zjem tylko jedną kanapkę wieczorem.

Albo kupię tylko tę jedną sukienkę przy zakupoholizmie – właśnie tak to działa. Trzecie kryterium uzależnienia jest taka sytuacja, w której pomimo, iż wiem, że ta czynność przynosi mi straty, cierpienie, dyskomfort, jest osią mojego życia, nie jest dla mnie dobra, to nadal to robię. I kiedy próbuję tego nie robić, wszelkie próby i obietnice się załamują.

Bo my czujemy, że to nie jest okej?

Oczywiście. Bo uzależnienie powoduje w nas napięcie, aby je rozładować, muszę nałogowo wyregulować emocje – kupić sukienkę, zjeść, zagrać, iść pobiegać.

I tak to koło się toczy, ale w związku z tym, że jest ten mechanizm iluzji i zaprzeczenia, trudno jest z tego wyjść i zobaczyć, że to moje zachowanie prowadzi do strat i jest drogą w jednym kierunku. Warto też pamiętać, że nikt nie staje się uzależniony z dnia na dzień, a także, że im dłużej pozostaje dana osoba w uzależnieniu tym trudniej przebić się przez jej mechanizmy i jej pomóc.

 


 

Ewa Drop

Ewa Drop

Ewa Drop – psycholog, konsultant Telefonu dla osób uzależnionych behawioralnie i ich bliskich oraz Telefonu dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym 116 123. Ukończyła szereg szkoleń związanych z interwencją kryzysową, pomocą psychologiczną i uzależnieniami i dialogu motywującego w pracy z osobą uzależnioną. Na co dzień pracuje także jako gerontolog i prowadzi warsztaty dla rodzin osób starszych.

 

 

 

 

 

 

 

Instytut Psychologii Zdrowia PTP. Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego od kwietnia 2012 roku prowadzi telefon zaufania dla osób uzależnionych behawioralnie i ich bliskich – 801 889 880. Telefon działa przez 7 dni w tygodniu w godz 17-22 i jest  współfinansowany jest ze środków Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych, będących  w dyspozycji ministra zdrowia.

Mimo 5 lat działalności nadal do wielu potrzebujących osób informacja o tej formie pomocy nie dotarła. Szczególnie mamy tu na myśli kobiety, których uzależnienia od czynności takich jak zakupy, hazard, objadanie się itp. nie omija, a także częstej niestety przypadającej im w udziale roli osoby współuzależnionej. Dobrze, by dowiedziały się, że mogą skorzystać z pomocy telefonicznej w przypadku problemów dotyczących zarówno nich samych, jak i ich bliskich.

 


Zobacz także

fot. iStock/juhy13

„Bo co jej powiesz? Że to nie jej wina, że seks nie sprawia ci żadnej przyjemności? Przerabiałem to już tak wiele razy”

Twoja matka rozmawiała z tobą o seksie? Dorosłe kobiety, uwięzione w duszy niewinnych dziewczynek, płacą ogromną cenę

Twoja matka rozmawiała z tobą o seksie? Dorosłe kobiety, uwięzione w duszy niewinnych dziewczynek, płacą ogromną cenę

fot. iStock/ Oleh_Slobodeniuk

Sprawdź w horoskopie swojego partnera, czego tak naprawdę potrzebuje