„Dlaczego miałabym nie realizować swoich potrzeb?”. Seks samotnych matek

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
4 września 2017
Fot. iStock/domoyega
Fot. iStock/domoyega

Aneta, Karolina i Kaśka nigdy nie sądziły, że przyjdzie im samotnie wychowywać dzieci. Że będą musiały zmagać się nie tylko z prozą życia, rosnącymi długami, katarami i naprawą cieknącego kranu, ale także z własnymi potrzebami i oceną społeczeństwa, które bacznie obserwuje i szybko szufladkuje. “Chyba by mnie zeżarły wyrzuty sumienia, gdybym w piątek wieczorem poszła na randkę, zamiast usypiać Antosia” – opowiada 23-letnia Aneta. Jej rolą od dwóch lat jest wychowywanie dziecka.  

Co ludzie powiedzą

Aneta jest pilną studentką. Chce skończyć administrację, by w przyszłości załapać się do jakiegoś urzędu. Tak poradzili jej rodzice, którzy doskonale znają jej sytuację. Póki co, Aneta musi zadowolić się pracą w sklepie z farbami swojego wujka. Nie zarabia dużo, ale zawsze może wyjść, gdy będzie taka potrzeba. A wychodzić musi często – jej dwuletni syn jest bardzo chorowity. Ojciec zrzekł się praw, choć płaci niewielkie alimenty. Nie utrzymują żadnych kontaktów, ona o niczym go nie informuje, o nic nie prosi. Najchętniej w ogóle nie przyjmowałaby od niego pieniędzy, ale musi – nie potrafi sama utrzymać siebie i dziecka.

Jest sama odkąd zaszła w ciążę. Ojciec dziecka natychmiast porzucił wspólne plany, gdy tylko dowiedział się o wpadce. “Gdy urodził się Antoś zrozumiałam, że mamy tylko siebie. Od tamtej pory robię wszystko tylko z myślą o nim” – opowiada. Aneta pracuje, podczas gdy syn jest w klubie malucha, a w weekendy studiuje. Nie szuka partnera, seks ostatni raz uprawiała z ojcem swojego dziecka. Jak twierdzi, nie chodzi tylko brak czasu, którego faktycznie nie ma. “Panicznie boję się, że znów przydarzy mi się wpadka i zostanę sama z kolejnym dzieckiem. Bo niby dlaczego nie, skoro raz los ze mnie zakpił?” – mówi.

Choć ma zaledwie 23 lata, uważa, że jej życie kręci się wyłącznie wokół dziecka. To jemu powinna poświęcać każdą wolną chwilę. Nie spotkała też na swojej drodze innego mężczyzny, który wzbudziłby w niej pożądanie. Flirt, randki, seks? To już nie dla niej. Poza tym, co ludzie powiedzą? Już i tak wystarczający wstyd przyniosła rodzinie. “Nie chcę wyjść na puszczalską, szczególnie gdy mam już jedno dziecko” – mówi ze smutkiem. “Czy jestem szczęśliwa? Tak, bo mam cudownego syna”.

Nie potrafimy zbudować relacji

Karolina rozwiodła się już 6 lat temu. Odeszła od męża z dwójką malutkich dzieci. Okazało się, że nie była jedyną kobietą w jego życiu. Miał ich naprawdę wiele. Musiała więc szybko stanąć na nogi, znaleźć pracę, opracować całą logistykę. Średnio pamięta pierwsze 4 lata samotności, bo brała dodatkowe zlecenia, a dzieciaki wciąż chorowały… Dopiero 2 lata temu pomyślała o sobie. Poczuła, że potrzebuje bliskości. Nie chciała partnera do życia, bo świetnie dawała sobie sama radę. Właściwie nie wyobrażała sobie, że ktoś mógłby wejść do jej rodziny. Do domu, który tak skrupulatnie budowała. Mówi, że jest samodzielną, a nie samotną matką.

Mimo to, od roku spotyka się z Wojtkiem. Poznali się w pracy, mają podobne doświadczenia życiowe. Rozwodnik. Ma trójkę dzieci, z którymi widuje się co dwa tygodnie. Dobrze zarabia, ma pasje i zainteresowania. Połączyła ich potrzeba bliskości i zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Spotykają się na seks wtedy, gdy Karolina oddaje dzieci mężowi. Wojtek nie ma z nimi kontaktu, tak jak i ona nie poznała nigdy jego dzieci. Właściwie niewiele o dzieciach rozmawiają, nie snują planów, nie chcą razem zamieszkać. “Ja nie szukam ojca dla swoich dzieci. Nie szukam też partnera, bo nie ufam mężczyznom” – wyznaje. “Ale swoje potrzeby mam, jak każda kobieta przecież”.

Dopiero po dłuższej rozmowie przyznaje, że nie jest do końca szczęśliwa. Że rozważa terapię. Że nie przepracowała jeszcze swojego małżeństwa. “Bardzo długo odkładałam wszystkie swoje potrzeby na dalszy plan. Na pierwszym miejscu zawsze były dzieci i ich dobro. Wojtek pozwolił mi na nowo poczuć się piękną, atrakcyjną kobietą. Ale gdyby mnie kochał, raczej dążyłby do zmiany zasad, na jakich się spotykamy”.

Moja seksualność nie umarła

Kaśka ma 32 lata, 7-letnie dziecko i całą masę romansów i romansików na koncie. Odkąd 5 lat temu porzuciła męża, postanowiła zupełnie zmienić swoje życie i czerpać z niego garściami. A okazji ku temu ma wiele, bo choć ona sama z ojcem dziecka nie żyje dobrze, to jednak zgodziła się na opiekę naprzemienną. Otwarcie opowiada o swoim życiu seksualnym i kolekcji wibratorów. Od rozwodu miała już kilku partnerów, ale tylko jeden przez chwilę z nią mieszkał. Córce w sumie przedstawiła tylko dwóch. W tym aspekcie jest ostrożna, nie chce mieszać dziecku w głowie i sprowadzać do domu nowych wujków.

W porównaniu do Anety nie boi się wpadki. Skoro dała radę wychować jedno dziecko, to da radę i drugie. Ale zabezpiecza się. Na pytanie, czy samotne matki mają problem ze swoją seksualnością, odpowiada szybko: “Tak, to duży problem. Mam koleżanki, które żyją w normalnych związkach i czasem patrzą na mnie z przerażeniem. Myślą chyba, że mam swoje dziecko gdzieś i nie poświęcam mu czasu. Tak jakby samotne wychowywanie dziecka oznaczało, że od tej pory to moja jedyna słuszna rola. Trzeba też myśleć o sobie. Znam kilka dziewczyn, które po rozwodzie zostały same z dziećmi i powiem ci, że wszystkie łączy jedno – potworne wyrzuty sumienia. Ja nie chcę taka być”.

Aneta nie czuje się wolną kobietą. Karolina skrycie marzy o szczęśliwej rodzinie, ale nie ma odwagi, by przed kimś się otworzyć i woli traktować mężczyzn przedmiotowo. Kaśka wyznaje zasadę, że “szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko” i kieruje się nią w każdej sferze. Każda z nich, na swój sposób uciekła od problemu, który trawi ją od środka. Od stereotypu, który narzuca społeczeństwo i od potrzeb, które wciąż gdzieś się kumulują i nie zostają zaspokojone.

Zdaniem Karoliny, strefa seksualna samotnych matek to prawdziwy temat tabu. “Tyle nam, kobietom mówi się, żebyśmy były pewne siebie, świadome swojej seksualności i wyzwolone. Problem w tym, że hasła te skierowane są do singielek, ewentualnie szczęśliwych mężatek. Kobieta po rozwodzie czy po odejściu od partnera nigdy już nie będzie singielką, jeśli ma dziecko”. Samotna Matka Polka musi więc uprawiać seks w sekrecie, by nikt się nie dowiedział. No chyba, że jest to kawaler na resztę życia, który i o rękę poprosi i dziecko przysposobi. Inaczej łatka się znajdzie. „Puszczalska” – zazwyczaj.


„Nie rozumiem. Gdzie się gubi taką miłość?”. A czy to w ogóle była miłość?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 września 2017
Cztery słowa, które potrafią zrujnować każdy związek
Fot. Flickr / Matteo Paciotti / CC BY

A jeśli miłość nie istnieje? Została wymyślona tylko po to, żebyśmy żyli w stałych związkach i wystrzegali się rozwiązłości? Może to zbiór chemicznych reakcji naszego ciała, który każe nam wierzyć, że tak – właśnie dotknęliśmy miłości, to ona pojawiła się w naszym życiu i z tą osobą każe się (no dobra – sugeruje) się związać…

Jak długo jesteście małżeństwem?

14 lat.

Miłość od pierwszego wejrzenia?

Raczej od drugiego. Najpierw spotykaliśmy się, później rozstaliśmy, bo ja znalazłam miłość swojego życia – tak mi się wtedy wydawało. Tyle, że on mnie zdradzał, a ja w końcu dojrzałam, żeby go zostawić. To była najlepsza decyzja w moim życiu.

Myślałam, że to jednak ta o małżeństwie…

Nie wiem… Dzisiaj nie wiem. Na pewno nie żałuję, w końcu mamy czwórkę fantastycznych dzieciaków, w tym kontekście ciężko byłoby czegokolwiek żałować. Ale dzisiaj, gdy słyszę, że ludzie pobierają się pod wpływem chwili, że nie znają się wcale, że kieruje nimi jedynie popęd seksualny, namiętność i pożądanie, to wiem, że dużo w tym prawdy i że to zbyt mało, by myśleć, że na tym można budować mocny i dobry związek.

Co chcesz przez to powiedzieć?

O jeny, no że idziemy ze sobą do łóżka i wydaje nam się, że trzy orgazmy jednej nocy to już miłość do grobowej deski. Że to właśnie z tym facetem powinniśmy spędzić resztę życia. A nawet, gdy od razu tak nie myślimy, to za chwilę widzisz dwie kreski na teście i już musisz wierzyć, że to do miłości wystarczy, że tym jest właśnie miłość.

A nie jest?

Nie wiem. A ty wiesz, czym jest miłość? Dzisiaj myślę, że dla każdego znaczy coś innego. Dla jednych to huśtawka emocjonalna, przyciąganie i odpychanie, dla innych seks, dla kogoś bezpieczeństwo, partnerstwo.

Dla ciebie?

Bliskość. Miłość to bliskość.

Znalazłaś ją?

Raczej zgubiłam. Oboje zgubiliśmy. A może nigdy jej nie było. To są właśnie te pozory, w które chcemy wierzyć na początku. Że jesteśmy blisko, że jest fajnie, że on dba, troszczy się, że czujesz się kochana i piękna. Bo kto tak się nie czuje? Każdy, komu zależy, by ktoś go pokochał i kto chce kogoś pokochać. Ja chciałam kochać, a on odezwał się, kiedy mój świat się zawalił, kiedy ktoś, komu bezgranicznie ufałam, napluł mi w twarz. Zadzwonił, zaprosił banalnie na kawę. Po takim czasie się odezwał w momencie, kiedy zraniłam się w palec krojąc u mojej mamy w kuchni pomidory. Stałam i myślałam, co jeszcze złego może mi się przytrafić… Chciałam umrzeć. I ten telefon, przecież nie mógł zdarzyć się przypadkiem właśnie wtedy. Wiele rzeczy jesteśmy w stanie sobie wytłumaczyć, by dostosować fakty do kreowanej przez nas rzeczywistości.

Reszta potoczyła się bardzo szybko. Ciąża, ślub. Pół roku później czekaliśmy we wspólnym mieszkaniu na naszą córkę. On głaskał mnie po brzuchu, mówił, że jestem całym jego światem, że my jesteśmy i zawsze będziemy. Dlaczego miałam mu nie wierzyć? Przecież była biała suknia, obrączka na palcu. I że teraz to już na zawsze razem.

Cynicznie…

Wiesz, patrzę na te pary obchodzące 25 lat ślubu, 30, a nawet 50 i zastanawiam się, czy oni byli przez te wszystkie lata ze sobą szczęśliwi. Ile przykrych tajemnic kryją ich związki, jak bardzo udają przed sobą, a raczej przed innymi, że jest pięknie i szczęśliwie, a tymczasem od dawna śpią już w osobnych łóżkach, oglądają inne programy i jedynie piją co rano przy wspólnym stole herbatę. Tylko ten stół ich łączy, nic więcej. Dzieci żyją swoim życiem próbując sklecić własne związki w całość, a oni zostają sami i… dupa. Okazuje się, że nic ich tak naprawdę nie łączy, poza tym cholernym stołem w kuchni. I obiadami, kiedy dzieci z wnukami wpadają. A gdyby przyjrzeć się bliżej, to oni nawet siebie nie lubią. Ona nie wie, jaki jest jego ulubiony kolor, a on jaki smak lodów ona lubi najbardziej.

Boisz się, że tak będziecie wyglądać.

Tak. Boję się, że życie ucieka mi przez palce, a ja tkwię w układzie, bo trudno to nazwać związkiem. Mamy dzieci. Dwie cudowne córki i dwóch chłopaków – bliźniaków. Czasami zastanawiam się, co będzie, jak oni przestaną nas potrzebować, bo nasze życie od dawna kręci się wokół nich. Pieluchy, mleko w nocy, pierwszy dzień w przedszkolu, pasowanie na ucznia, występ w chórze, szkoła muzyczna, mecze piłki nożnej, basen, balet. Moja praca, jego praca. Pranie, prasowanie, sprzątanie. Telefon, gdy on jest w delegacji albo ja, czy wszystko okej, czy dzieci odebrane od teściowej, czy Emilka zjadła obiad, a Tomek nie zapomniał o lekach na alergię. Czy pokój posprzątały, jak obiecały i żeby on nie zapomniał zadzwonić do mojej mamy z życzeniami na urodziny, a ja żebym pamiętała o mszy za jego ojca.

Wiele ludzi tak żyje.

Pewnie tak. Ale może oni mają coś więcej, coś poza tym. U nas nie ma nic. Jest płytko. Jest pogłaskane po powierzchni.

Nie szukasz dziury w całym? Macie fajny dom, dzieciaki, pracę, nie można mieć non stop motyli w brzuchu.

Wiesz, że mam gdzieś te motyle. Ja bym chciała, żeby on usiadł obok, przytulił mnie, pogłaskał, tak jak kiedyś, po głowie, a nie, że teraz non stop ma coś do zrobienia. Sobota rano wstaje wcześnie, bo idzie biegać, niedziela – basen dziećmi, żeby nadrobić czas za cały tydzień, Wie, że nienawidzę basenu. Po południu rowery, wypad wspólny do kina. Kiedy nie wytrzymuję i krzyczę, że go nie ma, że mam dosyć, że okej, żyjmy sobie w układzie, ale niech się nie zdziwi, kiedy okaże się, że mam kogoś na boku, skoro on nawet na mnie nie patrzy…

A seks?

Jaki seks. Ja już nie wiem co to seks, bo dla mnie nie ma seksu bez bliskości, nigdy nie potrafiłam traktować go mechanicznie, jak zaspokojenie potrzeb czysto fizjologicznych. Dla mnie bez bliskości to żadna przyjemność. Nie potrafię tak.

Może on kogoś ma?

Może? Nie wiem i chyba dzisiaj wiedzieć nie chcę. Moja mama zawsze mi powtarzała: „jeśli nie znasz rozwiązania, nie ruszaj”. A ja nie mam rozwiązania, a co jak spytam i on powie, że tak? Odejdę? A dzieci? Dzieci nie są niczemu winne, kochają go, on je też. Życie by za nie oddał. Jest cudownym ojcem, który cały swój wolny czas poświęca im. Wtedy ja nie jestem potrzebna. Wtedy wyjeżdżam na weekend, na jakiś kolejny kurs, szkolenie, studia. Wracam, gdy on rzuca się po weekendzie w wir w pracy. I tak współegzystujemy – ja – mama tygodniowo, on – ojciec weekendowy.

A gdyby powiedział, że nikogo nie ma?

Nie wiem, co gorsze. Bo jeśli nikogo nie ma, to kim ja jestem. Dodatkiem do jego życia, matką jego dzieci? To mnie upokarza chyba bardziej. Wolałabym być odrzucona, bo jest inna kobieta, niż pominięta, bo wykonałam już swoje zadanie, bo nie jestem dla niego atrakcyjna, bo zasługuję na jego szacunek i to wszystko. Tu nie ma dobrej odpowiedzi. Wiesz, ile razy o tym myślałam, ile scenariuszy próbowałam przewidzieć. Myślałam: odejdę, to zawalczy. Ale mamy dzieci, przecież wiem, że nie odejdę, a straszyć go groźbą nie do spełnienia, jaki to ma sens?

Może jak dzieci będą większe, w końcu to jakieś pięć, sześć lat. Może tyle wytrzymam.

Nie rozumiem. Gdzie się gubi taką miłość?

A czy to była miłość? Nie wiem tego. Wiem jedno, że gdybym go dzisiaj spotkała na ulicy na pewno bym się za nim obróciła, na bank by mnie zainteresował. Może to mnie przy nim trzyma, ta świadomość? Tylko dzisiaj bym się nie spieszyła. Dałabym nam czas, żeby się rozeznać, czy w ogóle do siebie pasujemy, czy chcemy tego samego, czy mamy podobny plan na życie, na związek, na rodzinę. On od początku wiedział, że chce podróżować, że nie usiedzi na miejscu. Nie wiedziałam tego, bo wtedy nie wydawało się to ważne, a przecież ja chciałam bliskości, wspólnych wieczorów, spacerów. On też tego nie wiedział. Był on – ja, seks, kilka randek, motyle w brzuchu i wydawało się, że to już wystarczy, że to fundament i na nim zbudujemy coś mocnego. Tymczasem, gdzie nie dotknę, to kruszy mi się w palcach. Ty pytasz o miłość, a ja, gdybym miała być ze sobą szczera, musiałabym spytać siebie, czy go kocham i czy czuję, że on kocha mnie. A chyba nie jestem gotowa, żeby sobie na to odpowiadać, żeby w ogóle o tym myśleć.

Znam parę staruszków, którzy do dzisiaj chodzą trzymając się za ręce…

Piękna miłość.

Możliwa?

Pewnie tak, na pewno. To nie jest tak, że ja dzisiaj nie wierzę w miłość, ale wiem, że nic samo nie przychodzi, że nic samo się nie stanie, że do każdej rzeczy, jakiej pragniemy, musimy przyłożyć rękę, a nie czekać, że wszystko za nas załatwi przypadek, los, przeznaczenie – każdy nazywa to, jak chce. Chciałabym kiedyś porozmawiać z takimi ludźmi, spytać, jaka jest ich recepta na to, że po tylu latach oni dalej tak blisko siebie… Dużo bym dała, żeby to usłyszeć.

A jeśli to zupełnie proste? Powiedzą ci: „wystarczy szacunek, rozmowa, i troska”?

To muszę się przyjrzeć, czego brakuje w moim małżeństwie i czy nadal jest to do odzyskania… Czasami czuję się, jak w przemocowym związku… Bo nieustannie czekam, że w końcu coś się odwróci, że będzie lepiej, szczęśliwie. Że będziemy razem, wspólnie, a nie jakoś tak zupełnie obok. Nieustannie mam nadzieję, że coś się odmieni. Ta nadzieja to jedyny pewnik jaki dzisiaj mam. I nic nie mogę z tym zrobić.


„Wybieram. Jestem tatą”. Dzisiaj faceci potrzebują wsparcia, by być najlepszymi ojcami na miarę własnych możliwości

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 września 2017
Mat. prasowe
Mat. prasowe

Który z obecnych ojców mógłby powiedzieć, że jego ojciec go przytulał, rozmawiał z nim o ważnych rzeczach, o emocjach, uczuciach? Pewnie niewielu podniosłoby rękę, gdyby takie pytanie padło. Bo w naszym społeczeństwie funkcjonuje wzorzec ojca nieobecnego. Ojca, który miłość i troskę wyrażał poświęceniem się pracy i utrzymaniem rodziny. Ojca, którego stać było na poklepanie po plecach i powiedzenie: „Jestem z ciebie dumny, synu”. Mało który z ojców budował ze swoimi synami relację opartą na bliskości, dlatego tak trudno współczesnym ojcom sprostać oczekiwaniom, wyobrażeniom o tym, jaki dzisiejszy tata być powinien.

My – kobiety zdecydowanie łatwiej wchodzimy w rolę rodzica. Mamy intuicję, mamy często dobre wzorce własnych matek, ale też ojców, którzy często swoim córkom okazują zdecydowanie więcej uczuć niż synom. Możemy naszym partnerom wskazać drogę, pokazać, jak być dobrym ojcem, jak budować fantastyczne relacje ze swoimi dziećmi. To nie jest proste. Bo są mężczyźni, którzy tych rad nie chcą przyjąć, którzy odbierają naszą pomoc, jako atak, krytykę. Kuleje komunikacja i stąd tak trudno nam się porozumieć, by pomóc sobie nawzajem być lepszymi rodzicami.

Na szczęście kryzys ojcostwa jest trochę w odwecie. Mężczyźni coraz częściej chcą wiedzieć więcej, chcą być lepszymi ojcami. Zmiana modelu rodziny wpływa korzystanie na relacje ojciec – dziecko, bo mężczyzna zaczyna dostrzegać, że bycie tatą może być fantastyczną przygodą, może być pasją. Przecież coraz więcej widzimy ojców, z wózkami, bawiącymi się z dziećmi na placu zabaw, jak jadą z dziećmi rowerami. Kiedyś – był to widok niezwykle rzadki.

Jednak nadal ojcowie potrzebują wsparcia, potrzebują, by ktoś pokazał im, jak być najlepszym ojcem na miarę siebie. I pewnie dlatego w 2004 roku powstała inicjatywa Tato.Net, która ma właśnie wspierać mężczyzn, którzy już są ojcami lub zamierzają nimi zostać, by potrafili od początku budować dobrą relację ze swoimi dziećmi. Tato.net organizuje liczne warsztaty, spotkania. Natomiast od września rusza z kampanią „Wybieram. Jestem Tatą”.

– Naszym celem jest promowanie świadomego i aktywnego ojcostwa, a więc ojcostwa, którego można i trzeba się uczyć. Chcemy uzmysławiać, że ojcostwo, niezależnie od okoliczności, jest wolną decyzją – decyzją polegającą na wyborze między tym, na co ma się ochotę, a tym, co jest dla nas najważniejsze. Nowa akcja Tato.Net to również odpowiedź na współczesne dylematy młodych mężczyzn, którzy postrzegają ojcostwo jako ograniczenie wolności – mówi dr Dariusz Cupiał, założyciel Tato.Net.

Świetna kampania, której punktem kulminacyjnym będzie już po raz dziewiąty organizowane IX Międzynarodowe Forum Tato.Net. Jeśli macie obok siebie mężczyznę, który chce być tatą obecnym, tatą świadomym warto podsunąć mu informację o Tato.Net, bo ojcowie potrzebują zrozumienia, potrzebują pomocy, potrzebują miejsca, gdzie bez obawy zostania wyśmianym lub skrytykowanym będą mogli zapytać o wszystko, co związane jest z ojcostwem.

Pozwólmy im być fantastycznymi ojcami.

WYBIERAM. JESTEM TATĄ - grafika ilustracyjna (mat. pras.)


Zobacz także

Fot. iStock/teksomolika

„Dlatego, gdy ktoś mnie kiedyś spyta, co to jest miłość, odpowiem, że przebaczenie, że bycie…”

Fot. i Stock

Czy seks w sieci to już zdrada? Zanim odpowiesz, przeczytaj

Fot. iStock / milos-kreckovic

„Co z tymi facetami?! Ranią albo wymagają opieki jak dzieci”. Singielka o tym, dlaczego wybiera życie w pojedynkę