7 największych mitów na temat seksu analnego. Czas najwyższy je obalić

Seksualnie
Seksualnie
20 maja 2018
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz
 

Seks analny niesłusznie posiada złą reputację. Właściwie, nie wiadomo dlaczego, narosło wokół niego mnóstwo mitów, co więcej stał się on tematem tabu, a przecież może nie każdy z nas decyduje się na seks analny, ale wielu jest go zwyczajnie ciekawych. Jeśli macie wątpliwości, że jest to dobry sposób na urozmaicenie seksu w waszej sypialni, macie wątpliwości, to czas najwyższy rozprawić się z błędnymi przekonaniami na temat seksu analnego.

Mit #1: Możesz wskoczyć tak po prostu

Fałsz: mhm, niezupełnie. Odbytnica nie jest tak giętka jak pochwa, a także, w przeciwieństwie do pochwy, nie jest samonawilżająca. Jeśli rozpoczynacie przygodę z seksem analnym nie spieszcie się, zacznijcie od używania palców, cienkich zabawek, czasami wymaga to kilku różnych podejść. Cierpliwość jest tu ważna, żeby nie zrazić się na samym początku.

Mit #2: To boli

Fałsz: seks analny nie musi boleć, a jeśli boli, to znaczy, że coś w samej technice jest nie w porządku. Wiele kobiet uważa, że jest on niesamowicie przyjemne i może doprowadzić do orgazmu. Ważne, by zacząć powoli, oswoić się z seksem analnym, używać różnych nawilżających lubrykantów.

Mit #3: Jeśli boli, nigdy nie spróbuję drugi raz

Fałsz: jeśli spróbowałaś i było naprawdę źle, to jasne jest, że masz opory przed kolejnym razem, ale tak naprawdę nie trzeba się zamykać na seks analny. Warto porozmawiać z partnerem, powiedzieć, czego się obawiasz, ustalić, że jeśli nie będzie ci się podobać – on przerwie. Pamiętajcie o podstawowej instrukcji: powoli, na początek z mniejszymi rozmiarami, użyj lubrykanta. Powinnaś poczuć się zrelaksowana, w czym może ci pomóc zabawa z twoją łechtaczką.

Mit #4: Tylko rozwiązłe dziewczyny chcą seksu analnego

Fałsz: zawsze słyszałaś, że tylko złe dziewczyny są chętne do seksu analnego? W rzeczywistości seks analny uznano niegdyś za priorytetowe tabu, którego pary heteroseksualne chcą spróbować. Jeśli posiadacie naturalną ciekawość waszego ciała i chcecie poszerzyć doświadczenia przyjemności, powinniście spróbować seksu analnego, nie ma w tym zupełnie nic złego.

Mit #5: Seks analny poprawi nasze życie seksualne

Fałsz: nie ma takiej opcji. Pewnie nie raz słyszałaś, czego to faceci oczekują w łóżku, więc myślisz sobie: „Jak mu ulegnę, to może coś się przełamie i będzie lepiej”. Błagam – nigdy nie myśl w ten sposób. Twoja wymuszona kryzysową sytuacją w związku otwartość na seks nie pomoże. Problem i tak pozostanie, jeśli go nie przegadacie. Seks analny jest świetny, ale gdy oboje tego chcecie i gdy nie staje się narzędziem do osiągnięcia jakiegoś celu.

Mit #6: Seks analny powoduje uszkodzenia ciała

Fałsz: uprawianie jakiegokolwiek seksu w niewłaściwy sposób może doprowadzić do uszkodzenia ciała, zwłaszcza narządów intymnych, bo rozumiem, że mówimy w tym przypadku o odbytnicy. Suchość pochwy może spowodować różnego rodzaju zatarcia, ból, itp.. To samo może wydarzyć się w przypadku seksu analnego, jeśli nie użyjemy lubrykanta (nie śliny).

Mit #7: Po seksie analnym on nie będzie chciał niczego innego

Fałsz: co prawda nie jest tajemnicą, że mężczyźni lubią seks analny, ponieważ jego „szczelność” zapewnia mu większe doznania. Jednak większość facetów, nie chce wcale rezygnować z twojego głównego wejścia. Pochwy nadal są „na topie”. 😉 Seks analny to zwykle uczta, która od czasu do czasu się zdarza w waszym regularnym repertuarze seksualnym. Zatem – smacznego!


6 pozycji seksualnych, które pozwolą partnerowi dotrzeć do twojego punktu G

Seksualnie
Seksualnie
21 maja 2018
Fot. iStock/nd3000
 

Z punktem G jest trochę jak ze świętym Mikołajem – wszyscy chcą w niego wierzyć, ale nie każdy go widział naprawdę. Ile to można się naczytać o słynnym punkcie G, o tym, jak ważny jest on dla kobiety, by ta mogła osiągnąć pełen orgazm. Co z tego, skoro udaje się go znaleźć tylko nielicznym, a w sumie i tak nie wiadomo, czy mówią prawdę o jego istnieniu czy tylko się przechwalają.

No więc my was zapewniamy, że punkt G istnieje i choć (być może) już dawno porzuciliście jego poszukiwania, to my podpowiadamy wam, jak go odnaleźć. Na szczęście jest kilka pozycji, które zwiększają szansę w dotarciu do punktu G.

Podczas masturbacji

Aby dotrzeć do punktu G wcale nie potrzebujemy drugiej osoby. Używanie palców przy zabawie z własnym ciałem pozwala rozpoznać szereg stymulacji pomagającym osiągnąć orgazm. Jeśli jednak chcemy znaleźć punkt G, należy zacząć od wkładania do pochwy jednego lub dwóch palców i zakrzywiania ich tak, by napotkały przednią ścianę pochwy. Różne rodzaje nacisku i stymulacji pozwolą określić, co dla ciebie jest najlepsze.

Na jeźdźca

Jeśli jesteś gotowa do stymulacji punktu G, pozycja na jeźdźca pozwala dość łatwo do niego dotrzeć. W tej pozycji penis znajduje się blisko przedniej ściany pochwy. Wystarczy poruszać się w różnym rytmie i pod różnymi kątami, aby znaleźć pozycję, kiedy penis będzie uderzał właśnie w TO miejsce.

Na pieska

Kiedy partner wchodzi w ciebie od tyłu, wystarczy lekko skorygować swoją pozycję, by dotarł on bez problemu w twoje sekretne miejsce poruszając się w tę i z powrotem. Aby upewnić się, że w pełni wykorzystujesz tę pozycję poruszaj biodrami, zmieniając także położenie ciała i bioder, by trafić w punkt G. Niech twój partner wie, co sprawia, że jest ci dobrze i co na ciebie działa. Tak oboje osiągnięcie pełną satysfakcję.

Na misjonarza z nogami w górze

Ta pozycja ma naprawdę skierować twojego partnera w kierunku punktu G. Jednak zamiast standardowej misjonarskiej pozycji podnosisz nogi i kładziesz je na ramionach swojego partnera Ten kąt pomaga twojemu partnerowi łatwiej dotrzeć do punktu G.

Na łyżeczkę

Pozycja na łyżeczkę, to bardziej intymny sposób dotarcia do punktu G. Wchodząc w ciebie od tyłu partner będzie mógł bezpośrednio dotrzeć do punktu G. Dodatkowe korzyści z tej pozycji to możliwość stymulowania twojej łechtaczki, sutków w czasie penetracji.

Połączenie

Partner siedzi z wyprostowanymi nogami, a ty oplatasz swoimi jego biodra krzyżując nogi na jego plecach. W ten sposób ma pełną kontrolę nad pozycją pozwalając partnerowi dotrzeć do punktu G.


źródło: Popsugar

 


Kulki gejszy. 4 rzeczy, które musisz o nich wiedzieć

Seksualnie
Seksualnie
16 maja 2018
Fot. iStock/bombardir

Kulki gejszy są takim gadżetem, który  w świadomości ogółu funkcjonuje jako wybitnie erotyczny gadżet. Kobiety coraz częściej nie tylko marzą o ich dyskretnym działaniu, ale coraz częściej je kupują. Świadomość noszenia ich w sobie doskonale wpływa i na kobiecą i na męską wyobraźnię.

Wydaje się nam (stojąc w kolejce do kasy, czy wypożyczając książkę z biblioteki), że z kulkami gejszy zrobimy coś, od czego spłoną nam policzki.

Kulki gejszy nie zastąpią faceta

Kulki gejszy (kulki waginalne) najczęściej błędnie są kojarzone z super organizmami na zawołanie. Za tymi gadżetami stoi mit, który warto obalić i świadomie podejść do tego, co „oferuj” kulki gejszy. A mogą one pozytywnie wpłynąć na odczuwanie dłuższych i bardziej intensywnych orgazmów, ale to nie działa w ten sposób, że przy samym włożeniu kulek gejszy do pochwy już zaliczymy pierwszy orgazm. Kulki służą przede wszystkim temu, aby ćwiczyć mięśnie Kegla. Wiadomo, że im częściej będziemy zaciskać te mięśnie na kulkach, tym lepszy efekt powinniśmy uzyskać. Nie licząc wpływu na intensywniejsze orgazmy, przede wszystkim zapobiegniemy po takim problemom, jak nietrzymanie moczu czy wypadanie macicy i szybciej wrócimy do formy po przebytym porodzie.

Kilka faktów na temat kulek gejszy

Aby w perspektywie dłuższego czasu móc jak najlepiej skorzystać z możliwości, które dają kulki gejszy, przede wszystkim trzeba pamiętać o kilku rzeczach.

1. Zastosowanie kulek raz na jakiś czas nie wystarczy

Kulki gejszy to nie wibrator, który włożony, gdy przyjdzie ochota, pozwala odczuć wielką przyjemność. Żeby odczuć efekt noszenia kulek waginalnych, należy je zakładać regularnie, co przynosi najlepsze efekty. Kulki wymuszają pracę mięśni Kegla, o których na co dzień niestety zapominamy.

2. Rozmiar ma znaczenie

Kulki mają różną średnicę, są pojedyncze i podwójne, więc trzeba się zastanowić, które wybrać dla siebie. Wiele zależy od stanu zdrowia, wieku, predyspozycji, warunków fizjologicznych,, ilości porodów. Zbyt duża średnica kulek może utrudnić ich włożenie i powodować ból, natomiast zbyt małe mogą się przesuwać. Jeżeli kobieta jeszcze nie rodziła, może potrzebować kulki (podwójne lub pojedyncze) o mniejszej średnicy. Większe sprawdzają się po porodzie, gdy pozwalają szybciej wrócić do formy.

3. Kulki nie mogą sprawiać dyskomfortu

Kulki nie powinny powodować bólu, krwawienia i nie powinny uciskać. Dobrze dobrany rozmiar likwiduje problem dyskomfortu. Aby bezboleśnie je zaaplikować pamiętaj o odrobinie lubrykantu na bazie wody, będzie łatwiej je wsunąć i nie zrobisz sobie żadnej krzywdy.

4. Orgazm nie na zawołanie

Od samego patrzenia na kulki raczej nie ma co liczyć na orgazm. Idealnie dobranych kulek praktycznie nie czuć. Oczywiście możliwa delikatna stymulacja, ale nic nie przychodzi ot tak sobie. Zazwyczaj trzeba się skupić się, aby osiągnąć zamierzony cel przy odrobinie szczęścia, a podczas wyboru pieczywa w supermarkecie może być o to niełatwo.

źródło:  seksualnosc-kobiet.pl