7 erotycznych sekretów naszych panów, o których nie chcą nam mówić

Seksualnie
Seksualnie
24 kwietnia 2018
Fot. iStock/nd3000
Następny

Wiecie, jak to jest – wszyscy mamy coś za uszami. Niby mówi się, jak ważna w związku jest komunikacja, a jednak każdy z nas ma pewne sekrety. Są one mniej lub bardziej wstydliwe. Ukrywamy coś, bo boimy się wyśmiania, czasem nie chcemy sprawić przykrości partnerowi. My, kobiety udajemy orgazmy i fantazjujemy w łóżku o innych facetach – o celebrytach i gwiazdach, a nawet byłych partnerach i drugich połówkach naszych koleżanek. Oglądamy pornosy, choć same ganimy za to mężczyzn. 

Nie ma się co dziwić, że faceci też mają swoje sekreciki. Co ciekawe, o wiele chętniej opowiadają o nich obcym kobietom niż własnym partnerkom. Zapytałam kilku znajomych, o czym oni wolą nie mówić. Oczywiście gwarantowałam anonimowość. I języki jakoś tak się nagle rozwiązały…

Jeden z panów powiedział mi, że czasem traktuje seks jak trening. Gdy nie chce mu się lub z różnych powodów nie mógł iść na siłownię, urządza swojej partnerce istny maraton seksualny. Ona na ogół jest zadowolona, bo niewiele musi się wysilać. On natomiast unosi, podnosi, trzyma, bzyka – full opcja. Ciekawe, czy bidulce przeszło przez głowę, że te jego wygibasy mają nieco inny cel niż tylko doprowadzenie jej do rozkoszy?

Smutny sekret nr 2 – w czasie seksu oralnego fantazjują, żeby szybciej poszło. Cóż, nie zawsze robimy to tak dobrze jak by sobie tego życzyli. Ci, którzy mają w sobie więcej taktu, nie mówią o tym partnerce, tylko jeszcze komplementują. Trochę jak z naszymi udawanymi orgazmami, prawda? Przykre.

Żeby podkręcić atmosferę i dodać sobie animuszu, zdarza im się mówić do siebie jeszcze przed seksem. Czasem też w myślach mówią coś do siebie o wielkim penisie i super ogierze. Cóż, nie słyszą tego od nas, to sami muszą sobie dopowiedzieć.

Nie chcą też przyznać, że większość pozycji seksualnych, które proponują, widzieli na jakimś pornosie. W trakcie nie mówią, że ledwo dają radę, bo nie sądzili, że to taki trudne (prędkość, wygięcie ciała, kąt penetracji). Starają się po prostu stanąć na wysokości zadania.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Kiepski seks? Nigdy więcej! Krótki poradnik dla kobiet wyzwolonych

Seksualnie
Seksualnie
25 kwietnia 2018
Fot. iStock/proud_natalia
Następny

Wszyscy wiemy, że życie jest jedno i warto przejść przez nie tak, żeby na starość być zadowolonym i mieć co wspominać. My natomiast często żyjemy w toksycznych relacjach, które ściągają nas w dół, pracuje za nędzne grosze, bo boimy się postawić na swoim i uprawiamy kiepski seks, bo nie potrafimy wyartykułować, czego nam potrzeba. Z tych trzech rzeczy ostatnią naprawdę najłatwiej zmienić. A może jak to się uda, to i dwie pozostałe sprawy da się jakoś ogarnąć? 

Umówmy się więc – od dziś koniec z kiepskim seksem! Koniec! Zbyt często akceptujemy to, co dostajemy, zamiast wyciągnąć ręce po swoje marzenia. Ale, ale! Chcesz, żeby on robił to, czego pragniesz? Najpierw sama musisz wiedzieć, co to jest. To nasz podstawowy błąd – oczekujemy, że on wpadnie na jakiś genialny pomysł lub wprowadzi innowację, którą zobaczył na pornosie. Dość! Jeśli wiesz, co doprowadza cię do orgazmu, będziesz potrafiła pokazać to partnerowi. Jeśli znasz swoje ciało, co lubi, a czego nie, możesz mieć rewelacyjny seks.

Oto krótki poradnik dla kobiet wyzwolonych, które nie mają już chęci bezmyślnie rozkładać nóg i nie oczekują, że „facet się domyśli”:

Stymuluj swój mózg

Mózg jest naszym najpotężniejszym narządem płciowym oprócz łechtaczki. Intymność, seks i orgazm – wszystko zaczyna się od pożądania. Jeśli nie masz ochoty, nie będziesz w stanie osiągnąć orgazmu. Tak że zanim jeszcze cokolwiek się zadzieje, musisz pochylić się nad swoim mózgiem i sprawić, by pojawiła się chemia, podniecenie, żądza.

Masturbuj się

To idealny sposób, by poznać swoje własne ciało i jego potrzeby. W żaden inny  sposób nie uda ci się tego zrobić. Próbuj, kombinuj, eksperymentuj. Sięgaj po zabawki, oglądaj filmy pornograficzne, zmieniaj techniki, odrzuć wstyd. Nie ma nic złego w tym, że sama zaspokajasz swoje potrzeby. Jako kobieta wyzwolona masz do tego pełne prawo. Szczególnie, gdy potrafisz zrobić sobie dobrze.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Sprawdź, czy wiesz wszystko na temat łechtaczki

Seksualnie
Seksualnie
23 kwietnia 2018
Fot. iStock/stock_colors
Następny

Chciałabym wierzyć, że każda z nas wie wszystko na temat łechtaczki. No bo jak możemy wymagać od facetów, żeby dobrze znali naszą anatomię, skoro my same mamy dość duże braki? Wydaje nam się, że wystarczy sam fakt, że łechtaczka istnieje i że dzięki niej można zaliczyć niesamowity orgazm. Ale to, jak jest zbudowana i co powinno wzbudzić nasz niepokój, to już już jest inna kwestia. Mniemam, że wiele z nas ma pewne braki.

Jakiś czas temu na portalu Daily Mail opublikowano wyniki ankiet, przeprowadzonych przez firmę „Canesten”. Wynika z nich, że około 54 proc. kobiet nie jest zaznajomionych ze swoimi miejscami intymnymi. Aż 62 proc. nie wie, gdzie dokładnie mieści się pochwa. Czy to nie są przerażające dane?

Odnośne łechtaczki… może nam się wydawać, że to jest to „cudowny guziczek”, za pomocą którego można osiągnąć podniecenie. Wielu mężczyzn też tak uważa, więc już na początku intymnego zbliżenia lecą do niej z paluchami. Jakby samo pocieranie, szczypanie czy lizanie działało jak wciśnięcie guziczka. Błąd. Jeśli nie jesteśmy choć trochę podniecone, takie praktyki spowodują tylko i wyłącznie ból i negatywne wspomnienia. Dlatego jak zawsze konieczna jest najpierw odpowiednia stymulacja… naszej głowy. Tam rodzi się podniecenie, nie między nogami.

Sprawdź, czy wiesz wszystko na temat łechtaczki!

Budowa

Łechtaczka jest większa niż nam się wydaje. Guziczek, który widzimy to tylko maleńki fragment. Tak naprawdę sięga ona aż do ujścia pochwy – wewnątrz naszego ciała rozgałęzia się na dwie odnogi, jednak nie mieści się w pochwie. Ani też pod cewką moczową, a kawałeczek nad. Co ciekawe, „odnogi”, które dochodzą do pochwy, tworzą słynny punkt G. To dlatego orgazm z jego stymulacją bywa tak potężny!

Czy wiesz, że łechtaczki mogą różnić się wielkością? Jak podaje Cosmopolitan, niektóre mogą wielkością przypominać… średnie korniszony. I nic w tym dziwnego. Mogą też być nieduże jak groszek czy fasola. Swoją anatomię trzeba zaakceptować. Chyba, że coś w czasie seksu boli. Wtedy konieczna jest konsultacja ginekologiczna.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie