6 kłamstw, które faceci mówią przed, w trakcie i po seksie

Seksualnie
Seksualnie
2 stycznia 2018
Fot. iStock/PeopleImages
 

Ustalmy sobie jedno raz na zawsze – wszyscy kłamiemy w relacjach damsko-męskich. A to, co czasem wygadujemy w łóżku, to już woła o pomstę do nieba. Najprawdopodobniej wcale nie mamy złych intencji – robimy to, żeby było milej, fajniej, intensywniej. Czy nam to wychodzi? Hmmm… różnie. Kobiety najczęściej oszukują w kwestii orgazmu. Kłamiemy, że było nieziemsko, a tymczasem odstawiłyśmy szopkę, „żeby go nie urazić”. Kłamiemy też w trakcie, komplementując, że „robi to świetnie”, będąc totalnie przeciętnym. A jak oszukują faceci? Też mają swoje standardowe teksty.

„Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem”

Super, ale mega ogólnikowo i mało prawdopodobne. Bo nawet jeśli nie chodzi mu o „zwykłe” kobiety, to na pewno znajdzie się kilka modelek czy aktorek, którym (niestety) do pięt nie dorastasz i w sumie to nie ma w tym nic złego. Jak już facet chce doceniać nasze piękno, to mógłby skupić się na szczegółach. Większość z nas zdaje sobie sprawę ze swoich mankamentów, a takie komplementy powodują wyłącznie, że panowi tracą wiarygodność.

„Jesteś najlepszą kochanką, jaką miałem”

Miłe, ale pytanie, czy ma to jakieś odzwierciedlenie w tym, co dzieje się w łóżku? Jesteście na siebie otwarci, dobrze się bawicie, nie ma „niezręcznych momentów” i czuć w powietrzu chemię? Ok, być może nie ściemnia. Ale jeśli jego słowa nie pokrywają się z tym, jak wygląda wasz seks, wpuść jednym uchem, a wypuść drugim.

„Zaraz dojdę, zobacz co ze mną robisz”

Hahaha. Tak nam tłumaczycie swoje problemy z przedwczesnym wytryskiem? Żenujące.

„Jesteś mistrzynią w robieniu loda”

Terefere. Faceci kochają seks oralny, więc będą komplementować, żebyśmy robiły to jak najczęściej. O ile nie gryziesz, będziesz „aktualną mistrzynią”.

„Nigdy nie było mi tak dobrze”

Te wszystkie zdania, w których rozbrzmiewa „nigdy”, „zawsze”, „jesteś naj…” są lekko oderwane od rzeczywistości. Panowie, naprawdę byłoby lepiej, gdybyście mówili np. „Jest mi z tobą bardzo dobrze”, „Uwielbiam na ciebie patrzeć”.

„Kocham cię”

Zdecydowanie najgorsze z najgorszych. Powiedział to dopiero w trakcie seksu? Albo mówi ci to wyłącznie wtedy, gdy jesteście w łóżku? No cóż…


„Zaraz urwą mi się cycki” czyli o czym myślą kobiety w trakcie pozycji od tyłu

Seksualnie
Seksualnie
3 stycznia 2018
Fot. iStock/miljko
 

Facetom wydaje się, że klasyczna pozycja „od tyłu” jest dla kobiet wygodna. No cóż w tym trudnego – wypiąć się i już. O nie, nie. To naprawdę ciężka praca. Raz, że odpowiednie wygięcie ciała w łuk wymaga pewnej gibkości, na którą pracuje się latami. A dwa, że trzeba jakoś utrzymać równowagę, gdy facet napiera. I wszystko to na tych nieszczęsnych kolanach. Dzięki Bogu większość tych akcji dzieje się na materacu, bo i dla nich klęczenie na podłodze jest udręką. Wiadomo, że oni kochają tę pozycję – nie muszą się jakoś szczególnie nagimnastykować i wysilać. Nawet kontaktu wzrokowego nie muszą utrzymywać. Tylko ruszają biodrami i podziwiają widoki. A co myślą sobie kobiety, w trakcie pozycji „na pieska”? Hohoho!

„Zaraz urwą mi się cycki”

Wcale nie trzeba mieć rozmiaru D, żeby w tej pozycji odczuwać poważny dyskomfort. Szybkie falowanie wiszących piersi jest po prostu bolesne. Fajnie, gdy cała akcja odbywa się jeszcze przed zdjęciem stanika – wtedy jest łatwiej i zdecydowanie przyjemniej. Jeżeli więc twoja partnerka, drogi mężczyzno, łapie się za piersi w tej pozycji, to nie dlatego, żeby się dodatkowo popieścić, tylko próbuje zmniejszyć ból i „zatrzymać” cycki w miejscu.

„Zaraz zrobię szpagat”

Obawiamy się tego wtedy, gdy facet opiera się nam na tyłku lub w ogóle kładzie się na nas, by na przykład pocałować w szyję. I to jest naprawdę straszne! Niełatwo utrzymać ten ciężar. Całujcie nas po plecach i szyi, ale zachowujcie przy tym trochę gracji.

„Jak wygląda mój tyłek?”

To pytanie pojawia się zawsze. Szczególnie, gdy nie jesteś modelką, noszącą rozmiar XS i masz swoje mankamenty, na przykład cellulit, rozstępy, blizny, przebarwienia lub trądzik na pośladkach. A całkiem sporo z nas zmaga się z tymi problemami. Wypięcie się jest więc dla nas często przełamaniem pewnej bariery wstydu.

„Zaraz mnie oskalpuje”

Ciągnięcie za włosy jest super, naprawdę. Kręci nas to niemiłosiernie. Ale za włosy trzeba chwycić mądrze, czyli złapać jak najwięcej włosów (a najlepiej za kucyk), by ciągnięcie jakoś się równomiernie rozłożyło. Problem w tym, że wy łapiecie trzy włosy na krzyż i szarpiecie, aż potylicą dotkniemy do kręgosłupa. Błąd, błąd, błąd.

„No ciekawe, czy sam by się tak wygiął”

On się pochyla (właściwie to kładzie na twoich plecach) i jeszcze przekręca ci głowę (jak jakiejś cholernej sowie), żeby właśnie teraz intensywnie cię pocałować. Serio? SERIO? Owszem, podołamy, jakoś kącikiem ust ten język wystawimy, ale ciekawe bardzo, czy wy byście coś takiego potrafili zrobić.

Hę?

Aaaa! No i najgorsze jest potem. W tej pozycji wyjątkowo mocno się „otwieramy”, a to powoduje, że do pochwy dostaje się dość dużo powietrza. Efekt? Przy zmianie pozycji powietrze się wydostaje, powodując te wszystkie, specyficzne dźwięki. Mądry, doświadczony kochanek będzie wiedział, o co chodzi. A inny? No cóż…


Pozycja na jeźdźca. Co tak naprawdę kobiety myślą sobie w trakcie?

Seksualnie
Seksualnie
29 grudnia 2017
Fot. iStock/PhotoGraphyKM

Generalnie pozycja na jeźdźca jest całkiem fajna z perspektywy kobiety. Możemy kontrolować tempo i głębokość penetracji i spod przymrużonych powiek spoglądać zalotnie na swojego kochanka. Wszystko super, ale jest pewne ALE… całkiem spore ALE. A im szybciej ujeżdżamy, tym ALE robi się większe, a gonitwa myśli, która przebiega nam przez głowę jest nie do zniesienia. Bo… co tu dużo mówić – w tej pozycji widać wszystkie nasze mankamenty urody. No i wiemy też, jak bardzo lubią ją faceci, dlatego chcemy wypaść dobrze. O czym myślą kobiety, w trakcie seksu w pozycji na jeźdźca?

„Czy ja na pewno robię to dobrze?”

Technika jest w tym wypadku bardzo ważna. I wy, panowie, dobrze o tym wiecie. Szczególnie, jeśli przydarzył wam się incydent, gdy ona omal nie złamała wam penisa. Nic dziwnego, że się zastanawiamy w trakcie, czy robimy to dobrze.

„Jak wygląda mój tyłek?”

To kluczowe pytanie, jakie sobie zadajemy w trakcie pozycji na jeźdźca, ale odwróconej. No ten cellulit itd…

„Dlaczego on nic nie robi?”

Mógłby chociaż potrzymać za biodra (to by wiele ułatwiło!) albo pieścić piersi, a nie tak leży z zamkniętymi oczami. Tu następuje powrót do pierwszego pytania.

„Dobra, mam już dość”

Już po kilku minutach zaczynają boleć mięśnie ud. Czujesz, że zaraz w stopie złapie cię skurcz. Krótka piłka – dochodzi albo schodzę.

„Dlaczego ten cholerny penis wypada, gdy się pochylam?”

Przecież na filmach zawsze pary całują się w tej pozycji. Albo źle układam biodra, albo ma za małego.

„Co zrobić z rękami?”

On się nie kwapi, więc sama dotykam piersi (podobno faceci lubią ten widok). Masturbować się? Nie, nie będę całej roboty za niego odwalać.

„Moje piersi na pewno wyglądają dziwnie”

Już chyba lepiej, żeby zamknął oczy, niż ma na to patrzeć. Strasznie to musi wyglądać z jego perspektywy.

„Nie dam rady dłużej wciągać brzucha”

Serio, to ponad moje siły. Pieścić się, poruszać biodrami i jeszcze wciągać brzuch. Litości.

„Trzeba coś zrobić z tym łóżkiem”

Nie dość, że jeździ po całej podłodze, to jeszcze skrzypi niemiłosiernie.

„Dobra, teraz”

I tu pada… „Zmiana, teraz ty na górze”.