„Przetrwamy to”… i inne kłamstwa, które sobie wmawiamy, gdy związek się rozpada

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
24 lutego 2018
Fot. iStock/martin-dm
Następny

Bardzo często nie potrafimy pogodzić się z tym, że nasz związek się rozpada. Oszukujemy sami siebie, mówiąc, że to tylko chwilowy kryzys, że wszystko minie, jakoś się wyprostuje. Skąd wiadomo, że to tylko wymówki? Bo nic z tym nie robimy. Stajemy się jakby cichymi obserwatorami naszego związku, który nieuchronnie chyli się ku upadkowi. Nie możemy udawać, że tego nie widzimy, więc zagłuszamy swoje niepokoje i nie podejmujemy żadnych działań, a jedynie usypiamy swoje wyrzuty sumienia, wmawiając sobie pewne kłamstewka. Czasem mówimy je na głos. Czasem te stwierdzenia padają z ust partnera. Co sobie wmawiamy, gdy nie chcemy przyjąć do wiadomości, że związek właśnie się kończy?

„Przetrwamy to”

Jasne, w każdym związku są dobre i zły chwile. Napotykamy na przeszkody i problemy, nie potrafimy się dogadać. Czasem jednak czujemy, że jest coś nie tak. Że te kłótnie nas nie umacniają, a tylko oddalają nas od siebie. Widzimy, że jest coraz gorzej. To już nawet nie jest forma „beznadziejnie, acz stabilnie”, to już jest równia pochyła. My natomiast, zamiast pogodzić się z tym, co się dzieje, mówimy sobie, że to przetrwamy. Że sprawy jakoś się ułożą. Musisz być wobec siebie szczera. Ale także wobec swojego partnera. Toksyczne relacje, które sprawiają wam ból, nie mają racji bytu. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla was obojga.

„To tylko taka faza”

Czasem wydaje nam się, że związek przechodzi właśnie przez jakiś trudny etap. Co więcej, głęboko wierzymy, że wszystkie związki muszą przejść przez pewne fazy, by się wzmocnić. Nie zawsze tak jest. Owszem, należy walczyć, próbować naprawiać to, co się między wami dzieje, ale jeżeli ta „zła faza” trwa zbyt długo, może właśnie jest to ostatnia faza, którą macie razem przejść i która ma wam uświadomić, że lepiej się rozstać.

„Za bardzo się kochamy, żeby się rozstać”

Miłość zawsze jest najlepszą wymówką, że nie odejść z toksycznego związku. Wydaje nam się, że miłość wszystko naprawi, pokona wszelkie problemy. Nie potrafimy zostawić człowieka, którego kochamy, nawet jeśli nasze relacje sprawiają nam więcej cierpienia niż radości. Zdrowy związek potrzebuje zaufania, szacunku i wielu innych rzeczy, by przetrwać. Sama miłość tutaj nie wystarczy. To nie jest cudowne remedium na wszelkie bolączki.

Strona 1 z 2
Czytaj dalej…

Jak nisko trzeba upaść, żeby w związku być zazdrosną o psa?!?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 lutego 2018
Fot. iStock/Drazen Lovric
 

Mam znajomą, nazwijmy ją K., która zawsze pakuje się w hmm, delikatnie mówiąc, po*ebane związki. No kurde nijak nie wyciąga wniosków. Był już gość kleptoman, facet, który twierdził, że jest trzeźwym alkoholikiem, ale tej trzeźwości jakoś widać po nim nie było. Był jeszcze hipochondryk. I oczywiście maniak seksu, który zdradzał ją na prawo i lewo. Eh. Szkoda gadać. A to fajna laska, mądra, ładna, dowcipna, tylko ci faceci.

Ale jakiś czas temu coś się zmieniło. Zadzwoniła tajemniczym głosem oznajmiając, że to jest to. Że w końcu jest normalny facet. Skąd wie, że normalny? Bo sprawdziła. Nauczona doświadczeniem potrafiła już wyczuć kłopoty (no, czasami). Pracował w jakimś korpo, był dyrektorem w garniturze, ale podobno mega dowcipnym i popołudniami wyskakującym z marynarki i spodni w kant – jeżdżący na rowerze, lubiący dobre kino i niezłe wino. Hm. Może faktycznie. Po rozwodzie, jedno dziecko, o byłej żonie nie mówił źle, wręcz przeciwnie ciepło i bez zaciętej zawiści. Może trochę drętwy w towarzystwie, mało otwarty, ale w końcu to nie ja miałam z nim spędzać czas i ewentualnie planować jakieś wspólne życie.

O tak, K. jest mistrzynią planowania. Zastanawiała się, kiedy razem zamieszkają, jak będzie wyglądać ich codzienność – razem. Ale do tego razem jemu zupełnie się nie spieszyło. Znajdywał zawsze jakąś wymówkę – jego mieszkanie za małe, z jej zbyt długo dojeżdżałby każdego dnia do pracy. Trzeba by było jakiś kompromis wypracować, jednak dość trudno było go znaleźć. Ale ona zakochana, że on mądry, uroczy, że jest dla niej inspiracją, przy nim czuje się wyjątkowo. I tak rok. Rok bez konkretnych deklaracji, takie życie od spotkania do spotkania, od weekendu do kolejnego. On trochę jakby wycofany, ona lekko przerażona tym faktem. Namówiła go na jedno – kupno psa. Zawsze chciał mieć, nigdy nie wiedział jakiego, więc w końcu rasową psinę wybrali wspólnie, a on szczęśliwy zabrał ją do domu. Samą, bez znajomej. K. dalej osobno.

Nie wytrzymała – dzwoni: „Ja pie*dole, stara, jak nisko trzeba upaść, żeby być zazdrosną o psa?”. Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Więc szybko mi streściła. Że choć półtora roku związku za nimi, to ona jest w czarnej dupie. Stoi w miejscu, nic się nie dzieje, nie wie, do czego to prowadzi.

– No dobra, ale o co chodzi z tym psem?

– Elza.

– Tak się nazywa?

– Tak.

Elza to oczko w głowie faceta. Zwariował na jej punkcie.

– Wiesz, to jest takie urocze, że on ją tak bardzo kocha – słyszę. Oho, zaczyna się. Elza mieszka częściej u K., bo ona ma blisko park, łatwiej jej wyjść z nią na spacer.

– Jak to u ciebie?

– No wiesz, on nie ma czasu, praca, później rowery, więc ona jest u mnie w tygodniu. Poza tym cieszę się, że mogę się nią zajmować, bo to tak jakbym na co dzień była bliżej niego.

Hę? No tak Elza, to przedłużenie ich związku, jedyna namacalna rzecz, która tak naprawdę ich łączy, która sprawia, że się w ogóle spotykają i mają pretekst do rozmów. Gdy K. chce, żeby do niej zadzwonił, pisze do niego: „Opowiem ci, co dzisiaj zrobiła Elza”. I dzwoni. Gdy wysyła jej zdjęcie, on pisze: „Miłość mojego życia” – pies, nie K.. Zachwyca się nóżkami, pupą Elzy. – On tak o niej pięknie mówi, jakby o mnie trochę. Bo o mnie to ona tak nigdy…

Sikam. Płaczę ze śmiechu. Jak to pies. Co za absurd. – Ale jaki on dla niej potrafi być taki dobry i czuły, to znaczy, że jest wrażliwy i potrafiący mocno kochać – ona ciągnie, ale obie już rżymy.

– A kiedy mówi o jej pięknych oczkach, to tak jakby dotykał moich powiek – mówi.

– Pewnie byłby cudownym ojcem, skoro tak o nią dba – dodaję.

Buc, w garniturze, z psem, którego oddaje swojej dziewczynie, bo nie ma dla niego czasu. Ale przecież to miłość jego życia – ten pies. Cudownie jest się zachwycać psiakiem, kiedy na spacer wyprowadzać nie musisz, kup po nim sprzątać na trawnikach, prawda? Wszystko w jego – faceta – idealnym świecie, pozostało idealne. A już na pewno on sam w swoich oczach. Praca, hobby, pies – miłość życia i kobieta, którą trzyma wystarczająco na dystans, żeby nie burzyła mu jego spokoju. Jej nie powie, że pięknie wygląda. Raczej czepia się jej włosów, nowej sukienki i jeszcze zarzuca K., że jest zaborcza, bo zbyt często chce się z nim spotykać… Dobrze, że jest pies…

– Ku*wa jestem zazdrosna o psa… Czujesz? No na szczęście nie czuję i nigdy czuć nie musiałam. Ale w takim związku, gdzie facet dba najbardziej o czubek własnego nosa, a na czułości stać go tylko w stosunku swojego psa, którym – to ważne – nie zajmuje się na co dzień, to co pozostaje? Pytanie retoryczne rzucone w powietrze… jak piłka dla psa.


Autodestrukcyjni. 10 najczęstszych zachowań tych, którzy sami siebie niszczą

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 lutego 2018
Fot. iStock/Eva-Katalin
Następny

Kiedy ktoś robi sobie samemu krzywdę, wydaje nam się to zupełnie nielogiczne, wręcz szalone. Tymczasem wszyscy nosimy w sobie tendencje autodestrukcyjne, choć nie u każdego z nas one się ujawnią. Choć mamy w sobie wolę życia i przetrwania, okazuje się, że istnieje również coś, co tę wole „równoważy”. Coś, co nas kieruje ku samozniszczeniu. Zapewne nie raz odkryliście ze zdziwieniem, że jesteście zdolni do zachowań, o które byście się nie podejrzewali. Do agresji, która obraca się przeciwko wam samym.

Do najczęstszych zachowań autodestrukcyjnych należą:

1. Negatywne myśli

Jeśli w twojej głowie przeważa przekonanie, że nie jesteś nic wart, że nie jesteś w stanie się rozwijać, że nie zasługujesz na dobro, które ci się przydarza, popadasz w pułapkę samospełniającej się przepowiedni. Rzeczywiście nie będziesz mógł, nie dasz rady, nie uda ci się. Tak ogromna i niszcząca jest siła negatywnego myślenia o sobie samym.

2. Bierność i wymuszony brak kompetencji

W tej teorii bierność polega na braku reakcji na sytuację lub okoliczności  przynoszące szkodę. Wiesz, że wydarzy się coś negatywnego, ale nie podejmujesz żadnych działań, by temu przeciwdziałać, ani nawet starać się to kontrolować. Tak dzieje się na przykład wtedy, kiedy nie bronimy się w razie agresji . „Wymuszona niekompetencja” to tendencja do wyolbrzymiania swoich wad i braków.

3. Zaburzenia odżywiania

Sposób w jaki się odżywiamy dużo mówimy o naszym stosunku do samych siebie. Jeśli nie jesz, robisz sobie krzywdę – nie dostarczasz organizmowi składników niezbędnych do tego, byś był zdrowy. To samo dotyczy oczywiście sytuacji, w której jemu zbyt dużo.

4.  Szkodzenie innym i użalanie się nad sobą

Osoby „autodestrukcyjne” prezentują wrogie lub szkodliwe postawy wobec innych. Podsycają konflikty, są zazdrosne, plotkują, starają się zawsze konfrontować z innymi, porównują się do nich i frustrują z powodu tych porównań. Kiedy konflikt rozgorzeje na dobre, zachowują się jak niewinne ofiary. Obrażają, ale gdy same są obrażane, cierpią na pokaz. Nie przyznają się do winy.

5. Samookaleczanie i nadużywanie substancji

Samookaleczanie nie musi być świadome. Niektórzy zadają sobie ból nie kontrolując tego, balansują na krawędzi ryzyka w różnych, niebezpiecznych sytuacjach. Czasem chodzi o kompulsywne tatuowanie ciała albo piercing. Autodestrukcyjni często nadużywają alkoholu lub innych substancji.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

„To tylko seks, czysty układ, związkiem nie jestem zainteresowana”. O kobietach, które postawiły na niezobowiązujące relacje

A może zamiast ze sobą walczyć, łatwiej byłoby kilka naprawdę banalnych rzeczy odpuścić?

Bo ty się w ogóle nie starasz. A ja tu buduję nam miłość za dwoje