„Przepraszam cię, przepraszam za krzywdę, jaką ci wyrządziłam”. Odpowiedź na list do kochanki

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 maja 2019
Fot. iStock/Eva-Katalin
 

Przeczytałam wczoraj list żony do kochanki jej męża, w którym napisała, że jej wybacza i że chciałaby, by ona to wiedziała. Tąpnęło mną… Dlaczego? Bo sama byłam kiedyś kochanką żonatego mężczyzny.

Nigdy nie myślałam o tym, że potrzebuję wybaczenia, ale ten list poruszył mnie tak głęboko… To zdarzyło się ponad 10 lat temu. Poznaliśmy się w pracy, nie miałam jeszcze 30 lat, byłam po związku, o którym myślałam, że będzie na całe życie. Cóż, wtedy zrozumiałam, że niczego nie można planować i nie używać twierdzenia „na zawsze”, a później, że „nigdy” to także kiepskie słowo. Bo powtarzałam, że nigdy nie związałabym się z żonatym mężczyzną. Nigdy. Do czasu, aż mnie samej to nie spotkało. Był starszy o siedem lat. Szarmancki, dojrzały. Otoczył mnie w pracy opieką, dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Pytał, czy w czymś mi pomóc, polegał też na mnie. Kilka razy wyszliśmy razem na lunch. Kiedy w ramach wdzięczności, po zamknięciu projektu, zaprosił mnie na kolację, wydało mi się to zupełnie naturalne, choć czułam lekki niepokój pomieszany z podnieceniem.

Złapał mnie za rękę, objął, gdy wychodziliśmy, zamówił taksówkę i na do widzenia pocałował w policzek. Jadąc do domu dostałam od niego SMS-a: „Dawno nie spędziłem tak świetnego wieczoru. Dziękuję”.

Wiedziałam, że ma żonę, dwójkę dzieci. Miały wtedy 7 i 9 lat. Nie układało mu się małżeństwo. Tak mówił. Opowiadał, że pobrali się za szybko, znali się od szkoły średniej. Poszli z falą zamiast przyjrzeć się temu, co ich naprawdę łączy. „Miłość nastoletnia powinna się kończy po 20 roku życia” – mówił uważając, że późno dojrzał do tej prawdziwej miłości. Umówiliśmy się do kina, byliśmy w teatrze. Mówił, że żona wyjechała, że i tak w domu się nudzi. Dałam się temu porwać. Kiedy zaproponował wspólny weekend, byłam już w nim po uszy zakochana i świadoma, co to znaczy. Nie przeżyłam bardziej romantycznego weekendu. Wszystko było idealne. My, on, miejsce, seks, rodząca się miłość.

Zapewniał, że chce ze mną być, że odejdzie od żony, że i tak między nimi było kiepsko. Nie chciałam o tym myśleć. Uważałam, że to jego problem, który on musi rozwiązać. Ja tej kobiecie krzywdy nie zrobiłam, nie miałam takiego zamiaru, to on ponosi konsekwencje tego, jak wobec niej postąpił.

Nasz związek przetrwał cztery lata. Zamieszkaliśmy razem, poznałam jego dzieci. Jednak im dłużej byliśmy razem, tym bardziej czuć było w powietrzu, że na czymś zupełnie innym nam zależy. On chciał się bawić, ja potrzebowałam stabilizacji, chciałam mieć dzieci, on już nie, miał wątpliwości. Rozstaliśmy się w przyjaźni. Dziś mam męża, cudownego synka, myślałam, że tamte drzwi już dawno zamknęłam, aż do momentu tego listu…

Nigdy nie przeprosiłam jego żony. Nigdy nawet o tym nie pomyślałam. Byłyśmy sobie obce, uważałam, że ona nie może mieć do mnie pretensji, bo rozpad ich związku jest jedynie ich obopólną winą, ja stałam się przysłowiową kropką nad i. Byłam poza tym.

Ale dziś myślę inaczej. Dziś chciałabym cię przeprosić, przeprosić za to, co cię spotkało, a do czego i ja się przyłożyłam. Przeprosić za brak zrozumienia z mojej strony, brak empatii, brak chęci dojrzenia, jak cierpisz, z czym się mierzysz. Żyłam swoim szczęściem, zachłyśnięta miłością, zafascynowana mężczyzną, który ciebie wtedy opuszczał. Nikt nie zasługuje na takie doświadczenie. Nikt nie zasługuje by być w nim samemu, by nie otrzymać choćby namiastki poczucia krzywdy, jaką ktoś wyrządził.

Zrozumiałam tę krzywdę, tak wiem – za późno. Za to też cię przepraszam. Żyj szczęśliwie. Przepraszam.


„Nauczyłam się nie zakładać, że czegoś się nie da, że nie potrafię, bo tego się nigdy nie wie, dopóki nie spróbuje”

Agnieszka Żukowska
Agnieszka Żukowska
11 maja 2019
Fot. Patrycja Woy-Wojciechowska
 

Agata Bogusz, łodzianka. Ma na swoim koncie 11 rekordów Polski. Jest sędzią federacji AIDA (przyp. red. międzynarodowej federacji zrzeszającej nurków na wstrzymanym oddechu). Szkoli instruktorów, opracowuje standardy edukacji i bezpieczeństwa dla freediverów. Trenowała pod okiem legendy, 17-krotnego mistrza świata, Umberto Pelizzariego. Dziś, Agata wstrzymuje oddech na 6 minut, schodzi na głębokość 85m, a w 2020 będzie biła rekord świata w ramach „Projektu 100 m+” – chce osiągnąć rekordową głębokość 131 metrów w konkurencji zmienny balast. Będzie to najgłębsze na świecie nurkowanie kobiety w tej konkurencji oraz najgłębsze zanurzenie Polaka na zatrzymanym oddechu.

W wyjątkowej rozmowie, specjalnie dla portalu, Agata opowiada o swoich początkach, przygotowaniach do rekordu, poczuciu bezpieczeństwa i pracy zawodowej, w której wykorzystuje elementy freedivingu.

Kim chciałaś być, kiedy byłaś dzieckiem?

Odkrywcą i badaczem. Namiętnie czytałam przygody Tomka Wilmowskiego, jeździłam palcem po mapie, wertowałam przewodniki po świecie i przeglądałam stare książki polskich podróżników. Miałam też zeszyt, gdzie spisywałam morza, kontynenty, rzeki, góry i wulkany. Chciałam odkrywać nowe lądy, a najbardziej fascynowali mnie Indianie i dlatego bardzo chciałam pojechać do Ameryki Południowej.

Pojechałaś?

(śmiech) Jeszcze nie! Ale spędziłam dwa lata w Azji – na Bali i na Filipinach. Nigdy nie wierzyłam, że tam trafię, wtedy nie był to popularny kierunek. Ludzie tam nie jeździli. Włochy, Egipt, tak. Ale Indonezja?

Co poczułaś, jak się tam znalazłaś?

Radość i wdzięczność. Dotarło do mnie, że wszystko jest możliwe i że nie można zakładać, że czegoś się nie da. Przypomniało mi się wtedy, że kiedy byliśmy mali, ludzie mieli marzenia, ale one były tak nieosiągalne, że nikt nawet nie próbował ich realizować. I każdy był z tym pogodzony.

Każdy, oprócz Ciebie.

Do dziś nie lubię ograniczeń. Zawsze taka byłam.

I stąd ten freediving?

Bardzo możliwe. Zaczęło się, jak miałam 6 albo 7 lat. Wtedy wstrzymywanie oddechu dawało mi przewagę w wyścigach pływackich z kolegami. Byłam szybsza, bo nie musiałam wynurzać się na powierzchnię i tracić energii na zaczerpnięcie powietrza. Czułam, że mam „super moc”, bo mogę chwilę nie oddychać. Kompletnie nie wiedziałam, że tę zabawę nazywa się swobodnym nurkowaniem.

Arch. prywatne

Chłopcy się denerwowali?

Śmiali się, bo zakładałam nogę na nogę i udawałam, że mam ogon. Chciałam być syrenką, ale moje pływanie bardziej przypominało pełzanie robaka (śmiech).

A co na to Twoi rodzice?

Tata należał do klubu nurkowego. Co środę mieliśmy zajęcia na basenie, więc od dziecka widziałam ludzi pod wodą. Były to czasy, kiedy dostęp do sprzętu nurkowego był ograniczony, więc w ramach treningu, wszyscy pływali na wstrzymanym oddechu. Robiliśmy wyścigi z tatą i moim starszym bratem, Kacprem, kto głębiej zanurkuje. I wtedy po raz pierwszy poczułam frustrację, bo jako jedyna nie mogłam zejść na dno trzy i półmetrowego basenu. I nie wiedziałam dlaczego.

Teraz masz na swoim koncie 11 rekordów Polski, wytrzymujesz pod wodą 6 minut i schodzisz na głębokość 85 metrów… Jak to się stało?

Zakochałam się! (śmiech). Jak w filmie Wielki Błękit wszystko zaczęło się w Grecji… Miałam 16 lat i podczas wakacji z rodzicami tata postanowił zabrać mnie na zapoznawcze nurkowanie ze sprzętem, tak zwane – intro. Uczyłam się pod okiem przystojnego instruktora: Grek, wysoki, dobrze zbudowany, a do tego miał długie włosy i tak jak ja – słuchał metalu! Wstępne przeszkolenie trwało trzy minuty, bo okazało się, że szybko złapałam o co chodzi. Ruszyliśmy więc w morze. Po drodze w dół skończyło mi się powietrze w butli, a ponieważ bezdech był dla mnie czymś bardzo naturalnym, nie przejęłam się tym wcale. Instruktor podał mi swój automat i płynęliśmy spięci długą smyczą, co wydawało mi się wtedy bardzo romantyczne.

Kiedy w końcu zrzuciłaś sprzęt?

W 2008 roku. Już wtedy miałam uprawnienia Divemastera i trenowałam pod okiem rekordzisty Polski, Darka Wilamowskiego. W drugiej połowie roku pojechaliśmy z Darkiem do Dahab, w Egipcie. Tam poznałam jednego z najlepszych nurków na świecie, legendę nurkowania w jaskiniach – Krzysztofa Starnawskiego, polskiego himalaistę i podróżnika, który zaproponował mi współpracę przy „Projekcie 9000” i Bogusława Ogrodnika. W 2006 roku Ogrodnik wszedł na Mount Everest, tym samym znalazł się na wysokości 8848 metrów n.p.m., a teraz chciał zanurkować na głębokość 152 metrów. Dodane metry dają w sumie 9000, stąd nazwa projektu.

Arch. prywatne

Udało się?

Tak. Ogrodnik pobił rekord świata w tzw. deniwelacji, czyli różnicy wysokości między dwoma punktami na ziemi, a ja byłam szczęśliwa, że mogłam w tym uczestniczyć. Dodatkowo, zaprzyjaźniłam się z chłopakami z bazy, którzy trenowali swobodne nurkowanie. Ja uczyłam ich nurkowania ze sprzętem, a oni mnie freedivingu. Zdjęłam sprzęt i od razu zeszłam na 30 metrów, a jak się okazało, wtedy to był rekord Polski. I tak to się zaczęło.

Pamiętasz swoje pierwsze zawody?

W Dahab poznałam Czecha, Romana Ondruja, który zachwycony moimi osiągnięciami zaproponował, żebym przyjechała na basenowe zawody do Czech. Dla mnie to była abstrakcja! Jakie zawody? Tym bardziej, że nigdy wcześniej nie trenowałam freedivingu na basenie. Przyjechałam do Brna na cztery dni przed zawodami. Podczas prób wstrzymywałam oddech w bezruchu na 3 minuty, bez przygotowania. Myślałam wtedy, że skoro nie sprawia mi to trudności, to ciekawe, ile wytrzymam na zawodach. I stało się. Osiągnęłam 5:05, wynik zbliżony do rekordu Polski. Sędzia nie mógł w to uwierzyć!

A Ty?

To był mój moment mocy! Jeśli mogę wstrzymać oddech na 5 minut, to mogę wszystko. Wcześniej nie mogłam się wkręcić w żaden sport na dłużej, a lekcje WF-u omijałam szerokim łukiem. Dopiero nurkowanie ze sprzętem popchnęło mnie do regularnego ruchu, a takie osiągnięcie, w tak krótkim czasie, dało mi dużą satysfakcję. Tym bardziej, że był to czas, gdy zmagałam się ze zdrowiem – najpierw zespół jelita drażliwego, potem Hashimoto. A tu nagle freediving, który daje mi poczucie sprawczości, że moje ciało może dużo więcej, że nie jestem bezsilna. Dzięki temu, nauczyłam się nie zakładać, że czegoś się nie da, że nie potrafię, bo tego się nigdy nie wie, dopóki nie spróbuje… Nie wiedziałam, że mogę na tak długi czas wstrzymać oddech, a tu proszę, taka niespodzianka. (śmiech)

A propos niespodzianek, podobno w 2020 roku chcesz pobić rekord świata…

Mam taki pomysł, żeby spróbować swoich sił w dyscyplinie, którą się jeszcze nie zajmowałam. Chcę osiągnąć rekordową głębokość 131 metrów w konkurencji zmienny balast (przyp. red. zawodnik zanurza się z dodatkowym balastem, który zostawia na dole i powraca o własnych siłach korzystając z płetw i/lub liny) Będzie to najgłębsze na świecie nurkowanie kobiety w tej konkurencji oraz najgłębsze zanurzenie na zatrzymanym oddechu polskiego obywatela.

W wywiadzie z Dariuszem Wołowskim, Andrzej Bargiel powiedział, że uprawia sport dla przyjemności, a nie po to, żeby tworzyć historię. A u Ciebie, jak to jest?

Ważniejszy jest dla mnie trening i idący za tym progres. Przesuwanie granicy i fakt, że zawsze można kawałek dalej. A czy to jest oficjalne, czy nie, to dla mnie ma drugoplanowe znaczenie. Jakby tego rankingu nie było, też bym to robiła. To moja pasja. Nie miałam nigdy koncepcji bicia rekordu, ale znajomy uświadomił mi, że jest konkurencja, w której nigdy nie startowałam, a która fizycznie jest w moim zasięgu. Najpierw mnie ten pomysł bardzo zestresował, ale potem pomyślałam, że może czas na wisienkę na torcie mojego swobodnego nurkowania, a potem wykorzystanie tego doświadczenia w pracy zawodowej.

Czyli?

W coachingu, treningach mentalnych, pracy z ciałem i warsztatach rozwojowych – tym się zajmuję na co dzień. Jestem na ostatnim roku studiów na wydziale psychologii klinicznej i powoli wdrażam elementy treningu na wstrzymanym oddechu w pracy z klientami, m.in. biznesmenami i sportowcami. Freediving to praca nie tylko z ciałem, ale przede wszystkim z głową. Dlatego wierzę, że może pomóc zarówno w radzeniu sobie z presją osiągnięć, jak i we wspieraniu procesów psychoterapii.

Arch. prywatne

Ostatnio David Beckham próbował freedivingu i pomimo że nigdy wcześniej tego nie robił, wstrzymał oddech na 2 min. 40 s. To predyspozycje czy trening?

Ani jedno, ani drugie. Wynik Beckhama jest przeciętny (śmiech). Każdy dorosły człowiek, po krótkim przeszkoleniu, powinien bez problemu wstrzymać oddech na 2 – 4 minuty. Owszem, są predyspozycje, które to ułatwiają, ale nie są to tylko predyspozycje sportowe. Nie byłam pływakiem. Spędzałam czas w wodzie od dziecka, to prawda ale łowienie muszelek to nie sport… Wydaje mi się, że jak z każdą aktywnością fizyczną, twoje ciało może stwarzać możliwości, że będzie łatwiej albo trudniej, ale przez treningi można wypracować metodę i wyćwiczyć ciało na tyle, że dasz sobie świetnie radę. Istotna jest też część mentalna, bo przecież nurkując swobodnie nie oddychasz, a dla organizmu to „czerwona lampka”, że coś dzieje się nie tak. Trzeba umieć rozmawiać ze swoją głową i znaleźć złoty środek pomiędzy pełną relaksacją, a kontrolą. To trudne, ale jak już się uda, nie da się tego z niczym porównać!

Gdzie się można tego nauczyć?

Na Bali, razem ze mną!

Zamieniam się w słuch…

Podczas przygotowań do rekordu świata muszę mieć czas na odpoczynek. I tak, całkiem niedawno, razem z moimi przyjaciółkami wpadłyśmy na pomysł zorganizowania wyjazdu, na którym połączymy naukę swobodnego nurkowania z zajęciami jogi i pracą mentalną. I to wszystko w północno – wschodniej części Bali, z dala od turystycznego zgiełku, nad samym brzegiem oceanu.

Arch. prywatne

Dla kogo ten wyjazd?

Tylko dla kobiet (śmiech), przykro mi panowie! Zapraszam wszystkie kobiety, bez względu na umiejętności nurkowe, czy stopień zaawansowania wykonywanych asan. Głównym celem wyjazdu jest wyciszenie, bycie blisko z samą sobą, tu i teraz. Będziemy medytować, spacerować, nurkować, oddychać i wstrzymywać oddech, odwiedzać świątynie, podziwiać pola ryżowe i cieszyć się naturą. Razem z Emilią Iwaniuk, instruktorka jogi, certyfikowana masażystka Shiatsu i mistrzyni japońskiego łucznictwa Kyūdō, poprowadzimy warsztaty. Ja skupię się na pracy mentalnej: freedivingu oraz coachingu, a Emilia na jodze i pracy z oddechem. Wszystkie aktywności będą dostosowane do umiejętności uczestniczek. Nic na siłę, wszystko w harmonii z ciałem i umysłem… A dodatkowo, kto by nie chciał spędzić listopada w miejscu nazywanym „wyspą Bogów i szczęśliwych ludzi”?!

Mnie już zachęcać nie musisz.

W takim razie, do zobaczenia na Bali!

Szczegóły wyjazdu: http://www.freediveexperience.com/bali2019/


Pokaż, jaka jesteś EKO i wygraj ekologiczną suszarkę Remington dla siebie i swojej mamy. Konkurs jestem EKO

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 maja 2019
Fot. iStock / Viktor_Gladkov

Zastanawiałyście się kiedyś, za co należą się naszym mamom podziękowania? Albo jaką wyjątkową cechę w sobie macie, którą też jej zawdzięczacie? Dużo mówi się o tym, jak relacje kształtują nas od wczesnego dzieciństwa, o tym, jaką dają siłę, odwagę do dobrego życia. A czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak na nasz styl życia, wpłynęła właśnie mama?

To były inne czasy, a jednak nawet w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych, mamy uczyły nas szacunku do życia. Do zwierząt, roślin, planety – choć wtedy nikt nie nazywał tego EKO życiem. Pokazywały nam, jaką wartość ma wszystko, co nas otacza. Dziś EKO oznacza bardzo wiele, bo wreszcie rozumiemy je lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Tak samo jest z relacją z mamą. Dopiero dorosłość i dojrzałość ukazuje nam to, co wcześniej umykało pod płaszczykiem zwyczajności. Żeby uczcić Dzień Matki w bardzo wyjątkowy sposób, serdecznie zapraszamy was do wspólnej zabawy.

Bądźcie EKO, chwalcie się tym i wygrajcie fantastyczne suszarki Remington, które… oszczędzają prąd! Napiszcie nam, jak jesteście EKO! Pokażcie, zaśpiewajcie, namalujcie, zróbcie zdjęcie – pokażcie swoje EKO zalety w dowolnej formie!

Najfajniejsze prace nagrodzimy cudownymi EKO suszarkami marki Remington, które zużywają mniej prądu i dbają o włosy! Ach i co najlepsze – z okazji Dnia Matki nagradzamy Ciebie i Twoją Mamę! Należy jej się nagroda, skoro wychowała tak wspaniałą EKO babkę! 💗

Bycie EKO popłaca! Pokaż, jaka jesteś EKO i wygraj ekologiczną suszarkę dla siebie i swojej mamy!

Fot. Materiały prasowe

Zasady:

  1. Aby wziąć udział w Konkursie, należy wykonać zadanie konkursowe.
  2. Za moment dokonania zgłoszenia Konkursowego w sposób określony w ust. 1 uważa się moment, w którym zgłoszenie zostanie zapisane na serwerze pocztowym organizatora.
  3. Jedna osoba może przesłać tylko jedną odpowiedź. W przypadku udzielenia większej liczby odpowiedzi, Organizator weźmie pod uwagę podczas rozstrzygania konkursu, pierwszy nadesłany e-mail.

Co trzeba zrobić?

Wyślij do nas swoją pracę pokazującą, jak żyjesz EKO! Wszystkie chwyty dozwolone – to może być list, opowieść, wiersz, zdjęcie, grafika, komiks, film lub piosenka. A może planujesz małe #TrashChallenge? Zachwyć nas i zarażaj świat swoim eko optymizmem! Najfajniejsze prace nagrodzimy cudownymi EKO suszarkami marki Remington, które zużywają mniej prądu i dbają o włosy! Ach i co najlepsze – z okazji Dnia Matki nagradzamy Ciebie i Twoją Mamę! Należy jej się nagroda, skoro wychowała tak wspaniałą EKO babkę!💗

Jeśli chcecie przesłać pracę w formie nagrania audio lub wideo – opublikujcie ją na portalu społecznościowym lub swoim kanale YouTube (ustawienia prywatności „publiczne” – i wyślijcie do nas link!

Prace przesyłajcie na adres kontakt@ohme.pl z dopiskiem „Jestem EKO”.

Prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora oraz Sponsora konkursu, swoich danych osobowych, uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami o ochronie danych osobowych i RODO.

Nagrody:

1. Dwie suszarki  THERMACARE PRO 2200 DRYER D5710  (kolor czarny) – po jednej dla ciebie i dla mamy

Fot. Materiały prasowe

Dzięki Thermacare Pro 2200 szybko wysuszysz włosy przy mniejszym nagrzewaniu*, urządzenie zapewnia odpowiednią ochronę dla włosów, bez kompromisów w zakresie stylizacji.

Mocna, ale delikatna, mniej nagrzewania to większa ochrona Twoich włosów

Suszarka o mocy 2000W z wydajnością suszenia 2200W oznacza, że szybko wysuszysz włosy przy mniejszym nagrzewaniu – pomaga chronić włosy podczas stylizacji.

Ceramiczna kratka jonowa zapewnia równomierne nagrzewanie i zapobiega elektryzowaniu się włosów

Pożegnaj się z elektryzującymi się włosami i złą stylizacją. Równomierne rozprowadzanie ciepła w połączeniu z właściwościami antystatycznymi pozwala uzyskać lśniący efekt za każdym razem.

2. Dwie suszarki THERMOCARE PRO 2300 D5715 (kolor czarno złoty) – po jednej dla ciebie i dla mamy

Fot. Materiały prasowe

Thermacare Pro 2300 oferuje połączenie szybkiego suszenia z większą ochroną* Jako mocna, ale delikatna suszarka 2100W, oferuje taką samą prędkość suszenia jak suszarka 2300W ale przy mniejszej ilości nagrzewania dla większej ochrony.

Wysusz włosy szybko, bez nadmiernego ciepła – dla większej ochrony Twoich włosów

Połączenie wydajności suszarki o mocy 2300W z delikatnością nagrzewania suszarki 2100W, dzięki któremu możesz szybko wysuszyć włosy przy mniejszej ilości nagrzewania. Prosty sposób na ochronę włosów podczas tworzenia Twojej popisowej fryzury.

Kompaktowa i lekka konstrukcja

Kompaktowa i lekka konstrukcja Thermacare 2300 sprawia, że jest to idealne urządzenie do szybkiej pielęgnacji włosów, bez pogarszania wydajności szybkiego suszenia.

3. Dwie suszarki THERMACARE PRO 2400 D5720 (kolor biały) – po jednej dla ciebie i dla mamy

Fot. Materiały prasowe

Najlepsze urządzenie jeśli chodzi o połączenie ogromnej mocy oraz ochrony włosów. Suszarka o mocy 2200W, ale o wydajności suszarki 2400W pozwala szybko wysuszyć włosy przy mniejszej ilości nagrzewania dla większej ochrony Twoich włosów.

Urządzenie Thermacare Pro 2400 posiada dodatkową funkcję turbo boost, do szybkiego i wydajnego suszenia, gdy jest ono najbardziej potrzebne. Ta ultranowoczesna suszarka do włosów, w eleganckim białym kolorze z satynowo-złotymi akcentami, to stylowy dodatek do Twoich urządzeń do pielęgnacji włosów.

Mocna, ale delikatna – dla większej ochrony Twoich włosów*

Ciesz się wydajnością 2400W i prędkością 90km/h, co oznacza szybkie suszenie przy mniejszym nagrzewaniu, dla większej ochrony*.

2 x dłuższa żywotność silnika oznacza, że suszarka wytrzyma dwa razy dłużej

Silnik, który wytrzyma dwa razy dłużej, więc urządzenie Thermacare 2400 nie zawiedzie Cię, kiedy będziesz go najbardziej potrzebował. Możesz skupić się na stworzeniu pożądanego wyglądu i pozwolić, aby suszarka pracowała za Ciebie!

Akcja trwa od 09.05.2019 do 19.05.2019 roku. Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

TWOJE DANE: Pamiętaj, udział w konkursie jest dobrowolny. Dodając swój komentarz, wyrażasz zgodę na opublikowanie twojego imienia i nazwiska (lub pseudonimu), w przypadku ewentualnej wygranej, na liście laureatów, czyli na wykorzystanie i przetwarzanie twoich danych osobowych w celu przeprowadzenia niniejszego konkursu (zgodnie z przepisami o ochronie danych osobowych i RODO). Nie używamy twoich danych do  innych celów, niż czynności związane z niniejszym konkursem.


Zobacz także

style zwiazkow

Dlaczego twój związek się chwieje? Style związków, jakie tworzą ludzie

Miłość, młodość i motyle w brzuchu… Pierwszy poważny związek: oczekiwania kontra rzeczywistość

Wciąż kłócicie się o to samo? Jest sposób, by raz na zawsze rozwiązać konflikt