Prosty jak budowa cepa przepis na związek idealny. Dla niego i dla niej

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 października 2016
Fot. iStock  /  mictian
Fot. iStock / mictian
 

Czyżby się udało? Czyżby można było stworzyć idealny przepis dla idealnego związku?

Powiem szczerze – jestem w szoku. Znalazłam w sieci tekst o tym, co kobiety powinny wiedzieć o swoich facetach, by móc budować z nimi głęboką relację. Sam autor wyszedł z założenia, może i słusznego, że faceci nigdy nie zrozumieją skomplikowanej natury kobiet. Cóż, tak podobno mają, nie wiem, nigdy facetem nie byłam. Ale jestem kobietą. I pomyślałam, że skoro dla facetów zdefiniowanie swoich wymagań wobec kobiet może być tak banalnie proste, to może i my kobiety pokusimy się o wyłożenie kawy na ławę mówiąc, czego chcemy. A niech będzie równowaga, a nie tylko, że my facetów nie rozumiemy i po nich jedziemy.

Niech będzie 1:1, oko za oko, argument za argument.

Przepis na związek idealny. Dla niego i dla niej

Drogie Panie nie przeglądajcie jego poczty

Ani telefonu, ani historii oglądanych w internecie stron. Bo co się stanie, jak natkniesz się na coś czego nie chciałabyś wiedzieć i będziesz żałować, że to zrobiłaś? Tak, to męska logika.

Panowie: Nigdy jej nie mówcie, że za długo rozmawia przez telefon

Taka nasza kobieca natura, że lubimy dużo gadać. Z przyjaciółką, mamą, teściową, koleżanką. Pomyśl, że przynajmniej ty masz święty spokój. I nie pytaj, o czym można tak długo rozmawiać. Nie chcesz wiedzieć.


 

Drogie Panie, pamiętajcie, że faceta nie można zmienić

Tak i warto, by każda kobieta o tym pamiętała. On taki jest. Ile razy to słyszałyście: „Taki jestem, nic nie zrobisz”? No to teraz wiecie, że naprawdę nic zrobić się nie da. Świetna perspektywa, nie ma co.

Panowie: kobieta zmienną jest

Teraz może kochać, a za chwilę nienawidzić. Coś może ją zachwycać, by następnego dnia doprowadzić do szału. Taka jest. Trzeba się z tym pogodzić, a nie z zażenowaniem kiwać głową i przewracać oczami.


 

Drogie Panie nie dziwcie się, że wybiera kumpli

Powinnaś wiedzieć, że kumple zawsze będą dla niego najważniejsi, zwłaszcza ci, których ma przy sobie od dawna. Więc nie stawiaj go przed wyborem: kolacja ze mną, albo mecz z kumplami. Po co masz się rozczarować. No właśnie, drogie panie, po co?

Panowie: nie dziwcie się, że wybiera przyjaciółki

I to z nimi ma ochotę wyjechać na weekend, czy zorganizować wspólny babski wypad do kina.


 

Drogie Panie nie zadawajcie pytań nie chcąc znać odpowiedzi

Bo według facetów każdy ma swoją historię i jeśli nie chcesz jej znać, to nie pytaj, z iloma kobietami spał, która była najlepsza w łóżku, a która najgorsza.

Panowie: Nie pytajcie „o co ci znowu chodzi” nie chcąc tego zrozumieć

Ile razy mówicie „daj spokój”, „a ty znowu o tym samym”. Nie słuchacie swoich kobiet, macie gdzieś co mają do powiedzenia, do wytłumaczenia. Kobiety, których nie chcecie słuchać w końcu odchodzą. Pamiętajcie i nie dziwcie się.


 

Drogie Panie: facet jest zazdrosny o wszystkich twoich przyjaciół

Wyobraź sobie, że on chce być najważniejszy w twoim życiu i nie znosi konkurencji. Masz być w niego zapatrzona jak w obrazek i tylko w niego

Panowie: kobiety są zazdrosne o wasze przyjaciółki

Wyobraźcie sobie, że to działa w dwie strony. Nie chcemy z nikim konkurować, my też – tak jak wy chcemy być przez was podziwiane, i tylko my. Zobaczcie – proste prawda, w tym punkcie chcemy tego samego.


 

Drogie Panie nie dziwcie się, że on chce przelecieć twoją przyjaciółkę

A dziwiłaś się dotąd? O matko, a może tego nie akceptowałaś? A przecież według facetów to normalne. To, że on myśli, że chciałby zaciągnąć twoją przyjaciółkę do łóżka, to nie znaczy, że to zrobi…

Panowie: Nie dziwcie się, że ona chce się przespać z waszym przyjacielem

To, że chce, to nie znaczy, że to zrobi. O proszę, mamy drugi punkt styczny. To może się udać. My zrozumiemy was, wy nas i sprawa jasna.


 

Drogie Panie musicie o siebie dbać

To, że usidliłaś faceta nie znaczy, że możesz się roztyć i przestać ćwiczyć. Drogie panie, co to to nie. Chociaż mało który facet powie ci, że powinnaś schudnąć, to uwierz, że on tak myśli. To męskie zdanie w dyskusji.

Panowie: musicie o siebie dbać

Nie do wiary? Mamy trzeci wspólny punkt. Panowie, to że ona wygląda jak milion dolarów nie znaczy, że wam ma rosnąć brzuch, obwisnąć piersi i dresy na dupie wisieć. Choć wam tego nie powiemy, chciałybyśmy, byście nie tyli i o siebie dbali.


 

Drogie Panie on chce byś lubiła to, co on lubi

Niekoniecznie musisz z nim od razu biec na trening piłki nożnej lub przesiadywać przed konsolą do gier. Ale zapamiętaj – każdy facet chce byś lubiła to, co jego uszczęśliwia.

Panowie: polubcie to, co ona lubi

Że kolejna para butów, kolejna torebka, płyta z Ewą Chodakowską i nowy płaszcz. Naprawdę, polubcie to, co czyni nas szczęśliwymi i od czasu do czasu popłaczcie na komedii romantycznej. O ja cię, prawie bym przegapiła – znowu się zgadzamy.


 

Drogie Panie on nie jest waszym ojcem

Jest twoim partnerem, kochankiem, więc nie traktuj go jak ojca, który musi ci dać poczucie bezpieczeństwa i przytulić z czułością bez seksualnego podtekstu.

Panowie: ona nie jest twoją matką

I nie musi wcale prać ci skarpetek, gotować, sprzątać i spełniać każdą twoją zachciankę. Pamiętajcie o tym.


 

Drogie Panie faceci nie są tak skomplikowani jak kobiety

Nie domyślą się, nie zrozumieją bez słów, a czasami nie są w stanie zrozumieć kobiety nawet, gdy ta chce im objaśnić swój tok myślenia. To dwie różne planety.

Panowie: kobiety nie są tak proste jak wy

Dla nas nie wszystko jest czarno-białe, zero-jedynkowe. Musimy poanalizować pozastanawiać się, poprzeżywać. Tak mamy. Jesteśmy jak dwie różne planety – o to już gdzieś było…

To co, obie strony zgadzają się wszystkie punkty wprowadzić w życie? Czy każdy jest mądry pisząc tylko i wyłącznie ze swojego punktu widzenia?


Nie zmarnujcie ani minuty. Życie jest za krótkie na takie historie

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
14 października 2016
Fot. iStock / MichelleMorrisonPhoto
Fot. iStock / MichelleMorrisonPhoto
 

Relacje z rodzicami nie zawsze są tak oczywiste, jak się wydaje. Nie zawsze dają tyle miłości i zaufania, jakie chcielibyśmy otrzymywać, nierzadko są wręcz kosmicznie skomplikowane. Podjęcie decyzji o separacji z najbliższymi to zawsze ciężka sprawa. Naleciałości z przeszłości i wydarzenia, o których wolelibyśmy zapomnieć, skutecznie przedłużają ciszę w słuchawce o rok, o dwa. Zanim dojedziemy do istotnych wniosków, że winy sprzed lat nie są już z tak duże i nie bolą jak kiedyś, możemy w krnąbrności i bezsensownej bucie zapętlić się na nazbyt długo. A co, jeżeli dawno powinny się już zagoić, telefon zadzwonić a mina smutnej matki nareszcie uśmiechnąć po odzyskaniu syna? Co jeśli od zawsze niechciany i niekochany ojciec, który zostawił mamę samą dwadzieścia lat wstecz, poszedł po rozum do głowy i jest wyjątkowo dobrym człowiekiem?

Dokładnie 22 lata nie było taty. To znaczy mieszkał gdzieś w tym samym mieście ze swoja drugą rodziną i miał mnie w szczerym poważaniu. Całe nastoletnie życie murem stała za mną mama, która ledwo wiązała koniec z końcem. Nie wiem, jak to robiła, jak cicho płakała przez zamknięte drzwi łazienki, że ja się nie orientowałam. Nigdy, mimo poważnych kłopotów z pieniędzmi nie czułam się gorsza niż moi rówieśnicy. Jeździłam na kolonie, miałam ciepłe ubrania, kiedy łapał mróz. Mało tego, miałam takie ubrania, jakie chciałam, chociaż fakt posiadania życia przeciętnego człowieka i wynagrodzenia matki na poziomie średniej, później najniższej krajowej, nauczył mnie szybciutko, że spodnie wystarczają na długo, bo drugich nie będzie. Pamiętam jak dziś, jak przebijamy się z mamą przez całe miasto z południa na północ, jak podróż zajmuje nam półtorej godziny w zimnym, nieogrzanym Ikarusie. Jedziemy po zimową kurtkę, która w sklepie na północy była ileś procent tańsza niż w innym sklepie na południu.

Z perspektywy czasu kurta była paskudna, ale mina matki, która zakłada na mnie czarny worek pierza, naciągała czapkę z pomponem na zmarznięte uszy i w duszy dziękuje, że będzie mi ciepło w tym roku, rozczula mnie do dziś. Wycieczka po zimówkę jest alegorią starań mamy przez całe moje życie i historią, którą zawsze stawiam przed oczami, kiedy mnie denerwuje w dorosłości.

Ojciec natomiast przez dwadzieścia lat zadzwonił może  pięć razy. Raz kupił doładowanie do pierwszego telefonu z wielką anteną, raz odmalował mi pokój. Generalnie miał kilka zrywów zaj*ebistości. Pojawiał się na chwilę, obiecywał, że będzie, mimo względnie ułożonego życia prywatnego po mojej mamie. Później odchodził. Nie dzwonił. Nie oddzwaniał. W przypadku taty przed oczami staje mi jedna scena. Kiedy do mieszkania niani, w którym przesiadywałam po szkole, przyszła odebrać mnie matka, a za nią, na starej klatce schodowej podskakiwał na schodach ojciec.

Trudno opisać uczucie dziewięcioletniego dziecka, które topiło w się przez ułamek sekundy w niewyobrażalnej ekscytacji, że to właśnie on pokonuje dla mnie schody , żalu,  że nie było go tak długo i lęku, że za chwilę pójdzie i znowu go nie zobaczę kilka lat. Mimo wszystkich krzywd, których doznałam w związku z jego nieobecnością, wtedy na klatce tąpnęła mną miłość. Wielka miłość w bardzo małym ciele. Jak szybko przyszedł, tak szybko odszedł znowu.

Ojciec próbował dzwonić do mnie jeszcze kilka razy, kiedy zrobiłam się dorosła. Wyprowadziłam się z domu, poszłam na studia, zaczęłam pracę. Dopadły go wyrzuty sumienia i, jak teraz mi się wydaje, żal za tak drastycznie zmarnowanych dwadzieścia lat. Wydawało mi się, że jestem ponad to, ponad jego. Niezależna, młoda i jedyne zwycięstwa, jakich byłam uczestnikiem, zawdzięczam mamie. Nie chciałam z nim już rozmawiać. Nigdy. My mieliśmy się już nigdy nie spotkać.

Kiedy skończyłam 25 lat urodziłam pierwsze dziecko. Córka rozwaliła poukładany system wartości. Rzeczy nieważne, nieistotne zdjęła z piedestałów. Temu co ważne wreszcie nadała sens. Nie było starych przekonań, pewnym stała się tylko jej obecność i to, że jest największa miłością mojego życia. Wszystko inne dało się zrobić, wytłumaczyć, odpuścić. Dało się zadziałać. Dwadzieścia dwa lata po tym, jak ojciec zabrał ostatnia parę skarpet i spodni w workach na śmieci, zadzwonił telefon. W słuchawce dobrze znany głos zapytał, czy może poznać wnuczkę i mimo, iż wie, że ja raczej nie chcę go znać, zaprasza mnie z rodziną na święta. Do siebie.

Nie wiem, kto padł szybciej na glebę z zaskoczenia, kiedy bez wahania odpowiedziałam „Tak. Chętnie”, ja czy on. Dzisiaj dziękuję za to córce i mężowi, który na pierwszym spotkaniu trzymał mnie mocno za rękę. Z Tatą poznaliśmy się na nowo dwa lata temu.

Dziwne skręty i możliwe, że źle wybrane kierunki jazdy rozdzieliły nas na ponad dwadzieścia lat. Na tamtych przełomowych świętach wziął mnie na stronę i jedyne co był w stanie powiedzieć to „przepraszam”. I choć wydawało mi się, że po wszystkich ciężkich wspomnieniach, nieopisanym żalu będzie musiał postawić minimum pałac, żebym w ogóle chciała z nim rozmawiać, to tamto „przepraszam” rozgrzeszyło wszystkie pomyłki. Nigdy wcześniej ani później nikt mnie nie przeprosił tak, że czułam w każdym centymetrze kości, jak bardzo czegoś żałuje.

„Tato” przechodziło  mi trochę trudno przez gardło, ale teraz  używam go z dumą. Facet, którego nie znałam wcale, okazał się najlepszym dziadkiem na świecie dla moich dzieci i człowiekiem, na którego mogę liczyć o każdej porze dnia i nocy. Nie spodziewałabym się, że będzie jedną z pierwszych osób, do której zadzwonię z prośbą o natychmiastową pomoc, kiedy odeszły mi wody przy drugim dziecku. Tato odrobił wszystkie lekcje z życia.

Stoi obok, patrzę na łysiejącą głowę i pierwsze siwe włosy. W myślach dziękuję, że jest. Że się znalazł. I choć pewnie nigdy nie powiem mu głośno, że go kocham, to wiem, że przeczyta ten tekst, a resztę dopowie sobie sam. Mój Tato czyta wszystkie moje teksty.

Nie zmarnujcie ani minuty. Jeżeli jest ktoś do podania ręki nie traćcie czasu. Życie jest za krótkie na takie historie. Niech moja was czegoś nauczy.


Jak rozpoznać dobrze dobraną parę? Wystarczy odpowiedzieć sobie na trzy pytania

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
14 października 2016
Jak rozpoznać dobrze dobraną parę
Fot. iStock / Bulent Ince
 

Szczęśliwe i udane małżeństwo wraca do łask. Według naukowców, to najlepsze co można dla siebie zrobić, najlepsze co można zrobić dla własnego szczęścia… The New York Times pisze: Małżeństwo sprawia, że ludzie są szczęśliwsi i bardziej zadowoleni z życia niż ci, którzy żyją w pojedynkę. – Szczególnie w najbardziej stresujących okresach życia, takich,  jak kryzys wieku średniego. Ale czy to w dzisiejszych czasach jeszcze możliwe?

Żeby małżeństwo czy stały, poważny związek miały swoją wręcz magiczną moc i pozytywny wpływ na życie – zdecydowanie muszą się zaliczać do tych „udanych”, a tutaj wiele zależy od tego, czy dokonamy właściwych wyborów… Pojawia się więc najważniejsze pytanie, po czym poznać dobrze dobraną parę?

Peter Pearson, terapeuta par, współzałożyciel  Couples Institute w Menlo Park, w Kalifornii podpowiada…

Po pierwsze… chemia!

Peter Pearson
„Chemia to nie wszystko, ale jeśli jej brak, jeśli ten pociąg jest nierówny, to jest to sytuacja trudna do pokonania. Trudno zbudować pasję, jeśli już na początku jest dość niska. Jeśli udałoby mi się znaleźć sposób na to, aby rozbudzić taką pasję i emocje, mimo, że na początku nie było wielkiego wybuchu, byłbym bogatszy niż Bill Gates”.

Jednak chemia seksualna, to nie wszystko. Nie chodzi tylko o tę zgodność i dreszczyk prowadzący do łóżka, ale pociąg do tego by razem chcieć spędzać czas, wychodzić, być.  Możecie od czasu do czasu tłuc talerze na kuchennej podłodze, ale pod koniec dnia spojrzeć na swoją drugą połówkę i pomyśleć: chcę się z nim/nią zestarzeć…

Po drugie… dwie połówki czy ogień i woda?

Bardzo wiele zależy od tego w jakie role wchodzimy w związku. Według Erica Berne’a, twórcy analizy transakcyjnej wyróżnić można 3 stany „ego”, czyli trzy wzory postępowania:

Dziecko – Co czułeś

Rodzic – Czego nas uczono

Dorosły – Czego się nauczyłeś

„Dziecko” – reprezentuje nasze najbardziej egoistyczne potrzeby, skupione na „ja”, nie na innych, zewnętrznych oczekiwaniach. Stan dziecka – odwołuje się do typowo dziecięcych cech, czyli emocji i zabawy. „Rodzic” – to to, co wynieśliśmy z domu. Wartości, które zostały nam przekazane, obrazy, które w sobie nosimy – również te dotyczące związków. Wzory, które będziemy prawdopodobnie powielać w swoim życiu. „Dorosły” natomiast – to stan oparty na racjonalności, dający nam zdolność chłodnej i obiektywnej oceny sytuacji.

Biorąc po uwagę te trzy stany ego, Peter Pearson proponuje nam mały sprawdzian związkowej zgodności. Wystarczy zadać sobie trzy pytania – odwołujące się do naszych stanów ego, żeby sprawdzić, czy jesteśmy zgodną (tzw. „udaną”) parą:

Rodzic: Czy macie podobne wartości i przekonania o świecie?

Dziecko: Czy potraficie się wspólnie bawić? Czy jesteście spontaniczni? Czy uważasz, swojego partnera za „gorącego”? Lubicie podróżować razem?

Osoba dorosła: Czy to co myślicie, mówicie, jest jasne dla drugiej osoby? Czy potraficie rozwiązywać razem problemy?

Jeśli, odpowiedzi są pozytywne – nie musicie się dłużej zastanawiać, jesteście zgrani, dobrani, dopasowani itepe, itede. Symetria idealna. Wyważenie w związku i w każdym z partnerów z osobna. Ale to zdarza się niezwykle rzadko. Jak więc w prawdziwym niedoskonałym świecie pasować do siebie mimo tylu różnić? To proste.

Mówimy, że przeciwieństwa się przyciągają, i choć nie jest to najszczęśliwsze połączenie w długotrwałym związku, naprawdę wiele można osiągnąć. Wszystko zależy od tego, czy w tych (czasem nawet skrajnych) różnicach nawzajem się uzupełniamy – i czy obu stronom taka „gra” odpowiada.

Związki ludzi o skrajnie odmiennych charakterach, zainteresowaniach często są zaprzeczeniem partnerstwa, jednak mogą być udane. Trwa to tak długo, jak długo każdej ze stron nie przeszkadza niezrównoważony podział obowiązków, zobowiązań czy odpowiedzialności. W sytuacji, w której jedna osoba zawsze pełni rolę rodzica, a druga dziecka, w powietrzu wisi co najwyżej katastrofa a nie wspólna przyszłość. Bo prędzej czy później następuje moment, w którym ktoś wykrzyczy „mam dość!!!”.

a po trzecie… 

… nawet jeśli coś przestaje działać, zawsze możecie nad sobą i nad związkiem pracować. Bo te naprawdę udane, rzadko kiedy są darem od losu, tylko ciężka pracą dwóch kochających się osób… osób, którym zwyczajnie ciągle jeszcze się „chce” coś z tym zrobić!


Źródła: Business InsiderThe New York Times


Zobacz także

Fot. Flickr / Ben Webb /

Dzień #25, ostatni. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

Fot. iStock /  fcscafeine

Kiedy zależy ci zbyt mocno, zawsze tracisz…

Trening uważności

Trening uważności w 10 punktach. Nie daj się zwariować, wcale nie musisz pędzić jak wszyscy