Jak powoli tracisz swoje życie. 20 sygnałów współuzależnienia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 marca 2017
Fot. iStock/lolostock
 

Współuzależnienie to sposób w jaki odnosisz się do samego siebie i do innych, bliskich osób. Współuzależnienie to niemoc, bezradność i przyjęcie na siebie odpowiedzialności za uczucia i działania osoby uzależnionej. Współuzależniony działa jak zaprogramowany, żyje w rytmie uzależnienia, w ciągłym napięciu i niepewności. W skrajnych przypadkach współuzależnienia buduje wokół uzależnionego ochronny klosz, który zapewnia mu „nietykalność”, ale też odbiera obu stronom możliwość na wyzdrowienie. Potrafisz odpowiedzieć na pytanie, czy nie jesteś współuzależniony?

Współuzależnieni mają ponadprzeciętną umiejętność „czytania” nastrojów i odczuć innych,  odczuwają satysfakcję, kiedy potrafią kogoś uspokoić i uszczęśliwić. Często jednak mają nierealne oczekiwania w stosunku do osób, z którymi tworzą bliską relację. Starają się ich zadowolić, otoczyć opieką i chcą być docenieni za swoje wysiłki, ale z reguły nie dostają za swoje zaangażowanie nic w zamian. Ich zestaw zachowań umożliwia uzależnionym bezpieczne trwanie w nałogu. Złudne poczucie kontroli nad ukochaną osobą dominuje rzeczywistość współuzależnionego i przesłania mu realny osąd jego sytuacji i związku.

Jesteś współuzależniony, jeśli regularnie:

1. Czujesz się odpowiedzialny za każdy konflikt, wybuch agresji, złą atmosferę w twoim związku.

2. Starasz się „utrzymać spokój” za wszelką cenę, kosztem własnych potrzeb osobistych, woli, dobrego samopoczucia, rozwoju.

3. Dostosowujesz się do tego, czego on/ona potrzebuje, żeby czuł/czuła  się dobrze, komfortowo, lub nie denerwował się. Masz niewielką lub żadną świadomość własnych potrzeb, uczuć, chęci, granic itp.

4. Boisz się mówić o tym, czego chcesz i działać zgodnie ze swoimi potrzebami, ”na własną rękę”, bo nie chcesz by druga osoba uznała cię za samolubnego, manipulującego, złośliwego.

5. „Monitorujesz” nastrój swojego partnera przez całą dobę, starasz się jak najszybciej gasić wszelkie „pożary” (gniew, agresję, dyskomfort, etc.).

6. Ustalasz granice i nowe zasady dla osób „z zewnątrz”, dajesz im wytyczne i instrukcję obsługi twojego partnera.

7. Jesteś  przyzwyczajony do życia cudzym dramatem, wybuchami, wierząc uparcie, że pod twoim wpływem „coś się zmieni”.

8. Tolerujesz takie zachowania w stosunku do siebie samego, których obiektywnie rzecz biorąc nigdy byś nie tolerował ze strony innej niż twój partner osoby. Tym samym tworzysz toksyczny związek.

9. Twoje myśli są nieustannie zajęte, a ty sam wiecznie zaniepokojony opinią twojego partnera na twój temat. Idziesz na ustępstwa, byle uniknąć jego dezaprobaty, byle go nie zdenerwować lub rozgniewać.

10. Odmawiasz spełniania próśb innych osób, żeby ochronić swojego partnera przed dyskomfortem i stresem, lub przyjmujesz ten dyskomfort i stres na siebie.

11. Łatwo ufasz i wierzysz w to, co mówi twój partner, ignorując znaki ostrzegawcze, doświadczenia z przeszłości oraz fakty.

12. Stale szukasz wymówek dla twojego partnera, usprawiedliwiasz go, kiedy zawodzi innych, bierzesz na siebie odpowiedzialność za jego błędy.

13. Fałszywe poczucie, że jesteś jedyną osobą, która może go „uratować”, wzmacnia twoje ego.

14. Obchodzisz się z nim jak „ z jajkiem”, uznając, że jest niezdolny do samodzielnego radzenia sobie z frustracją i zwykłym, codziennym stresem.

15. Pouczasz go i narzekasz, karcisz zamiast wymagać tego, czego potrzebujesz. Nie traktujesz partnera jako osoby dorosłej.  

16. Robisz dla innych osób (dzieci, małżonka, etc.) to, czego nie zrobiłabyś dla siebie, traktując te działania jako misję i poświęcenie, które podniszą twoje poczucie wartości.

17. Zaniedbujesz obowiązki lub inne osoby w twoim życiu (dzieci, pracę, przyjaciół), bo jesteś zbyt zajęty nałogiem i problemami twojego partnera.

18. „Usługiwanie” uzależnionej osobie pozwala ci czuć się potrzebnym i docenionym.

19. Wierzysz, że znajdziesz miłość i spełnienie, budując swoje życie wokół uzależnionej osoby.

20. Masz poczucie winy i żal do siebie samego za niepowodzenia swojego partnera, koncentrujesz swoje wysiłki na tym, by udowodnić, że jesteś dla niego „wystarczająco dobry”. W tym związku najbardziej boisz się odrzucenia.

Współuzależnienie jest nieefektywną próbą zrealizowania twojej tęsknoty za tym, by kochać i być kochanym, dlatego jednym z pierwszych kroków terapii jest nauka miłości własnej i wzmacnianie swojego poczucia wartości.


Na podstawie: psychcentral.com

 

 


Czy naprawdę wszyscy jesteśmy hejterami ?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
11 marca 2017
Fot. istock/SIphotography
 

Gdyby przeprowadzić powszechną sondę z pewnością zdecydowana większość ludzi stwierdziłaby, że życzliwość, sympatia i wdzięczność są cechami pozytywnymi, a nienawiść, zazdrość i kierowanie się uprzedzeniami należą do tych niechlubnych i negatywnych. A jednak pomimo to coraz częściej spotykamy się z zachowaniami z drugiej grupy. Wokół nas pełno jest poniżania, zawiści, krytyki i obniżania czyjejś (lub czegoś) wartości. A może gdzieś tam w głębi wszyscy jesteśmy po prostu hejterami?

Nie lubię, nie cierpię, nienawidzę

Jesteśmy narodem marudzącym i narzekającym. Taka prawda i nie ma co się tutaj spierać – wiecznie coś nas drażni, coś przeszkadza, wkurza i doprowadza do szału. Polityka, urzędy, zima, jesienna chandra, wiosenne przesilenie, letnie upały, korki na drogach, nauczyciele w szkole dziecka, sąsiad, który od tygodnia coś wierci popołudniami, szef, który ciągle wymaga więcej i więcej, teściowa, która czepia się od zawsze. O wiele częściej z naszych usta padają słowa „nie lubię”, „nie cierpię”, „nienawidzę” niż ich przeciwieństwa – „lubię”, „kocham”, „doceniam”. Dla wielu powiedzenie komplementu przychodzi z wielkim trudem, ale skrytykowanie i wytknięcie błędu to dla nich bułka z masłem. Większość z nas bez problemu na jednym oddechu wymieni swoje wady, ale z zaletami będzie mieć ogromny problem.

A przecież psychologowie ostrzegają, że należy wystrzegać się takich zachowań, nie kształtować w sobie nawyku negowania wszystkich i wszystkiego, bo nie jest to korzystne nie tylko dla ogółu, ale także i dla nas samych – sprawia, że o wiele trudniej osiągnąć nam zadowolenie, szczęście i dobre samopoczucie. Po pewnym czasie nasz umysł ma jakby włączonego autopilota, który kieruje nas w stronę marudzenia, narzekania i czarnowidztwa, a radość staje się przez to stanem o wiele trudniej osiągalnym.

Zgubne stereotypy

Kolejną rzeczą, którą często się kierujemy, są uprzedzenia i stereotypy. Świat staje się coraz bardziej skomplikowany i być może dlatego uciekamy się do skrótów myślowych i automatycznego szeregowania ludzi pod jakieś kategorie, uproszczamy i uogólniamy, bo tak jest nam łatwiej. Blondynka jest głupia, homoseksualista jest pedofilem, kibic bandytą, imigrant terrorystą, feministka niekochaną babą, a ktoś zamożny na pewno dorobił się na oszustwie i lichwie. Idziemy na skróty ze strachu, z lenistwa, bo nie chce nam się zagłębiać w temat, poznać bliżej drugiego człowieka i jego sytuacji – to wymaga już wysiłku, otwartości i gotowości na zmianę poglądów i zbudowanie nowego obrazu świata. Pogardzamy innymi, czujemy się bardziej wartościowi, lepsi; odrzucamy, tłamsimy i szydzimy sobie z czyjejś odmienności tylko dlatego, że jesteśmy częścią większej grupy. A co najgorsze, nie kryjemy się ze swoimi poglądami, mówimy o nich głośno i przenosimy swoje uprzedzenia na następne pokolenie.

Nie osądzaj, jeśli kogoś nie znasz

Bardzo łatwo i szybko oceniamy także postępowanie innych, osądzamy, choć przecież nie znamy całego kontekstu, a jedynie mały wycinek. Lubimy stawiać się w pozycji sędziego, który wydaje wyroki – ten zrobił dobrze, ten źle – a sami zapominamy, że niejedno mamy na sumieniu i do doskonałości nam daleko. Łatwiej jest nam założyć, że ktoś postąpił źle, niegodziwie, nieuczciwie, niż spróbować stanąć na jego miejscu i postawić się w jego sytuacji. Empatia, życzliwość i zwykła wiara w drugiego człowieka jakby wyparowały. Niektórzy wyżywają się na innych z powodu własnych frustracji i kompleksów – widać to bardzo dobrze w Internecie, gdzie na sto złośliwych i wrednych komentarzy można znaleźć zaledwie kilka miłych i sympatycznych. Bez zastanowienia i żadnych hamulców oceniają, obrzucają inwektywami, posądzają o najgorsze i snują niewiarygodne teorie stawiające daną osobę w jak najgorszym świetle – dzięki temu czują się ważniejsi i silniejsi, ale to tylko pozory.

Hejterstwo zjada własne dzieci

Hejsterstwo w końcu pożera własne dzieci. Ci, którzy z łatwością obrzucają innych błotem, nieustannie narzekają i sieją defetyzm, w końcu wpadają w pułapkę swojego toksycznego myślenia – ich negatywny sposób postrzegania wszystkiego staje się rutyną, z której trudno jest się wyzwolić. Powoli wszystko przestaje ich cieszyć, coraz więcej rzeczy dookoła rodzi niezadowolenie i frustrację, o satysfakcji życiowej mogą zapomnieć.  Szczęście – to upragnione i wyśnione przez wielu – staje się nieosiągalne, bo przecież to stan umysłu, a skoro ten jest zatruty pogardą i nienawiścią, to na radosne uczucia nie ma w nim miejsca.

Ale nie wszystko stracone! Bo z hejterstwem można walczyć – uśmiechem, życzliwością, wdzięcznością i sympatią do bliźniego. Szacunkiem, tolerancją i akceptacją dla innych od nas, otwartością na poznanie, zmianę swojego światopoglądu i poszerzenie wiedzy. Ich codzienna praktyka pozwoli na wyrwanie się z mentalnych (a przy tym fatalnych) nawyków i dostrzeżenie kolorowych stron naszego życia – a od tego do szczęścia już tylko niewielki krok.


Co jesteśmy winni naszym rodzicom, jeśli nie dostaliśmy od nich dobrego dzieciństwa

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 marca 2017
Fot. iStock/AlexD75

Co jesteśmy winni naszym rodzicom? Niektórzy z was pokręcą ze smutkiem słowami. Winni? Jak można być coś winnym komuś, kto nas niszczył, kogo nie było stać na najmniejszy gest miłości czy ciepła, komuś, kto nigdy nie miał dla nas czasu i traktował nas jak życiowy ciężar? Szacunek w zamian za traumę dzieciństwa? Dlaczego, z jakiej racji? Relacje dorosłych dzieci z rodzicami potrafią być tak bardzo skomplikowane, że oddziałują negatywnie na całe nasze życie i relacje z bliskimi. Warto więc zaprowadzić tu jakiś porządek, nawet jeśli oznaczałby całkowite zerwanie kontaktu.

Bardzo często naszą motywacją do utrzymywania bądź naprawiania relacji ze „złym” rodzicem, jest poczucie, że ponieważ łączą nas więzy krwi, „powinniśmy” wyciągnąć do niego pomocną dłoń, powinniśmy interesować się jego losem. Zmuszamy się, bo „tak trzeba”, nawet jeśli przeżyta w dzieciństwie trauma sprawia, że każdy kontakt z matką czy ojcem odbija się negatywnie na naszym zdrowiu. – „Mój ojciec był domowym katem – opowiada 30-letnia Małgosia. – Bezwzględny, surowy, znęcał się psychicznie nade mną i nad moją mamą. Wymiotowałam ze strachu, kiedy przynosiłam do domu słabsza ocenę, a potem, kiedy w dorosłym życiu zdawałam egzaminy, szłam na rozmowę o pracę. Dziś jest ciężko schorowanym starszym panem, a ja nadal wymiotuję, gdy wychodzę odwiedzić go w szpitalu.  Rozmowa się nie klei, bo nie mamy o czym rozmawiać. Kiedy przychodzę, właściwie cały czas mnie krytykuje albo poucza. Mam ochotę uciec już w pierwszej minucie odwiedzin. Ale nie mogę go tak zostawić, to mój ojciec. Nie zastanawiam się nad tym, czy mu wybaczyłam. Za bardzo się go boję, nadal”.

Przekonanie, że każdemu, nawet najgorszemu rodzicowi należy się szacunek jest fałszywe i krzywdzące (dla nas). Szacunek powinien występować po obu stronach, a jeśli jest inaczej,  stajemy się ofiarami toksycznej, niewygodnej i męczącej relacji, która przynosi nam więcej zła, niż to, gdyby w ogóle jej nie było. Żeby to jednak zrozumieć, trzeba zdać sobie sprawę z tego na czym powinny opierać się relacje dorosłych dzieci i ich rodziców, co jest normą, a co zdecydowanie poza normę wykracza. Trudno nam to jednak osądzić, jeśli w dzieciństwie nie otrzymaliśmy prawidłowego modelu rodziny. I tu zamyka się błędne koło. Jedynym sposobem na wyjście z niego jest podjęcie próby życia własnym życiem. Żeby to się udało, musimy pogodzić się ze swoją przeszłością. A czasem zrezygnować z obecności rodzica w naszej codzienności. Stawką jest nasz spokój i godne, normalne życie.

Jeśli masz wątpliwości co do tego, jak powinieneś w stosunku do rodzica postąpić, zadaj sobie kilka, podstawowych w twojej sytuacji pytań:

Na czym polegało i z czego wynikało zło, które ci wyrządzono?

Niektórzy ludzie nie potrafią być odpowiedzialnymi i dobrymi rodzicami, prawdopodobnie nigdy nie powinni mieć dzieci. Być może nie przekazano im odpowiedniej wiedzy, sami nie mieli odpowiedniego modelu rodziny. Próbowali, ale nie powiodło się. Zastanów się – czy twoi rodzice wiedzą, że popełniali błędy, że cię skrzywdzili? Czy, gdyby mieli szansę, potrafiliby i chcieliby je naprawić?

Zupełnie inaczej jest w przypadku rodziców, którzy krzywdę wyrządzali nam z premedytacją, zachowując się bezwzględnie i bezlitośnie. Tacy ludzi „zarysowują” życie swoich dzieci na stałe, głębokimi, trudnymi ranami i niewybaczalnymi. Absolutnie nie można się winić za negatywne uczucia i emocje, które w stosunku do nich odczuwasz.

Podstawową kwestią jest zatem rozróżnienie czy błędy twoich rodziców mogą być wybaczone, czy nie.

Czy twoi rodzice starali się naprawić swoje błędy?

Jeśli przyjmiemy, że każdy, nawet najgorszy człowiek ma prawo i możliwości by się zmienić i zrozumieć swoje błędy, możemy także przyjąć, że i nasi rodzice mogą stać się innymi ludźmi. Czy starali się uzyskać twoje wybaczenie i zapracować na twoje zaufanie?

Czy jesteś w stanie pomóc swoim rodzicom?

Nie tylko fizycznie, czy materialnie, ale psychicznie. Czy jesteś w stanie podjąć się opieki nad twoimi schorowanymi, czy starzejącymi się rodzicami, z całym tym żalem, który nosisz w środku, z niewypowiedzianym nigdy lękiem, złością, a może nawet tłumioną nienawiścią? Nie musisz tego robić za wszelką cenę, nie wolno ci tego robić kosztem swojego zdrowia i szczęścia. Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje życie.

Nie można dać jednej, prostej recepty na skomplikowane relacje dorosłych dzieci i ich rodziców. Jedno jest pewne – musisz kierować się bezpieczeństwem psychicznym i fizycznym – swoim i swoich najbliższych (nowej rodziny). Sam, we własnym sumieniu musisz ocenić, na ile jesteś gotowy, by odnowić bądź utrzymywać kontakt z problemowym rodzicem, na ile możesz i chcesz mu pomóc. Jeśli czujesz, że rany są zbyt głębokie, a cała sytuacja dla ciebie zbyt bolesna, nie rób sobie z tego powodu wyrzutów. Nie pozwól zrujnować sobie życia.

 


Zobacz także

Seks analny. Trzy pozycje, które polecam (szczególnie tym początkującym) [18+]

Kochajcie mnie wszyscy! 15 zasad niepoprawnej konformistki

„Wszystko albo nic” i inne myśli, które utrudniają nam życie