Poruszający film, który pokazuje, że w miłości – bez względu na orientację seksualną – warunki dyktuje nasze serce

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 sierpnia 2017
fot. screen z YouTube/ In a Heartbeat Animated Short Film
 

Pierwsze, szczenięce miłości to nie tylko wielkie porywy serca, ale także niepewność i strach przed odrzuceniem. Jeszcze trudniej jest, gdy jesteś nastoletnim chłopcem, który zakochuje się w swoim koledze i musi skonfrontować się nie tylko z obiektem swoich westchnień, ale także wrogo patrzącym otoczeniem. Pięknie pokazali to twórcy krótkometrażowego filmu „In a heartbeat”, który wzruszył internatów i udowodnił, że miłość nie potrzebuje (wielkich) słów.

Wobec miłości i zauroczenia drugą osobą wszyscy  jesteśmy bezbronni – bez względu na nasz wiek, pochodzenie, status społeczny, doświadczenia czy orientację seksualną. Nasze serce zaczyna dyktować warunki i decydować za nas – lub tak jak w tej krótkometrażówce, wyrywa się nam z piersi i zmusza nas do podążania jego śladem. Choć w filmie nie pada ani jedno słowo, to nic nie pozostaje niedopowiedziane i trudno jest się nie rozczulić i wzruszyć.

Twórcy animacji Beth David i Esteban Bravo stworzyli swój projekt w ramach pracy dyplomowej w college’u. W swoim filmie odwołują się do wielu emocjonalnych przeżyć, z którymi mogą utożsamiać się widzowie –  bezradność szczenięcej miłości i pierwszych zauroczeń, nastoletnie przerażenie, że zostanie się uznanym za homoseksualnego, krytyczne opinie rówieśników, gdy zdecydujesz się na comingout, a także komfort wynikający z przekonania, że nie jesteś sam.

fot. screen z YouTube/ In a Heartbeat Animated Short Film

fot. screen z YouTube/ In a Heartbeat Animated Short Film

Twórcy są zaskoczeni i zadowoleni z pozytywnego odbioru, który udowodnił im, że istnieje potrzeba poruszania tematów LGBT (z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender, czyli dotyczących Lesbijek, Gejów, Biseksualistów oraz osób Transgenderycznych) w sposób bezstronny i pozytywny. Mają tez nadzieję, że film przyczyni się do większej otwartości, tolerancji i akceptacji w tym temacie.

Bez względu na intencje twórców, ta czterominutowa animacja w piękny sposób pokazuje jak rodzi się miłość i jak bardzo na nas oddziałuje. Bez względu na poglądy i orientację seksualną, warty jest zobaczenia.

Na podstawie: www.upworthy.com


Wielka moda i życie po życiu, czyli Kristin Stewart jako medium w mrocznej „Stylistce”

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 sierpnia 2017
fot. materiały prasowe filmu
 

Koncepcji na to, co dzieje się z nami po śmierci jest co najmniej kilka. Niektórzy wierzą w reinkarnację, inni w ostateczny koniec, jeszcze inni w życie po życiu i ludzie dusze błąkające się po śmierci i raz po raz odwiedzające żyjących. Dlaczego piszę tutaj o duchach? Niech nie zwiedzie was tytuł filmu, bo „Stylistka” to coś zupełnie innego niż film o modzie i urodzie – to opowieść metafizyczna sięgająca nieco dalej niż zwykłe, ziemskie życie.

Modna medium

Maureen jest Amerykanką na co dzień mieszkającą w Paryżu. Pracuje jako asystentka i stylistka znanej celebrytki Kyry – kupuje i dobiera dla niej drogie kreacje oraz dodatki. Jednak dla Maureen nie jest to nic satysfakcjonującego i traktuje swoją pracę jedynie jako sposób na zarabianie pieniędzy. Tak naprawdę to głównym zajęciem dziewczyny jest czekanie – czekanie na znak od zmarłego przed trzema miesiącami brata bliźniaka, z którym dzieliła nie tylko genetyczną wadę serca, ale także umiejętność kontaktowania się z duchami. Przed śmiercią rodzeństwo zawarło bowiem pakt – kto odejdzie pierwszy, da drugiemu znak z „tamtej strony”.

Film rozpoczyna się od sceny, w której Maureen wchodzi po raz pierwszy od śmierci brata do jego paryskiego, pustego teraz domu – ma nadzieje, że właśnie tam Lewis nawiąże z nią kontakt. Widzowie od razu są świadkami sceny niczym z horroru, zostają wciągnięci w mroczny, ciemny i cichy klimat, który utrzymuje się niemal przez cały film. Wyraźnie czuć atmosferę tajemnicy i grozy, nie wiadomo nic o głównej bohaterce i jej życiu, nie wiadomo, czego można się spodziewać. Film intryguje, ciekawi i niepokoi od pierwszych do ostatnich minut.

fot. materiały prasowe filmu

fot. materiały prasowe filmu

Choć główna bohaterka jest stylistką, to moda w filmie zdecydowanie znajduje się na dalszym planie. Kyra, celebrytka, dla której pracuje Maureen, przemyka przez ekran i kontaktuje się z dziewczyną głównie za pomocą poleceń w formie notatek i karteczek z wiadomościami. Widz dostaje jednak kilka scen z oryginalnymi kreacjami, eleganckimi butikami i showroom’ami, zerka odrobinę za kulisy show biznesu i świata wielkiej mody.

Nowe oblicze Kristin Stewart

Jeśli do tej pory Kristin Stewart kojarzyła się wam jedynie jako dziewczyna, która ugania się za przystojnym wampirem w filmie „Zmierzch” to czas nieco poszerzyć swój światopogląd. W filmie „Stylistka” aktorka pokazuje swoje mroczne oblicze i bez wątpienia jest na pierwszym planie produkcji – liczbę scen bez jej udziału można chyba policzyć na palcach jednej ręki. Kamera śledzi każdy jej krok, każdy ruch i najmniejszy gest. Stewart w roli pogrążonej w żałobie, smutnej i zamkniętej w sobie medium wypada bardzo przekonująco, a w scenach pokazujących jej zdenerwowanie lub przerażenie widz bardzo mocno i prawdziwie odczuwa przeżywane przez nią emocje. Choć Stewart w „Stylistce”, ze względu na charakter filmu i osobowość głównej bohaterki, nie może pokazać całej gamy emocji, to jednak produkcja świetnie pokazuje, jak wiele ma do zaoferowania młoda aktorka i jak duży, czekający jeszcze na odkrycie potencjał w niej drzemie.

To nie pierwsze spotkanie Kristen Stewart z francuskim reżyserem Olivierem Assayasem – jej rola w filmie „Silm Maria” został świetnie przyjęta przez krytyków i przyniosła aktorce między innymi prestiżową statuetkę Césara, W 2016 za film „Stylistka” Olivier Assayas, zdobył Złotą Palmę na Festiwalu Filmowym w Cannes.

fot. materiały prasowe filmu

fot. materiały prasowe filmu

Film inny niż wszystkie

Olivier Assayas zrobił film nietuzinkowy i intrygujący, odważny, wymagający od widza zdystansowania się od dobrze znanych konwencji i zerwania z przyzwyczajeniami gatunkowymi – mamy tutaj dramat psychologiczny, kryminał, thriller, a nawet odrobinę horroru. Reżyser łączy i żongluje różnymi gatunkami kinowymi, nie boi się łamania zasad i przekraczania granic, zmusza widzów do świeżego spojrzenia na kino i przewartościowania swoich ocen. Twórcy filmu puszczają także oko do współczesności i technologii – okazuje się bowiem, że nawet duchy wiedzą, jak obsługiwać telefony komórkowe i wysyłać wiadomości. A może to jednak nie siły nadprzyrodzone?

Reżyser nie odpowiada wprost na pytanie, czy po śmierci istnieje inne życie i czy duchy mogą nas nawiedzać – tę sprawę musimy rozważyć i przemyśleć sami, a film może być jedynie ku temu inspiracją. Zakończenie jest niejednoznaczne i klimat tajemnicy utrzymuje się do samego końca. Tak naprawdę każdy może odczytać je zgodnie z własnymi przekonaniami na swój sposób – i dobrze, bo kino powinno być czasami czymś więcej niż kolorowym obrazkiem migającym na ekranie, powinno angażować nas i zmuszać do przemyśleń. Assayasowi udało się osiągnąć ten efekt w „Stylistce” i bez wątpienia pokazał w niej, że ma swój unikatowy styl.

Zapisz


12 rzeczy, które tracisz próbując zadowolić wszystkich wokół

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 sierpnia 2017
12 rzeczy, które tracisz próbując zadowolić wszystkich wokół
Fot. iStock / Tharakorn

Masz czasem wrażenie, że to całe bycie miłym dla innych zaczyna cię zjadać? Że każdy napotkany człowiek próbuje wyssać z ciebie, jak najwięcej się da? Być może wina jest i po twojej stronie. Jeśli skupiasz całe swoje życie wokół innych, ci chętnie z tego skorzystają. A ty?

A ty stracisz więcej, niż możesz się spodziewać próbując zadowolić innych ludzi.

Znasz takich ludzi, którzy nie potrafią znieść myśli o nieprzychylności drugiego człowieka? Potrafią postawić w stan gotowości cały świat, wylać siódme poty i oddać wszystko, byleby tylko poczuć się lubianym. Zdarzają się wszędzie. Czasem sami nimi jesteśmy – na chwilę lub na dłużej.

Bywa, że przez tych parę chwil rozpaczliwej walki o uznanie czy akceptację w nowej grupie, tracimy więcej niż przez całe dotychczasowe życie. Cierpimy, bo w takim życiu dla innych nie ma już miejsca na życie dla nas. Nasze życie. Prawdziwe.

Z wartościami, które są dla nas ważne. Z ulubionym deserem, filmem w kinie i pomysłami na zebraniu w pracy. Z porażkami i świadomością, że są na tym świecie osoby, które nigdy nas nie polubią i nie muszą. Gorzej, gdy z tych wszystkich rzeczy, nieświadomie rezygnujemy na bardzo długi czas, na zawsze. Gdy całe swoje życie podporządkowujemy innym.

Wtedy tracimy znacznie więcej niż „charakter”.

12 rzeczy, które tracisz próbując zadowolić wszystkich wokół

Tracisz niezależność

Jesteś celem manipulacji i będziesz tak długo, jak długo nadmiernie będziesz próbował zdobyć sympatię całego otaczającego świata. Kogoś, komu bardzo zależy, bardzo łatwo jest zmanipulować. Wystarczy tylko odpowiednia marchewka

Tracisz spokój

Trudno ci się zdystansować i z ochotą bierzesz na siebie odpowiedzialność za cudze emocje. To nie działa. Odpowiedzialność za cudze zachowanie i uczucie nie może być twoja. To niszczy.

Tracisz siebie

Zawsze twoje potrzeby i przyjemności lądują na szarym końcu. Przedkładasz potrzeby innych nas swoje. Zawsze.

Tracisz energię

Kto by jej  nie stracił, robiąc tyle nadprogramowych rzeczy.

Tracisz swoje wartości

Tak wiele cudzych wartości i priorytetów już wrzuciłeś sobie na plecy, że czasami na twoje już nie starcza czasu, siły, chęci. Właściwie trudno ci bez zastanowienia odpowiedzieć co jest najważniejsze DLA CIEBIE, a nie wszystkich wokół.

Tracisz czas

Bo ciągle biegasz z listą zadań do wykonania. Dlaczego? W końcu, zawsze jest coś, co musisz DLA KOGOŚ zrobić…

Tracisz wolność

Masz ciągłe poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Za innych, ich sukcesy i porażki.

Tracisz asertywność

Przecież, jak mógłbyś odmówić, szczególnie, gdy ktoś przeżywa trudny lub ważny moment w swoim życiu.

Tracisz stanowczość

Zaczynasz za wszystko przepraszać, tak jest bezpieczniej i łatwiej zjednać sobie ludzi. Ciągle zastanawiasz się, czy niechcący kogoś nie uraziłeś.

Tracisz pewność siebie

Ciągle zbyt surowo się oceniasz, wciąż czegoś od siebie wymagasz. nie dla siebie, dla innych. Przecież wiesz, że gdybyś się postarał, mógłbyś dać z siebie jeszcze więcej.

Tracisz radość

Gdzieś głęboko czujesz żal, czujesz się wykorzystany przez życie. Dajesz i dajesz, hojnie, bez pytań i zastanowienia – a jednak w zamian nic do ciebie nie przychodzi.

Tracisz motywację do własnego rozwoju

Bo to kim TY jesteś, przestaje być priorytetem. TY możesz zaczekać, na „swój czas”.

Tracisz…

… i będziesz tracić coraz więcej. Ten wyścig o uznanie innych, nie ma swojej mety. 

Czasem najtrudniej zauważyć, że żyjesz już dla innych, nie dla siebie. Dobro zawsze wraca, ale dotyczy to też dobra, które czynisz dla samego siebie. Nie próbuj zadowolić wszystkich wokół, nie ma to najmniejszego sensu. I tak, zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony.

Jeśli czujesz, że twoje życie zmierza w takim kierunku i mógłbyś się podpisać pod tymi stratami, uważaj. Każdego dnia coraz mniej miejsca zostawiasz dla siebie, jesteś jak kameleon, który musi dopasować się do otoczenia. A przecież w życiu nie o to chodzi. Od dziś zacznij szukać siebie.


Zobacz także

6 najbardziej toksycznych par. Te znaki zodiaku do siebie absolutnie nie pasują

4 zaskakujące fakty o bólu gardła. Najwyższy czas zmienić swoje nawyki

Życie z egoistą, nieustanne poświęcenie. Czy warto? Nie, nie warto