Podział majątku po rozwodzie? Wszystko, co powinniście wiedzieć i co spędza wam sen z powiek

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
3 lipca 2017
Podział majątku po rozwodzie
Fot. iStock – Podział majątku po rozwodzie.

„Nic od niego nie chcę…” i „zapłaci mi za to…” – to najczęściej wypowiadanie po cichu zdania, gdy rozstaniu towarzyszą burzliwe emocje. A gdy mówimy o rozwodzie, trudno wyobrazić sobie, że tych emocji nie ma. Jeśli wątpliwości na temat wspólnej skarbonki kłębią się w twojej głowie i zastanawiasz się „co wypada” – weź głęboki oddech. Jak dzielić wspólny majątek, co się komu „należy” i jak finansowo rozstać się z klasą (i bez zbędnych kosztów), pytamy specjalistów z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk. Przeczytajcie, co radzi Dorota Wollenszleger i jej zespół.

Spraw finansowych nie trzeba się bać, ale nie można ich ignorować. A tam, gdzie chodzi o pieniądze, zdecydowanie lepiej schować emocje na chwilę do szuflady i słuchać się rozsądku. Jak wygląda podział wspólnego majątku?

Przede wszystkim warto kierować się jedną zasadą: im mniej emocji zaangażujemy w sprawy materialne, tym łatwiej będzie nam uporać się z finansowym rozstaniem.

Pierwszym krokiem będzie odseparowanie uczuć od faktów. Jeżeli tworzyliście wspólnotę małżeńską, nie ma powodów by myśleć o pieniądzach w kategorii ujmy na honorze. Czasem ulegamy iluzji, że brak roszczeń finansowych pozwoli nam się szybciej uwolnić od spraw rozwodowych i zacząć żyć na nowo.

Niestety nie zawsze tak jest. Warto wiedzieć, że podobnie jak w przypadku dziedziczenia, w skład majątku małżonków wchodzą nie tylko tzw. aktywa, ale i długi. Dobrze więc kierować się logiką i wiedzą specjalisty – a nie tylko i wyłącznie przekonaniami czy nadzieją, „że jakoś to będzie”.

Rozstanie w teorii, czyli jak dzielić?

Majątek małżonków można podzielić na kilka sposobów. Nie ma tu reguły, co do wyboru „najlepszego” rozwiązania. Wiele zależy od indywidualnej sytuacji rozwodowej. Należy wziąć pod uwagę, czy byli małżonkowie wyrażają wolę polubownego rozwiązania swojej finansowej zależności, czy rozwód odbywa się z orzeczeniem o winie czy nie. Podział majątku nie zawsze odbywa się w myśl zasady „pół na pół”. Istnieją sytuacje, w których ze względu na okoliczności,  przyjmuje się inną proporcję.

Sposoby podziału majątku wspólnego

Podział majątku wspólnego może nastąpić w drodze:
• zawarcia umowy o podział,
• w postępowaniu przed sądem polubownym,
• w wyroku orzekającym rozwód,
• w postępowaniu o podział majątku wspólnego (w trybie nieprocesowym).

Sytuacją idealną byłoby zgodne podzielenie majątku małżonków bez angażowania w te działania sądu. To z pewnością najszybsza i najmniej kosztowna droga. Jednak zanim zaczniecie dzielić, należy zrobić solidny przegląd wiedzy finansowej z czasów wspólnego życia.

Co stanowi majątek? Zapytaliśmy ekspertów. Na nasze pytania odpowiada Dorota Wollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:

„Przed przystąpieniem do mediacji czy negocjacji, niezbędne jest określenie strategicznych granic porozumienia, które z jednej strony są opłacalne dla klientki, a z drugiej strony możliwe do przyjęcia dla strony przeciwnej. Często określenie tych granic jest procesem żmudnym i skomplikowanym, wymagającym interdyscyplinarnej wiedzy.

Dlatego przygotowując naszą klientkę do podziału majątku, czy to polubownego czy na drodze sądowej prosimy o:

  1. Informacje, co wchodzi w skład majątku wspólnego. Do majątku zalicza się przede wszystkim:
  • nieruchomości,
  • samochody,
  • oszczędności,
  • akcje.
  1. Listę pozostałych przedmiotów/ruchomości, które będą podlegały podziałowi.
  • wyposażenie mieszkania,
  • sprzęt AGD,
  • sprzęt RTV,
  • inne przedmioty, których podział może okazać się kłopotliwy/ważny dla klienta podczas ustalania rozdzielności.
  1. Podania wartości wyżej wymienionych dóbr/aktywów/przedmiotów (w przypadku ruchomości, można podać łączną wartość wszystkich rzeczy ruchomych).
  2. Informację kiedy małżonkowie nabyli nieruchomości oraz czy małżonkowie nabyli je wspólnie jako małżeństwo, czy jedno z nich ze swojego majątku osobistego (jeszcze przed zawarciem małżeństwa).
  1. Przedstawienie, jeżeli jest to możliwe, istotnych dokumentów dotyczących składników majątku, tzn.:
  • akty notarialne,
  • postanowienia spadkowe,
  • darowizny, itp.”.
Podział majątku po rozwodzie

Fot. iStock

Jak przebiega podział majątku w praktyce?

Istnieją trzy sposoby podzielenia majątku.

Metody podziału majątku:

Podział cywilny – przez sprzedaż przedmiotów wchodzących w skład majątku wspólnego i podział uzyskanej sumy proporcjonalnie do udziałów przysługujących poszczególnym osobom.
Podział w naturze – w drodze fizycznego podziału poszczególnych rzeczy wchodzących do majątku wspólnego. Jeżeli w wyniku takiego podziału poszczególnym osobom przypadną rzeczy o różnej wartości ustalane są stosowne dopłaty.
Podział w drodze przyznania całego majątku (lub też poszczególnych przedmiotów) tylko jednemu z podmiotów. W takiej sytuacji na rzecz osoby współuprawnionej zasądzane są odpowiednie spłaty.

Podział majątku  – w postępowaniu rozwodowym czy u notariusza?

Wydawać by się mogło, że nikt lepiej i „bardziej uczciwie” nie podzieli pieniędzy niż niezawisły sąd. Jednak w praktyce, sprawy mogą przybrać obrót niezadowalający żadnej ze stron. Jeżeli rozstanie przebiega ugodowo, warto rozważyć inny sposób na uregulowanie spraw finansowych.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
„Podział majątku w wyroku rozwodowym pomimo, że jest dopuszczalny, to w praktyce jest dość rzadko spotykany. Przeprowadzenie podziału majątku w procesie rozwodowym jest bowiem uzależnione od tego, czy w ocenie sądu nie spowoduje to zwłoki w postępowaniu.

Oznacza to, że spór co do podziału majątku, będzie skutkować pozostawieniem wniosku bez rozpoznania.

WAŻNA RADA!
Dlatego jeżeli małżonkowie nie są zgodni, co do sposobu podziału majątku najlepiej jest ustanowić rozdzielność majątkową i podzielić majątek przed rozwodem, bądź poczekać na orzeczenie rozwodu i podzielić majątek później.

W postępowaniu sądowym niemożliwy jest podział długów, a jednak dość często nasze wspólne nieruchomości czy rzeczy ruchome zakupione zostały przez zaciągnięcie wspólnego kredytu. W takich przypadkach zalecamy podział pozasądowy. Możliwe jest wówczas ustalenie wzajemnych spłat, realnych, akceptowalnych, w ściśle określonym czasie”.

Podział majątku po rozwodzie

Fot. iStock

Sąd nie zawsze uhonoruje nasze życzenia, czy ugody wynikające z innych przesłanek niż czyste fakty.

Co to oznacza? Najlepszym przykładem będzie sytuacja, gdy byli małżonkowie „umawiają się” polubownie na podział pewnych ruchomości, kierując się nie tyle ich faktyczną wartością finansową, co sentymentalną czy użyteczną. Takie ukłony względem drugiej strony zdecydowanie lepiej przeprowadzić, gdy decyzyjność leży w rękach samych zainteresowanych – czyli gdy podział majątku odbywa się w gabinecie notariusza.

Kolejnym istotnym minusem postępowania sądowego jest czas oraz koszty. Ten sposób majątkowego rozstania najlepiej zarezerwować na sytuacje, w których jedna ze stron jest w jakikolwiek sposób pokrzywdzona/poszkodowana. Gdy rozwód obywa się bez orzeczenia o winie, najlepiej spróbować z pomocą mediatora i prawników osiągnąć satysfakcjonujący obie strony kompromis. Gdy zdecydujecie się na drogę sądową, w sytuacji ugodowej, poszukajcie wsparcia prawnego w prawidłowym przygotowaniu wspólnego wniosku (to znacznie skróci czas takiego postępowania oraz ograniczy koszty).

Czym różni się podział majątku w czasie procesu o rozwód, a klasyczny podział majątku w postępowaniu nieprocesowym?

Skąd wiadomo, który sposób czy metoda okaże się najkorzystniejsza (i najmniej bolesna) w naszym przypadku? Tu najlepszą radą, jaką można dać jest jedno zdanie: skorzystać z pomocy eksperta, który uczestniczył w wielu takich postępowaniach.

To, co dla nas może się okazać przykrą niespodzianką – dla specjalistów jest często chlebem powszednim. Podstawowe różnice w trybach, w jakich może odbyć się podziału majątku po rozwodzie, objaśnia zespół z Kobieta i Rozwód Gdańsk:

Podział majątku podczas procesu rozwodowego:

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk: „Podział w procesie rozwodowym jest dopuszczalny tylko wtedy, kiedy nie spowoduje nadmiernej zwłoki w postępowaniu. Jeżeli sąd oddali pozew o rozwód automatycznie upadnie dokonany w procesie o rozwód podział majątku.

Przy podziale mającym miejsce w procesie rozwodowym, sąd nie będzie ustalał nierównych udziałów w majątku wspólnym. Podział nie może dotyczyć zniesienia współwłasności między małżonkami, a osobami trzecimi”.

Polubowny podział majątku:

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk: „Jeśli podział ma nastąpić polubownie, w formie aktu notarialnego, przeprowadzamy także w tym zakresie mediacje, czasem graniczące z negocjacjami, gdyż najczęściej uczestnikami spotkań są również pełnomocnicy stron.

Zaletą tego sposobu na podział majątku jest:

– zdecydowanie krótszy czas trwania, tryb umowny – od kilku do kilkunastu tygodni, (tryb sądowy – średnio ok. 7 lat)
– brak ponoszenia (średnio przez 7 lat) kosztów prawnych,
– brak ponoszenia kosztów ekspertów i rzeczoznawców wyceniających składniki
majątku,
– brak stresu związanego z osobistym udziałem w sprawach sądowych i z
uzewnętrznianiem konfliktu (przesłuchania świadków),
– możliwość szybkiego korzystania z podzielonych składników majątku,
– brak utraty wartości przez składniki majątku w trakcie trwania procesu,
– szybka możliwość odcięcia się od konfliktu i rozpoczęcia nowego życia”.

Podział majątku po rozwodzie

Fot. iStock

Największe trudności, które możesz napotkać

Co złego, czy niekorzystnego może się zdarzyć podczas dzielenia majątku?

Przede wszystkim, w sytuacji konfliktowej,  możemy zostać oszukani – i ukrywanie majątku przez jedną ze stron nie jest najgorszym, co może nas spotkać. Należy pamiętać, że podczas trwania wspólnoty małżeńskiej dzielimy ze sobą nie tylko to, co „na plusie” – czyli pieniądze i dobra, ale również i zobowiązania finansowe.

Jedną z najtrudniejszych sytuacji – najczęściej  z punktu odniesienia kobiety – jest ta, w której żona w trakcie trwania małżeństwa była izolowana od spraw finansowych lub nie posiada żadnej wiedzy na temat wspólnego majątku. Warto zwrócić się o pomoc do specjalisty, szczególnie w sytuacjach, gdy kobieta przez wiele lat pozostawała nieaktywna zawodowa np. z powodu opieki nad dziećmi i była odsunięta od domowych finansów. Były małżonek może próbować  niesłusznie wykorzystać czas, gdy żona nie podejmowała pracy z powodu opieki nad dziećmi, na swoją korzyść.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk: Jedne z najtrudniejszych spraw, to te, w których jedna ze stron ma mgliste pojęcie na temat tego, co tak naprawdę wchodziło w skład wspólnego majątku. Najczęściej dotyczy to przypadków, w których mąż „robił interesy”, a żona nie interesowała się tym, ani jakie, ani z kim, bądź była skutecznie od nich izolowana.

Gdy przychodzi do podziału majątku, pojawia się trudność w ustaleniu, jakie roszczenia  powinna wtedy kobieta wystosować.

Jeśli musicie zmierzyć się z „finansowym rozwodem”, zapamiętajcie, że to nie wstyd rozmawiać o pieniądzach. Wciąż trudno nam tę sferę życia oddzielić od emocji. Najwyższa pora pozbyć się stereotypów!

Podział majątku po rozwodzie:
– nikogo nie ma okradać,
– nikogo nie ma ukarać!

Jeżeli tworzyliście wspólnotę, to „pieniądze” (oraz inne aktywa) są wasze (wspólne) – nawet, gdy mieliście oddzielne konta. Nie patrz na finanse przez pryzmat osobistej urazy, nie mów, że brzydzisz się pieniędzmi byłego małżonka – po pierwsze to WASZE dobra, a nie jego; a po drugie, zasługujesz na to, by żyć już lepiej, szczęśliwie i móc budować nową siebie (zwłaszcza, gdy związek rozpadł się nie z twojej winy).

Podczas małżeństwa, nawet, gdy jeden z partnerów miał mniejsze zarobki (lub nie pracował), mieliście w jakiś sposób ustalony podział obowiązków (również tych finansowych)  – i oboje coś mieliście wnosić do tego związku. Teraz, gdy się rozstajecie, oboje macie prawo do owoców waszej pracy. A gdy sytuacja daleka jest od ugodowej, doświadczony adwokat, pomoże ci zawalczyć o siebie i swoje prawa.

Ze wsparciem dobrego mediatora, każdy z was, może wyjść z tej „bitwy” zwycięsko. Jeśli musisz walczyć o siebie, a twoja sprawa rozwodowa jest skomplikowana, skorzystaj z pomocy prawnika, pomoże ci przejść przez cały ten proces najłagodniej, jak to możliwe. Bo przecież, gdy najtrudniejsza decyzja jest już za wami, warto więcej sobie życia nie komplikować.

Partnerem artykułu jest

logo KiR Gdańsk (1)

Kobieta i Rozwód Gdańsk to firma stworzona przez kobiety dla kobiet. To wyjątkowe miejsce skupiające wszystkich specjalistów, którzy na zawiłej drodze rozwodowej mogą być potrzebni: prawników, mediatorów, psychologów, terapeutów, detektywów. Bywa, że do jednej sprawy trzeba zaangażować cały zespół. Tu nic nie jest przypadkowe. Możesz być pewna, że przydzieleni do sprawy specjaliści to sprawdzeni, kompetentni i skuteczni profesjonaliści.


8 rzeczy, których nie powinniśmy odkładać na jutro, bo nie ma to najmniejszego sensu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 lipca 2017
Fot. iStock/zusek
Fot. iStock/zusek

Ktoś powie: „A co złego w tym, że odkładamy coś na jutro?”. I faktycznie nie ma nic złego, jeśli owo „odkładanie” nam nie szkodzi. Jak często mówimy, że doba jest za krótka, że nie możemy ze wszystkim zdążyć, więc z długiej listy zadań, coś nam zawsze na kolejny dzień zostanie. I dobrze, w końcu nie chodzi o to, żeby urobić się po same pachy.

Są jednak rzeczy, które odkładane na później siedzą nam w głowie i wiercą dziurę w brzuchu… To te, które wieczorem nie dają nam zasnąć, a rano wprowadzają pewnego rodzaju niepokój w nas samych. Myślimy sobie wtedy: „kurczę, naprawdę muszę o tym myśleć, stresować się tym?”. No właśnie, a może łatwiej byłoby się pozbyć tych negatywnych emocji i po prostu wstać rano i postanowić: „tego już nie odkładam na jutro”. Zapewniam was, że jeśli wprowadzicie to w czyn, będziecie zasypiać lżejsi o jakąś tonę i na pewno spokojniejsi.

A czego nie warto okładać na jutro. Jest lista rzeczy, którą można zrobić właśnie dzisiaj, bo dlaczego nie?

Rozmowa z szefem o podwyżce/awansie

Odkładasz, bo nie wiesz, czy zasłużyłaś, bo szef może jutro będzie mieć lepszy humor. Hej, przestań. Zrób sobie listę argumentów, czemu podwyżka czy awans ci się należy i idź pogadaj. Co cię może najgorszego spotkać? Odmowa?

Szukanie pracy

To też jedna z tych rzeczy, którą odkładamy w nieskończoność bojąc się wysłać aplikacji, ba – znam takich, co zaglądają w oferty, myślą, jakby to było cudownie zmienić pracę i… nic z tym nie robią? Bo CV nieskończone, bo może trafi się coś lepszego. Tak można czekać w nieskończoność. A co ci szkodzi spróbować? Boisz się, że nikt nie odpowie, że twoje kwalifikacje będą niewystarczające? To też znak dla ciebie, gdzie się podciągnąć, doszkolić, żeby dostać pracę marzeń. Tutaj nic nie tracisz ryzykując.

Planowanie wakacji

Jeśli dzisiaj nie masz jeszcze zaplanowanych wakacji, to czas najwyższy to zmienić! Nie można pracować, żyć tylko codziennością bez światełka w tunelu w postaci urlopu! I nie mów, że nie masz kasy, że czasu mało i że remont łazienki jest ważniejszy! Naprawdę tak myślisz? Naprawdę? Jeśli się chce, można wszystko, nawet wyjechać na weekend 15 kilometrów za miasto i poczuć się jak na Mazurach! Zaplanuj najbliższy czas wolny, tak, żebyś mogła odpocząć, a zobaczysz, jak z nową energią przejdziesz przez ten tydzień.

Powiedzenie „nie”

Przestań sobie wmawiać, że następnym razem, to już odmówisz – koleżance zrobienia za nią pracy. przyjaciółce zajmowania się jej psem, gotowania obiadu dla rodziny twojej teściowej, która do niej wpadła z wizytą. Dzisiaj jest ten dzień, kiedy powiesz „nie”. Kiedy postawisz w końcu granicę. Tak, inni mogą się zdziwić, mogą się nawet obrazić. Ale o czyje samopoczucie powinnaś dbać? Innych czy swoje. Zastanów się nad tym.

Zrobienie sobie przyjemności

Ile razy mówiłaś sobie, że tę sukienkę to kupisz w kolejnym miesiącu? A wyjazd z przyjaciółką, to może kolejny bliżej nieokreślony weekend. A może fryzjer, paznokcie? Umów się dzisiaj. Bo czemu nie? Wymówki zawsze się znajdą, trzeba nad nimi zapanować, odrzucić myślenie, że to zwykły egoizm, że nie zasługuję. A właśnie, że zasługujesz na wszystko, co najlepsze! Uwierz w to i bądź dla siebie dobra.

Zerwanie toksycznej relacji

Widzisz na telefonie TEN numer i wszystko się w tobie gotuje, bo nie chcesz odebrać, bo wiesz, że ta rozmowa zepsuje ci nie dzień, ale właściwie tydzień. Czemu się tak zadręczasz? Nie ma nic złego w zrywaniu toksycznych relacji, w ograniczaniu ich, powiedzeniu: „stop, to mi się nie podoba, nie podoba się, jak do mnie mówisz, jak mnie traktujesz” – obojętnie, czy to koleżanka, teściowa, czy (czasami tak bywa) nasza matka. Nie musisz się wikłać w taką relację, masz pełne prawo zapalić czerwone światło i dobitnie powiedzieć, że masz dość.

Odkładanie trudnej rozmowy

Te rozmowy to jest coś, co nam najbardziej siedzi w głowie. „Powiedzieć, czy nie powiedzieć?”, „zadzwonić, czy nie”. A dobra – jutro – myślimy, a tymczasem zżera nas od środka z nerwów, bo z jednej strony wiemy, że jest to coś, co powinnaś zrobić, a z drugiej się boisz. Dla każdego różnie – rozmowa z partnerem/mężem, o czymś co nas dręczy i wiemy, że do miłych rozmów należeć nie będzie. Z przyjaciółką, z którą jakiś czas temu się spięłyście, ale kurde, no ktoś musi być mądrzejszy i wyciągnąć rękę i dlaczego to nie masz być ty. Wyobraź sobie, co najgorszego może się zdarzyć, jeśli zaczniesz taką rozmowę? A później pomyśl, jak się będziesz czuć jutro mając ją już za sobą? I jak? Warto odkładać?

Ćwiczeń

Tego nie miałam w planach zaczynając pisać ten tekst, ale właśnie przyjaciółka mi napisała: „przestałam ignorować powiadomienia aplikacji i zaczęłam ćwiczyć – od dziś”. A ja sobie pomyślałam, że świetnie! Jeny bo to jedna z tych rzeczy odkładanych na jutro, na poniedziałek, na za tydzień, na po urlopie. A czemu nie dzisiaj? Szczerze odpowiedz sobie na pytanie: dlaczego dzisiaj nie założysz butów, nie pójdziesz na szybki spacer, nie odkurzysz płyty z Chodakowską czy Lewandowską? Masz jakąś sensowną wymówkę? Argument, którego nie da się obalić? Wątpię. Ale wiem jedno, jak już poćwiczysz, poczujesz, że możesz wszystko, choćby dziś, bez odkładania na jutro!


Rak, jak strach, ma wielkie oczy

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
2 lipca 2017
Fot. iStock / splendens
Fot. iStock / splendens

Świat zawsze i dla wszystkich, jednakowo staje w miejscu, choć na chwilę, kiedy obca z reguły osoba mówi nam: „ma pani raka”.

Rozpędzona ziemia, kręcąca się niestrudzenie dookoła własnej osi i nadająca rytm także naszemu życiu, staje nagle w miejscu jak wryta. To jest ten moment, w którym w głowie pojawia się na ułamek sekundy totalna pustka po to tylko, by w chwilę potem zamienić nasz mózg w komorę szczelnie wypełnioną strachem. Jakakolwiek odtąd myśl nie zrodzi się w naszej głowie, jest ona niczym innym jak tylko jedną z wielu twarzy, które nosi ludzki strach. Wraz z nim, który króluje w naszych emocjach, na poziomie fizycznym zalewa nas bulgocząca fala nasączona hormonem stresu, w rezultacie czego przyjmujemy najbardziej pierwotną z postaw: walcz albo bierz nogi za pas.

Niestety, panika jaka nas w takim momencie ogarnia, to nie dzika zwierzyna, która choćby i najbardziej bestialska z bestii, ale przynajmniej egzystuje w świecie od nas odseparowanym, czyli zewnętrznym. Ten strach dla odmiany jest w nas, w samym naszym środeczku, w głowie, której nie możemy zdjąć, zniszczyć, wyrzucić do śmieci. A to tylko pogarsza całą sytuację, bo nie dość, że rak to jeszcze ta przerażająca zdrada. Zdrada, której same na sobie się dopuściłyśmy. Bo tak się czujemy. Zdradzone, sponiewierane, wykiwane przez własne ciało, przez własne komórki, przez nas same. I nawet nie możemy dać sobie w twarz, tak by miało to jakiś sens i przyniosło, choć minimalną ulgę. Zamykamy się, więc w sobie, zwijamy w przerażony kłębuszek i bezradne, wystraszone, z twarzą ukrytą w dłoniach, odpływamy w mentalną bezsilność. Tak nas zastaje i zaczyna trawić strach.

Każda z nas ma taki moment. Diagnozy: rak piersi, nie da się, bowiem przyjąć inaczej. Nasza reakcja na nią jest częścią naszego oprogramowania. Żyjemy przecież w świecie, który wykreował raka w pewien określony sposób. Rak ma wizerunek, image, a tenże, zbudowany został na strachu. Czarny PR zrobił z raka złowieszczego celebrytę. Rak to czarny charakter, przybysz z Królestwa Śmierci. Nic, więc dziwnego, że naturalną naszą reakcją na diagnozę jest panika. Przez lata z różnych źródeł słyszałyśmy, czym jest rak, więc teraz to my doskonale wiemy, co diagnoza rakowa oznacza. Mechanizm jest zadziwiająco prosty. Kod, który mamy w głowie działa bowiem bezbłędnie. Zawsze i u wszystkich włącza się w tej dokładnie sekundzie, w której mówią nam: ma pani raka. Bam. I już jest.

Na poziomie intelektualnym, oczywiście jesteśmy w stanie ogarnąć całą tą sytuację. Rozumiemy bowiem, że nie jesteśmy nieśmiertelne. Tego, co jak co, ale nikt nam nigdy wmówić nie próbował. Wiemy, bo tak nas nauczyli, że śmierć jest częścią życia, a nasze ciała, jak wszystko, co żyje, podlegają starzeniu, zaczynają się wypaczać, psuć, chorować po prostu. Tak oto człowiek zmierza ku swemu końcowi i czyni to od dnia swoich narodzin. Życie takie już jest po prostu. Wiemy to, rozumiemy, ale dziwnym jakimś trafem, gdy zdarza nam się rakowa diagnoza, zrozumienie jak skowronek, ulatuje w przestworza. Bam! Intelekt ulatnia się jak kamfora, a my wpadamy w wielką bańkę strachu.

Celowo tak się tutaj rozpisuję na ten temat. Celowo próbuję mówić obrazkami, aby koncept, który chcę tu przekazać stał się oczywisty. Uświadomienie sobie bowiem, w jaki schemat wpadamy w chwili, w której dostajemy diagnozę jest pierwszym drogowskazem na drodze, na której znalazłyśmy się za sprawą dwóch słów: rak piersi. Wiedza, o tym, że jesteśmy nie tylko w szponach raka, ale i w społecznie ukartowanej pułapce rakowego strachu, daje nam tą przewagę, że oto przynajmniej w tej drugiej kwestii możemy podjąć decyzję i to zaraz na samym wstępie choroby. Możemy otrząsnąć się z pierwszego szoku i w pełni świadomie zdecydować, że przeżyjemy tego raka w inny sposób, może nie wiemy jeszcze, w jaki, ale przynajmniej wyzbyty z narzuconego nam odgórnie strachu. Przeżyjemy go na własnych warunkach i bez tej zaczernionej wizji, która naprawdę niczego w tę chorobę nie wnosi, poza mentalnym sparaliżowaniem pacjentki. Czarny wizerunek raka to najgorsza sprawa, na jaką wystawia się chorą kobietę, bo to właśnie za jego sprawą wchodzimy w chorobę osłabione na dzień dobry. Na tyłach głowy kołacze się nam jakaś koszmarna wizja, w której tworzeniu nie miałyśmy żadnego udziału, ale pomimo tego pozbyć się nijak jej nie możemy. Jest to wizja, która przejmuje kontrolę nad naszym życiem, która stawia nas pod murem, która krzyczy do nas drukowanymi literami, przemawia do nas całymi sekwencjami obrazów. A przy tym ciągle jest to obca wizja. Cudza. Spreparowana przez jakiś społeczny i medyczny element, choć zarazem wyposażona w siłę rażenia, która kładzie nas na łopatki.

Nie. Oczywiście, że nie próbuję tutaj wmawiać ludziom, że rak piersi to pestka. Sama tam przecież byłam i wiem, że tak nie jest. Żałuję jednak bardzo, że nikt mi nie powiedział zaraz jak tylko zaczęłam chorować, że strach to nie jest żaden na raka sposób. Że nie powinnam tracić energii na strach, na banie się, na przerażenie, na myśli o śmierci, bólu, niepowodzeniu leczenia. To wszytko było mi absolutne niepotrzebne. Problem, z jakim przychodzi nam się zmierzyć przy takiej diagnozie, a więc sama choroba i jej leczenie, jest już wystarczająco ciężkim orzechem do zgryzienia. Po co więc jeszcze wzmacniać ją negatywnym podejściem i myślami, które zaciskają nam emocjonalną obrożę na szyi. Tym bardziej, że te myśli, to nawet nasze za bardzo nie są. Zostały nam zaszczepione. Wywodzą się ze schematu funkcjonującego w naszym społeczeństwie. Słyszymy: rak jak strach ma wielkie oczy, a więc rak to strach – myślimy. Taki przekaz przyczepia się do diagnozy rakowej i rzuca się tym w pacjentkę jak jakimś surowym mięsem. Jak bardzo jest to nie fair wiedzą tylko te kobiety, które diagnozę swoją dostały. One bowiem wiedzą, że strach, to najgorsza część tej choroby. Niejednokrotnie tak silna, że silniejsza od samego raka.

Cóż… o strachu jeszcze pisać będziemy nie raz, bo to niezwykle ważny jest aspekt rakowej choroby. Ten wpis miał za zadanie zaledwie poruszyć ten temat, zwrócić uwagę na to, co z reguły umyka całkowicie naszej świadomości. Jest dotknięciem czubka lodowej góry strachu, na którą wspinamy się niejako z automatu. Uświadomiony jednak, staje się w pewnym sensie oswajalny. A stąd już jest bliżej do tego by warstewka po warstewce, obedrzeć raka ze strachu. Wtedy też, cała ta energia, cała drzemiąca w nas moc, będzie mogła zostać skierowana tam, gdzie naprawdę jest niezbędna. Na raka piersi i związaną z nim terapię. Ale po kolei…

amazonka w dzubki agata

sliwowski-awatarAmazonka w Dżungli to portal dla kobiet i o kobietach, w których życiu pojawił się RAK. To miejsce, w którym piszemy o tym jak przeżyć raka i nie zwariować; co zrobić by życie pomimo choroby nie straciło na jakości; jak odzyskać grunt, który utraciłyśmy z powodu jednej, obezwładniającej diagnozy. To portal, w którym odkodowujemy raka, odzieramy go z czarnego PR’u i uczymy jak budować w sobie moc.

Odwiedź Amazonkę w Dżungli na blogu oraz na Facebooku.

 

 


Zobacz także

Fot. iStock / ViewApart

Lampka czerwonego wina jak godzina w siłowni! To udowodnione naukowo

Fot. iStock / annebaek

Życie pudełkowe? Zrób sobie przestrzeń, by żyć! Akcja „Chcesz uporządkować swoje życie? Uporządkuj przestrzeń wokół siebie”

Fot. iStock

YES dla młodych talentów! Rusza druga edycja Programu Stypendialnego YES