Po pięciu latach związkowa sielanka się kończy! Naukowcy nie mają wątpliwości

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 stycznia 2016
Fot. Pixabay / debowscyfoto / CC0 Public Domain
 

Przechodziliście w swoich związkach kryzysy? Kiedy zaczęło być źle? Naukowcy są pewni, że wiedzą, kiedy następuje koniec miłosnej sielanki!

Badacze przeprowadzili obserwacje na grupie 200 kobiet. Wyniki? Raczej odzierają ze złudzeń o sakramentalnym „na dobre i na złe”… Jesteście gotowe na smutną prawdę? Okazuje się, że po pięciu latach wspólnego życia nadchodzi nieuniknione emocjonalne ochłodzenie. Naukowcy doszli do wniosku, że po tym właśnie okresie, partnerzy tracą zainteresowanie sobą.

Panie, które wzięły udział w badaniu, uważały w większości, że wina leży po stronie… panów. To brak zaangażowania ze strony małżonków oraz poczucie braku emocjonalnej więzi z nimi, doprowadza je po prostu do stanów depresyjnych oraz powoduje większą skłonności do irytowania się :).

I jeszcze ciekawostka: prawie 80% kobiet przyznało, że po 5 latach związku jest gotowe za zmianę partnera. Tradycyjną wizję miłości aż po grób włożyły między bajki… Jedynie 1/5 pań biorących udział w badaniu zadeklarowało chęć zawalczenia o swoje małżeństwo.


Źródło: Medicine info


„Mówił, że nie muszę pracować, on zarobi. Dziś nie mam pieniędzy nawet na bilet autobusowy”. Przeczytaj, zanim staniesz się ofiarą

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 stycznia 2016
Fot. iStock / motorenmano
 

Wyszła z domu, żeby pobawić się z dziećmi na dworze. Jest piaskownica, duża huśtawka i ślizgawka. Piękny duży dom. I duży ogród z równo przystrzyżoną i zadbaną trawą. Brama na pilota. Zabawne dzwonki przy drzwiach, które delikatnie dzwonią podczas wiatru.

„Życie jednak bywa przewrotne…”

Ona siedzi przy piaskownicy. Robi babki z piasku z córką, syn rzuca do niej piłkę. Jest taka smutna. A może tylko zamyślona? Jak można być smutnym w takim domu, z takim ogrodem. – On jest starszy, choć nie na tyle, żeby to komukolwiek przeszkadzało. W końcu 11 lat, to nie jest tak dużo – opowiada Kasia. Poznali się na jakieś imprezie. Ona tuż po rozstaniu z kolejnym „nieodpowiedzialnym gnojkiem”. Młoda, uśmiechnięta. Ten typ kobiety, dla której świat leży u stóp. Nie, nie krzykliwa, czy wyzywająca. Młoda, piękna dziewczyna, która brak pewności siebie nadrabiała dowcipną rozmową. – Jakoś przykuł moją uwagę. Bawił się ze znajomymi. Opijali zaręczyny kolegi.

Wychowana w bardzo konserwatywnej rodzinie, w której nigdy się nie przelewało. Starsze rodzeństwo. I ona zawsze poważniejsza od rówieśników. Zresztą trudno się dziwić. – Zawsze lepiej dogadywałam się ze starszymi od siebie. Zakochiwałam się w starszych chłopakach. Byli bardziej odpowiedzialni, nie tacy zahukani, którzy śmieją się z byle czego i zachowują czasami jak idioci.

Po chwili przyznaje, że teraz widzi, że ci starsi mogli zawsze się nią pochwalić. Taka młoda i taka ładna. A ona miała wrażenie, że noszą ją na rękach. Ale jak to młodzieńcze miłości, te zawsze się kończą z jakiegoś błahego powodu, którego już później się nie pamięta.

– Nie chciałam żyć jak moja mama. Szanuję moich rodziców. To starsi ludzie, mama mnie późno urodziła. Miała 42 lata, kiedy została mamą po raz czwarty. Mają staroświeckie poglądy i dużo spokoju w sobie. Wobec tych poglądów buntowałam się, wstydziłam się ich. Chciałam być wyluzowaną dziewczyną, a nie córką zgredów. Nie chciałam wchodzić w rolę umęczonej Matki Polki, gdzie to mężczyzna o wszystkim decyduje, ma zawsze ostatnie słowo, a ty musisz dbać, by obiad składał się z dwóch dań.

„Przyjdą, napiją się i zapomną o nas”

On znowu był najstarszym ze swojego rodzeństwa, miał siostrę i dwóch braci. Pewnie dlatego taki odpowiedzialny. I szarmancki. – Zaprosił mnie na kolację. Pracował w banku. To był czas, kiedy Polacy zaczęli częściej decydować się na kredyty, a on otrzymywał dzięki temu niezłe profity. Więc było go stać na wiele. Ale nie lubił szastać pieniędzmi. To się dało odczuć. Umiarkowane, pod kontrolą wydatki. – Kiedy kiedyś spytałam, czemu nie kupuje mi kwiatów, odpowiedział, że woli uzbierać te pieniądze na coś cenniejszego niż kwiaty, które zwiędną w wazonie. Ale był gadżeciarzem. Jak już coś kupował to z najwyższej półki. Radio, samochód.

Ślub mieli skromny. Ona po studiach pracowała na stażu. On odkładał na wymarzoną działkę pod miastem. – „Przyjdą, napiją się i zapomną o nas”, tłumaczył i mówił o domu na wsi, o dzieciach. I rodzinie.

Kiedy kupił działkę, cieszył się jak dziecko. Kiedy mówiłam: „Pojedźmy na wakacje nad morze, chociaż na weekend”, zawsze miał wymówkę. A to praca, a to dyżur w weekend, a to wizyta teścia. Oni się rozsiadali – faceci, a ja ganiałam z talerzami. Nawet w ósmym miesiącu ciąży, kiedy miałam zalecenie odpoczywać, to gdy pojawiał się jego ojciec czy bracia musiałam być panią domu – czyli ugotować podać, posprzątać. Bez mrugnięcia okiem.

Mieszkali w niedużej kawalerce. Bo taniej, a przecież dom trzeba postawić, kredyt spłacić. Lepiej odkładać, niż wydawać niepotrzebnie.

Kasia zaraz po ślubie zaszła w ciążę. On by ją na rękach nosił. Plany o własnym domu zaczęła przybierać realne kształty. – Byłam szczęśliwa. Dziecko, dom. Mężczyzna, który cię kocha. Okej, bywa zaborczy, miewa fochy i ma węża w kieszeni, ale przecież wiemy, że ideałów nie ma. Dziecko miało go odmienić.

„Spacery, świeże powietrze i… odcięcie od wszystkich”

Wprowadzili się do nowego domu tuż przed narodzinami Kornelii. – Ta ciąża była trudna, nic nie mogłam robić. On zamawiał meble, kuchnię. Kiedy pytałam leżąc na kanapie, czy mogę o czymś zadecydować, odpowiadał, że jestem głuptas i przecież on się lepiej zna. Wkurzałam się, robiłam awantury. Pytałam, czyj to dom – jego, czy nasz. Pomagało na chwilę. Wybrałam kolor ścian, podłogi. O reszcie on decydował. Dom położony 30 kilometrów od miasta. Na wsi, pod lasem, gdzie powstaje całe osiedle domków jednorodzinnych. Idealne dla rodziny z małymi dziećmi. Spacery, świeże powietrze i… odcięcie od wszystkich.

– Późno zrozumiałam, że o to mu chodziło. Zamknął mnie jak księżniczkę w wieży. Już wcześniej zniechęcał moich znajomych do spotkań. Kiedy przychodzili nie miałam nawet jak kupić ciastek do kawy, on trzymał pieniądze. A skoro nie on zapraszał, to czemu miał kupować. Był zazdrosny, potrafił obrazić się podczas imprezy sylwestrowej, bo zatańczyłam z kolegą. Wychodził, a ja bez kasy na taksówkę musiałam drałować do domu pieszo. On też robił zakupy do domu, bo miał samochód, więc wracając z pracy kupował to, co potrzebne.

Kasia po urodzeniu Kornelii nie pracowała. Staż się skończył i nie zdążyła znaleźć innej pracy.

– Mówił, że damy sobie radę, że ja nie muszę pracować, bo przecież on na wszystko zarobi. Zaszłam w drugą ciążę i czekałam, kiedy wróci z pracy z zakupami, żebym mogła zrobić obiad. Pamiętam, jak przyjechali jego znajomi, a on stał w korku w mieście. Nawet kawy nie miałam, nie mówiąc o jakieś kolacji.

Dzisiaj z dwójką dzieci Kasia mieszka w pięknym, dużym domu z cudownym ogrodem. Na wsi, gdzie tylko mały sklepik otwarty i gdzie właścicielka pozwala jej kupować „na kreskę”. – On się wścieka, że to robię, ale mam to w nosie. Czasami brak mi podstawowych produktów, a tak mogę chociaż dzieciakom naleśniki usmażyć, nim on raczy wrócić z zakupami.

„I gdzie pójdziesz, jak sobie poradzisz. Nic nie masz”

Kasia nadal nie pracuje. – Nie mam możliwości, żeby iść do pracy. Powiedział, że nie da ani złotówki na nianię, żłobek, czy przedszkole. Że dopóki dzieci małe chce, żebym była z nimi w domu. Rodziców widuję rzadko, bo z dwójką autobusem dojechać do miasta nie jest łatwo, zresztą – trzeba mieć na bilet. Moich rodziców nie stać, żeby dać mi pieniądze na kurs prawa jazdy. A chciałam go zrobić jeszcze nim się Kornelia urodziła. On wtedy mówił: „Spokojnie kochanie, zdążysz”.

Wcześniej próbowała z nim rozmawiać, mówiła, że źle jej z tym, że nie ma swoich pieniędzy. „Ale czy czegoś ci brakuje?” – pytał. A przecież niczego nie brakowało. Oprócz tej wolności finansowej, ale jej braku bardzo długo nie dostrzegała. Myślałam: „Głupia ty, masz wszystko i narzekasz, szukasz dziury w całym. Przecież on ci kupi, czego potrzebujesz”.

– Dzisiaj nie wiem, ile mamy pieniędzy. Zresztą – nigdy nie wiedziałam. Nie było mi to w sumie potrzebne. Tylko, że teraz jestem finansowo kompletnie zależna od męża. Nie mogę wyskoczyć z dziećmi do kina, odwiedzić koleżanki, siostry. „Fanaberie”, mówi, gdy proponuję, żebyśmy w weekend skoczyli z dziećmi do miasta na obiad. „W mieście jestem codziennie, cały czas tam dojeżdżam, mogę chociaż w weekend posiedzieć w domu” – słyszę. A kiedy ja mówię, że mam dość, że nie chcę tak żyć, że chcę przestrzeni, wolności, możliwości decydowania o tym, co dzisiaj zjemy na kolację, to on syczy: „I gdzie pójdziesz, jak sobie poradzisz. Nic nie masz”.

Tak. Nawet dom jest na jego ojca…


W Polsce co piąta kobieta doświadcza przemocy ekonomicznej. Ponad 20% kobiet nie jest niezależna finansowo. Na forach czytam: „Dopóki on nie wydaje kasy na piwo i papierosy, to żadna przemoc. Dba po prostu o rodzinę. Dogodzić babie, jak musi pracować źle, jak nie musi, też źle”…


Jesteś wiecznie zmęczona? Zmień nawyki żywieniowe – jesteś tym, co jesz!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 stycznia 2016
Fot. iStock / MilosStankovic

Znasz to uczucie? Rano dzwoni budzik, a ty po prostu nie masz siły wstać? Choć poprzedniego dnia położyłaś się wcześniej, choć nic szczególnie męczącego nie robiłaś. Kiedy już wstaniesz, działasz jedynie na zasadzie efektu rozpędzonej kuli śnieżnej: jakoś się samo „toczy”. Jeśli jesteś częściej zmęczona niż wypoczęta, ten tekst jest dla ciebie. Dziś podpowiem ci, skąd może brać się to uczucie chronicznego zmęczenia oraz jakie nawyki żywieniowe należy wprowadzić, by mieć więcej energii na co dzień.
Uczucie zmęczenia nie jest niczym szczególnym przy naszym bardzo wyczerpującym trybie życia. Opieka nad dziećmi, codzienne przywożenie i odwożenie ich na zajęcia, praca zawodowa i wszystkie pozostałe obowiązki to dla naszego organizmu naprawdę spore obciążenie. Jednak, jeśli odpoczynek nie przynosi ulgi, a „baterie” naładować coraz trudniej, dostajesz jasny sygnał, że problem leży głębiej.

Możliwymi przyczynami chronicznego zmęczenia są:

1. Niewystarczające nawodnienie organizmu

Niezależnie od tego czy wykonujesz pracę siedzącą, czy fizyczną, twój organizm musi być zawsze w takim samym stopniu nawodniony. Braki w gospodarce wodnej organizmu prowadzą do jeszcze szybszego wyczerpywania poziomu energii. Efekt? Brak sił, uczucie „omdlewania”, gorszy nastrój.

2. Omijanie posiłków

W ciągu dnia powinnaś regularnie, o określonych godzinach, jeść. Jest to szczególnie ważne, gdy w twoim życiu pojawia się dużo stresu, jeśli zajmujesz wysokie stanowisko, masz dużą odpowiedzialność. Podstawowym źródłem energii jest pożywienie. Jeśli zrezygnujesz z obiadu, rezygnujesz z porcji energii. Efekt? Stajesz się ospała i osłabiona. Organizm domaga się uzupełnienia zapasów, nie próbuj go oszukać.

3. Korzystanie z urządzeń elektronicznych przed snem

Jeszcze tylko chwila na Facebooku, jeszcze tylko jeden mail z pracy, jeszcze tylko „śmieszne koty” w internecie… Czy to się kiedyś skończy? Niektórzy z nas potrafią zasnąć w z telefonem komórkowym w ręku. Tymczasem światło emitowane przez ekrany naszych ukochanych urządzeń zaburza działanie melatoniny, odpowiedzialnej za kontrolowanie cyklu naszego snu. Efekt? Chroniczne niedospanie…

4. Alkohol przed snem

Kieliszek wina na dobry sen? Niekoniecznie. Naukowcy odkryli właśnie, że picie alkoholu wieczorem stymuluje organizm bardziej niż wypicie go o każdej innej porze dna. Może i szybciej zaśniesz, ale w ciągu nocy obudzisz się podenerwowana na skutek wzrostu poziomu insuliny. Efekt? Rano wstaniesz jeszcze bardziej zmęczona.

5. Zła, ciężka dieta

Tu chyba tłumaczyć nie trzeba. Niestrawność i problemy żołądkowe potrafią nas skutecznie „wykończyć”…

Co więc robić? Przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, że to jak i co jemy wpływa znacząco na nasz odczuwalny poziom zmęczenia oraz na spadki /zwyżki energii. Należy dobrze poznać swój organizm i jego reakcje na „paliwo” jakie mu dostarczamy. Warto przez jakiś czas skrzętnie notować sobie godziny i treść wszystkich spożywanych w ciągu dnia posiłków. Po kilku tygodniach takich obserwacji łatwo zauważysz pewne zależności między tym, co jesz, a twoim samopoczuciem.

Ale przede wszystkim, zaszczep w sobie kilka, bardzo prostych nawyków żywieniowych:

1. Dobry początek dnia

„Bez śniadania nie wychodź z domu” powtarzała mama. I miała rację. Ja jeszcze dodam: bez dobrego, wartościowego i bogatego w białko. Naprawdę lepsza kromka pieczywa z szynką i jajkiem niż przecukrzone płatki…

2. Odpowiednie nawodnienie organizmu

To najtańszy i najprostszy nawyk żywieniowy, ale jakże często zaniedbywany. A przecież działa rewelacyjnie: poprawi jakość twojej skóry, przemianę materii i samopoczucie. Zrób eksperyment: kiedy w pracy odczuwasz energetyczny kryzys wypij duszkiem szklankę wody zamiast kolejnej filiżanki kawy. Działa?

3. Przekąski

Czekoladowy batonik podniesie ci energię na chwilę. Jest smaczny, uszczęśliwia, ale to bohater „na krótko”. Wybieraj owoce! Pamiętaj także, że znacznie bardziej zdrowe jest jedzenie „mnie ale częściej”. Taki zabieg pozwoli ci utrzymać na dobry poziom energii i wspomoże twój metabolizm.

4. Ładne, kolorowe, zdrowe

Wiesz to, przecież. Owoce i warzywa, pieczywo pełnoziarniste, orzechy… Wspaniałe dla naszego systemu odpornościowego, a dodatkowo kolorowe i estetyczne. Codziennie włącz je do twojego menu. Wybór masz ogromny, z łatwością znajdziesz coś dla siebie.

5. Spokojny finisz

Na zakończenie dnia, ale nie przed samym snem, zjedz lekką kolację. I nie podjadaj w nocy, bo zakłócisz swój sen.

Latwo napisać, trudniej zrobić – stwierdzisz. Wszystko w twoich rękach, ale ja powiem: spróbuj! Nic nie stracisz, a zyskać możesz wiele: zdrowie!


Zobacz także

Domowa odżywka do rzęs. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #8 [28.04.]

Serce dziecka pęknięte na pół. Gdy rodzice rozstają się i walczą między sobą

Serce dziecka pęknięte na pół. Gdy rodzice rozstają się i walczą między sobą

„Szybko zaczęła oszukiwać. Potrafiła chować jedzenie w kieszeniach albo ukradkiem wypluć do rękawa”. Aneta i jej anoreksja – Portrety