On nie pije i nie bije, więc nikt nie rozumie, dlaczego chcesz odejść

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
12 października 2017
Fot. iStock/alien185
Fot. iStock/alien185
 

Mówi się, że w obecnych czasach łatwo rezygnujemy ze związków. Gdy tylko pojawiają się przeszkody, wolimy odpuścić i szukać nowego partnera, zamiast naprawiać to, co w relacji szwankuje. Oczywiście, że lepiej pracować nad związkiem, rozmawiać i wspólnie pielęgnować uczucie. Czasem jednak dzieją się rzeczy, których mimo szczerych chęci, nie potrafimy wyprostować. 

Kiedy Anka ogłosiła rodzicom, że rozważa odejście od Krzyśka, aż zaniemówili. „Jak to? A co ci w nim nie pasuje? Przecież cię nie bije, przynosi pieniądze do domu. Nie mówiłaś też, żeby cię zdradził” – atakowali. No bo jak to tak odchodzić, kiedy on ani nie pije, ani nie bije.

Zakończenie związku nigdy nie jest proste. Szczególnie, gdy nie wydarzyło się nic tak dramatycznego, by inni ludzie mogli z pełnym zrozumieniem wam przyklasnąć. Jeśli jednak coraz częściej rozważasz rozstanie, to znak, że dzieje się naprawdę źle. Na ogół najpierw zastanawiamy się przecież, jak poradzić sobie z problemem, a nie jak się rozejść. Twoje rozterki mogą wynikać z kilku, najczęstszych powodów:

Jesteś nieszczęśliwa…

…i właściwie nie umiesz nawet powiedzieć dlaczego. Widzą to także inni ludzie, ponieważ stałaś się smutna i przygaszona. A może jeszcze inaczej – jesteś nieszczęśliwa tylko przy nim. W gronie znajomych potrafisz dobrze się bawić, rozluźnić i zrelaksować. Nostalgia ogarnia cię dopiero, gdy wracasz do domu, w którym czeka na ciebie on. Zastanów się, czy możesz przy nim po prostu być sobą. Jeśli nie, coś tu nie gra.

Twoje potrzeby nie są realizowane

Gdy musisz się wygadać, on nie ma czasu cię wysłuchać. Gdy chcesz się przytulić, on ogląda akurat ważny program. Gdy jesteś zmęczona i potrzebujesz się wyspać, on proponuje ci gorący seks. Zadaj sobie pytanie, dlaczego jesteś w związku, w którym nie możesz realizować swoich potrzeb?

Brakuje partnerstwa

Wszystko jest na twojej głowie – sprzątanie, gotowanie, prasowanie, zakupy, dzieci, wywiadówki, lekcje, rachunki. W dodatku to ty organizujesz romantyczne wieczory tylko we dwoje, inicjujesz seks i prawisz mu komplementy. Nie ma się co dziwić, że masz po prostu dość.

Straciłaś zaufanie

To chyba najgorsze, co może być. Po prostu nie da się budować związku, w którym brakuje zaufania (utraconego z różnych powodów, ale to zupełnie inna kwestia). Jeżeli ciągle obserwujesz każdy jego ruch i czekasz na potknięcie lub z góry zakładasz, że jego intencje na pewno nie są dobre, ten związek nie ma szans na przeżycie.

Wasze drogi się rozchodzą

Mieliście jakiś wspólny plan na życie, jakąś wizję przyszłości, a nagle jedno z was wywraca wszystko do góry nogami, ponieważ zamarzyło o prowadzeniu urokliwej knajpki w niewielkiej miejscowości 3000 km stąd. Można próbować się dogadać, ale czy to się uda?

Wyznajecie inne wartości

Owszem, przeciwieństwa się przyciągają, ale wegetarianka raczej nie będzie czuła się komfortowo w towarzystwie myśliwego, a kobieta z silnym instynktem macierzyńskim raczej nie zrealizuje swoich potrzeb z partnerem, który nienawidzi dzieci. To ważne, byście zgadzali się w podstawowych aspektach życia.

Wszystko w nim zaczyna cię denerwować

Idealnie obrazuje to pewien MEM, który co i rusz pojawia się w sieci. Na zdjęciu widać pokłóconą parę. Oboje siedzą do siebie tyłem. Kobieta mówi: „Czy możesz mrugać CISZEJ?”. Jeżeli wkurza cię w nim dosłownie wszystko (sposób chodzenia, trzymania kubka, zakładania bluzki, drapania się po głowie), zastanów się, z czego wynika ta niechęć i złość.

Spędzacie razem coraz mniej czasu

Na początku znajomości pewnie nie mogliście się od siebie odkleić, a teraz spędzacie ze sobą coraz mniej czasu. To normalne, pod warunkiem, że mimo wszystko częściej wychodzicie na miasto we dwójkę niż oddzielnie. A co z seksem? Jesteś zadowolona z tej sfery waszego życia? A może częściej masz okres, niż orgazm? Seks jest naprawdę ważny i każdy z nas ma prawo spełniać swoje potrzeby.

Rozglądacie się

Nie zawsze jest tak, że to faceci zaczynają rozglądać się za innymi kobietami. Jeżeli zauważyłaś, że coraz częściej zwracasz uwagę na innych mężczyzn, patrzysz czy noszą obrączkę, albo zazdrościsz koleżankom ich partnerów, ewidentnie jesteś nieszczęśliwa. W powiedzeniu „Nie widzę poza tobą świata” naprawdę coś jest.

Anka mówi, że odeszła, bo po prostu nie była szczęśliwa.

Tylko i aż.


 

Na podstawie: Love Panky


Rewolucja w leczeniu raka? Co oznacza medycyna integracyjna

Redakcja
Redakcja
12 października 2017
Fot. iStock/PeopleImages
Fot. iStock/PeopleImages
 

23Każdy z nas zna choć jedną osobę, która zmagała się bądź zmaga z chorobą nowotworową lub w jej rodzinie pojawił się rak. Nic więc dziwnego, że gdzieś w tyle głowy wciąż czai się strach. Co będzie, jeśli spotka to mnie lub kogoś z moich bliskich? A jeśli pominę pierwsze objawy? Co będzie, gdy za późno poddam się leczeniu? A przede wszystkim – jak uchronić się przed rakiem? Na rynku pojawiła się właśnie ciekawa pozycja wydawnicza, poświęcona leczeniu i profilaktyce chorób nowotworowych. Choć z całą pewnością nie może zastąpić profesjonalnej pomocy lekarskiej, warto po nią sięgnąć. „Rewolucja w leczeniu raka” dr Leigh Erin Connealy to przełomowy program terapii i profilaktyki przeciwnowotworowej, opartej na czynnościach i zmianach, które każdy z nas może wprowadzić do swojego życia. Autorka przekonuje, że dzięki diecie ketogenicznej, zachowaniu równowagi kwasowo-zasadowej organizmu, zdrowym żywieniu, odtruwaniu ciała w domu, regularnym ćwiczeniom oraz odpowiednim technikom relaksacyjnym możemy wspomagać leczenie w sposób prosty i naturalny.

Obszerne rozdziały, poświęcone przyczynom powstawania guzów oraz najnowszym metodom szybkiego diagnozowania, pozwalają czytelnikowi zapoznać się z trudnymi zagadnieniami z zakresu medycyny i zdrowia.

"Rewolucja w leczeniu raka" dr Leigh Erin Connealy

„Rewolucja w leczeniu raka” dr Leigh Erin Connealy

Medycyna integracyjna

Dr Leigh Erin Connealy przekonuje na łamach swojej książki, że chemioterapia, naświetlanie i operacje, czyli konwencjonalne metody walki z chorobą nowotworową należy wspomagać delikatniejszymi i mniej inwazyjnymi sposobami. Przede wszystkim zapewnia jednak, że rak to nie wyrok i że nie wszystko musi być zapisane w naszych genach. W swojej wieloletniej karierze obserwowała bowiem wielu pacjentów, u którzy pojawiła się znaczna poprawa stanu zdrowia, podczas stosowania tzw. medycyny integracyjnej, łączącej standardowe leczenie i naturalne metody, skupiając się jednak nie na samym nowotworze, a na leczeniu całego organizmu.

Jej rewolucyjna metoda, opisana w książce, opiera się na zdrowym stylu życia, wspieranym terapiami homeopatycznymi, bioenergetycznymi, regeneracyjnymi, a także wzbogaconym medycyną chińską i ziołolecznictwem.  Nie bez znaczenia jest także sen i odpowiednie techniki relaksacyjne. Autorka dodaje otuchy tym, którzy usłyszeli, że zostało im niewiele czasu, ponieważ przedstawia im cały arsenał narzędzi, dzięki którym mogą poprawić swoją jakość życia.

Dr Connealy używa w swojej książce wielu bardzo prostych porównań. Czytelnik może wtedy sposób zrozumieć skomplikowane mechanizmy, zachodzące w ludzkim organizmie.

Mówię: „Prowadzisz samochód? Jeżeli tak, to wiesz, że istnieje kodeks drogowy i że musisz znać zasady i prawa dotyczące jazdy”. Następnie pytam: „Ile znaków »Stop« dziś zignorowałeś? Żadnego, prawda? Dobrze wiesz, że gdybyś to zrobił, dostałbyś mandat, wyrządził komuś krzywdę albo rozbił samochód.

Tak samo musisz zwracać uwagę na zasady dotyczące twojego ciała. Nikt nie chce uczestniczyć w wypadku samochodowym, a ja nie chcę również, by doszło do wypadku wewnątrz twojego organizmu! Jeżeli będziesz przestrzegał zasad i praw Matki Natury, wówczas w twoim organizmie będą działy się dobre rzeczy”.*

Cudowna moc profilaktyki i detoksykacji

Każdy z nas każdego dnia styka się bowiem z różnymi toksynami rakotwórczymi, których kumulacja w organizmie może powodować chorobę nowotworową. Podpowiada nie tylko, jak wyeliminować je ze swojego środowiska, ale także z własnego ciała. Na szczególną uwagę zasługuje 7-dniowy program detoksykacji za pomocą soków, mający zapewnić odnowę i rewitalizację czy 14-dniowy plan na zdrowie, działający przeciwnowotworowo. Autorka nie zostawia nas jednak z suchymi informacjami – proponuje szczegółowo rozpisaną dietę i mnóstwo przepisów. Nie brakuje też historii osób, które stosują się do zaleceń dr Connealy. Dzięki takim wskazówkom zmiana diety i stylu życia nie wydaje się już tak żmudna i skomplikowana.

„Rewolucja w leczeniu raka” jest interesującą pozycją dla osób, które troszczą się o swoje zdrowie lub są obarczone wysokim ryzykiem rozwoju raka z przyczyn genetycznych. Przyda się także tym, u których właśnie zdiagnozowany został nowotwór, ponieważ diagnoza nie musi oznaczać „ostatniego dzwonka”, a „przebudzenie”. I jak przekonuje autorka – może być „okazją do przewartościowania i stworzenia dla siebie lepszego, zdrowszego życia”.

"Rewolucja w leczeniu raka" dr Leigh Erin Connealy

„Rewolucja w leczeniu raka” dr Leigh Erin Connealy

*„Rewolucja w leczeniu raka. Przełomowy program terapii i profilaktyki” Leigh Erin Connealy


Zamiast mówić o tym, co złe, powiedz… Dobro wraca do ciebie. Dlaczego nie uczymy tego naszych dzieci?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
12 października 2017
Fot. iStock
Fot. iStock
 

„Karma wraca…”, „To ty możesz zmienić swoje i czyjeś życie”, „Róbmy dobro…” – lubimy te hasła. Pięknie prezentują się na naszych facebookowych tablicach, dodają nam skrzydeł, motywują. A jak często używamy tych narzędzi, by pokazać naszym dzieciom, co dane światu dobro może zdziałać? Zbyt rzadko…

Ile razy opisując rzeczywistość czy próbując rozwiązań konflikt między dziećmi, sami zapominaliśmy o tej prostej i jakże ważnej zasadzie? Przykładów nie trzeba daleko szukać…

Zamiast mówić o tym co złe, powiedz… dobro wraca do ciebie

To my uczymy nasze dzieci tego, jak oswajać świat. Pokazujemy, każdym swoim zachowaniem, czy opłaca się być dobrym – tak zwyczajnie, bezinteresownie. I choć wolelibyśmy pewnie myśleć, że coroczna zbiórka karmy dla schroniska albo „piątka” w WOŚP-owej skarbonce wystarczy, jest inaczej… Dzieci nasiąkają tym, co otacza je codziennie.

Zamiast omijać szerokim łukiem bezdomnego, zainteresuj się nim…

Mamy taką tendencję, że gdy idziemy z dzieckiem i mijamy bezdomnego, żebraka, a nawet staruszka, zaczynamy obierać jak najdalsze trajektoria. „Może nie zauważy…”. Jakby szarość tego świata mogła nas zarazić albo nie istniała tak długo, jak długo nie musimy z bliska jej oglądać.

A przecież warto pomagać. Nie mów, że na pewno wszystko przepije – nie musisz dawać pieniędzy, czasem wystarczy, że taka osoba przestanie być niewidzialna, że poślesz jej uśmiech, powiesz dzień dobry, zapytasz, czy nie potrzebuje pomocy, jedzenia, szklanki wody.

A co, jeśli nie będzie uprzejmy i nie odwzajemni dobra? Cóż, w życiu i tak bywa, ale czy nasza niechęć, zamieni taki świat na lepszy?

Zamiast mówić „on/ona jest zły”, spróbuj pomóc…

Ile razy zdarzyło nam się skwitować, że inne dziecko jest: złe, niegrzeczne, niewychowane itd.? Szczególnie, gdy mowa o sytuacjach kryzysowych. Bronimy jak lwy naszych dzieci. Róbmy to dalej, ale pamiętajmy o tym, że świat nie jest czarno-biały.

Rozmawiajcie z dzieckiem, tłumaczcie i pytajcie. Tak, on/a zrobił/a źle. Ale pomyślmy, dlaczego tak się stało. Uczmy asertywności, żeby nasze dzieci potrafiły się przed agresją bronić… ale uczmy też empatii. Być może ktoś w ten sposób woła o pomoc?

Zamiast piętnować czyjąś biedę, wyciągnij rękę…

Dzielimy. Nie celowo, a podświadomie. Są w klasach naszych dzieci, ci inni – dzieci, które „nie pasują”, te których się boimy, czasem myślimy „ta patologia” i nawet wstydzimy się tych myśli, ale instynktownie  staramy się trzymać z daleka. A przecież tak dobrze wiemy, że nie wybieramy sobie życia… i że niektóre dzieci, już na starcie zepchnięte na margines nigdy nie otrzymają swojej szansy. Nikt nie zaprosi ich po południu do domu, nie kupi im książki, nie powie: „ale piękny obrazek”. A może jedno takie popołudnie było najwspanialszym prezentem od losu? Tym momentem, który zmieni wszystko w ich życiu?

Zamiast mówić „przyjaciele się na ciebie wypną, musisz dbać o siebie”, powiedz: „każdy z nas potrzebuje kogoś bliskiego”

Jeśli nauczysz dziecko, że ludzie i świat są źli, że może liczyć tylko na siebie, załadujesz mu na plecy bagaż, którego bardzo trudno się pozbyć. Bagaż, który trudno jest udźwignąć.  To jak definiujemy świat, w dużej mierze zależy od nastawienia.

Nie, nie kłam i nie udawaj, że życie jest różowe jak puchata chmurka. Mów o tym, że ludzie nas zawodzą, ale to nie znaczy, że nie warto w nich wierzyć. Każdy może się zmienić, każdy zasługuje na swoją szansę. Przecież to ty, ja – tworzymy ten świat.

Zamiast mówić „sam świata nie zmienisz”, powiedz „spróbuj, czasem drobiazg może odmienić czyjeś całe życie”…

Ile razy nasz dorosły cynizm i sceptycyzm zabijał dziecięcy zapał do pomagania? Nie, skarbie, to nic zmieni – mówimy chcąc zaoszczędzić naszym dzieciom rozczarowań, czasu… To prawda, że jedno dziecko ma niewielkie narzędzia do poprawiania świata, ale gdy sami się do tego dołączymy, to już znacznie więcej, prawda?

Zamiast głowić się, jak to zrobić – poczytaj z dzieckiem książkę!

A najlepiej taką, która w prosty i zarazem piękny sposób mówi o życiu. O tym, że nie wszyscy mamy na starcie równe szanse, że życie czasem bardzo nas obciąża… i o tym, że czasem wystarczy przypadkowo znaleźć małego anioła, który zmienia świat…

11 października ukaże się „Opowieść o Angelinie Brownie” wydana nakładem Wydawnictwa Zielona Sowa. Genialna książka, pokazująca w bardzo namacalny sposób, że warto „robić” dobro. Że taki mały anioł znaleziony w kieszonce, może sprawić, że nagle zrobi się ciepło, promienne, lepiej. I że takim metaforycznym aniołem może być najdrobniejszy dobry gest i wyciągniecie do kogoś ręki…

Opowieść o Angelinie Brownie

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Wydawnictwo: Zielona Sowa
Wiek: 9+
Liczba stron: 272


Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Zielona Sowa


Zobacz także

Fot. iStock / knape

9 trików, które sprawią, że będziesz najbardziej czarującą osobą w towarzystwie

Fot. iStock / piskunov

Uczę się miłości, tej najtrudniejszej – miłości do samej siebie. Cholernie trudne zadanie!

depressed-mother

„Nie kocham mojego dziecka” – czyli trochę o depresji poporodowej