Patologiczny kłamca. Jak go rozpoznać?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
14 lutego 2018
Fot. iStock/twinsterphoto
Następny

Wiele razy odniosłaś wrażenie, że to, co mówi, jakoś nie trzyma się kupy. Kilka razy ewidentnie złapałaś go nawet na kłamstwie. Fakt, boli. Co więcej, każde takie przyłapanie rodzi niepokój. Ale przecież wszystko można jakość wytłumaczyć, prawda? Bo nie chciał źle, bo ty jakoś tak na opak zrozumiałaś, bo się nie dogadaliście… No i obiecał, że już więcej cię nie oszuka nawet w dobrej wierze! Zapewnił, że już zawsze będzie starał się mówić ci o wszystkim w sposób jasny i klarowny, żeby nie było nieporozumień. I ty mu uwierzyłaś, prawda?Większość z nas czasem mija się z prawdą. Z różnych powodów i w różnej skali. Choć nie ma na to usprawiedliwienia, czasem można przymknąć oko. Gorzej, gdy ktoś notorycznie kłamie i to robi to celowo, by manipulować i osiągać swoje cele. Zła wiadomość jest taka, że patologicznego kłamcy nie da się zmienić. Oszukuje, bo to lubi i co więcej, kłamstwa pomagają mu zdobyć to, co chce. Już sam fakt, że może ci coś wmówić, a ty łykasz to jak młody pelikan, podnosi jego mniemanie o sobie.

Nie jesteś przekonana, czy masz do czynienia z patologicznym kłamcą? Zacznij dobrze go obserwować i wsłuchuj się w to, co mówi…

Przyziemne sprawy

Większość z nas kłamie, by wybrnąć z jakiejś trudnej sytuacji lub uniknąć problemów. Patologiczny kłamca będzie opowiadał bajki na każdy temat, nawet opowiadając o tym, co jadł na śniadanie, będzie zmyślał. Zastanawiasz się, po co? On już tak po prostu ma.

Sekrety i sekreciki

Zawsze nosi przy sobie telefon, nigdy nie podał ci żadnych haseł dostępu? On chce w ten sposób zadbać o swoje bezpieczeństwo. Im mniejszy masz dostęp do różnych informacji, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że przyłapiesz do na kłamstwie.

Przekonywanie

Będąc w związku z patologicznych kłamcą, wciąż i wciąż zastanawiasz się, co się dzieje. Nawet jeśli byłaś o czymś przekonana lub miałaś swoje zdanie, on szybko przekona cię, że jesteś w błędzie. Sztukę manipulacji ma opanowaną do perfekcji. Jeśli będziesz zdezorientowana, to tylko lepiej dla niego.

Ciągła niepewność

Czasem masz wrażenie, jakby on miał dwie osobowości? Albo to, co mówi nie przekłada się na czyny i odwrotnie? To normalne, gdy jesteś z kimś, kto ciągle gra i udaje. Ty natomiast coraz częściej zadajesz sobie pytanie, kim on właściwie jest i czy ta miłość na pewno jest prawdziwa.

Brak hamulców

Nawet jeśli czasem zdarza ci się skłamać, masz pewne granice. Wiesz, że można się bawić czyimiś uczuciami i oszukać, że się go kocha. Patologiczny kłamca nie ma żadnych hamulców. Może ściemniać na temat miłości, zdrowia, finansów… Wymyśli dowolną historyjkę, byle tylko odnieść sukces.

Zero skruchy

Bycie przyłapanym na kłamstwie to bardzo upokarzające doświadczenie. Normalny człowiek jest zażenowany i nie wie, jak wybrnąć z sytuacji, czerwieni się. A kłamca? On będzie kręcił i zmieniał wersje. Co więcej, w końcu mu i tak uwierzysz!

Strona 1 z 2
Czytaj dalej…

Kiedy on kocha ciebie i… swoją samotność. Czy to się może udać?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 lutego 2018
Fot. iStock/PeopleImages
 

Na początku było wspaniale. Minęły dwa, trzy miesiące i zaczynasz rozumieć, że w pewnej, ważnej dla ciebie kwestii bardzo się różnicie. Ty kochasz jego i kochasz być z nim, on kocha ciebie, ale kocha też swoją samotność. Potrzebuje jej, by być sobą. I by być dobrym partnerem. Brzmi jak paradoks? Ci, którzy tworzą szczęśliwe związki z samotnikami wiedzą o co chodzi. I wiedzą też, że w tej relacji trzeba iść na kompromis. Jeśli oczywiście, warto.

Zrozumieć samotnika

Jesteś inna niż on i wydaje ci się, że nie potrafisz pojąć jego zachowania. Myślisz, że jeśli  wymyka się na samotny wyjazd, spędza samotny wieczór, to coś jest nie tak, zrobiłaś coś źle, albo niebawem nastąpi kryzys i koniec związku. Będziesz więc drążyć, próbować dociekać „prawdziwej przyczyny”, podejrzewać, że jego uczucie minęło i nieświadomie wytwarzać presję. Niesłusznie.

Samotnik potrzebuje czasu dla siebie tak samo jak potrzebuje być z tobą. Jeśli decyduje się na związek, jest całkowicie twój, możesz być tego pewna. Nie zrobił dlatego, że czuł się samotny. Po prostu podjął taką decyzję, pokochał ciebie i uwielbia wasze wspólne chwile. Ale przychodzi moment, w który musi spędzić trochę czasu sam ze sobą, pomyśleć, oczyścić swoją głowę, a nawet wyjechać gdzieś samemu. Podróżowanie w samotności jest dla niego kluczowe w odkrywaniu tego, kim jest i czego potrzebuje. Przetwarza wtedy swoje doświadczenia inaczej niż wtedy, gdy jest z tobą. Nawet jeśli wyjedziecie gdzieś razem, on zawsze wymknie się na trochę i wróci do ciebie spokojny, szczęśliwy.

Nie chodzi o ciebie

Kluczem do powodzenia tej relacji jest wzajemne zrozumienie swoich potrzeb i chęć spotkania się gdzieś „po środku”. Zachowanie twojego partnera absolutnie nie jest wymierzone w ciebie, nie chodzi tu o nic osobistego. On nie chce być sam bo ma cię dość lub cię już nie kocha. On potrzebuje pobyć ze sobą, a ta potrzeba nie ma nic wspólnego z uczuciami. Są to całkowicie odrębne podmioty.

Samotnicy mają wiele do zaoferowania w relacji z ukochaną osobą. Są zazwyczaj nadzwyczaj spokojnymi ludźmi, a to cecha rzadka i potrzebna, gdy sztorm życiowych zawirowań próbuje porwać cię w swój wir. Samotnicy są też zwykle wiernymi i lojalnymi towarzyszami życia, godnymi zaufania i miłości.

Gdzie leżą granice

Oczywiście, nie uda się związek oparty na zupełnych skrajnościach. Jeśli wasza relacja wygląda w ten sposób, że praktycznie nie możesz liczyć na swojego partnera w trudnych, życiowych sytuacjach, czy w radzeniu sobie z codziennymi problemami, które powinniście rozwiązywać razem (wychowywanie dzieci, dbanie o dom problemy rodzinne), to już nie kwestia natury samotnika, ale wygodnictwa i egoizmu. Nie możesz tolerować sytuacji, w której czujesz, że cała odpowiedzialność za wasz związek i jego utrzymanie spoczywa na tobie, a twój partner jedynie patrzy, kiedy tu się wyrwać na kilka wolnych od obowiązków dni. To zupełnie nie o to w tym chodzi. Samotnik nie jest egoistą.

Związek z „samotnikiem” nie jest związkiem dla wszystkich. Czy się uda, to kwestia bardzo indywidualna. Jeśli potrafisz w pełni zaakceptować naturę twojego partnera, a przede wszystkim zrozumieć, że jego potrzeba samotności nie jest w żaden sposób wymierzona w ciebie, dostrzeżesz wiele plusów tej relacji. Na pewno nie grozi jej rutyna. Jeśli jesteś osobą, która najbardziej ceni sobie ciągłą obecność bliskiej osoby, będziesz w tym związku nieszczęśliwa lub unieszczęśliwisz swojego partnera.


Niemiłość. Żyjemy w niby-związkach, które z miłością niewiele mają wspólnego

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
14 lutego 2018
Fot. iStock

Wielu z nas żyje w niby-związkach, które z miłością niewiele mają wspólnego. Z lęku. Z przywiązania. Z wygody. Z braku pomysłu, jak mogłoby być inaczej. Ze względu na dzieci, o które strach wiąże nam wszystkie argumentacje w gardle. Z przyczyn materialnych też. W niby-związkach samotność jest dominująca. Także poczucie nieprawdy – ta niezgodność między obrazkiem, który się tworzy, a tym, co się czuje wewnątrz. I cała masa tęsknot.  Zastanówmy się więc przekornie w Walentynki na temat niemiłości. Nie na temat ostatniego filmu Zwiagincewa (przy okazji znakomity, polecam!) ale na temat tego, czym miłość nie jest.

Miłość na pewno nie jest przemocą. Ani fizyczną, ani seksualną ani emocjonalną. Mówienie, że to trochę inny rodzaj miłości, że on/ona nie potrafi kochać inaczej, że krzywdzenie jest wpisane w naturę tego związku- to racjonalizacje, które mają złagodzić ból i utrzymać ofiarę w roli ofiary. Miłość może ranić poprzez różne życiowe sytuacje, ale przemoc nie jest miłością.

Miłość nie jest zerojedynkowym dawaniem. Czyli że ktoś bierze na potęgę, a ty dajesz. Psychologiczna teoria biorców i dawców nie jest sankcjonowaniem stanu rzeczy, ma raczej uświadamiać, że związek potrzebuje równowagi. Nie ma nic złego w tym, że czasami ktoś bardziej a czasami ktoś mniej. Jeśli się na to godzimy, nie ma nic złego w tym, że ogólnie ktoś ma więcej w sobie umiejętności dawania a drugi z tego czerpie. Chodzi o proporcje. Egoiści kochają siebie bardziej niż innych. Czy o taką miłość nam chodzi?

Miłość nie jest więc poświęcaniem swojego życia. W związku zawsze jest przestrzeń dla dwojga, tylko taki związek może nas rozwijać, spełniać, ba może pozwalać nam istnieć. Poświęcanie oznacza znikanie. Powolne oddawanie siebie, swoich potrzeb, niezbędników, przestrzeni, pasji, przyjaciół; oznacza nic innego jak samounicestwianie. Poświęcenie oznacza też przyznanie, że my sami nie jesteśmy w tym związku ważni. Więc przestajemy być ważni dla kogoś. Niestety.

Miłość nie jest posiadaniem drugiego człowieka. Chodzi o wolność. Jedna z moim koleżanek terapeutek nazwała to kiedyś wybieraniem siebie każdego dnia. Raz podjęta decyzja niczego nie załatwia. Jak wielu z nas wie, że ani obrączka, ani nawet dzieci nie dadzą nam gwarancji na zawsze. Miłość jest byciem ze sobą w swoich wolnych wyborach. Wymagająca, niełatwa, czujna.

Miłość więc nie jest brakiem zaufania. Nie jest nieustającą kontrolą. Ktoś kiedyś powiedział, że miłość to znaczy zawierzyć. Takie słowo, które rzadko mówimy, a jak wiele oznacza. Zawierzyć czyli oddać się komuś w pełni. Ufać jak dziecko ufa swojej mamie. Mieć pewność, że jak wydarzy się to złe – to on/ona nie zniknie. I nie mając nigdy tej pewności, że coś jest na zawsze, wierzyć, że w tym przypadku on jest i będzie. Mniej więcej. Bo:

Miłość nie jest brakiem odpowiedzialności. Nie jest tylko „spontanem”, wynikającym z aktualnego składu chemicznego w mózgu. Bywa, owszem, w okresie nastoletnim, gdy miłość dojrzała nie jest możliwa, bo w nas nie ma takiej dojrzałości. Ale my dorośli wiemy (chyba), że miłość to znaczy być także za kogoś odpowiedzialnym. Jak tłumaczy Mały Książe, że stajemy się odpowiedzialni za to co oswoiliśmy. Bo gdyby zawierzyć tylko chemii nigdy nie powstałby żaden dom, żadna rodzina i nikt nigdy nie wygrałby z kryzysem. No właśnie.

Miłość nie jest linią prostą, to krzywa najbardziej krzywa z możliwych. Pełna wzlotów, upadków, dźwigania się od kryzysu do kryzysu. Dlaczego? Bo rozwój, życie ludzkie nie jest linią prostą i miłość temu towarzyszy. Narodzinom, dorastaniu dzieci, ich trudnościom, chorobom, starzeniu, najpierw naszych rodziców, potem nas samych, śmierci. I czasami trudno o ciągłą afirmację uczuć, niektóre okresy to po prostu przetrwanie, by móc dalej pójść. Razem.

Obejrzałam ostatnio z synem film „Cudowny chłopak” i tam padło takie zdanie, które zapamiętałam: „gdy masz do wyboru w związku mieć rację czy być dobrym, wybierz bycie dobrym”. Więc na koniec dodam, że miłość nie jest złem. Po prostu. Wszędzie tam, gdzie przestajemy być dobrzy dla drugiego człowieka, tam brakuje miłości. To NIEMIŁOŚĆ.


Zobacz także

Jak wytrzymać z własnym mężem? No cóż, odpuścić mu i kochać go. Jeśli tylko wart jest miłości

„Przez rok wzbraniałam się przed związkiem z zajętym facetem. Moi kochankowie nadal prowadzą sielskie życie u boku swoich kobiet”

Kilka zwykłych pytań, dzięki którym twój związek będzie szczęśliwy

Dlaczego związki się rozpadają? Zdaniem terapeutów par, przyczyny ukrywają się za trzema słowami…