Odgrzewane kotlety, czyli o tym, czy warto dać związkowi jeszcze jedną szansę

Magdalena Jóźwik
7 listopada 2015
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Obiad świąteczny. Przy stole zgromadzona cała rodzina. Pierwszemu kęsowi aromatycznej kaczki towarzyszą odgłosy zadowolenia kosztujących.  Próbujesz sama i jesteś przekonana, że to najlepsze co w życiu jadłaś. Jednak, kiedy po pewnym czasie wracasz do tego dania, ze smutkiem stwierdzasz, że nie jest to smak, który pamiętasz.

Inna sytuacja. Okazuje się, że bigos, który wyciągasz z lodówki po kilku dniach nadal jest dobry. Zjadasz go w ramach kolacji. I tu spotyka cię zaskoczenie. Niby ten sam bigos, a smakuje o wiele lepiej. Odleżał, przegryzł się i stał się wyrazisty. A jednak mi się udał – myślisz.

Związek miłosny dwojga ludzi może właśnie być jak ta  kaczka – do której, gdy wracasz, smakuje gorzej, albo jak ten bigos, im więcej dasz mu czasu, tym ma lepszy smak. Problem w tym, że na początku związku zazwyczaj trudno stwierdzić, z którym daniem masz do czynienia. Relacja początkowo prezentująca się jako jałowa, może w wyniku rozstania nabrać smaku. Może też stać się zupełnie odwrotnie. Znajomość, która pobudza wszystkie zmysły, po rozstaniu traci całe swoje piękno.

Przeterminowana kaczka po portugalsku

 Natalia ma 30 lat, mieszka w Warszawie. Jest specjalistką ds. marketingu w międzynarodowym przedsiębiorstwie z branży budowlanej. Dwa lata temu rozstała się definitywnie z chłopakiem, z którym spotykała się od liceum.

To była nieunikniona decyzja. Nasz związek narodził się w ostatniej klasie liceum i trwał przez wiele lat. Marcin był moją pierwszą miłością. Nasze początki to była sielanka. Nie miałam wątpliwości co do tego, że resztę życia spędzimy razem.  On był szarmancki, czuły, dbał o mnie. Pomimo młodego wieku pracował, uczył się i był wzorem odpowiedzialności. Problemy zaczęły się, gdy poszliśmy na studia. Na trzecim roku zaczęłam starać się o możliwość rocznego wyjazdu na Erasmusa do Portugalii. Poinformowałam Marcina dopiero, gdy się zakwalifikowałam, ponieważ jestem przesądna i nie chciałam zapeszać. Wpadł w szał. Powiedział, że nie wyobraża sobie rozłąki na rok. Bał się, że znajdę sobie atrakcyjnego latynosa (jak to ujął), który zawróci mi w głowie i zatrzyma mnie za granicą na stałe. Dla mnie to była kompletna abstrakcja. Nigdy w życiu nie dałam mu najmniejszego powodu do obaw czy zazdrości. Próbowałam go przekonać. Prosiłam, błagałam, ale on postawił mi ultimatum, a ja idiotka byłam w niego tak wpatrzona, że zrezygnowałam z wyjazdu w imię miłości.

Natalia, bez wątpienia miała jednak szczęście do Portugalii. Dwa lata później obroniła pracę magisterską i dostała propozycję rocznego stażu w tym samym mieście, które miała odwiedzić w ramach Erasmusa.

To była powtórka z rozrywki – mówi Natalia śmiejąc się. – Tym razem jednak wiedziałam że chodzi o całe moje życie zawodowe i wyjechałam. Rozstaliśmy się i dla obojga z nas było to przeżycie druzgoczące. Pierwszy miesiąc na wyjeździe, to był koszmar. Codziennie od nowa pakowałam walizki i chciałam wracać do Marcina. Gdyby nie wsparcie współlokatorki, pewnie bym wróciła i jednocześnie popełniła największy błąd w życiu.

Po rocznym stażu, firma w której pracowała Natalia zaproponowała jej etat w Polsce. Wróciła, wynajęła mieszkanie i zaczęła życie na własny rachunek. I wtedy Marcin pojawił się w jej życiu ponownie.

Spotykaliśmy się regularnie i dość szybko znów zaczęliśmy być razem. Marcin wprowadził się do mnie.  Zapowiadało się super, ale szybko okazało się, że taka odgrzewana miłość to nie to samo. Ten sam mężczyzna, który kiedyś był dla mnie wzorem odpowiedzialności, nagle zaczął wydawać mi się dziecinny i mało ambitny. Pracował jako sprzedawca w sklepie dziecięcym i nie miał aspiracji na nic więcej. Ja szybko z asystentki awansowałam na specjalistkę, poszłam na studia podyplomowe, a on w wolnym czasie oglądał telewizję. Nie mieliśmy o czym rozmawiać. Przestaliśmy uprawiać seks, bo chyba oboje staliśmy się dla siebie nieatrakcyjni. Po niecałym roku rozstaliśmy się. Bez żalu.

Zrozumiałam, że po moim powrocie w naszym związku nigdy już nie było miłości. Powrót do siebie nawzajem był wygodny dla obojga, bo nie wymagał randkowania i poszukiwań, ale czas który spędziliśmy oddzielnie zmienił nas. Dorośliśmy i staliśmy się dla siebie obcy. Marcin nie był tym facetem którego kiedyś kochałam, a ja kobietą, w której on się zakochał. Nie pasowaliśmy już do siebie.

Bigos musi się przegryźć

Michał zostawił mnie w momencie, gdy postanowiłam zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Na niego – mówi 24-letnia Ania, studentka pedagogiki, od dziecka mieszkająca na przedmieściach Warszawy. – Mój związek trwał prawie cztery lata i był bardzo burzliwy. Oboje z moim chłopakiem mamy ciężkie charaktery. Po maturze ja chciałam od razu mieć wszystko. Męża, pieniądze, życie na poziomie do którego przyzwyczaili mnie rodzice. A on nie mógł mi nic z tych rzeczy zaoferować. Po prostu do tego nie dorósł, ale wcześniej nie potrafiłam tego zrozumieć. Jestem osobą, która nie akceptuje odmowy, porażki ani tego, że cokolwiek może iść nie po mojej myśli. Michał robił wszystko, żeby dopasować się do moich oczekiwań, ale chyba był na to za młody. Przerosła go odpowiedzialność, której od niego wymagałam. I postanowił się ode mnie uwolnić. Zostawił mnie, a po miesiącu związał z inną dziewczyną. Taką, która nie miała wobec niego żadnych oczekiwań. Chciałam wydrapać jej oczy. To był jak cios tytanową patelnią w twarz. Ale otrzeźwiło mnie.

Ania długo walczyła z uczuciem po rozstaniu. Na wiele sposobów. Jednak bigos ciągle siedział w jej głowie.

Najpierw wmawiałam sobie, że Michał był po prostu dupkiem, który odszedł do chudszej i głupszej. Wiadomo, z taką łatwiej żyć. Potem tłumaczyłam sobie, że i tak na mnie nie zasługiwał, więc dobrze się stało. Gdy dowiedziałam się jednak, że on cały czas wypytuje moich znajomych co u mnie, że szuka kontaktu, zrozumiałam, że naprawdę mnie kochał tylko nie wytrzymał presji. Nie łudziłam się, że jeszcze cokolwiek może być między nami, więc zaczęłam żyć swoim życiem. Wybaczyłam mu to, co zrobił i przestałam rozkładać całą sytuację na czynniki pierwsze.

Czasem dobrze jest złapać dystans. Ania i Michał musieli dojrzeć do wspólnego życia.

Kiedy przestałam zupełnie o nim myśleć, wydarzyło się coś dziwnego. Przyśniło mi się, że ma problemy, więc napisałam do niego czy wszystko ok i dokładnie w tym samym momencie dostałam sms o identycznej prawie treści od niego. To był początek nowego rozdziału. On rozstał się z tamtą dziewczyną, zaczęliśmy spotykać się na nowo, choć oboje byliśmy bardzo zachowawczy. Uczucie jednak zwyciężyło. Nie wiem, jak było w jego przypadku, ale wiem, że moje nigdy nie zgasło i choć wydawało mi się, że jestem z niego „wyleczona”, nigdy tak naprawdę nie byłam.

Nie byliśmy razem prawie rok i uważam, że ten czas był zbawienny dla naszej relacji. Ja zrozumiałam, że jedyną osobą, od której mogę oczekiwać spełniania moich zachcianek, jestem ja sama i że nie wolno mi narzucać swojego stylu życia innej osobie. Michał zmienił się nie do poznania, dojrzał, jest rozsądniejszy, lepiej wie, czego chce od życia i konsekwentnie realizuje swoje cele. Nasze role trochę się odwróciły. Nie podejmuję już decyzji za nas obojga i pozwalam Michałowi być tym, który nosi spodnie w naszym związku. Ten układ sprawdza się jak na razie doskonale.

Miłość zakonserwowana

Zarówno historia Natalii jak i Ani pokazuje, że miłość ma wiele twarzy. Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy warto dać sobie nawzajem drugą szansę. To zależy od wielu czynników.

Jeżeli związek dwojga ludzi został zbudowany w oparciu o trwały fundament jakim jest przyjaźń i szacunek, jest szansa, że to, co doprowadziło do rozpadu relacji, zostanie podczas separacji przepracowane przez obie strony.  Czasami, jak w wypadku Ani, dwoje ludzi spotyka się w niewłaściwym dla siebie momencie. Uczucie, choć ekstremalnie silne, może w takiej sytuacji doprowadzić do katastrofy. Wzajemne oczekiwania, niespełnione obietnice powodują, że prędzej czy później któraś ze stron nie wytrzymuje. Z reguły jest to mężczyzna, bo niestety, badania pokazują, że jest on mniej odporny psychicznie od przedstawicielek płci pięknej. To dlatego kobiety potrafią latami tkwić w toksycznych związkach, które je wyniszczają, a mężczyźni ewakuują się, gdy tylko zaczyna się psuć. Nie chodzi o to, kto kogo kocha bardziej, ale o to, że nasze biedne chłopaki po prostu wypalają się psychicznie o wiele szybciej niż my.

W przypadku Natalii, dość szybko okazało się, że proces dojrzewania i weryfikacji planów życiowych poróżnił ją z jej partnerem. Musimy być świadomi, że w wieku osiemnastu lat jesteśmy zupełnie innymi ludźmi niż w wieku lat trzydziestu. Zmieniamy się z każdym dniem, uczymy, doświadczamy nowych rzeczy i w związku z tym nieustannie ewoluujemy. Możemy próbować zakonserwować miłość na pewnym etapie, ale po czasie zwykle okazuje się że słoik był nieszczelny i jego zawartość zupełnie się zepsuła. Rozstajemy się wtedy bez żalu, co najwyżej z poczuciem zmarnowanych lat, ale i ze świadomością, że nasz partner nigdy nie byłby w stanie dać nam szczęścia.

Osobiście, głęboko wierzę w to, że odgrzewane kotlety mogą smakować równie dobrze, co świeżo usmażone, ale wymaga to ciężkiej pracy kucharza i niemałego talentu. Dlatego nim podejmiesz decyzję o ponownym zejściu się ze swoim byłym partnerem, zastanów się najpierw, czy oboje jesteście dość dojrzali by nie popełniać błędów, które sprowadziły was na manowce. Zastanów się, czy każde z was przebaczyło to co złe i potrafi ruszyć do przodu bez wypominania przeszłości. I jeśli czujesz, że to możliwe, spróbuj.


Jeszcze będziesz kochać Fi

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
8 listopada 2015
Fot. iStock
 

Siedzieli obok mnie w restauracji. Ona po trzydziestce, brunetka z lekko zadartym nosem, on nieco starszy, łysiejący, ciekawy. Nie mogłam skupić się na swoim spotkaniu, bo zamiast być tu byłam tam (między nimi). Jak natarczywy gość wkradłam się między ich słowa, podglądając co się dzieje. Ona płakała, a on mówił. Czasem też coś powiedziała, na co on zniecierpliwiony machał ręką. Szybko zorientowałam się, że wkradłam się w ich rozstanie.

Ona: Dlaczego mi to robisz? Co zrobiłam źle? – Ha, jak ja to znam. Ten znajomy schemat, w którym ona jak dziecko wierzy, że tata odchodzi, bo rozpłakała się przed kioskiem, gdy nie chciał jej kupić gumy balonowej. Winna. A więc winę można odwrócić. Przeprosić za błędy. Przysiąc nigdy więcej.

On: Nie wiem. Po prostu się skończyło. Nie kocham cię. – Hmm, być może nie wie. Może nie chce powiedzieć? A może jest tak jak mówi i wszystko trzasło?

Ona: Jak to możliwe? Jeszcze przed chwilą mieliśmy plany? Dziecko, dom, wyjazd na wakacje? Wtedy też już mnie nie kochałeś? – Stara się zrozumieć, poukładać, zobaczyć gdzie popełniła błąd. Znaleźć ten słaby punkt, wytrzaskać go po mordzie i uznać go za niepoczytalnego.

On: To nie takie proste. Wtedy się wahałem. Jest część mnie, która cię kocha, ale to nie wystarcza. – Kocha pewnie, bo się przyzwyczaił. Kocha niezbyt mocno, ale ładnie. Tak rodzinnie, jak kocha się mamę lub tatę. Brata lub siostrę.

Ona: No widzisz! Kochasz mnie, ale jesteś zagubiony. Może potrzebujesz czasu, aby to przemyśleć? Mam pomysł! Wyjedźmy gdzieś. Tylko ty i ja. Zobaczysz, co czujesz. – Zyskać czas. Dostać jeszcze jedną szansę, której nie zmarnuje. Umaluje dokładnie paznokcie, schudnie i zrobi włosy. On zakocha się od nowa.

On: Nie chce wyjeżdżać, Fi. (ładnie do niej mówi). Nie chcę przemyśleć. Nie potrzebuję czasu. Chce się rozstać. – Po prostu.

Ona: Masz kogoś? No oczywiście, że masz! Nie byłbyś taki zdeterminowany! Faceci nie odchodzą w próżnię. Jaka ja byłam głupia. – Zakochał się, dlatego nie chce. Wszystko jasne. Przecież nic nie zrobiła. On zrobił. Może jednak gdyby była bardziej uważna? Czuła? Gdyby nie pozwoliła mu wtedy na ten wyjazd? Tak, pewnie tam to się stało?

Ona: Poznałeś ją w Jastarni, tak?

On: Nie. Fi, zrozum. Nie poznałem nikogo. Po prostu cię nie kocham. – Spokojny jest. Smutny. Jest w tym nawet pewna czułość. Podobna do tej, gdy choruje rodzic i siedzisz przy jego łóżku, mówiąc „Mamo, nie podnoś się, to boli. Podam ci, czego potrzebujesz. Leż”

I tak dalej. Ona chce argumentu, ona chce wiedzieć dlaczego. On mówi jeszcze kilka razy, że nie kocha. Ona nie słyszy. Tak jakby miłość miała tu jakiekolwiek znaczenie? Miłość kontra lata spędzone razem. Mieszkanie. Albumy. Obietnice. Słonik kupiony w Grecji na targu. Zdjęcia w ramkach. Sowa z Borów Tucholskich z wykrzywionym śmiesznie dziobem. Pozytywka z Jingle Bells ze Stanów Zjednoczonych. Wspólna czapka z pomponem. To nie jest miłość? – myśli. Miłość nie jest zobowiązaniem wynikającym z tych wspomnień? Nie jest przysięgą?

Nie wiem. Czym jest. Miłość. Jest na pewno i słoniem i pozytywką i przysięgą. Jest zobowiązaniem. Jest trudem. Ciężką pracą. Czasem. Jest więzią, czułością i opieką. Jest ufnością, zaufaniem, wiarą. Jest przyjaźnią, paktem i umową. Ale. Jest też miłością. Miłość jest miłością. Uczuciem rozedrgania, które czujesz w sercu. Niepokojem, gdy za długo go nie ma. Tęsknotą. Nawet jeśli coraz częściej zamienia się w przygotowywanie obiadów, śniadań i kolacji- to nadal wraca. Choć na sekundę wpada i wypada. Wypełnia serce. Daje znać, że żyje. Miłość w miłości.

Gdy ktoś mówi ci, że nie kocha, pozwól mu odejść. Gdy czujesz to ty, odejdź sama. Nie szukaj racjonalnych argumentów, bo może ich nie być. Nie szukaj winy. Nie próbuj zrozumieć, kto jak i dlaczego. Zrozumienie przyjdzie potem. Albo też nie przyjdzie nigdy. Szanuj swoje uczucia i innych. Albo szanuj ich brak. I jednego bądź pewna – brak miłości w miłości, to najgorszy z możliwych kompromisów. Nigdy nie stawiaj na równi pozytywki z Jingle Bells z rytmem swojego serca. To zupełnie inne melodie.

Jeszcze będziesz kochać Fi.


Każdy ma swój niewysłany list. ” Mój tata nie wiedział, jak ważny jest dla nas. Gdyby wiedział, zostałby tego dnia z nami”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 listopada 2015

Każdy ma swój niewysłany list – u mnie są to bardziej słowa niewypowiedziane, wtedy kiedy jeszcze mogłam i gesty, które zawisły w powietrzu tego pamiętnego dnia. Wtedy jeszcze mogłam powiedzieć, że bez Ciebie – nie ma sensu. Czy to by pomogło? Mogłam powiedzieć, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Kimś, kto dał mi miłość bezwarunkową, czułość, opiekę, uwagę, kiedy mama chciała mieć święty spokój. Kimś, dla kogo chciałam mieć dobre wyniki w nauce, bo Twoja duma ze mnie, była wystarczającą motywacją do działania. Nauczyłeś mnie, że dojdę do celu i spełnię marzenia dzięki pracy, uczciwości, życia  w zgodzie z samą sobą.

Po Tobie jestem uparta, kiedy trzeba i nie odpuszczam. Dzięki Tobie jestem wrażliwa też na krzywdę i cierpienie innych. Pamiętam telefony w nocy – każdy mógł do Ciebie zadzwonić, bo wstawałeś bez względu na to, która była godzina. Wsiadałeś do samochodu – mama zawsze czekała w oknie. Ja też nie mogłam spać, kiedy długo nie wracałeś do domu. Byłeś na zawołanie wszystkich – wiedzieli, że mogą na Ciebie liczyć. Pewnie tak jak ja – mieli poczucie, że jesteś jedyną osobą, która zawsze jest dla mnie. Nie byłeś wylewny. Ja też nie jestem – nie potrafiłeś mówić o uczuciach, czy okazywać ich w sposób oczywisty. Pokazywałeś tę miłość do nas – czy poprzez bycie na zawołanie swojej mamy, którą ogromnie ceniłeś i kochałeś, czy poprzez bycie pomocą dla całej rodziny, czy wtedy gdy zamiast kupować mamie biżuterię i kwiaty na Walentynki, czy Dzień Kobiet, w jeden dzień wyremontowałeś jej łazienkę. Lubiłeś zaskakiwać. Pamiętałeś o nas. Problem w tym, że było dla nas to tak oczywiste, że my zapomnieliśmy o Tobie. Ja zapomniałam, że jesteś nie tylko wtedy, kiedy chcę kieszonkowe, lub kiedy chcę jechać z Toba na zakupy (bo zawsze kupiłeś mi więcej rzeczy niż mama).

Przyzwyczaiłam się, że nie muszę się starać, bo i tak zawsze będę najukochańszą córeczką tatusia, cokolwiek bym nie zrobiła. Byłeś dobry, ale wymagałeś – wyczuwałam to, i zawsze wiedziałam, co sprawi Ci przyjemność, a przez co możesz być niezadowolony. Mam poczucie obowiązku  i dotrzymuję słowa dzięki Tobie – nie lubię działać na pół gwizdka. Ty też nie lubiłeś. Ciężko jest bez ciebie mimo upływu czasu. To bzdura, że czas leczy rany. Przecież jest coraz więcej dni bez Ciebie, dni ważnych, na których powinieneś być. Moja matura, studia, dyplom, pierwsza praca, pierwsze miłości.To samo przeżywa moje rodzeństwo. A Ciebie nie ma. Jak ma być niby łatwiej z czasem więc??

To, że nas opuściłeś i jak nas opuściłeś, zostanie ze mną na zawsze. Uczę się codziennie nie bać – nie bać się, że historia się powtórzy. Że ktoś odejdzie bez słowa. Bez spojrzenia w oczy. Bez pożegnania. Że zostawi mnie w pewien słoneczny poranek i ja nieświadomie dam mu odejść na zawsze. To, ile miłości i uwagi dałeś mi przez 18 lat mojego życia, cały czas walczy z tym, jak bardzo opuszczona i nieważna poczułam się, kiedy wyszedłeś z domu i nie wróciłeś, Wiem, że nie chciałeś nas skrzywdzić. Mimo, że patrzyłam w te smutne, ciemne oczy na kilka dni przed Twoim odejściem, nie widziałam tego, że coś jest nie tak. Denerwowało mnie to – bo nie mówiłeś – tylko patrzyłeś na nas. Mam nadzieję, że już nic Ci nie dolega. Mam nadzieję, że mimo tego, że zrobiłam wiele głupich rzeczy po Twoim odejściu, nadal jestem Twoją najukochańszą córeczką.

Nie mam już tych pokładów złości w sobie na Ciebie. Zabrałeś ze soba moje poczucie bezpieczeństwa i mój grunt pod nogami. Zabrałeś mój dom. Zabrałeś moją rodzinę – nie potrafię spotykać się z nimi – za bardzo im przypominam o Tobie, za bardzo mnie uderza, kiedy mówią o Tobie w czasie przeszłym. Boli mnie patrzenie w oczy mojego brata, które są identyczne jak Twoje. Boli mnie to, że on Ciebie nie pamięta, był za mały… Jak mamy mu powiedzieć, że  mimo wszystko, on też był całym Twoim światem? Została niepewność i strach, którą staram się oswoić – idzie mi coraz lepiej. Została dziura, ogromna pustka. Żal. Do siebie – że nie zatrzymałam Cię tego dnia, że pozwoliłam Ci pójść. Że nie przejęłam się tymi smutnymi oczami wpatrzonymi we mnie. Myślę, że bałeś się, że nie sprostałeś czemuś, że zawiodłeś. Tato, nigdy nas nie zawiodłeś. Byłeś najlepszym tatą, synem, mężem, bratem na świecie. Może gdybyśmy powiedzieli Ci to 10 lat temu, nie pisałabym teraz tego listu. Nie byłoby tej strasznej dziury i tych pytań, które już pozostaną bez odpowiedzi.

Na samym starcie mojego dorosłego życia, dostałam od niego najbardziej bolesną lekcję. Mówmy, że kochamy. Jeżeli mamy szczęście, aby mieć troszczących się o nas rodziców (mimo tych licznych wad, które w nich dostrzegamy), rodzeństwo (mimo, że przez większość czasu, chcemy wyrzucić młodszego brata przez okno) czy wspaniałych partnerów – mówmy im, jak są ważni. Nie przyjmujmy, że oni wiedzą.  Mogą nie wiedzieć. Coś, co jest oczywiste dla nas, nie musi być oczywiste dla naszych bliskich. Mój tata nie wiedział, jak ważny jest dla nas. Gdyby wiedział, zostałby tego dnia z nami.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Zobacz także

Nie bądź niczyim workiem treningowym. Jak nie pozwalać innym wyżywać się na sobie

5 toksycznych nawyków, które potrafią zniszczyć każdy związek

Nie ma nic złego w smutku. Jest w nim nawet wiele dobrego