Niemiłość. Żyjemy w niby-związkach, które z miłością niewiele mają wspólnego

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
14 lutego 2018
Fot. iStock
 

Wielu z nas żyje w niby-związkach, które z miłością niewiele mają wspólnego. Z lęku. Z przywiązania. Z wygody. Z braku pomysłu, jak mogłoby być inaczej. Ze względu na dzieci, o które strach wiąże nam wszystkie argumentacje w gardle. Z przyczyn materialnych też. W niby-związkach samotność jest dominująca. Także poczucie nieprawdy – ta niezgodność między obrazkiem, który się tworzy, a tym, co się czuje wewnątrz. I cała masa tęsknot.  Zastanówmy się więc przekornie w Walentynki na temat niemiłości. Nie na temat ostatniego filmu Zwiagincewa (przy okazji znakomity, polecam!) ale na temat tego, czym miłość nie jest.

Miłość na pewno nie jest przemocą. Ani fizyczną, ani seksualną ani emocjonalną. Mówienie, że to trochę inny rodzaj miłości, że on/ona nie potrafi kochać inaczej, że krzywdzenie jest wpisane w naturę tego związku- to racjonalizacje, które mają złagodzić ból i utrzymać ofiarę w roli ofiary. Miłość może ranić poprzez różne życiowe sytuacje, ale przemoc nie jest miłością.

Miłość nie jest zerojedynkowym dawaniem. Czyli że ktoś bierze na potęgę, a ty dajesz. Psychologiczna teoria biorców i dawców nie jest sankcjonowaniem stanu rzeczy, ma raczej uświadamiać, że związek potrzebuje równowagi. Nie ma nic złego w tym, że czasami ktoś bardziej a czasami ktoś mniej. Jeśli się na to godzimy, nie ma nic złego w tym, że ogólnie ktoś ma więcej w sobie umiejętności dawania a drugi z tego czerpie. Chodzi o proporcje. Egoiści kochają siebie bardziej niż innych. Czy o taką miłość nam chodzi?

Miłość nie jest więc poświęcaniem swojego życia. W związku zawsze jest przestrzeń dla dwojga, tylko taki związek może nas rozwijać, spełniać, ba może pozwalać nam istnieć. Poświęcanie oznacza znikanie. Powolne oddawanie siebie, swoich potrzeb, niezbędników, przestrzeni, pasji, przyjaciół; oznacza nic innego jak samounicestwianie. Poświęcenie oznacza też przyznanie, że my sami nie jesteśmy w tym związku ważni. Więc przestajemy być ważni dla kogoś. Niestety.

Miłość nie jest posiadaniem drugiego człowieka. Chodzi o wolność. Jedna z moim koleżanek terapeutek nazwała to kiedyś wybieraniem siebie każdego dnia. Raz podjęta decyzja niczego nie załatwia. Jak wielu z nas wie, że ani obrączka, ani nawet dzieci nie dadzą nam gwarancji na zawsze. Miłość jest byciem ze sobą w swoich wolnych wyborach. Wymagająca, niełatwa, czujna.

Miłość więc nie jest brakiem zaufania. Nie jest nieustającą kontrolą. Ktoś kiedyś powiedział, że miłość to znaczy zawierzyć. Takie słowo, które rzadko mówimy, a jak wiele oznacza. Zawierzyć czyli oddać się komuś w pełni. Ufać jak dziecko ufa swojej mamie. Mieć pewność, że jak wydarzy się to złe – to on/ona nie zniknie. I nie mając nigdy tej pewności, że coś jest na zawsze, wierzyć, że w tym przypadku on jest i będzie. Mniej więcej. Bo:

Miłość nie jest brakiem odpowiedzialności. Nie jest tylko „spontanem”, wynikającym z aktualnego składu chemicznego w mózgu. Bywa, owszem, w okresie nastoletnim, gdy miłość dojrzała nie jest możliwa, bo w nas nie ma takiej dojrzałości. Ale my dorośli wiemy (chyba), że miłość to znaczy być także za kogoś odpowiedzialnym. Jak tłumaczy Mały Książe, że stajemy się odpowiedzialni za to co oswoiliśmy. Bo gdyby zawierzyć tylko chemii nigdy nie powstałby żaden dom, żadna rodzina i nikt nigdy nie wygrałby z kryzysem. No właśnie.

Miłość nie jest linią prostą, to krzywa najbardziej krzywa z możliwych. Pełna wzlotów, upadków, dźwigania się od kryzysu do kryzysu. Dlaczego? Bo rozwój, życie ludzkie nie jest linią prostą i miłość temu towarzyszy. Narodzinom, dorastaniu dzieci, ich trudnościom, chorobom, starzeniu, najpierw naszych rodziców, potem nas samych, śmierci. I czasami trudno o ciągłą afirmację uczuć, niektóre okresy to po prostu przetrwanie, by móc dalej pójść. Razem.

Obejrzałam ostatnio z synem film „Cudowny chłopak” i tam padło takie zdanie, które zapamiętałam: „gdy masz do wyboru w związku mieć rację czy być dobrym, wybierz bycie dobrym”. Więc na koniec dodam, że miłość nie jest złem. Po prostu. Wszędzie tam, gdzie przestajemy być dobrzy dla drugiego człowieka, tam brakuje miłości. To NIEMIŁOŚĆ.


Patologiczny kłamca. Jak go rozpoznać?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
14 lutego 2018
Fot. iStock/twinsterphoto
Następny

Wiele razy odniosłaś wrażenie, że to, co mówi, jakoś nie trzyma się kupy. Kilka razy ewidentnie złapałaś go nawet na kłamstwie. Fakt, boli. Co więcej, każde takie przyłapanie rodzi niepokój. Ale przecież wszystko można jakość wytłumaczyć, prawda? Bo nie chciał źle, bo ty jakoś tak na opak zrozumiałaś, bo się nie dogadaliście… No i obiecał, że już więcej cię nie oszuka nawet w dobrej wierze! Zapewnił, że już zawsze będzie starał się mówić ci o wszystkim w sposób jasny i klarowny, żeby nie było nieporozumień. I ty mu uwierzyłaś, prawda?Większość z nas czasem mija się z prawdą. Z różnych powodów i w różnej skali. Choć nie ma na to usprawiedliwienia, czasem można przymknąć oko. Gorzej, gdy ktoś notorycznie kłamie i to robi to celowo, by manipulować i osiągać swoje cele. Zła wiadomość jest taka, że patologicznego kłamcy nie da się zmienić. Oszukuje, bo to lubi i co więcej, kłamstwa pomagają mu zdobyć to, co chce. Już sam fakt, że może ci coś wmówić, a ty łykasz to jak młody pelikan, podnosi jego mniemanie o sobie.

Nie jesteś przekonana, czy masz do czynienia z patologicznym kłamcą? Zacznij dobrze go obserwować i wsłuchuj się w to, co mówi…

Przyziemne sprawy

Większość z nas kłamie, by wybrnąć z jakiejś trudnej sytuacji lub uniknąć problemów. Patologiczny kłamca będzie opowiadał bajki na każdy temat, nawet opowiadając o tym, co jadł na śniadanie, będzie zmyślał. Zastanawiasz się, po co? On już tak po prostu ma.

Sekrety i sekreciki

Zawsze nosi przy sobie telefon, nigdy nie podał ci żadnych haseł dostępu? On chce w ten sposób zadbać o swoje bezpieczeństwo. Im mniejszy masz dostęp do różnych informacji, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że przyłapiesz do na kłamstwie.

Przekonywanie

Będąc w związku z patologicznych kłamcą, wciąż i wciąż zastanawiasz się, co się dzieje. Nawet jeśli byłaś o czymś przekonana lub miałaś swoje zdanie, on szybko przekona cię, że jesteś w błędzie. Sztukę manipulacji ma opanowaną do perfekcji. Jeśli będziesz zdezorientowana, to tylko lepiej dla niego.

Ciągła niepewność

Czasem masz wrażenie, jakby on miał dwie osobowości? Albo to, co mówi nie przekłada się na czyny i odwrotnie? To normalne, gdy jesteś z kimś, kto ciągle gra i udaje. Ty natomiast coraz częściej zadajesz sobie pytanie, kim on właściwie jest i czy ta miłość na pewno jest prawdziwa.

Brak hamulców

Nawet jeśli czasem zdarza ci się skłamać, masz pewne granice. Wiesz, że można się bawić czyimiś uczuciami i oszukać, że się go kocha. Patologiczny kłamca nie ma żadnych hamulców. Może ściemniać na temat miłości, zdrowia, finansów… Wymyśli dowolną historyjkę, byle tylko odnieść sukces.

Zero skruchy

Bycie przyłapanym na kłamstwie to bardzo upokarzające doświadczenie. Normalny człowiek jest zażenowany i nie wie, jak wybrnąć z sytuacji, czerwieni się. A kłamca? On będzie kręcił i zmieniał wersje. Co więcej, w końcu mu i tak uwierzysz!

Strona 1 z 2
Czytaj dalej…

Istnieje ryzyko, że zostałeś zdradzony…

Redakcja
Redakcja
14 lutego 2018
Fot. iStock / stevanovicigor
Następny

Wyniki badań[1], opublikowane przez Netflix, potwierdzają, że niemal połowa (46%) par połączonych węzłem wspólnego streamingu zdradziła swoją drugą połówkę. Na szczęście Polska plasuje się w pierwszej trójce najwierniejszych krajów – 60% badanych przyznaje, że nigdy nie zdradziło swojego partnera!

*Inaczej: Netflix cheatingCheating oznacza oszustwo lub niewierność.   Mówiąc o netfliksowej zdradzie mamy na myśli sytuację, kiedy w tajemnicy oglądamy odcinek serialu, który normalnie obejrzelibyśmy ze swoim partnerem. Dlaczego ktoś miałby postępować w ten sposób? Bo trudno się powstrzymać! Wielu niewiernych nie przyznaje się do tego występku
i potem jak gdyby nigdy nic ogląda dany odcinek po raz kolejny ze swoim partnerem.

Fenomen określany mianem netfliksowej zdrady* oznacza oglądanie filmu lub serialu w tajemnicy przed swoją drugą połówką, po tym jak obiecaliście sobie, że obejrzycie go wspólnie. Pierwsze przypadki jego występowania ujawniło badanie przeprowadzone w Stanach w 2013 roku. Cztery lata później można zaobserwować trzykrotny wzrost liczby zdrad[2], a zjawisko to odnotowujemy na całym świecie. Z wiernością mają problem głównie Brazylijczycy i Meksykanie – to właśnie w tych krajach do zdrady przyznaje się odpowiednio 57%
i 58% par, które poza uczuciem łączy wspólny streaming. Oprócz Polaków, lojalność okazuje się domeną widzów
z Holandii (73% nie zdradziło swoich partnerów) i Niemiec (65%)[3].

W kręgu zdrady

Polacy przyznają, że zaletą oglądania seriali we dwójkę jest przede wszystkim wspólne spędzanie czasu (79,5%)! Kolejny, równie ważny powód, to wspólny relaks (69,6%). Oglądanie filmów i seriali we dwójkę stwarza nowe tematy do rozmów (45,5%), daje więcej okazji do żartów, które rozumiecie tylko wy (44,2%) i możliwość obserwowania, jak druga połówka reaguje na wydarzenia w serialu (34,2%). We dwójkę najchętniej oglądamy komedie (np. BoJack Horseman, Jak poznałem waszą matkę, Przyjaciele), dramaty (np. House of Cards, The Crown) i seriale science-fiction (takie jak Stranger Things czy Star Trek)[4].

W świecie nałogowego oglądania seriali, w którym tak łatwo powiedzieć sobie: jeszcze tylko jeden odcinek, Netfliksowa zdrada stała się normą… Ponad 60% widzów z Polski przyznaje, że zdradzaliby chętniej, gdyby mogli uchronić się przed konsekwencjami swoich czynów. A kiedy już raz skosztujesz zdrady, nie możesz przestać: 37,1% zdradziło dwukrotnie, a 25,7% co najmniej 4 razy[5]!

Powód zdrady jest bardzo prozaiczny – większość niewiernych z Polski czuło niepohamowaną chęć odkrycia, co wydarzyło się w kolejnym odcinku (58%), a ponad 81% z nich nie planowało zdrady, ale pokusa okazała się zbyt silna. Ważnym elementem są też okoliczności, które sprawiają, że wpadamy w sidła netfliksowej zdrady. Samotność – około 65% niewiernych przyznaje, że zdradzili, bo ich drugiej połówki nie było w domu i dlatego zdecydowali się oglądać serial w pojedynkę. Warto podkreślić, że ponad połowa widzów z Polski uważa, że oglądanie kolejnego odcinka samemu, gdy partner zaśnie, nie nosi znamion zdrady. Mniej więcej 50% wcale nie widzi nic złego w netfliksowej zdradzie! Od teraz musisz spać czujnie[6]!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Strona 1 z 2
czytaj dalej


 

 

Zobacz także

In vitro jest ostatnią deską ratunku, a naprotechnologia jest dużo wcześniej

Latami walczyłam, by zostać matką. Ale o niepłodności najwięcej wiedzą politycy PIS-u oraz ci, którym w ciążę udało się zajść bez problemu

5 naturalnych metod, które mogą skutecznie wesprzeć walkę z depresją

Depresja „utajona” – jak ją rozpoznać? 11 nawyków, które naprowadzą cię na właściwy trop

15 małych rzeczy, które robi kochający facet, a których często nie dostrzegamy