Nie ma cudzych recept na moją własną miłość. To się, psze pani, samo leczy

Justyna Feret-Lech
Justyna Feret-Lech
2 marca 2016
Fot. Pixabay / jill111 /
Fot. Pixabay / jill111 / CC0 Public Domain
 

Kiedyś wszystko było proste i oczywiste.

Koleżanka rozstawała się z partnerem, więc brało się delikwentkę do herbaciarni, fundowało melisę i z pobłażliwością w głosie tłumaczyło, że życie jest za krótkie, by płakać za facetem, a nieszczęśliwym być nie warto.

Wiedziało się wszystko i miało się gotowe recepty. Oczywiste było, że należy się szanować, nie dać sobą poniewierać, a jak mężczyzna zdradzi, to wystawia się walizki za drzwi i cześć.

Pryncypialność była w cenie, bo była czysto teoretyczna.

Nadeszła pora na praktykę i nagle się okazuje, że choćby on osiągnął iście olimpijskie wyniki w długości i częstotliwości skoków w bok, to te walizki mu wynieść za próg bywa ciężko. Bywa, że teoria o życiu zbyt krótkim na płacz, zostaje przykryta rzeczywistością kredytów, zobowiązań, wspólnych lat, rodziny, tych uczuć i sentymentów nieustępliwych.
Na przykład taka ja: w rozstawaniu się niebawem osiągnę mistrzostwo świata, wszak mam wieloletnie już doświadczenie, jakże bogate w emocje!

Jedyne, co dziś wiem na pewno: już niczego nie wiem na pewno. Już nie mam żadnych teorii damsko-męskich, które uważałabym za niepodważalną prawdę.

Słyszałam, że miłość jest prosta i słyszałam, że jest skomplikowana; że jest ślepa, ale także że wszystkie zmysły wyostrza; wszystko wybacza, ale może jednak wypacza? Nie ma recept, nie ma żadnego „powinno się”. Jestem ja i jestem on, ale przede wszystkim ja. I to ja decyduję, czym jest dla mnie miłość, czym jest dla mnie związek. Choćby świat miał mnie za śmieszną i spierał się ze mną, to ja i tak wiem swoje. To ja tu żądzę. Ja, z moimi emocjami, tłumaczeniem sobie samej wszystkiego jak chłop krowie na rowie, z mądrymi książkami i własnymi przemyśleniami na ten temat. Nie będę żyła ani kochała jak moja mama, jak moja siostra, ani nawet jak pani z mięsnego na rogu. Będę po swojemu kochać, rozstawać się, godzić, kłócić. Wybiorę tylko to, co jest DLA MNIE właściwe.

Jedyne, co już wiem na pewno – wszystkie rady o kant stołu rozbił. Nie mów drugiemu, co tobie samej niemiłe.

Już wiem, że nie ma cudzych recept na moją własną miłość. To się, psze pani, samo leczy.

 

 


Kochaj i bądź szczęśliwa

Justyna Feret-Lech
Justyna Feret-Lech
8 marca 2016
Fot. Pixabay / Papagnoc /
Fot. Pixabay / Papagnoc / CC0 Public Domain
 

 

Ciągle pan pyta co sądzę o mężczyznach, ach proszę pana jaki pan jest ciekawski, naturalnie myślę o mężczyznach, ale…
Tak, proszę pana, przyznaję, jeśli chodzi o życie, miłość i inne choroby, to trzeba było mnie wywrócić na lewą stronę, rozpruć i zacerować ponownie, żebym się nauczyła pierwszego odwiecznego prawa – prawa do szczęścia. Dziś już mogę powiedzieć z całą stanowczością rozpieszczonego pięciolatka, że jakiemukolwiek bogu, bogini czy diabłu nie służysz, przede wszystkim masz prawo być szczęśliwy.
Twoje prawo do szczęścia ogranicza jedynie prawo innych do szczęścia. Nie możesz więc krzywdzić innych w imię własnego szczęścia, po ludzku rzecz tłumacząc.
Więc, proszę pana, jeśli chodzi o mnie, to jeśli łysa, bezzębna, opasła murzynka żydowskiego pochodzenia będzie w stanie uczynić mnie szczęśliwą i kochaną, to tak mi dopomóż Bóg.

happy

Myślę, że ci, którzy zaglądają komuś pod kołdrę i próbują decydować, co i kto jest dopuszczalne i akceptowalne, nie doświadczyli bólu samotności. Bo jak można mówić, że szczęście z bycia kochanym i wspieranym, jest złe?
Myślę jednocześnie, że prawdziwej miłości i wsparcia najprawdopodobniej też nie doświadczyli, bo inaczej byliby spełnieni i życzyliby innym porównywalnego stanu ekstazy i spełnienia.

Człowieku, który mówisz mi, jak ma się mój partner zachowywać, przed jakim bogiem klękać, jaką mieć skórę i jakim językiem mówić, idź precz! Nie mówi mi nawet, jakiej płci ma być moja miłość. Zajmij się sobą.

Parterze, nic mi po twojej płci, religii, poglądach, wykształceniu i seksualnym wyedukowaniu, jeśli nie czynisz mnie szczęśliwą.

Mam teorię – nie ma miłości bez szczęścia. Na razie nikt tej teorii nie obalił.