„Nie komplikuj, ciesz się, ufaj”. Czego mężczyzna może nauczyć o miłości kobietę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
31 marca 2016
„Nie komplikuj, ciesz się, ufaj". Czego mężczyzna może nauczyć o miłości kobietę
Fot. Pexels / freestocks / CC0 Public Domain
 

Hej,

Kilka dni temu opowiadałeś o koleżance, która miała mieć czterdzieste urodziny. „Popłakała się, bo nie dostała urlopu. To najtrudniejszy dzień mojego życia, dlaczego mam go spędzać w pracy?” złościła się. Nie rozumiałeś tego. „Przecież to dzień jak każdy inny”. Zaśmiałam się. 

Nie rozumiesz też mojego lęku, tykającego zegara w  głowie, tego, że odgrzebuje stare listy, oglądam zdjęcia i mówię: „Zobacz, jaka byłam śliczna”.

„Wciąż jesteś. Do tego jesteś mądra, dojrzała i wrażliwa” odpowiadasz. Który to już rok wciąż mi to mówisz? Gdybym patrzyła na siebie tylko twoimi oczami, byłabym najlepsza. No dobra, prawie najlepsza.

Gdybym miała córkę (cholera, nie mam jej) powiedziałabym jej, że to dar mieć mądrego i dobrego faceta do życia. Zresztą przecież by to widziała na co dzień. Choć jestem feministką i pielęgnuję niezależność wiem, że lepiej pokonuje się to wszystko z kimś. Człowiek ma większą siłę, moc. Bardziej mu się chce. Czasem to właśnie druga osoba mówi: „Ty nie dasz rady?! To żart?!”. No wiesz, wtedy, gdy ty myślisz, że już nie możesz niczego mieć. Albo się boisz. Słyszałam o facetach, którzy podcinają partnerkom skrzydła. Ty zawsze mnie w końcu zbierasz i mówisz: „jesteś najlepsza”. Choć wiadomo, że nie jestem.

Dobra miłość jest mało teatralna i mało spektakularna. Przez 16 lat nigdy mnie nie zraniłeś, nie zawiodłeś. Nie płakałam przez ciebie, nie męczyłam się, nie miałam wątpliwości czy jesteś lojalny. A przecież w sumie dużo we mnie lęku.

Pamiętasz, gdy się poznaliśmy, miałam za bardzo pomalowane usta. I byłam za gruba. I na kacu byłam. To było 16 lat temu.

Pomyślałam (jednak ledwo przytomna): „On będzie moim mężem”.

Pomyślałeś: „Ona będzie moją żoną”.

Chociaż to nie był nasz mistrzowski dzień – to jednak zagrało. I to tak na całego.

Gdybym miała poradzić młodszej kobiecie: jeśli ma się coś zadziać, obiecuje, że się zadzieje. Weź wywal do śmieci słowa : „Zawsze trzeba wyglądać tak jakby się miało spotkać nową miłość albo starego wroga”. Gdy spotykasz właściwego faceta możesz wyglądać jak gorsza wersja Kopciuszka. Rany, może lepiej, żebyś tak wyglądała? Odsiejesz tych niewłaściwych. Możesz być za gruba, smutna, i źle ubrana. Rzeczy wartościowe dzieją się między ludźmi często poza fizycznością.

Niebawem kończę czterdzieści lat (to już mówiłam) – żadnego fajnego faceta w swoim życiu nie spotkałam w momencie, gdy wyglądałam jak milion dolarów.

Pamiętasz, to była pierwsza randka, spędziliśmy ze sobą noc, a wcześniej, na balkonie, mi się oświadczyłeś. Na pierwszej randce. Mogłoby to być, oczywiście, narcystyczne i na chwilę, a proszę ile trwa?

Nie grałam niedostępnej, byłam sobą, nawet pocałowałam cię pierwsza i powiedziałam: „zostań na noc”. Ten seks, nie oszukujmy się, był bardziej niż średni. Więc za jednym zamachem obaliliśmy dwa mity. 1. Ona nie powinna iść do łóżka na pierwszej randce (jak chce niech idzie nawet po minucie), 2. Jeśli nie jest im dobrze od razu, nigdy nie będzie (o rany, śmieszne co?).

Nie było między nami gierek. Nie było oczekiwań. A ty już wtedy potrafiłeś wstać o siódmej rano, po całej nocy imprezy, żeby kupić świeże bułki na śniadanie. Takie jak lubiłam. Więc ja potem robiłam ci obiad, bo zawsze czułam, że w relacji musi być po równo. Bierzesz, pewnie, ale też dajesz.

Nie było w tym nigdy żadnej sztuczności i żadnego kompromisu na siłę. Po prostu od początku uznaliśmy, że jesteśmy jacy jesteśmy. Powiedziałeś kiedy: bez tego nie ma miłości. I miałeś rację. Ludzie tak się zmieniają na siłę, a potem są nieszczęśliwi.

W ostatnią Wielkanoc oglądałam nasze zdjęcia. Były w albumie twojej siostry, moja pierwsza wizyta u was, ta 16 lat temu. Prawie się nie zmieniliśmy. Prawie, bo nie mam tak gładkiej twarzy, bo mamy dziecko, bo już wiem, że prawdą jest co powiedziałeś kiedyś u ciebie, przed domem. „Będę przy tobie, niezależnie od tego co się stanie”.

A tyle przeżyliśmy. Śmierć naszych bliskich, choroby, twoją utratę pracy, moją utratę pracy, odejścia ludzi, których nazywaliśmy przyjaciółmi. Ej, którzy byli przyjaciółmi na pewnych etapach życia. Starania o dziecko, stratę naszej córeczki, pojawienie się naszego syna, dla którego jesteś najfajniejszym tatą. I z którym najfajniej na świecie gramy w farmera czy monopoly.

Dużo rozmawiamy ostatnio o kryzysach w związkach naszych przyjaciół i nie( przyjaciół).

Szokują cię powody rozstań. Jego depresja, jej depresja, zauroczenia, zdrady, nieobecność, krzywdy. Kiedyś wściekałam się, że twój świat jest zasadniczy, dziś jestem ci za niego wdzięczna. Bo to dzięki tobie, nie dzięki mnie, wciąż jesteśmy razem.

Zbliżam się do czterdziestki. Przeżyłam najfajniejsze lata dzięki tobie, wierzę, że przeżyję ich jeszcze wiele. Nie każesz porównywać mi się z młodszymi, nigdy nie oceniasz, wciąż tylko słyszę to: dasz radę. Czasem nawet mnie to wścieka.

Gdyby nasza córka jednak się urodziła, powiedziałabym, żeby nie wybierała partnera na życie spektakularnie. Że to wcale nie musi być ten co najwięcej mówi, najwięcej obiecuje i jest we wszystkim taki teatralny. Że nawet lepiej, żeby to nie był ten.

Zbagatelizowałabym ten obłęd seksualny (no dobra, wiem, że ma znaczenie, ale on mówi tylko o pożądaniu), bo boski jest też obłęd seksualny wynikający z więzi. Niemożliwy? Ciekawe:)

  Czy są ludzie, którzy naprawdę nie wierzą w szczęśliwe małżeństwa, które po 16 latach uciekają do łazienki, bo czują taaaakie pożądanie?

Spoko, obiecuję, czterdziestolatkowie też uprawiają seks w toalecie, samochodzie i piszą do siebie erotyczne SMS–y, wyznają sobie miłość i mówią te wszystkie głupoty, że na zawsze i tylko oni. A do tego kochają wspólne dzieci (wspólne dziecko).

Ble, ble, nuda wiem.

– Wiem dlaczego nam się udaje – mówisz czasem.

– Dlaczego? – pytam.

– Bo my sobie wszystko wybaczamy.

Brak zrozumienia sobie wybaczamy, inność, błędy, oddalenia, niedocenienia, niedociągnięcia, zaniedbania.  Wybaczamy sobie wszystko, co mogliby sobie wybaczać ludzie w każdej relacji, a czasem po prostu nie chcą i wolą pójść dalej.

Nie ma innej recepty– powtarzasz często.

Nie ma– już dodaję.

Kiedyś myślałam, że to kobieta jest lepszym rodzicem, lepszą przyjaciółką, partnerem. Bardziej ogarnia dom. Bardziej. Cała jest bardziej. Tego nas uczą, prawda? Fajnie, że ty nauczyłeś mnie czegoś innego.

Żona 40- letnia


Regulamin konkursu „Łap słońce”

Redakcja
Redakcja
1 kwietnia 2016
Konkurs "Łap słońce"
Fot. istock / SrdjanPav
 

Regulamin konkursu „Łap słońce”

WEŹ UDZIAŁ W KONKURSIE „Łap słońce”

§1. Postanowienia ogólne

  1. Organizatorem Konkursu pod nazwą Konkurs „Łap słońce”zwanego dalej „Konkursem”, jest portal Blum Media
    sp. z o.o z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Wiktorii Wiedeńskiej 9a/42, 02-954 Warszawa, zarejestrowany
    w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy, XIII Wydział Gospodarczy Rejestrowy pod numerem 0000573762,
    o kapitale zakładowym w wysokości 10 000 złotych.
  2. Konkurs zostanie przeprowadzony na stronie internetowej www.ohme.pl oraz za pośrednictwem mediów społecznościowych Organizatora w okresie 01.04.2016 do 14.04.2016 roku.
  3. Sponsorem nagród w Konkursie jest firma Ziaja – zwana dalej Sponsorem.
  4. Regulamin stanowi podstawę organizacji Konkursu i określa prawa i obowiązki jego uczestników.
  5. Regulamin Konkursu jest dostępny na stronie internetowej www.ohme.pl.

 

§2. Uczestnictwo w Konkursie

  1. Uczestnikami Konkursu mogą być pełnoletnie osoby fizyczne, posiadające pełną zdolność do czynności prawnych oraz zamieszkałe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, spełniające warunki określone w Regulaminie.
  2. Uczestnikami Konkursu nie mogą być pracownicy Organizatora i pracownicy Sponsora nagród, jak również ich małżonkowie, dzieci, rodzice oraz rodzeństwo.
  3. Uczestnik zobowiązuje się do przestrzegania określonych w Regulaminie zasad, jak również potwierdza, iż spełnia wszystkie warunki, które uprawniają go do udziału w Konkursie.
  4. Uczestnik oświadcza, że nadesłane zgłoszenie Konkursowe jest jego autorstwa i nie narusza praw autorskich osób trzecich.
  5. Jednocześnie Uczestnik oświadcza, że ma prawo do dysponowania swoim utworem oraz że nie narusza przy tym praw autorskich i majątkowych osób trzecich.

 

§3. Przebieg i warunki udziału w Konkursie

 

  1. Aby wziąć udział w Konkursie, należy przesłać odpowiedź na pytanie konkursowe. W komentarzu do artykułu KONKURS odpowiedź na pytanie: „Jak złapiesz dla siebie w tym roku słońce?” Opowiedz nam o swoich planach lub całkiem niebywałych pomysłach. Wszystkie chwyty dozwolone, w końcu niełatwo złapać słoneczne promienie tylko dla siebie.
  1. Za moment dokonania zgłoszenia Konkursowego w sposób określony w ust. 1 uważa się moment, w którym zgłoszenie zostanie zapisane na platformie do komentowania Organizatora.
  2. Jedna osoba może przesłać tylko jedną  odpowiedź. W przypadku udzielenia większej liczby odpowiedzi, Organizator weźmie pod uwagę podczas rozstrzygania konkursu pierwszy zapisany komentarz.

 §4. Zasady wyłaniania laureatów Konkursu

  1. Zwycięzcy Konkursu zostaną wyłonieni tylko spośród uczestników, którzy spełniają warunki wymienione w Regulaminie.
  2. 10 laureatów zostanie wyłonionych na podstawie najciekawszej odpowiedzi przez jury, w skład którego wchodzą pracownicy i redaktorzy portalu www.ohme.pl
  3. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 21.04.2016 na stronie internetowej www.ohme.pl.

 §5. Nagrody w Konkursie i sposób ich przekazania

  1. Sponsorami nagród w Konkursie jest  firma Ziaja
  2. Laureatami Konkursu zostanie 10 osób, które wybierze jury na podstawie najciekawszej odpowiedzi.
    10 x  zestaw kosmetyków Ziaja cupuacu (seria obejmuje 7 produktów), składający się z:- krystaliczne mydło pod prysznic i do kąpieli,- brązujące mleczko do ciała nawilżająco-odżywcze,- balsam pod prysznic do twarzy, ciała i włosów,- krystaliczny peeling cukrowy złuszczająco-wygładzający,

    – suchy olejek krystaliczny do twarzy, ciała i włosów,

    – brązujący krem odżywczy na dzień,

    – odżywczy krem regenerująco-wygładzający na dzień i na noc.

  3. Nie istnieje możliwość zamiany nagród rzeczowych na ich równowartość w gotówce lub zamiany na inną nagrodę.
  4. Jeżeli laureat Konkursu nie spełnił któregokolwiek z warunków określonych w Regulaminie, Organizator zastrzega sobie prawo do wyboru innego laureata Konkursu.
  5. Udział w Konkursie i przesłanie pracy Konkursowej jest jednoznaczne z prawem do wykorzystania jej przez Organizatora w celach promocyjnych.
  6. Przesyłając pracę Konkursową, Uczestnik powinien wyrazić zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.). Podanie przez Uczestnika danych osobowych jest dobrowolne, choć konieczne do wzięcia udziału w Konkursie. Uczestnik ma prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich poprawiania.
  7. Nagrody zostaną przesłane zwycięzcom przez Organizatora za pośrednictwem poczty elektronicznej lub przesyłką poleconą lub przesyłki kurierskiej w ciągu 14 dni od daty przesłania Organizatorowi danych kontaktowych przez Laureatów Konkursu.

 §6. Odpowiedzialność Organizatora

  1. Organizator Konkursu ponosi pełną odpowiedzialność za treść regulaminu i przebieg Konkursu. Organizator i sponsor nagrody nie ponosi odpowiedzialności za prawidłowość, terminowość doręczenia pism i nagród przez Pocztę Polską lub kuriera. Organizator i sponsor nagrody nie ponosi odpowiedzialności za nieprawidłowości związane z opóźnieniem lub niedoręczeniem nagrody spowodowanym podaniem przez Uczestnika błędnego adresu lub innych danych. Organizator i sponsor nagrody nie ponosi odpowiedzialności za zmianę miejsca zamieszkania Uczestnika lub zmianę innych danych uniemożliwiającą dostarczenie nagrody albo powiadomienie o wygranej. W takim przypadku Uczestnik traci prawo do nagrody.
  2. Wszelkie reklamacje Uczestników dotyczące przebiegu Konkursu mogą być składane przez Uczestników w terminie 30 dni od daty zakończenia Konkursu. Reklamacja powinna być przesłana na adres Organizatora, w formie pisemnej pod rygorem nieuwzględnienia jej oraz zawierać imię i nazwisko Uczestnika zgłaszającego reklamację, jego adres korespondencyjny oraz dokładny opis okoliczności stanowiących podstawę reklamacji.
  3. Organizator zastrzega sobie prawo do pozostawienia bez rozpatrzenia reklamacji zgłoszonych po terminie, o którym mowa powyżej, jak również reklamacji niespełniających innych wymogów wskazanych w ust. 2.
  4. Złożone reklamacje, spełniające wymogi, o których mowa w ust. 2, rozpatrywane będą w terminie 14 dni od daty otrzymania reklamacji. Zainteresowani Uczestnicy zostaną powiadomieni o sposobie rozpatrzenia reklamacji listem poleconym wysłanym w terminie 14 dni od rozpatrzenia reklamacji.

 §7. Postanowienia końcowe

  1. W razie szczególnych, niezawinionych przez Organizatora okoliczności uniemożliwiających przeprowadzenie Konkursu na dotychczasowych zasadach Organizator zastrzega sobie prawo do zmian w Regulaminie z równoczesnym poinformowaniem o tym uczestników za pośrednictwem strony www.ohme.pl.
  2. Serwis Facebook nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treść regulaminu, przebieg Konkursu ani działania Organizatora, w tym za wyłanianie zwycięzców i przekazywanie nagród.
  3. Konkurs w żaden sposób nie jest sponsorowany, popierany ani przeprowadzany przez serwis Facebook ani z nim związany.
  4. Organizator oświadcza, że Konkurs nie jest grą losową, zakładem wzajemnym lub grą na automatach w rozumieniu Ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych (Dz. U. z dnia 30 listopada 2009 r.).

 


Po raz kolejny powielamy schemat poprzedniego pokolenia, kiedy to mężczyzna jest najmądrzejszy i on ma prawo głosu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 marca 2016
Po raz kolejny powielamy schemat poprzedniego pokolenia, kiedy to mężczyzna jest najmądrzejszy i on ma prawo głosu
Fot. iStock / darkbird77

Wkurzam się, a uwierzcie rzadko kiedy coś wyprowadza mnie z równowagi. Ale kiedy przeglądam informacje w necie, szukam pomysłów na tekst, rozmawiam z innymi kobietami, to myślę sobie – gdzie my jesteśmy?

Mam wrażenie, że lepiej było nam zostać w rolach przypisanych naszym babciom, a często i matkom Gdzie kobieta doskonale zna swoje miejsce. Wie, komu ma usługiwać, wie, co należy do jej obowiązków i jakie są granice jej (nie)zależności. One, rzadko, ale jednak płakały nad swoim losem. Ale tylko płakały, tylko się użalały same przed sobą, bo komu miały się zwierzyć – własnej matce, albo przyjaciółce? Okryć się wstydem, że nie dźwigają krzyża kobiecości? Przecież już dawno temu zostało zapisane, kto jest głową rodziny, kto ma władzę i kto rządzi. A ty co teraz za fanaberie uprawiasz?!?

Więc nie mówiły, ale wiemy, że w głębi duszy marzyły o tym, by nasze życie, życie ich córek było lepsze. By nasze horyzonty nie ograniczyły się do garnków, przypalonej kuchenki, prania i wycierania glutów dzieciom.

One chciały, byśmy były niezależne, szczęśliwe. One już rozumiały, że miarą szczęścia kobiety nie jest mężczyzna u ich boku. Najpierw same musimy czuć się dobrze ze sobą. „Dbaj o siebie córeczko” – ile razy to słyszałyśmy. „Facet w życiu nie jest najważniejszy” – to też? Bo one między podawaniem obiadu, czekaniem na goździka od pijanego męża w Dzień Kobiet, który to dzień on zawsze musiał jak na święto przystało zakropić, wiedziały, że nie tak powinno ich życie wyglądać. Był jeszcze moment, gdy wierzyły, że będą żyć własnym życiem, a nie tym odziedziczonym po swojej matce.

I daleko jest mi od stwierdzenia, że były nieszczęśliwe. Bo ile z naszych matek przyznawało się do tego, że jej źle, że gdyby nie mąż/dzieci/warunki/okoliczności jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Pewnie były takie, które na swój sposób były szczęśliwe. I w roli kobiety – sprzątaczki, pomywaczki, kucharki czuły się dobrze. Bo nie wiedziały, że można inaczej.

I tym się dziś różnimy. Że my wiemy, że można inaczej. Że możemy wyciągnąć rękę po własne szczęście, że nikt nie musi nam rozpisywać planu według którego powinnyśmy żyć.

I co z tego, że wiemy? Takie niby jesteśmy mądre: dbaj o siebie, bądź dla siebie najważniejsza, kochaj siebie. Miewam wrażenie, że wycieramy sobie tymi frazesami (jakby nie patrzeć jednak prawdziwymi)  dzisiaj buzię. Uspokajamy wyrzuty sumienia i poczucie winy, że marnujemy swoją szansę na dobre życie.

„Jestem feministką” – mówimy, ale bez komentarzy pozostawiamy dyskusje wokół in vitro, nie wypowiadamy się w ogóle  kwestii zaostrzeniu dostępności do antykoncepcji, nie zabieramy głosu w sprawie zaostrzenia prawa do aborcji. W panice sprawdzamy, czy nasze własne granice nie zostały naruszone, czy wolność, którą mamy nadal, choć jest kontrolowaną przez wszystkich wokół, to jakby nie było jest dla nas wolnością.

Jesteśmy smutne, ze spuszczonym głowami powtarzające – jestem zmęczona, bo choć tyle zrozumiałyśmy – że mamy prawo mówić, że mamy dość. Ale tylko mówić, broń Boże wyjść poza ten schemat. Jestem zmęczona, ale niosę zakupy do domu, wiozę dzieci na zajęcia, i nie mam odwagi nie ugotować obiadu.

Dlaczego my jesteśmy takimi cierpiętnicami? Dlaczego nie wierzymy w siebie, w swoją mądrość, rozwagę, a w końcu w intuicję.

Dlaczego nadal musimy być przede wszystkim piękne i zgrabne, a gdzieś na szarym końcu byłoby dobrze – inteligentne, byleby się z tą inteligencją nie wychylać?

Dlaczego to my stoimy w cieniu tego, co mówią i robią mężczyźni?

dlaczego im na to pozwalamy, dlaczego nie stajemy z nimi na równi – nie tylko mamy do tego prawo, ale też wszelkie inne ku temu predyspozycje – bystrość, wiedzę, a także wrażliwość i umiejętność oglądu sytuacji z kilku stron?

Dlaczego my wciąż i w kółko marzymy o tym księciu na białym koniu. Dlaczego nie marzymy tylko o tym koniu (sorry za skojarzenia), na którym będziemy mogły pojechać, gdzie tylko nam się zachce.

Dlaczego uważamy, że musimy się poświęcać? Że nie zasługujemy na więcej od życia poza marnej jakości związkiem, z którego albo nie chcemy się wyplątać albo nie podejmujemy walki, żeby o niego walczyć.

Mam koleżankę. Rozwiodła się. On ch*j, całe szczęście, że już z nim nie jest, bo pewnie zniszczyłby jej resztę życia. Została z dwójką dzieci. Na początku nowego życia stwierdziła jednak, że to nowe jest nic nie warte. Bo jak może być warte, skoro ona została sama, skoro mężczyzna uznał, że ona jest nikim, że zawsze ktoś (a raczej któraś) może okazać się lepsza od niej. Spytałam ją: „dlaczego tak o sobie myślisz”, usłyszałam: „bo tak jest”. Ale nie takie było pytanie do cholery! Przesiedziałyśmy całą noc rycząc jak głupie. Nad sobą. Nad własnymi ograniczeniami, nad swoim upośledzeniem, nad przekonaniem, że „sama” znaczy „gorsza”. Nad tym, jak wielką krzywdę wyrządzamy sobie same. I sobie nawzajem.

Bo mówisz: „jestem feministką”, ale inną kobietę nazywasz kurą domową, kolejną starą panną, a spotkaną w sklepie idiotką, która wybiera z półki, to co każe jej mąż.

Ile razy zadzwoniłaś na policję widząc jak mężczyzna zaczepia na ulicy ciebie, czy inną kobietę. Ile razy wyszłaś, kiedy towarzystwo płakało ze śmiechu od szowinistycznych dowcipów.

Przeczytałam ostatnio fragmenty nowej książki Pauliny Młynarskiej. Przypomniał mi się ten, w którym opowiada, jak została potraktowana przez nowych kolegów w pracy. Nie przywołam w oryginale, ale na ich teksty w stylu „fajna dupa, laseczka i blondyneczka” odpowiedziała jak oni: „A wy kutasy, pokażcie co macie w spodniach”. Uśmiechacie się na myśl, jakie mieli miny? Zachowajcie się tak następnym razem, gdy ktoś będzie was w ten sposób obrażał – nie będziecie musiały sobie tych min wyobrażać.

Dlaczego nie ma w nas odwagi na walkę o naszą tożsamość? Dajemy sobie wpychać ręce w staniki, obłapywać się kolegom męża, chować się w szafie przed agresywnym partnerem. Znam takie kobiety – mądre, wykształcone, wchodzą z dziećmi do szafy, kiedy mąż wpada w szał. Myślisz: „biedna”? A może powinnaś: „Jak jej pomóc”?

Dlaczego niepostrzeżenie obciągamy niżej spódnicę, kiedy ktoś czyni nam niedwuznaczne propozycje, zamiast powiedzieć: chłopie nie podoba mi się to, co mówisz i robisz – pewnie większość by przeprosił, a na tych natarczywych zawsze można wezwać policję.

Dlatego tak się wkurzam. Bo po raz kolejny powielamy schemat poprzedniego pokolenia, kiedy to mężczyzna jest najmądrzejszy i on ma prawo głosu, a my powinniśmy siedzieć cicho, nawet w tak bardzo dotyczącej nas kwestii o dotykającej jak gwałt, przemoc, czy aborcja. Tak, jasne, niech oni wiedzą lepiej, co dla nas jest dobre. Dajmy im przyzwolenie. Najlepiej zamknijmy się w kuchni przygotowując coraz wymyślniejsze dania, bo one są miarą nasze nowoczesności i otwartości na świat.

I żeby była jasność. Lubię facetów, znam wielu świetnych. A to w jakim my kobiety jesteśmy miejscu, jak postrzegamy siebie i jak widzą nas mężczyźni jest zależne tylko i wyłącznie od nas.

Czytamy o tych wszystko rozstaniach, rozterkach, próbach przezwyciężenia kryzysów i pocieszamy się, że jednak można coś z tym zrobić, że ktoś ma tak samo, a może i gorzej niż my. Szukamy pewności w życiu innej kobiety, że można, że mamy siłę, że mamy moc, że jak tylko zechcemy, to możemy być szczęśliwe. Więc bądźmy. Żyjmy lepiej, bardziej świadomie, przestańmy się ukrywać za stosem słoików z pysznymi kiszonymi ogórkami. Gotujmy, kochajmy, sprzątajmy i wychowujmy dzieci, ale bądźmy też KOBIETAMI, które wiedzą czego chcą, które wspierają się w swoich dążeniach bez względu na to, jak różnimy się poglądami, skąd pochodzimy i jak definiujemy własne szczęście. Nie ma co się obrażać, wzruszać ramionami. No chyba, że chcesz, by twoja córka żyła twoim życiem. To twój wybór, który też zasługuje na szacunek, choć nie ma we mnie na niego zgody. Ale to mój punkt widzenia.


Zobacz także

Jak mówić i jak słuchać? Czyli poradnik dla kłócących się

Zamiast wybuchnąć, spróbuj oczyścić atmosferę. 7 zasad rozwiązywania konfliktów

Ona i On – czego oczekujemy w związku od siebie nawzajem? Czy to naprawdę takie skomplikowane?