Nie boli, nie złości, jest prosta. Dojrzała miłość. Czy trzeba czekać na nią do czterdziestki?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
21 czerwca 2016
Nie boli, nie złości, jest prosta. Dojrzała miłość. Czy trzeba czekać z nią do czterdziestki?
Fot. iStock / Josh Nix
 

Hej,

Myślisz, że na wiele rzeczy jest za późno?

Że już ci się nie uda?

Że przecież tyle razy próbowałaś?

Że ciężko ułożyć sobie życie z dziećmi?

To przeczytaj.

Miałam dwadzieścia lat i byłam piękna. O co ja się wtedy siebie czepiałam? Patrzę na zdjęcia i myślę: „Na pewno niczego, byłam idealna, taka osoba nie mogła się siebie czepiać”. A jednak pamiętam. Czepiałam się wszystkiego. Że udo za grube, pierś nie taka, no a przede wszystkim dusza i życie nie to. „ Powinnam być lepsza” mówiłam sobie. Śmieszna byłam. Uroda bije z tych zdjęć. Młodość, świeżość. Pewności tylko nie ma. Z kim ja wtedy byłam. Aaaa, pamiętam. Byłam zaraz po rozstaniu. Dziś ledwo pamięta jego imię. Że też mi nikt nie powiedział: Ej, Mała, to zaraz minie. Tyle godzin tej pięknej młodości marnujemy, głupie my:)

Miałam trzydzieści lat i byłam zaangażowaną żoną

Z jednym dzieckiem w brzuchu, z drugim przy boku. Nauczyłam się bawić o piątej rano w uciekające żabki, zapomniałam co to ciągłość snu, zrozumiałam jak ważna jest odpowiedzialność. Głośno było koło mnie, głośność ta trochę męczyła. Myślałam: „O nie, to już trwać będzie, straszne”. Głupie my, nie wiemy, że ten dziecięcy harmider koło nas mija i tęskni się za tym hałasem.

Miałam trzydzieści lat i męża, pelargonie na balkonie, fikusy w domu i rozgardiasz prawdziwej żony i matki.

Miałam czterdzieści lat, dzieci dorastały, a ja zaczęłam czuć się źle w roli żony

Bo on popijał, bo siedział na kanapie, bo w niczym nie pomagał. Z drugiej strony potem na terapii zrozumiałam, że nie dawałam mu pomagać. Wyhodowałam sobie maharadżę, któremu podtykałam pod nos różne luksusy życia– od jedzenia, poprzez seks, po kino, teatr, wyjazdy. A przecież chłopak w miarę dobrze się zapowiadał. Ale jeśli dużo dajesz, zagłaskujesz, odsuwasz z przekonaniem, że zrobisz to lepiej – ktoś zostawia ci przestrzeń. Szczególnie jeśli ma w sobie choć nutę egoizmu i egocentryzmu. Lubimy mieć wygodnie, prawda?

Ocknęłam się w wieku 45 lat. „Gdzie ja jestem” pomyślałam. Byłam nigdzie. Nie to miejsce, nie to życie, nie ten mężczyzna.

Mam pięćdziesiąt lat. Słabo brzmi, prawda?

Ale to nie jest słabe. Patrzę w lustro i widzę piękną, szczęśliwą kobietę. Kobietę, która na pytanie: „co czujesz?” odpowiada po prostu: „Jestem zła, rozdrażniona, wesoła”, nie zastanawiam się, nie kluczę. Kobietę, która budzi się i zasypia obok faceta, który tyle samo daje, ile dostaje. Która była w stanie wziąć na siebie zdziwienie rodziny, niedowierzanie dzieci, zadecydowała, że kończy małżeństwo, choć mogła dreptać obok dalej.

„Nigdy nikogo nie spotkasz. Jesteś za stara”  stwierdził mój mąż.

A jednak spotkałam. I dziś mam już nawet dobre relacje z byłym mężem. Bo pomogłam mu naszym rozstaniem. Związał się z inną kobietą, schudł, więcej w nim radości. Nie musimy umierać za życia, nie musimy się poddawać z wygody czy z lęku. W każdym momencie jest czas na zmiany. No i na miłość.

Jak przychodzi dojrzała miłość?

Najczęściej przychodzi do człowieka, który nie musi już sobie niczego udowadniać. Wie kim jest, nawet godzi się na samotność, bo rozumie, że lepiej samemu niż bez sensu. To człowiek „kompletny”. Lubię to tak nazywać. Świadomy swoich mocnych i słabych stron. Możesz z kimś być, ale już się nie dusisz bez niego.

Skoro nie masz ogromnych wymagań, miłość nie musi przyjść spektakularnie. Niby zawsze to wiedziałam, ale jednak miłość do męża była jak rażenie piorunem. Miałam 22 lata w końcu. Nie zauważałam żadnych ostrzegawczych sygnałów, choć było ich sporo. Do kobiety dojrzałej też dobijają się spektakularni mężczyźni. Dużo gestów, słów, spontaniczności. Tylko ona umie już wyłapywać sztuczność. Albo tymczasowość. Rozpozna kolekcjonerów, mężczyzn, którzy może i chcą kochać, ale na pewno tego nie potrafią, a odpowiedzialność jest słowem, o którym nie mają nawet pojęcia.

Czy nie ma takich kobiet? Pewnie, że są.

Dojrzała kobieta nie potrzebuje odpowiedzialności na całe życie, ale na „tu i teraz”, w codzienności ona zawsze się przydaje. Co to jest „niespektakularne przyjście?”. Już nie ma takich oczekiwań, może się zacząć od zwykłej znajomości, przyjaźni. Człowiek nie jest taki narcystyczny, nie przejmuje się tym, co ktoś o tym myśli. Nie analizuje krytyki i uwag.

A ludzie zaczynają akceptować twoje wybory. Bo już się pytasz: „A co o tym myślicie?” tylko oznajmiasz: „tak chcę”, „jest dobrze”, „pasuje mi to”.

Miłość dojrzała jest tolerancyjna. Jeśli wiesz czego oczekujesz od relacji, przestajesz czepiać się o źle odłożona łyżkę czy bałagan. Rozumiesz swoje priorytety. Moim priorytetem jest na przykład energia, chęć poznawania świata. Przynajmniej teraz, bo być może w wieku trzydziestu lat priorytety miałam inna.

Ale zawsze chciałam mieć partnera, który kocha podróże i potrafi nie robić problemów. Z wiekiem to mi się nasiliło. Nie mam siły na nieistniejące problemy.

Miłość dojrzała jest wesoła. Bo życie jest samo w sobie dostatecznie trudne, szkoda się więc wspólnie smucić. Tę „wesołość” odnajduje się w drobiazgach. Właściwie wszystko może być powodem do śmiechu. Rzadziej już jednak inni ludzie, bo człowiek po prostu wie, że to jest zwyczajne wyśmiewanie, a na to też szkoda mu energii.

Miłość dojrzała jest wspierająca. Dla młodych sukces drugiej osoby bywa zagrożeniem. Jego/ jej pasje, marzenia, nierealne nawet oczekiwania. Blokuje się więc drugą osobę niby dla jej dobra, a w rezultacie dla siebie. Dojrzałość raczej mówi: „idź i dobrze się baw, zrób fajne rzeczy, będę obok”. W tym czasie robi się swoje rzeczy i nie wymyśla się, że czyjś krok w przód to upadek relacji. W ogóle mniej się spektakularnych słów używa.

No i nie zmieniasz nikogo na siłę. Dziś mi się to wydaje nawet zabawne, jak chciałam, żeby mój mąż był taki jak ja i moje wyobrażenia o nim. Nie dziwię się, że ludzie uciekają, chowają się, gdy chcemy ich zmieniać. Sama to robiłam, patrzę jak robi to moja córka i po prostu mi jej szkoda, bo pewnie dojdzie do tego samego wniosku co jej matka. No, albo stanie się zgorzkniała.

Bo są tylko dwa końce historii o zmienianiu kogoś.

Siebie możesz zmienić. Tylko tyle. I to bardzo pomaga w odnalezieniu miłości dojrzałej. Bo chyba nie trzeba czekać z tymi wnioskami do pięćdziesiątki. Inaczej: lepiej nie czekać. 🙂

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska


Jak bardzo trzeba kochać, żeby walczyć o dziecko wbrew wszystkiemu i wszystkim

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 czerwca 2016
Fot. Archiwum prywatne
 

Ile warte jest życie? Ile warte jest życie dziecka? Dziecka narodzonego, które nie przeżyło jeszcze jednego dnia? Dziecka, którego rodzice słyszą: „proszę czekać na najgorsze”, nim ono skończy dwa tygodnie. Dziecka wyczekiwanego przez długich pięć lat starań. Dziecka, które uszczęśliwiło dwoje ludzi.

Ciąża i poród bez komplikacji. Żadnych. Adaś był pięknym i zdrowym chłopcem, ale tylko przez pierwsze trzy dni swojego życia. Nagle przestał się ruszać, jakby zastygł. Lekarz diagnozę postawił od razu, ale oni czekali na badania łudząc się, że może ktoś się pomylił, że może ich syna wcale nie dotknęła choroba, na którą nie ma dzisiaj lekarstwa. Choroba, która w przypadku noworodków jest wyrokiem. Śmierć. Z nią mieli się za chwilę pogodzić. Towarzyszyć swojemu synowi w umieraniu, kiedy on jeszcze nie zdążył się uśmiechnąć, nie zdążył oswoić się ze światem, skosztować go, poznać, poczuć.

Jedno dziecko na pięć tysięcy rodzi się z SMA – rdzeniowym zanikiem mięśni. Statystycznie jeszcze mniej rodzi się dzieci, u których choroba ujawnia się w pierwszych dniach życia. Maksymalnie dwa lata życia – piszą wszędzie. Lekarze Adasiowi nie dawali roku. Choroba zawładnęła jego malutkim i bezbronnym zupełnie ciałem. Choroba na którą dzisiaj nie ma lekarstwa, wszystkie są w fazie eksperymentalnej.

Zostać rodzicem, by za chwilę przestać nim być. Czy jesteś w stanie poczuć te emocje. Tę rozpacz? Bezsilność. „Państwa dziecko umrze”, a ty nie zdążysz pokazać mu swojej miłości. Nie możesz mniej kochać, żeby zmniejszyć ból straty. Bo kochasz już od wielu tygodni, zanim pojawiło się na świecie. Przecież jego serce biło już kilka miesięcy. A teraz słyszysz, że za chwilę już bić nie będzie…

33

Ile kosztuje życie dziecka?

Tyle, ile są w stanie dać swojej siły, determinacji, wiary i nadziei jego rodzice. Aneta z Tomkiem nie chcieli czekać. Nie chcieli pozwolić wyrwać im syna, na którego tak długo czekali. Ona traciła nadzieję wiele razy. Adaś nie raz umierał jej na rękach. Walczyli o jego oddech, o bicie serca wielokrotnie. Reanimowali go wspólnie. Bo wierzyli, że on nie pojawił się tylko na moment w ich życiu. Że jego życie jest po coś i dopóki oni będą walczyć, on będzie też walczył. Bo to silny chłopiec, bo to typ wojownika. Bo Adam znaczy „człowiek”. I oni nie widzieli w nim choroby, nie krzyczała do nich diagnoza, oni widzieli człowieka, o którego życie postanowili zawalczyć wbrew wszystkiemu i wszystkim.

Nim Adaś skończył dwa tygodnie, lekarze ze Szwecji zaproponowali objęcie go klinicznym leczeniem. Aneta z Tomkiem i Adasiem byli gotowi do wyjazdu, spakowani. Ale stan ich syna pogorszył się na tyle, że odmówiono leczenia.

Nagrali więc filmik z Adasiem. Jak się porusza, jak ssie pierś, jak przełyka. Nie, to nie miał być film do rodzinnego archiwum, to film, który został wysłany do wszystkich klinik na cały świecie, które mogły przypadkiem Adasia się zainteresować, zdecydować się mu pomóc.

Odmówiono jednak leczenia we Francji, a jeszcze później w Belgii. Później ma tu ogromne znaczenie, bo w tej chorobie nie ma czasu. Bo w życiu Adasia nic nie jest tak ważne, jak czas. Czas, którego ma bardzo mało. To czas wygrywa z jego chorobą. Sprawia, że kolejni lekarze odmawiają leczenia, bo Adasia stan jest coraz gorszy. Bo już sam nie przełykał, przestał się ruszać, w końcu przestał samodzielnie oddychać, a tracheotomia oznacza, że Adaś nie ma szans na żadne kliniczne leczenia.

55 (1)

Zamiast wesołego gugania jego rodzice wsłuchują się w maszynę monitorującą jego życiowe parametry… Nie gra tam pozytywka, nie brzęczą nad łóżeczkiem zabawki. Jest chłopiec, który walczy. Także wbrew wszystkiemu i wszystkim.

Jak bardzo trzeba kochać, by tak walczyć o życie drugiego człowieka

Jak bardzo trzeba wierzyć, nawet wtedy, gdy wszyscy wokół mówią: „nie ma szans na leki, w Europie nikt ich nie podaje, są w fazie eksperymentalnej”.

Ale Adasia tata poleciał. Na drugi koniec świata, żeby porozmawiać, żeby sprawdzić, żeby nie gasić ostatniej iskry nadziei na życie jego syna. Znowu wbrew wszystkim. Podanie leku Adasiowi bez zgody lekarzy w Polsce byłoby przestępstwem, byłoby świadomym narażeniem życia dziecka, życia, które już ledwo w nim się tliło.

Lek przez miesiąc stał na półce przy Adasia łóżeczku. Miesiąc czekania i słuchania kolejnych „nie” szpitali, które odmawiały wzięcia odpowiedzialności za podanie leku. „Za duże ryzyko” – słyszeli. A oni nie widzieli ryzyka, ale ostatnią szansę dla swojego dziecka. Kilkadziesiąt szpitali w Polsce. Kilkadziesiąt głuchych „nie” wybijanych każdym jednorazowym biciem serca Adasia.

Jak bardzo trzeba wierzyć i jak bardzo być w tej wierze upartym?

Rodzice Adasia w końcu zapukali do  drzwi, za którymi nie było odmowy. Zatliła się mocniej nadzieja na życie. Dla Adasia – jedynego dziecka w Europie został stworzony prywatny eksperyment leczniczy na bazie leków sprowadzanych z Ameryki. Ten silny, waleczny, półroczny chłopiec daje  nadzieję innym. Bo jeśli jemu się uda, uda się kolejnym.

Dla Adasia pierwszy zastrzyk podany przed szóstym miesiącem życia to w końcu 20 minut samodzielnego oddychania, to chwytanie zabawki, to obracanie główką. to ssanie smoczka. To chęć poznawania świata jeszcze raz od początku. Tak – na przekór wszystkiemu i wszystkim.

Życie Adasia jest warte tysiące innych żyć dzieci zmagających się z SMA. Może dlatego tak wielu ludzi dobrego serca chce mu pomóc, tak wielu obcych ludzi kibicuje mu, wzrusza się każdym jego ruchem, uśmiechem i spojrzeniem

Do życia potrzebna jest mu pomoc. Nasza pomoc. Lek nie jest refundowany, choć tyle się mówi o ochronie życia dzieci nienarodzonych, tym narodzonym odmawiając jednak pomocy.

Koszt leczenia Adasia to 80 tysięcy złotych co 45 dni. Co 45 dni Adaś powinien otrzymać zastrzyk, a w międzyczasie dostawać leki. Jak długo potrwa leczenie? Nikt nie umie odpowiedzieć. Wiadomo, że za dwa lata lek ma zostać wprowadzony do oficjalnego leczenia SMA. Może wtedy będzie szansa na refundację, może wtedy lek nie będzie Adasiowi już potrzebny. To dzisiaj nie jest ważne. Dzisiaj odliczane są kolejne dni, szanse na kolejny zastrzyk.

Adaś walczy o życie. O swoje życie i życie innych dzieci… Tak, wiem, że po raz kolejny piszę „pomóżmy”. Ale kto ma mu pomóc, jak nie my? Tyle razy udowadnialiśmy, że nasze życie też jest po coś – po to by pomagać bezbronnym, których ktoś tak bardzo kocha i o których walczy.


55 (2)Podaj dalej historię Adasia.

Jeśli możesz wpłać choćby najmniejszą kwotę na jego leczenie. Wszystskie szczegóły znajdziesz TUTAJ, a losy Adasia możesz śledzić na Facebooku – Razem przeciw SMA – wtedy Adaś radę da i dowiedzieć się jak pomóc TUTAJ.

 


Dziś to jedyny dzień, którym powinnyśmy się przejmować

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
21 czerwca 2016
Fot. Life Of Pix MAC NICOLAE / CC0 Public Domain

Mądra i fajna z ciebie babka, więc dobrze wiesz, że rozpamiętywanie przeszłości nie ma sensu i trzeba żyć tu i teraz, natychmiast i bez ociągania się. Zamiast rozdrapywać stare rany naucz się wyciągać wnioski, szukać szczęścia w nieszczęściu i akceptować to, na co wpływu już nie masz. Warto – dla spokoju ducha, radości i lepszego jutra. Niby to jasne i proste, ale istnieją sprawy, o których trudno zapomnieć, przestać  analizować i rozpamiętywać szukając przyczyn minionych wydarzeń.

Stracone przyjaźnie

Przez lata byłaś z kimś bardzo blisko, w pamięci pozostało wiele wspólnych chwil, ale nie wiedzieć czemu i kiedy, nagle wasze relacje osłabiły się, aż w końcu kontakt zupełnie się urwał. Pęd życia, inne priorytety, niewyjaśnione sprzeczki, a może gruntowne zmiany w życiu? Bez względu na powody nie warto rozpamiętywać tego, co utracone. Nie myśl też, że wasza przyjaźń nie była prawdziwa – po prostu nie zawsze musi ona trwać wiecznie. Pielęgnuj miłe wspomnienia, pomyśl, co dała ci ta druga osoba i czego dzięki niej się nauczyłaś, a jeśli bardzo tęsknisz i nie chcesz pogodzić się z tym, że to koniec, wykonaj pierwszy krok i odezwij się – być może twoja przyjaciółka czuje to samo, tylko jakoś tak niezręcznie  odezwać się po latach.

Byłe związki

Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr! Jeśli kochałaś i byłaś kochana to masz niezwykły fart – wielu ludzi szuka tego uczucia bez sukcesu. Jeśli kochałaś i zostałaś boleśnie skrzywdzona, to pomyśl, że na szczęście masz to już za sobą i możesz zacząć wszystko od nowa. Jeśli nie kochałaś i z tego powodu zakończyłaś znajomość, to nie masz czego żałować – do miłości nikogo zmusić nie można, a bycie z kimś bez uczucia tylko by cię frustrowało i dusiło. Nie utożsamiaj też bycia z kimś z byciem szczęśliwą, bo związek nie jest magicznym panaceum na wszystkie nieszczęścia świata- naucz się najpierw kochać i akceptować samą siebie, by móc prawdziwie pokochać drugą osobę.

Porażki i przegrane

Życie nie polega na tym, by nie popełniać błędów, ale by po nich wstać, otrzepać kolanka i ruszyć dalej bogatsza w nowe doświadczenia.  Mało tego, niepowodzenie jest koniecznym krokiem w drodze do sukcesu i rozwoju osobistego! Spójrz tylko na tych, którym udało się coś osiągnąć w życiu- każdy z nich ma na koncie co najmniej kilka porażek i nietrafionych decyzji. Rozpamiętywanie nie zmieni przeszłości, może za to nas zablokować i sprawić, że stracimy wiarę we własne siły i możliwości.  A więc głowa do góry, pierś do przodu i działaj! Pamiętaj – nie ma błędów i porażek, są jedynie nowe wyzwania, informacje zwrotne i cenne lekcje od życia.

dzis

Niewykorzystane szanse

Mogłaś, ale bałaś się zaryzykować? Miałaś niesamowitą szansę, ale zrezygnowałaś w ostatniej chwili? Odrzuciłaś ciekawą propozycję, a teraz żałujesz? Nie ma co pluć sobie w brodę, co się stało, to się nie odstanie. Zamiast rozpamiętywać i marudzić, zacznij działać. Nie czekaj, aż nadarzy się kolejna szansa, a z nieba spadnie intratna propozycja – twoje życie zależy od ciebie i tego, co z nim zrobisz. Działaj, bądź twórcza i dynamiczna, nawiązuj kontakty, rozwijaj się i realizuj swoje pasje. Kto stoi w miejscu, ten się cofa i nigdy nie dotrze do celu.

Pieniądze

Mędrcy z całego świata, wielcy myśliciele, a nawet i amerykańscy naukowcy, są zgodni co do jednego – choćbyś posiadła największą fortunę, szczęścia nikt ci zagwarantować nie może. W życiu tak już jest, że kasy w portfelu raz mamy więcej, a raz mniej, są lata tłuste i lata, gdy trzeba zacisnąć nieco pasa i żyć oszczędnie. Nad wydanymi pieniędzmi nie ma co rozpaczać, bo ani łzy ani narzekanie nam ich nie zwrócą – nie ma ich, przepadły, trzeba się z tym pogodzić. Nie znaczy to, że masz wieść hulaszczy tryb życia i nie liczyć się z budżetem domowym. Zadaj sobie jedno pytanie- czy posiadanie pieniędzy sprawi, że będę mieć szczęśliwsze życie?

Stare kłótnie i waśnie rodzinne

Ciągnące się od dziada pradziada konflikty rodzinne i uprzedzenia przenoszone z pokolenia na pokolenie potrafią być prawdziwą kulą u nogi. Nikt już nie pamięta, od czego się zaczęło, ale do zakończenia kłótni brak komukolwiek odwagi. Możesz spróbować swoich sił jako rozjemca i wyciągnąć rękę do zgody, ale jeśli to nie pomoże jedynym rozwiązaniem jest całkowite odcięcie się od konfliktu. Nie miej wyrzutów sumienia, że nie chcesz opowiedzieć się za żadną ze stron – próbowałaś rozwiązać sytuację i zachowałaś się właściwie, to inni nie są gotowi na to, by przyznać się do błędu i wybaczyć.

Dalajlama powiedział kiedyś: „Istnieją tylko dwa dni w roku, w których nic nie może być zrobione. Jeden nazywamy wczoraj, a drugi jutro. Dzisiaj jest właściwy dzień, aby kochać, wierzyć i żyć w pełni”. Warto wziąć sobie jego słowa do serca i dbać o to by każde nowe Dzisiaj było najlepszym z możliwych dni w naszym życiu.


Zobacz także

Jaka miłość taka śmierć

Czy to normalne, że nadal go kocham, chociaż roztrzaskał moje serce na kawałki i odszedł?

Kilka zwykłych pytań, dzięki którym twój związek będzie szczęśliwy

Kilka zwykłych pytań, dzięki którym twój związek będzie szczęśliwy