Naprawdę pozwolisz, by strach zniszczył twoją miłość? Nie pozwól mu na to!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 sierpnia 2016
Fot. iStock/ portishead1
 

Jak wielu rzeczy w swoim życiu się boimy?

Boimy się:

– że ktoś nas zrani, porzuci,

– że zawiedziemy sami siebie,

– że rozczarujemy siebie lub innych,

– że poniesiemy porażkę

– że zostaniemy źle ocenieni.

A najbardziej na świecie boimy się kochać. Miłość jest uosobieniem naszych wszystkich lęków, pomimo spokoju, szczęścia, jesteśmy wiecznie wystawieni na ataki naszych paranoi, strachów.

Często to lęk staje się przyczyną kryzysu w związku, a bywa, że i rozstań, zwłaszcza, gdy nie potrafimy się mu przeciwstawić, kiedy strach determinuje nasze wybory, myśli, a także uczucia. Jeśli się boisz – mów o tym, sygnalizuj, że to twoje obawy mogą popsuć wasze relacje. Lepiej mówić o swoich lękach niż się w nich zamykać.

Lęk może zniszczyć twój związek. Dlaczego?

Bo cały czas boisz się, że się rozstaniecie

To jak samospełniająca się przepowiednia. Im bardziej będziesz się martwić tym, żeby wasz związek się nie skończył, tym chętniej będziesz ów koniec zapraszać do waszego życia. Twój partner może stać się bardziej zaborczy, zazdrosny. Ty zaczniesz mieć pretensje o najmniejszą nawet rzecz, wiele będzie cię drażnić. Zamiast zażegnywać kłótnie będziesz je podsycać, dążyć do konfliktu zupełnie nieświadomie. Dlaczego? Bo chcesz przestać się bać? Niech to się w końcu stanie, wtedy odetchniesz z ulgą. Ale czy naprawdę tego chcesz? Chcesz się rozstać?

Rada: Rozmawiaj ze swoim partnerem, mów mu skąd się bierze twoje zachowanie, uświadom sobie i jemu, że to strach jest powodem waszych kłopotów.

Bo kurczowo trzymasz się swojego partnera

Nie chcesz go puścić, chcesz, by zawsze był blisko ciebie. Boisz się, że jak pozwolisz mu choć na chwilę skupić się tylko na sobie, to cię porzuci, bo pozna kogoś innego, kogoś ciekawszego, zobaczy, że ty nie jesteś tą jedyną, że może być z kimś lepszym. Nie da się tak dłużej trwać w związku. Nie można komuś ograniczyć przestrzeni, zabrać wolności, przywiązać do siebie. Jeśli ktoś dusi się w związku – ucieknie prędzej czy później.

Rada: Po pierwsze popracuj nad poczuciem własnej wartości. Jeśli boisz się, że inne kobiety są od ciebie lepsze i że twój partner odejdzie do jednej z nich, to powinnaś zacząć skupiać się i doceniać wszystko to, co w tobie dobre. Po drugie – powiedz partnerowi, że dla ciebie bardzo ważne jest, gdy on mówi, czemu z tobą jest, za co cię kocha. To daje ci względny spokój.

Bo we wszystkim na nim polegasz

O wszystko pytasz. Nie podejmujesz sama żadnej decyzji. Nie widzisz tego, ale w pewnym momencie on decyduje nawet o tym, co zjecie na obiad, gdzie zrobić zakupy i kiedy iść do lekarza. On jest w nieustannym napięciu, cały czas przez ciebie naciskany, pytany: czy na pewno, co o tym myśli, co by ci doradził i co zrobiłby na twoim miejscu. Nie da się tan funkcjonować przez dłuższy czas, kiedy nie dajesz wytchnienia, kiedy zawieszasz się na kimś, kto zostaje zmuszony do decydowania nie tylko o sobie, ale jeszcze o tobie. Jasne, partner pomaga nam w wielu rzeczach, ale nie we wszystkich

Rada: Spróbuj sama o sobie zadecydować. Zapisać się na jakieś zajęcia, które będą rozwijać twoją pasję. Stwórz sobie własną przestrzeń. Nie bój się, on nie ucieknie

Bo nie wychodzisz poza swoją strefę komfortu

Wasz związek się nie rozwija, bo ty jesteś zachowawcza. Najchętniej powtarzałabyś stały utarty schemat. Partner proponuje ci wyjazd, wyjście na koncert, na kolację, a ty uparcie odmawiasz, szukasz wymówek, bo przez swoje lęki jesteś zamknięta na to, co nowe. Wolisz obejrzeć film w domu, zamówić jedzenie i spędzić wieczór „jak zwykle”. Co zrobić, jeśli twój partner tego nie chce? Jeśli chce dać ci coś więcej, chce coś zrobić wspólnie?

Rada: Mów mu, że się boisz, że jego propozycje są dla ciebie mało komfortowe. Ale może metoda małych kroków tu pomoże. Niech nie proponuje ci wyjazdu od razu na cały tydzień, ale może na weekend, może na jedną noc. Naprawdę warto próbować przełamywać swój strach.

Jaką miarą mierzysz swój strach? Jak często dopuszczasz go do głosu? Jak bardzo dominuje on nad twoim życiem? Nie pozwól, by zniszczył to, co najcenniejsze, by odebrał ci miłość drugiej osoby.


Paryski szyk na polskich ulicach! Co ukraść z szafy Paryżanki?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
8 sierpnia 2016
fot. iStock/isaxar
 

Przygotowując się do napisania tego tekstu zaczęłam przeglądać zdjęcia Paryżanek na Instagramie. Gdybym kilka lat temu nie postawiła swojej stopy na francuskiej ziemi, pomyślałabym, że każda z nich to blogerka modowa, stylistka albo inna celebrytka. Francuski po prostu potrafią się dobrze ubrać. Zamiast szukać inspiracji w kolejnych kolorowych magazynach, warto podkraść kilka pomysłów prosto z paryskich szaf!

Klasyka gatunku

Dobry trencz to obiekt pożądania każdej stylowej kobiety. Najlepiej w beżowym kolorze, idealnie dopasowany do figury, a gdyby tak jeszcze był tym jednym na co najmniej połowę życia! Ten rodzaj płaszcza pasuje do wszystkiego – od dżinsów po wieczorowe sukienki. W pewnym sensie to esencja Paryża; zachwyca stylem, ale robi to od niechcenia. Paryżanki swój ulubiony trencz noszą po swojemu, nie przejmując się zasadami. Pasek, który pięknie podkreśla talię może i powinien być zapinany na klamrę, ale po co? Lepiej wygląda niedbale zawiązany z przodu lub z tyłu, kiedy nie chcemy się do końca zakrywać. To prawdziwy klasyk, który każda kobieta powinna mieć w swojej szafie. Niezależnie od tego, czy mieszka w Paryżu, Berlinie czy Warszawie. Decydując się na taki zakup, pamiętaj, że warto wydać trochę więcej i mieć coś na lata, a może nawet i dla kolejnych pokoleń.

Weekend heels @jomercershoes ✨✨

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Miss Gunner (@miss_gunner)

 

Wielozadaniowa marynarka

To kolejny klasyk, który doceni każda kobieca garderoba. Marynarki często mylnie postrzegane są jako tylko i wyłącznie oficjalna część garderoby – do biura, na ważne spotkanie czy rodzinną uroczystość. Tym czasem zarówno Paryżanki jak i Szwedki udowadniają, że to tylko kolejny ciuch, który może dodać ci szyku, ale i podkręcić stylizację. Warunek? To musi być naprawdę dobry blazer! Pod „dobry” mam na myśli taki wykonany z porządnego materiału, który nie będzie się gniótł, a przy okazji będzie pasował do twojej sylwetki. Tak, to samo pisałam przy trenczu, ale dopasowanie do sylwetki ma kluczowe znaczenie nie tylko w stolicy Francji. Odpowiednio dobrany krój marynarki może sprawić, że zakryjesz swoje mankamenty i automatycznie podkreślisz to, co powinnaś. No i nie zapominajmy o walorach estetycznych! Diabeł tkwi w szczegółach, a w tym przypadku mogą to być guziki, szwy czy klapy, w których znajdzie się kilka brożek tak kochanych przez Panią Premier.

Direzione Saint Tropez! ?? Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika SexandtheWomen (@sexandthewomen)

fot. iStock/isaxar

fot. iStock/isaxar

Marynarski szyk

Myślisz Paryż, widzisz… beret, czerwoną szminkę i bluzkę w paski! To ukochany element garderoby Paryżanek, który najmniejszym kosztem możesz przenieść na nasze polskie podwórka. Dla nas marynarski styl to synonim wakacji, dla mieszkanek miasta nad Sekwaną codzienność. Skąd ta miłość? Dodają pikanterii w bardzo prosty i łagodny sposób. I tak oto powstaje flirt z modą, który trwa od lat! Nieważne kiedy założysz bluzkę w paski i tak będziesz wyglądać stylowo, a przecież to jest najważniejsze. Jedyne czego musisz się nauczyć to traktowanie marynarskich tshirtów jak tych gładkich. Na początku może się wydawać, że to nieodpowiednie i nie zawsze pasuje, ale z czasem nie będziesz mogła przestać ich nosić! Jeszcze jedno – figura naprawdę nie gra tutaj roli tak długo, jak wybierasz odpowiedni rozmiar bluzki.

It’s a parisienne kind of look ? @juliesjournee

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Jackie Hide (@jackiehide)

Nad stan, wysoki stan!

Spodnie z podwyższonym stanem to najlepsze, co może spotkać kobiecą sylwetkę. Idealnie podkreślają krągłości, są bardzo klasyczne, a więc pasują do wszystkiego. Czasem zanim znajdziesz ten jedyny model, który pasuje akurat tobie może minąć trochę czasu, ale naprawdę warto! Istnieje jednak ryzyko, że kiedy raz spróbujesz tego kroju, nie będziesz mogła przerzucić się na inny model. To, co jedna para spodni zrobi w minutę, ty musiałabyś robić przez kilka miesięcy na siłowni. I to właśnie za to kochają je kobiety na całym świecie. Spodnie z wysokim stanem są idealne do łączenia zarówno z crop topami, koronkowymi bluzkami z odkrytymi ramionami czy klasycznymi koszulami, ale także z męskimi t-shirtami, które będą wyglądać niesamowicie seksownie w tym zestawieniu!

Mała czarna, raz!

Nie ma nic bardziej klasycznego, a zaraz obowiązkowego. Mała czarna sukienka to podstawa każdej garderoby, która jest jak zestaw do udzielania pierwszej pomocy. Niespodziewana randka? Szybkie spotkanie z przyjaciółmi? A może ważna prezentacja w pracy? Niezależnie od tego, jaka jest okazja, nie zjesz z nerwów paznokci tak długo, jak będziesz miała w pobliżu czarne cudo. Paryżanki kochają łączyć style, bazując na jednym, klasycznym ciuchu, takim jak mała czarna. Co do niej? Masz niewyobrażalne pole do popisu! Od balerin, przez szpilki, trencz, marynarkę, sweter, po trampki i bomberki. Wszystko zależy od twojej kreatywności i zapotrzebowania. Jeżeli zakup pierwszej kiecki jeszcze przed tobą, zainwestuj w klasyczny krój litery A lub kopertową sukienkę wiązaną w pasie. Będziesz miała pewność, że nigdy nie wyjdą z mody ani twojej szafy!

Baleriny dla każdego

Od mojej cioci, mieszkanki Paryża, usłyszałam kiedyś historię jak z bajki – o mieście, w którym kobiety chodzą w balerinach nawet zimą, bo muszą wyglądać stylowo. Tak, tak, dla niektórych to czyste szaleństwo, ale dla mnie było szczytem marzeń chodzenie w balerinach zimą. I pewnie gdyby te polskie nie były tak srogie, przynajmniej wtedy, na drugi dzień sama wygrzebałabym z szafy parę swoich ukochanych butów. Nie bez powodu Cristian Loubutin stworzył kolekcję balerin w każdym możliwym odcieniu skóry. To esencja nienachalnej kobiecości, która może porażać tylko ze względu na właścicielkę. Do czego je zakładać? Do wszystkiego! To tak uniwersalne buty, że pasują na każdą okazję, a ograniczeniem jest tylko pogoda.

Sending some love ❤️ #christianlouboutin #corafront #patentleather #pointtoe #flats #vibes #humpday

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Fashion Lifestyle Accessories (@accessorizemylife)

Najważniejsza lekcja stylu prosto z Paryża to jednak ta, że nie wolno bać się swojej wyobraźni, bo tylko znając swoje własne potrzeby będziesz mogła wyglądać idealnie!


Internetowe przyjaźnie – czy mogą być prawdziwe?

Anika Zadylak
Anika Zadylak
8 sierpnia 2016
Fot. iStock/ Petar Chernaev

Piotrek zaczepił mnie, na forum internetowym. Dla rodziców z chorymi dziećmi. Okazało się, że on też był chory. To było lata temu, bo już naście, więc jeszcze ostrożniej do tego podchodziłam. Odpowiedział na mój komentarz, tak inaczej niż poprzednicy. Z humorem, takim jaki lubię, na pograniczu. Ale odpisywałam jednym zdaniem, ucinając wszelką dyskusje. On też nie był, przesadnie wylewny. Mimo to, jakoś tam mnie zaczepiał, a ja niby nie chciałam, ale coś tam odpowiadałam. Nie wiem kiedy numerami GG się wymieniliśmy, potem telefonami. Mijały tygodnie, miesiące i lata. Dosłownie, i nie było dnia żebyśmy choć jednego smsa nie wymienili. A jak już się u jednego źle działo, drugi wyczuwał automatycznie i był. Z flaszką po drugiej stronie komunikatora. I płakał ze mną, i pił. Trochę się obawiałam tej naszej przyjaźni, bo ja miałam męża, On żonę. Ale rozumieli. Zresztą Piotrek, jest bardziej jak brat. Łączy nas niestety też, ta sama choroba. Każdy się dziwił, jak to możliwe, że Piotr co rano oznajmia, że pijemy razem kawę, a przecież dzieli nas tyle kilometrów. A my przez pierwsze parę lat przyjaźni, nawet do siebie nie dzwoniliśmy. Tylko pisaliśmy. Zdjęcia swoich  dzieci wysyłaliśmy, kartki z wakacji.

Ale gdy odszedł mój mąż, to on zadzwonił pierwszy. I wiedział, co powiedzieć, żeby mnie choć trochę uspokoić. I znam też, tak jak jego, żonę Asie i ich synka. Cudowne dziecko. I oni są dla mnie mega ważni, i wiem, że ja dla nich na pewno nie obojętna. I nawet gdy milczę tygodniami, bo zły czas, bo praca, bo kolejny facet dał mi popalić, to Piotrek pisze. I czeka. Bo wie, że takie stany też są potrzebne, że wszystko w życiu jest po coś.

I ja sobie tych poranków, bez tej wirtualnej kawy jakoś nie wyobrażam. I boję, panicznie boję, gdy znika w szpitalu. I gdy telefon milczy. Albo gdy pyta, jak to zrobić, żeby „stamtąd” też ta kawa do mnie docierała. Jak on już spakuje się, w jedną stronę. I gdy w środku nocy pisze mi, żebym się nie poddawała, bo przecież są ludzie, którym na mnie zależy. Że oni na mnie czekają. Zawsze możemy na siebie liczyć, pod każdym względem. Przecież znamy się tak cholernie dobrze już naście lat. Wiemy o sobie bardzo dużo, żeby nie powiedzieć wszystko. Pomagamy, wspieramy, czasem kłócimy. Potrafimy się opieprzyć, jak któreś z czymś przesadza, obgadać wspólnego kumpla i ponarzekać na pracę. Jesteśmy „zwyczajną” parą dobrych znajomych. Choć jeszcze nigdy, nie było nam dane, spotkać, usiąść przy jednym stoliku i stuknąć filiżankami.

 Gdy dziś o tym myślę, to jakby echem z przeszłości słyszę, że kiedyś były inne czasy. Żeby kogoś poznać, zaufać, związać na lata czy niestety rozczarować, trzeba było wyjść z domu. Telefon stacjonarny, miało niewielu. Sama to pamiętam, jak gwizdałam pod oknem Magdy, przyjaciółki. Taki środek komunikacji. Gwizdanie, pukanie do drugich drzwi. Nie było innej drogi.
Teraz jest łatwiej (?). W sieci możesz być każdym. Niekoniecznie sobą. Możesz się bardzo naciąć, pozwolić się oszukać, dać mocno skrzywdzić. Ale przy odrobinie zdrowego rozsądku, dystansu, słuchania przede wszystkim głową a nie od razu bezgranicznie i sercem, można zyskać przyjaciela na lata. Do końca życia. I nie chodzi tylko o jeden, wyjątkowy przykład w postaci Piotra i jego rodziny.
To nic nadzwyczajnego mieć bliskich znajomych, czy nawet miłość z internetu. To nikogo specjalnie nie dziwi, nie szokuje, nie gorszy. Ludzie od dawna tak zawierają znajomości. Przez względy zawodowe, przez wygodnictwo, przez łatwość w komunikacji. Oczywiście, że takie relacje mają swoje minusy. Czasem choć jest wszystko to, czego potrzebuje druga osoba, z jakiś przyczyn nie ma tej zwykłej, ludzkiej bliskości. Tej, kiedy możesz kogoś złapać za rękę, przytulić się, oprzeć głowę na ramieniu. Bo odległość, bo choroba, bo kilka innych powodów.
I tego się obawiałam najbardziej, że przez ten brak „normalności”, nasza historia zakończy się szybciej, niż myślę. Usłyszałam jednak, że nie trzeba siedzieć obok, żeby być bardzo blisko. Bo przecież jesteśmy prawdziwymi postaciami, mimo, że poznanymi przez internet. Oczywiście, że mimo ostrożności, niejednokrotnie dałam omamić, oszukać, straciłam czujność. Ale gdy poznajesz człowieka na koncercie, w pracy, u znajomych – to też przez dłuższy czas też niewiele o nim wiesz. Przecież nie przychodzisz do jego domu, nie sprawdzasz czy nie szukają go przez Interpol, nie robisz wywiadu wśród sąsiadów. Starasz się ufać, poznawać, obserwujesz. I też niestety, rożnie trafiasz.
Z perspektywy lat widzę, że ludzie w obu przypadkach tak samo przychodzą i odchodzą, na ich miejscu pojawiają się nowi. Że zarówno w sieci jak i w realu, możesz oberwać, albo zyskać bratnią duszę, często na całe życie. Nie ma reguły, dobrych porad, złotego środka. Ale gdy myślę o Piotrku, Kasi, Ewie, Arturze, Ani oraz jeszcze kilku innych osobach, to wiem, że nie taki diabeł straszny jak malują. I, że historie ze stroną internetową w tle, mogą być piękne i prawdziwe. Bo tak samo jak tu – na podwórku, w kinie, na koncercie, w restauracji czy pracy – tam po drugiej stronie monitora, żyją ludzie. Też mają swoje podwórka, parki, dyskoteki, tramwaje. I innych ludzi w okół siebie. Ale czasem przychodzą tu, gdzie ty teraz jesteś, czytasz i uśmiechasz się lekko. Bo masz przynajmniej, jednego takiego przyjaciela. Takiego, bez którego nie bardzo widzisz kolejne dni. Takiego, pobranego z neta.


Zobacz także

Znaczenie relacji ojciec – córka. Kilka prostych zasad tej miłości

3 powody, dla których zawsze winimy „tę drugą kobietę” i dlaczego powinnyśmy przestać to robić

Samotność, która leczy. Jak długo powinniśmy być sami po rozstaniu? Czy można ten czas zmierzyć?