Myśli, które sabotują twój związek. Być może dlatego jesteś nieszczęśliwa?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 września 2018
Fot. iStock/Wavebreakmedia
 

Nieustannie jest w tobie niepokój, niepewność, za każdym rogiem czają się wątpliwości, a przecież powinnaś być szczęśliwa. Masz fajnego faceta, wygląda na to, że udany związek, ale przez cały czas szukasz dziury w całym, nie potrafisz być szczęśliwa.

Być może dzieje się tak, bo pozwalasz swoim niezdrowym i negatywnym myślom wpływać na twoje życie. Myśli stają się działaniem i odbierają ci zdolność do radości, do cieszenia się z pozytywów, do dostrzegania dobrych rzeczy. Bywa, że sami sabotujemy nasz związek, bo pozwalamy myślom przejąć nad nami kontrolę.

„Nie mogę konkurować z jego byłą”

Twój były partner był ze swoją ex z jakiegoś powodu i też z jakiegoś się z nią rozstał. Ciągłe porównywanie się niczego ci nie da, może wręcz osłabić twoją pewność siebie w tym związku. Wybrał ciebie, jest z tobą, po co wracasz do tego, co było.

„Pewnie to ja zepsuję ten związek”

Jeśli tak myślisz – pewnie tak właśnie zrobisz. Kiedy jesteśmy przekonani o czymś, co jest pozytywne czy negatywne, wszechświat potwierdzi to, w co dokładnie wierzymy. Jeśli jesteś przekonana, że przez ciebie zepsuje się wasz związek, zaczniesz nieświadomie robić wszystko, by tak się stało. Uważaj na to, co myślisz.

„On powinien dać mi szczęście”

Partner, którego wybierzesz, przede wszystkim powinien dodawać radości twojemu życiu, ale nie on powinien być sprawcą tego, że czujesz się szczęśliwa. Szczęście to wewnętrzna praca, to twoja odpowiedzialność.

„Szczęśliwe pary nigdy się nie kłócą”

Nawet pary w najzdrowszych związkach się kłócą, zakładanie, że tak nie jest, mija się z prawdą. Im dłużej z kimś jesteś, tym coraz szybciej powinno wam przychodzić rozwiązywanie konfliktów, do tego też potrzebne są kłótnie.

„Ciężko mnie kochać”

To nie jest kwestia tego, że ciężko cię kochać, ale raczej nieumiejętnego określenia, czym dla ciebie jest miłość i co oznacza. Jeśli tak myślisz, usiądź i zastanów się nad swoją definicją miłości.

„Nie jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być”

Porównywanie waszej relacji ze związkami przyjaciół, rodziny lub obcymi może spowodować, że przestaniesz czuć się komfortowo. Zaufaj jednak czasowi i waszej relacji, zapamiętaj, że każdy ma osobną ścieżkę, także tę jaką podąża związek.

„Nie wiem, czy mogę mu zaufać”

Niezależnie od tego, czy w przeszłości partner cię zdradził, oszukał, czy to tylko twoje zachowawcze wątpliwości, jedno jest pewne – ciągłe myślenie, że twój partner nie jest godny zaufania, doprowadzi cię do dramatu i na pewno zrujnuje twój związek . Nie ma związku, bez zaufania.

„Ta relacja nie jest taka, jak dawniej”

Osoba, którą byłaś tydzień temu, nie jest tą samą, co dzisiaj. W każdej sekundzie się zmieniamy, zarówno w sposób oczywisty dla nas, jak i na sposoby, których nie rozumiemy. Martwienie się dlaczego twój związek wygląda inaczej niż kiedyś do niczego dobrego nie doprowadzi. Wręcz przeciwnie, przestaniesz zauważać wszystko, co dobre wydarza się tu i teraz wzdychając do początków waszego związku (a to już było, ważne, co dzisiaj).

„Powinieneś się dla mnie zmienić”

Jeśli jest coś w twoim partnerze, czego nie lubisz, to nie zmieni się to w sposób rzeczywisty, chyba że on zrobi to dla siebie. Żadna miłość nie jest w stanie wymusić na kimś, by stał się kimś innym pod jej wpływem.


źródło: Popsugar


Związek ze starszym mężczyzną? Zawsze będziesz się czuła zdominowana. To nie ma nic wspólnego z partnerską relacją

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 września 2018
Fot. iStock / MariaDubova
 

– A co podać dla córki – pada w restauracji pytanie i zapada cisza… Bo to nie córka, ale żona, kobieta, partnerka. Dużo młodsza od niego, faktycznie mogłaby być jego dzieckiem… Zawsze pewną ciekawość budzą w nas związki z dużą różnicą wieku. Wystarczy wspomnieć choćby Marka Kondrata i córkę Grzegorza Turnaua, o nich głośno było kilka miesięcy temu, gdy wpłynęła informacja, że Kondrat zostanie ojcem. A głośny związek Andrzeja Łapickiego i młodszej o 60 lat Kamili Łapickiej? Czy takie małżeństwa mają szansę przetrwać? Na czym się opierają? Skąd w kobietach potrzeba wiązania się z dużo starszym mężczyzną? Spytałam kilka kobiet, które mają na swoim koncie takie doświadczenie. Czy dziś, z perspektywy czasu, nie żałują tych związków.

Edyta, 33 lata

Miałem 19 lat, a on był po 30-tce. Niby nie jakaś wielka różnica, ale w tym wieku, na tym etapie życia, to była ogromna przepaść. Ja zaczęłam studia, byłam takim głupiutkim podlotkiem. To on miał pieniądze, samochód, przyjeżdżał po mnie na zajęcia, ale też czasami dawał mi auto, żeby odbierała go z pracy. Czułam brak równowagi w tym związku. On był panem i władcą, zdawał się być mądrzejszy, bardziej doświadczony, zwłaszcza, jeśli chodzi o seks, czułam się trochę bezradna, więc brałam za fakt wszystko, co próbował mi wmówić, pokazać. Przekonał mnie do rzeczy, które „przecież każda kobieta robi”. Dzisiaj wiem, że to nie było w tak zwanej zwykłej normie i żeby otworzyć się w seksie na pewne rzeczy, trzeba mieć do siebie zaufanie, a nie zmuszać pod pretekstem, że ktoś odejdzie. Zgadzałam się na wszystko, bo bałam się, że go stracę… Dzisiaj myślę, że wykorzystać to, że byłam młoda, samotna, bezbronna. Zresztą okazało się później, że jego eks dziewczyna była mniej więcej w moim wieku i kolejna po mnie także. Myślę, że celowo wiązał się z młodszymi, bo brakowało mu i doświadczenia i wiedzy, by zaimponować kobietom w jego wieku.

Ola, 35 lat

Kiedy miałem 11 lat, zakochałam się w chłopaku pięć lat starszym, był bratem mojej najlepszej przyjaciółki… Później, kiedy dorastałam, zawsze spotykałam się z mężczyznami starszymi, takimi nawet po 30-tce i 40-tce. Być może działo się tak dlatego, ze miałam niezwykle silną matkę i tej siły szukałam w relacjach z mężczyznami. Na szczęście większość z tych relacji była po prostu zwyczajna. Myślę jednak, że w związku z dużą różnicą wieku istnieje nieodłączny brak równowagi sił. On jednak żył więcej, zrobił więcej, więcej doświadczył. Z moich obserwacji i doświadczeń wynika jeszcze, że ta młodsza czuję się bardzo wyjątkowo, bo starszy mężczyzną uznał ją za atrakcyjną. To często budzi naszą kobiecość, tyle, że dużo starszy mężczyzna doskonale wie, jak to wykorzystać. „Naprawdę tyle masz lat, a wydajesz się taka dojrzała” – takie rzeczy słyszałam nie raz i widziałam ten błysk w oku… To idealny tekst, żeby kobieta pozbyła się poczucia winy i zaczęła spotykać się ze starszym facetem.

Ania, 23 lata

Byliśmy raczej parą od seksu, trudno to było nazwać jakimś związkiem. Miałam 21 lat, on 42. Zaczepił mnie w cukierni. Oczywiście chwilę później, gdy powiedziałam mu, ile mam lat wydawał się bardzo zaskoczony, ale myślę, że doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Za to ja byłam przekonana, że jest młodszy o co najmniej osiem lat. Nasz układ od początku był prosty i jasny. Seks. On był po rozwodzie, ja bez stałego związku, lubiłam go. Jemu pasowało, że mam dużo czasi, że może do mnie wpaść, czy mnie zabrać do siebie, kiedy tylko będzie chciał. Wiele mnie nauczył, odkrywać z nim wszystkie tajemnice seksu, to była prawdziwa przyjemność. Był niesamowitym kochankiem. I wysoko powiesił poprzeczkę innym facetom w moim życiu. Ale to dzięki niemu zaakceptowałam swoje ciało, poczułam się piękna, polubiłam siebie, nabrałam większej pewności. Nasze drogi się rozeszły po dwóch latach, on dostał kontrakt za granicą, ja zaczęłam jednak bardziej rozglądać się za chłopakiem na stały związek. Mam poczucie, że daliśmy sobie nawzajem wszystko, co mieliśmy do zaoferowania i nadszedł czas, by pójść każde w swoją stronę. Czy myślałam o życiu z nim? Nie. On już wszystko przeżył – skończył studia, miał dzieci, żonę, a ja chcę wejść w życie z kimś, kto tak jak ja będzie doświadczał tego wszystkiego po raz pierwszy.

Inga, 28 lat

Spotykałam się z facetem starszym o 17 lat. Ja miałam 21, a on 38 lat. Mój tata zmarł, gdy byłam dzieckiem, może to potrzeba bycia zaopiekowaną, sprawiła, że zwróciłam na niego uwagę. Byliśmy razem pięć lat i jednego jestem pewna – związek z dużą różnicą wieku, zwłaszcza, gdy kobieta ma mniej niż 25 lat, nie ma szans na happy end. On zawsze będzie chciał dominować, będzie chciał udowodnić swoje racje, a ty zawsze będziesz się przy nim czuć głupsza, gorsza… Co więcej, będziesz wierzyć, że on ma rację namawiając cię do różnych rzeczy, mówiąc: „Młoda jesteś, co ty wiesz o świecie, chodź – nauczę cię”. Tyle, że ta nauka polegała na zaspokojeniu jego potrzeb – tylko i wyłącznie. Nim się zwiążesz ze starszym facetem, warto dowiedzieć się co nieco o jego poprzednich związkach, czy też był z dużo młodszymi kobietami, jak długo trwały te relacje. Kiedy się rozstaliśmy, dowiedziałam się, że on nawet spotykał się z córką swojego przyjaciela – 18-latką… Jak dla mnie, nie jest to normalne.

Jak tłumaczą wszystkie – jest coś, co je ciągnęło do tych starszych mężczyzn. Oni wiedzą, jak komplementować, jak postępować z kobietami, podsycają naszą budzącą się dopiero kobiecość i sprawiają, że czujemy się wartościowe. Zgodnie jednak twierdzą, że taki związek nie ma nic wspólnego z partnerstwem, na dłuższą metę poczujesz się zdominowana, mniej ważna, traktowana jak dziecko. Problemy zaczynają się wtedy, gdy chcesz stać się partnerką, a nie tylko kobietką, którą można się opiekować i jednocześnie nią sterować.


Trener personalny – moda, czy już konieczność? Rozmowa z Gosią Gałkowską, trenerką personalną gwiazd

Redakcja
Redakcja
17 września 2018
Fot. Daniel Koper

Gosia Gałkowska to Mistrzyni Fit Model Polski 2017, trenerka personalna oraz instruktor ćwiczeń siłowych. Sportem pasjonuje się od dziecka. Rodzice ukończyli AWF, a tata był trenerem piłki nożnej. Jej zawodowa droga naturalnie więc poszła w kierunku sportu. Gosia koncentruje się na treningach personalnych, a wśród jej podopiecznych jest m.in. aktorka, Anna Dereszowska.  Poczytajcie, jak ważne jest indywidualne podejście do treningu, specjalnie dedykowana dieta i … od czego zależą efekty pracy trenera.

Gosiu, pracujesz jako trenerka od 16 roku życia. Masz doświadczenie i wiedzę. Jakie cechy Twoim zdaniem powinien mieć trener personalny?

Gosia Gałkowska: Przede wszystkim powinien posiadać odpowiednie kwalifikacje i nie mówię tu o 2 tygodniowym kursie. Wiedza jest wszystkim. Podejmując współpracę, trener bierze odpowiedzialność za swojego podopiecznego. Sport powinien być jego pasją i stylem życia, a nie tylko sposobem na życie czy zarobek. Obserwując otoczenie, mam czasem wrażenie, że ludzie nie mając pomysłu na siebie, po prostu robią coś, bo jest popularne.

Moim zdaniem wygląd trenera jest jego wizytówką. Oczywiście to kwestia bardzo subiektywna, ale ja sama wybrałabym trenera, który odpowiada moim wymaganiom wizualnym, bo się z nim po części utożsamiam i dzięki temu podświadomie wiem, że pod jego skrzydłami osiągnę swój wymarzony cel. Nie powinien też spędzać całych dni na siłowni, trenując jedną osobę po drugiej, ponieważ wtedy staje się to rutyną. Jako trener chcę dać moim podopiecznym 100%, przy 8-10 h dziennie, jest to po prostu niemożliwe. No i last but not least – między trenerem a podopiecznym powinna być chemia, tak jak w związku. Trener powinien Cię motywować, dla każdego motywacja będzie oznaczać co innego, dlatego właśnie tak ważne jest podejście indywidualne.

Fot. Daniel Koper

Sukces podopiecznego to również sukces trenera. Czy tylko trener jest osobą motywującą w takiej współpracy? Jaki wpływa na twoją pracę ma Twój podopieczny?

Oczywiście – ich sukces, to przede wszystkim mój sukces. Moi podopieczni są dla mnie największą motywacją. Uwielbiam obserwować jak się zmieniają, nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Są zdrowsi, sprawniejsi, wyglądają i czują się lepiej, ale są również szczęśliwsi i bardziej pewni siebie, a to z kolei przekłada się na inne sfery życia. To wspaniałe móc w najmniejszym stopniu mieć pozytywny wpływ na ich życie.

Co sądzisz o niezwykle popularnych treningach masowych. Niektórzy trenerzy organizują zajęcia, w których uczestniczy kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset osób. Czy to jest dobry pomysł?

Wiele lat prowadziłam treningi grupowe, ale jeśli miałabym wybierać, to na co dzień zdecydowanie bardziej wolę treningi indywidualne, gdzie w 100% mogę skupić się na osobie. Każdy jest inny i ma zupełnie inne potrzeby oraz cele. Najważniejsza jest technika, a prowadząc zajęcia dla dziesiątek czy setek ludzi, jest to trudne. Przykładam ogromną wagę do tego, by każde ćwiczenie wykonywane było prawidłowo. Każdy niewłaściwy ruch może spowodować kontuzję. Poza tym tylko dobrze wykonywane ćwiczenia przynoszą właściwy efekt. Można zrobić dziesiątki brzuszków, ale jeśli będą źle wykonywane to – co najwyżej – będziemy odczuwać napięcie w szyi, a brzuch nadal będzie nieruszony.

Fot. Daniel Koper

Wiele osób rezygnuje z trenera personalnego ze względu na koszty…

Cóż, jeśli domowe sposoby na przeziębienie nie pomagają, to i tak prędzej, czy później pójdziemy do lekarza, prawda? Nawet jeśli nie mamy środków, by stale trenować z trenerem, możemy na przykład umówić się na kilka treningów, w trakcie których trener pokaże, jak prawidłowo wykonywać ćwiczenia, które potem będzie można wykonywać samodzielnie.

Wracając do treningów grupowych, pamiętajcie, że każda aktywność fizyczna jest lepsza od nie robienia niczego, ale takie grupowe zajęcia są dla ogółu, więc patrząc długodystansowo, oczywistym będzie to, że mogą nie być dobrymi/właściwymi dla osiągnięcia naszych indywidualnych celów. Inną kwestią jest, jeśli spojrzymy na treningi masowe pod kątem dobrej zabawy czy wzajemnej motywacji. To na pewno działa! Sama uwielbiam treningi crossfit, rywalizację i trening w grupie.

Trenujesz wiele osób, w tym m.in. Anię Dereszowską, świetną aktorkę, która znana jest ze swojej aktywności sportowej. Czy dzięki temu jest Ci łatwiej? Twoja podopieczna jest lepiej zmotywowana?

Ania jest fighterką! Uwielbiam z nią ćwiczyć, nigdy nie narzeka, nigdy się nie poddaje, nawet jeśli będę kazać jej zrobić tysiąc brzuszków, to wiem, że mimo braku sił, będziemy tam siedzieć do końca! To, że jest osobą publiczną, po części jest trudniejsze, bo jest moją wizytówką i ludzie jeszcze bardziej oceniają moją pracę. Z drugiej strony, pracujemy już trochę ze sobą, zaufała mi jako trenerowi i mimo jej braku czasu, wynikającego z intensywnego życia, nadal ćwiczymy razem. Skończyły się wakacje, rytm życia wraca do normalnego, więc będziemy się częściej widywać.

Ania Dereszowska bardzo ceni sobie Wasze wspólne treningi. Uważa, że jesteś najlepszą swoją wizytówką i gdyby miała wyglądać tak, jak Ty to mogłaby ćwiczyć nawet codziennie. Co Ty na to ?

Bardzo mi miło, że Ania tak o mnie mówi. Przez kilka miesięcy współpracy trochę ją poznałam i wiem, że ona nie znosi nudy, rutyny. Mam to oczywiście na względzie, więc każdy nasz trening wygląda inaczej. Nasze minimum to 3 treningi tygodniowo, ale na szczęście Ania kocha sport, więc namawiam ją, by w pozostałe dni również była aktywna. Na szczęście ona kocha sport: bieganie, rower, basen, jazda konna, a zimą jazda na nartach. Ta różnorodność pozwala jej czerpać radość z każdej formy ruchu.

Fot. Daniel Koper

Jesteś trenerką, która bardzo chętnie współpracuje ze specjalistami – dietetykami, rehabilitantami, etc. Dlaczego?

Rozpoczęcie treningów, to praca zarówno z ciałem, jak i z głową. Co oznacza, że trzeba to robić mądrze i odpowiedzialnie. Dzięki mojemu wykształceniu i doświadczeniu wiem, że mogę taką współpracę podjąć w zakresie trenowania. Natomiast równolegle podczas procesu zmiany trzeba też konsultować się z fizjoterapeutą, który poleci odpowiednie techniki i ćwiczenia rozciągające. Lepiej zapobiegać niż leczyć, prawda? ? Dzięki temu uprawiany sport będzie bezpieczny.

Współpracuję na co dzień z Fundacją Sport Support, która promuje sport i edukuje jak uprawiać go bezpiecznie. Prezes Fundacji, Krzysztof Guzowski, jest dla mnie w tej dziedzinie prawdziwym guru. Z kolei dietetyk jest ważny, bo w zależności od rodzaju ćwiczeń ułoży nam odpowiednią dietę. Innej potrzebuje ktoś, kto chce zredukować tkankę tłuszczową a innej ktoś, kto chce rzeźbić swoje ciało. Polecam Ewę Borowską, która oprócz tego, że jest dietetykiem, jest również psychodietetykiem, więc pomoże również tym, dla których kwestia schudnięcia mocno siedzi w głowie. Mimo, że posiadam wiedzę zarówno w zakresie dietetyki, jaki i fizjoterapii, absolutnie nie czuję się ekspertem. Dlatego tak chętnie zarówno ja, jak i moi podopieczni korzystamy z porad specjalistów. Dzięki temu możemy w 100% pomóc ludziom w osiągnięciu ich celów.

Zostałaś niedawno ambasadorką marki sportowej – IQ Sport. Czym ona się wyróżnia?

IQ to polska marka, która jest dosłownie dla każdego. Co najmniej pół życia spędziłam trenując, więc komfort i wygoda na treningu są dla mnie najważniejsze, takie są właśnie rzeczy IQ. Do tego są ładne i na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Fot. Daniel Koper

Jakie powinno być odpowiednie ubranie do ćwiczeń? Czy powinno ono zależeć o rodzaju sportu jaki się uprawia, czy też wystarczy, że jest wygodny?

Na pewno zależy od rodzaju uprawianego sportu. Strój sportowy musi być wygodny, ćwicząc chcę skupić się na treningu, a nie na tym, że coś mnie uwiera lub muszę przy każdym ruchu poprawić legginsy. Ważna jest też tkanina, z której jest uszyta. Podczas pocimy się – tkanina powinna „oddychać”.

Czy jako trenerka zwracasz uwagę na „walory estetyczne” ubioru, czy to się kompletnie nie liczy?

Jestem kobietą, więc skłamałabym, mówiąc, że „walory estetyczne” nie są dla mnie ważne. Powiem tak… przede wszystkim stawiam na komfort, a intensywny, wartościowy trening są dla mnie priorytetem. Na pewno jednak ładne ubranie, w którym podobamy się sobie, podniesie odrobinę poczucie naszej wartości. Niech lustro, w które patrzymy, będzie naszym motywatorem.

Fot. Daniel Koper


Artykuł powstał we współpracy z marką IQ Sport


Zobacz także

Legenda o niewidzialnej nici, która łączy dwoje przeznaczonych sobie ludzi. Może czasem warto w nią uwierzyć?

Jak uniknąć kochania „niewłaściwej” osoby? Wybierz tego, który…

Zanim zdecydujesz się odejść, spróbuj to jeszcze naprawić. Miłość zwyczajna jest bardziej magiczna niż ta, o której marzysz