Moje, twoje, nasze… Żeby to miłość, a nie pieniądze, była najważniesza

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 września 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Według psychologów, kluczem do udanej, dojrzałej relacji jest umiejętność rozmawiania  z partnerem o pieniądzach. Dla wielu z nas jest to jednak ciągle zbyt trudne. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego pieniądze częściej stają nam na przeszkodzie w budowaniu szczęśliwego, zdrowego związku niż pomagają w uwiciu wspólnego gniazdka i zdobyciu upragnionego poczucia materialnego bezpieczeństwa?

Moje, twoje i jeszcze jej

Na początku nic nie zwiastowało problemów. Kiedy Iwona spotkała Maćka, nie przeszło jej przez myśl, że kwestie finansowe będą miały tak destrukcyjny wpływ na ich związek. Oboje mieli dzieci z poprzednich związków. Mieli także liczne przykłady znajomych „po przejściach” wokół, byli więc przygotowani na pewne wyzwania. Ale niekoniecznie na to, co miało się wydarzyć, zwłaszcza, że oboje zarabiali podobne kwoty.

Bardzo szybko Iwona zdała sobie sprawę z tego, że Maciek wydaje więcej pieniędzy na swoją byłą żonę i dwie córki niż dokłada do wspólnego budżetu. Często prezentował dzieciom drogie podarunki, nieraz kupował niezbędne domowe sprzęty, z reguły, te z wyższej półki cenowej. Zdarzało się, że ratował z finansowej opresji byłą partnerkę.

„Kiedy zrobiłam mu o to  awanturę, oskarżył mnie, że jestem bez serca, że ​​nie obchodzi mnie, że one mają kłopoty”– opowiada Iwona.  Pomimo jej zastrzeżeń, Maciek nadal płacił za wszelkiego rodzaju domowe wydatki byłej żony, w tym naprawy samochodu, pianino dla dzieci, czy gadżety kuchenne.

Powoli obsesją Iwony stało się wyliczanie i porównywanie, ile pieniędzy Maciek wydał na „tamten dom”, a ile na ich wspólne gospodarstwo domowe. Gwoździem do trumny tego związku było opłacenie przez Maćka wakacji byłej partnerce i dzieciom, kiedy okazało się, że na wyjazd z Iwoną, chwilowo nie ma już środków.

Nie byłoby w postępowaniu Maćka nic niewłaściwego, gdyby po prostu, jako były mąż i ojciec upewniał się, że jego dzieci mają zapewnione bezpieczeństwo finansowe.  On jednak za pomocą pieniędzy próbował wynagrodzić im rozstanie z ich matką oraz nieobecność w ich codziennym życiu.  Do czasu, aż Iwona zdała sobie z tego sprawę, ich związek się rozpadł. Można było temu zapobiec, gdyby tylko oboje przedyskutowali otwarcie kwestie swoich wydatków. Niestety, choć wiele kobiet ma dziś ten rodzaj niezależności finansowej, o której nasze matki mogły tylko marzyć, wspólne pieniądze to dla zdecydowanej większości ciągle jeszcze temat tabu.

Pieniądze dają władzę i kontrolę – mówią psycholodzy. W związku, który nie funkcjonuje prawidłowo, wykorzystujemy je jako broń przeciwko drugiej osobie albo element szantażu. Badania mówią o tym, że około 70 procent małżeńskich problemów powodują ma swoje źródło w kłopotach finansowych. Atmosfera, w której toczą się rozmowy o pieniądzach, lub  której się ten temat przemilcza może być „barometrem partnerstwa” w związku.

Ustalenia finansowe między partnerami, lub ich brak, odzwierciedlają najgłębsze przekonania o sobie, o ich relacji oraz ich miejscu i roli w związku. I nie ma tu znaczenia, czy, czy pieniędzy jest dużo. Chodzi o wzajemny stosunek do siebie i nasze wewnętrzne przekonanie o tym, na co w związku zasługujemy.

Napięcia mogą łatwo powstać również wtedy, gdy dwie osoby mają różne podejście do tego, czym właściwie dla nich są pieniądze, a najczęściej wtedy, gdy między partnerami istnieje zarobkowa dysproporcja. Warto też  zwrócić uwagę na „zapalne punkty finansowe” – zmiany życiowe, które wpływają na dochód, takie jak rezygnacja pracy, urlop macierzyński, albo podwyżki.

Wiele z naszych przekonań dotyczących pieniędzy wiąże się z naszą potrzebą bezpieczeństwa. Jeśli „uboższy” partner staje czuje się zobowiązany wobec „bogatszego” może to doprowadzić do tego, że przyjmie on w związku rolę ofiary,  ponieważ konieczność proszenia o pieniądze jest jedną z najbardziej upokarzających rzeczy w relacji dwojga ludzi.

Ile ty właściwie wydałaś?

To było w przypadku Justyny i Pawła, którzy byli małżeństwem przez 11 lat przed narodzinami ich bliźniaków. „Kiedy podjąłem decyzję, aby zostać w dziećmi w domu, skupiłam się po prostu na tym, by być, być dla moich synów” – mówi Justyna.  „Nie wzięłam pod uwagę konsekwencji finansowych i tego, że od teraz  mam prosić męża o pieniądze na zakup nowej sukienki lub na wyjście z przyjaciółką.” Do tego czasu para zawsze zachowywała oddzielne portfele i konta, przelewając pieniądze na wspólny rachunek, z którego pokrywali wydatki na gospodarstwo domowe.  „Nigdy wcześniej nie kłóciliśmy się o pieniądze, dopóki nie rzuciłam pracy” – opowiada Justyna. Paweł stawał się coraz bardziej skąpy i zaczął wydzielać mi pieniądze, ograniczał kwoty, które mogłam wypłacić sobie z bankomatu. Czułam się jak wtedy, kiedy miałam 14 lat i musiałam prosić tatę o dodatkowe kieszonkowe.

Dopiero podczas terapii małżeńskiej Justyna zdała sobie sprawę, z tego, że brak niezależności finansowej obudził w niej na nowo głęboko zakorzenione lęki. Póki co, para zdecydowała się ustalić stałą, miesięczną kwotę pieniędzy, jaką każde z nich może wydać na siebie. „To nie jest jeszcze szczyt moich marzeń, ale dało mi więcej poczucia wolności i poprawiło moje samopoczucie.” – mówi Justyna.

Im bardziej jesteśmy zależni finansowo od swoich partnerów, tym bardziej prawdopodobne jest, że będziemy się uciekać do drobnych oszustw, takich jak nieprzyznawanie się do jakiegoś droższego zakupu, ukrywanie prawdziwej ceny itd.  Jednocześnie mniejsze jest prawdopodobieństwo, że będziemy wobec partnera niewierni.

Pamiętajmy, niezależnie od tego jak bardzo się kochamy i jak romantyczną wizję miłości mamy, kwestie finansowe warto przedyskutować już na samym początku związku. Pozwoli nam to oszczędzić sobie rozczarowań i ograniczyć nieporozumienia.


Piwo nie pasuje do kobiety? Bzdura!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 września 2016
Fot. iStock / mihailomilovanovic
Fot. iStock / mihailomilovanovic
 

No właśnie, piwo postrzegane jest jako niekobiece, w przeciwieństwie do kieliszka wina w dłoni, czy szklaneczki bursztynowego trunku z lodem. Warto to zmienić, z kilku ważnych powodów. Nie będę nikogo zachęcać do popadania w skrajność i wypijania pięciu „browarów” na raz, ale jedna szklanka (nie dwie, dwie i pół – tylko jedna!) piwa dziennie zdziała wiele dobrego dla organizmu.

Jedno piwo dziennie?

Zapewne kojarzycie angielskie przysłowie „one apple a day, keeps the doctor away”. Prawdę mówiąc, to samo można napisać o piwie. Jest ono bogatym źródłem przeciwutleniaczy, witamin z grupy B, witaminy PP, kwasu foliowego, a także minerałów (wapń, żelazo, magnez, fosfor, potas, sód, cynk).

1. Antynowotworowa siła

Szczególną uwagę badaczy zwrócił pozyskiwany z chmielu ksantohumol, zaliczany do związków flawonoidowych. Potwierdzono jego właściwości antynowotworowe, przeciwdrobnoustrojowe, antymalaryczne i przeciwwirusowe. Ksantohumol wprowadzono do obiegu jako suplement diety, działający tak jak estrogenowa terapia zastępcza dla kobiet w okresie menopauzy, przy profilaktyce raka, hamowaniu wzrostu nowotworu, zwiększeniu metabolizmu wątroby i jelit oraz wpływu na metabolizm glukozy i lipidów (wpływ na odchudzanie). 

2. Chroni twoje serce

Z żywieniowego punktu widzenia, piwo zawiera więcej białka i witamin z grupy B niż wino. Zawartość przeciwutleniaczy w piwie jest równoważna z winem, ale konkretne przeciwutleniacze są różne. Umiarkowane spożycie piwa, wiąże się z niższymi wskaźnikami chorób układu sercowo-naczyniowego. Jego spożywanie może prowadzić do zmniejszenia ryzyka rozwoju miażdżycy naczyniach krwionośnych, oraz zmniejsza ryzyko wystąpienia zatoru, np. w mózgu. Co więcej, piwo pomaga zwiększyć poziom dobrego cholesterolu we krwi, co poprawia kondycję naczyń krwionośnych.

3. Wspomaga pracę nerek

Piwo znane jest z właściwości moczopędnych, ponieważ składa się w 90% z wody, zawiera niewielkie ilości sodu, i sporo potasu. Wspiera tym samym proces wydalania i ograniczasz ryzyko powstania kamieni nerkowych aż o 40%

4. Wzmacnia układ nerwowy

Piwo przyspiesza proces powstawania komórek nerwowych, co poprawia pamięć. Krzem obecny w trunku wspomaga wydalenie z jelit toksycznych metali, odpowiedzialnych za choroby zwyrodnieniowe układu nerwowego.

5. Poprawia trawienie

Piwo często bywa pomocne w zaparciach, ze względu na zawartość błonnika. Piwo powstaje w wyniku fermentacji, wspomaga więc rozwój dobrej flory bakteryjnej w jelitach i pozwala unormować pH w żołądku.

6. Osłabia procesy starzenia

Co prawda, nałogowi alkoholicy dają swoim wyglądem zupełnie inne świadectwo, ale przy rozsądnym spożyciu piwa, zawarte w nim flawonoidy dbają o kondycję komórek ciała. Cechują się one zdolnością wymiatania wolnych rodników, a więc zdolnością do redukowania stanów zapalnych. To gwarantuje zdrowsze funkcjonowanie i wolniejsze procesy starzenia.

Warto sięgać częściej po piwo, ale w granicach rozsądku, bo tylko wtedy korzyści będą zdecydowanie górowały nad zagrożeniami.


źródło: www.powerofpositivity.comkrokdozdrowia.pl


Nasza niezwyczajna Miss Świata. Poznajcie Iwonę Cichosz, Najpiękniejszą wśród Głuchych

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 września 2016
Fot. Michael J. Samaripa
Fot. Michael J. Samaripa
 

Burza rudych loków, ciepłe spojrzenie ciemnych, dużych oczu. Mówią o niej, że jest niezłomna, ona sama potwierdza, że ma duszę wojowniczki.  Z całą pewnością wyróżnia ją niezwykłe wnętrze i wszechstronność zainteresowań. Kocha się sprawdzać, dlatego wzięła udział w programie „Mam talent”.  Pracuje w migam.pl, chodzi na szczudłach, gra w teatrze. Bo teatr, a zwłaszcza pantomina, ją fascynuje. Jest aktorką, tłumaczem i właśnie zdobyła tytuł Miss Deaf International. Jest bohaterką filmu dokumentalnego „Znaki” w reżyserii Wojciecha Klimali, pierwszego polskiego filmu o kulturze głuchych. Nie słyszy od urodzenia. Zapraszamy na inspirującą rozmowę z Iwoną Cichosz.

Anna Frydrychewicz: Czym jest dla Pani kobiecość?

Iwona Cichosz: Dla mnie kobiecość to świadomość swojego ciała, swojej seksualności, podkreślanie swoich atutów, dbanie o siebie na co dzień, a co najważniejsze akceptowanie samej siebie, pomimo wszystkich drobnych wad.

A co jest fajnego w kobietach?…

W kobietach najbardziej cenię pewność siebie, wyrażanie swoich myśli wprost, niezależność, poczucie humoru oraz dystans do siebie.

W życiu napotykamy różne ograniczenia. Czuła się Pani dyskryminowana częściej ze względu na swoją niepełnosprawność, czy ze względu na płeć?

Niestety, więcej ograniczeń napotykam jako osoba Głucha. Kiedyś na przykład szukałam pracy. Przeszłam cały proces rekrutacyjny, aż do momentu gdy poproszono mnie o numer telefonu. Odmówiłam z powodu niedosłuchu i dlatego pracodawca natychmiast stracił zainteresowanie moją kandydaturą. Ale jako kobieta nigdy w życiu nie spotkałam się z dyskryminacją bądź ograniczeniem.IMG_1087

A to, co wewnątrz, może ograniczać? 

Większość ludzi myśli, że łatwo mi przychodzi bycie optymistką na co dzień. Prawda jest taka, że często walczę ze sobą, żeby nie popaść w ciemną stronę. Codziennie mówię sobie: bądź pozytywnie nastawiona do świata pomimo przeciwności, a życie jakoś się ułoży i do tej pory to się sprawdza. Mocno wierzę w siebie i w moc pozytywnego myślenia. Oczywiście, czasem pozwalam sobie na upust emocji, w końcu jestem tylko człowiekiem.

Wzięła Pani udział w konkursie piękności dla osób niedosłyszących. Dlaczego?

W 2008 roku po zdobyciu tytułu Miss Deaf Poland pojechałam do Pragi na wybory Miss Deaf World. Niestety pierwszego miejsca nie zdobyłam, a jedynie wyróżnienie. Z natury jestem wojowniczką i walczę, więc po prostu odłożyłam tę kwestię na później. Skupiłam się na innych rzeczach, rozwijałam się. Kiedy w tym roku dostałam zaproszenie, zrozumiałam, że jest to idealny moment dla mnie. Miałam wsparcie finansowe od firmy Migam, w której pracuję. Do tego jednocześnie rozpoczęto kręcenie filmu dokumentalnego „Znaki”, który jest o moim życiu. Dlatego pomyślałam „teraz albo nigdy” i pojechałam na konkurs Miss Mister Deaf International. Tym razem wiedziałam, co mnie czeka, jakie obowiązują reguły i byłam dobrze przygotowana. Myślę, że do tego konkursu musiałam po prostu dojrzeć, bo odpowiedzialność z noszenia korony jest duża i nie wiem, czy 8 lat temu bym podołała.

Ten konkurs różni się czymś od tych, które znamy z telewizji?

Konkurs prawie niczym nie różni od zwykłych konkursów, oprócz języka, w którym się go prowadzi – języka migowego. Wśród punktowanych elementów brana jest także pod uwagę znajomość języka migowego oraz tożsamość osoby głuchej.

A może Pani opisać trochę świat osób Głuchych? Jaki on jest?

Nasze światy różnią się tym, że my nie mamy dostępu do pełnej informacji np. w telewizji (nie ma napisów, tłumacza języka migowego przez 24h). Na dworcu PKP często pociąg mi uciekał, bo nie słyszałam komunikatu o zmianie peronów. Kiedy wymaga tego sytuacja i musimy porozumiewać się z druga osobą w sytuacjach formalnych np. w urzędach, zdarzało się, że obsługa nie miała cierpliwości. Albo po prostu brakowało im świadomości czy wiedzy, jak rozmawiać.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

To co możemy zrobić, żeby spotkanie tych naszych dwóch światów nie było trudne?

Te problemy można rozwiązać korzystając z narzędzi takich jak videotłumacz oferowany przez firmę, w której pracuję. Ponadto, żeby łatwiej budować relacje pomiędzy naszymi światami warto edukować słyszących ludzi o podstawowych zasadach komunikacji z nami oraz wprowadzić naukę polskiego języka migowego w szkołach. Łatwiej słyszącym nauczyć się migać, niż głuchym mówić.

Skąd w Pani tyle pasji dla teatru?

Zawsze lubiłam stać na scenie i odgrywać różne role. Teatr to dla mnie oderwanie od rzeczywistości, testowanie swoich umiejętności, przekraczanie swoich granic, kontakt z widownią, dawanie im radości. Trudno to opisać. Dzięki teatrowi nabrałam pewności siebie, nauczyłam się selekcjonować krytykę na dobrą i złą, uodporniłam się na hejty. Teatr nauczył mnie dyscypliny i pokory oraz doceniania małych rzeczy.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

A poczucie bezpieczeństwa? Co je Pani daje?

Świadomość, że mam wokół siebie ludzi na których zawsze mogę polegać. To oni mnie wspierali, gdy miałam złe momenty w życiu. Moje sukcesy w dużej mierze zawdzięczam im.

Życiowymi wyborami pokazała Pani, że stawia na rozwój osobisty…

Przez pewien okres w moim życiu zapomniałam o sobie, byłam skupiona na innej osobie i innych rzeczach. Niestety efekt był taki, że wszystko mnie drażniło, nie byłam szczęśliwa, nie wiedziałam czego chcę. Aż do momentu, gdy pewna osoba mi uświadomiła powagę sytuacji i to mnie otrzeźwiło. Zajrzałam w głąb siebie, zapytałam siebie co chcę robić w życiu i skoczyłam w przepaść.

Dosłownie?

Zostawiłam za sobą stabilne życie, partnera, teatr – wszystko po to, żeby odnaleźć siebie. To była najtrudniejsza, a zarazem najlepsza decyzja w moim życiu. Od tego momentu moje życie nabrało tempa, rozwinęłam skrzydła, realizowałam swoje cele jako ja – Iwona Cichosz. Czasem warto zaryzykować wszystko i postawić na jedną kartę. Teraz już wiem, że ja jestem najważniejsza, bo to ze sobą jestem związana całe życie, a potem dopiero liczą się inni ludzie.

Jak przekonać inne kobiety, by nie rezygnowały z siebie?

Powiedziałabym im: Kochane kobiety, znajdźcie coś co Was pasjonuje, kręci i kierujcie się tą drogą. Możecie jeździć na szkolenia, konferencje, warsztaty, czytajcie książki, cokolwiek, byle tylko nie zapomnieć o swoich potrzebach. Życie jest za krótkie, żeby zajmować się czymś, czego nie lubicie.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne


Zobacz także

Fot. iStock/swissmediavision

W twoim życiu wszystko idzie źle? 8 rzeczy, o których zawsze powinnaś pamiętać, gdy jesteś w kryzysie

Fot. iStock/MariaDubova

Autyzm i współczesna medycyna. Bilans biologiczny jako metoda prewencyjna w leczeniu objawowym autyzmu

Fot. iStock /  Joey Boylan

Znasz mnie od 20 lat, a jednak nie znasz wcale. To jakbym w ogóle nie istniała