„Nie mogę spać, nie mogę jeść, myślę o tym, że mógłby teraz być z kimś innym”. Wykańcza ją obsesyjna zazdrość

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
9 lutego 2018
Następny

Zadzwoniła do mnie przyjaciółka. „Pomóż mi – mówiła łamiącym się głosem – „Dzieje się coś niedobrego. Nie mogę spać, nie mogę jeść, kiedy wiem, że on ma jakieś spotkanie, że tam będą inne kobiety. Boję się, że wariuję”. Marta zawsze była zazdrosna, ale przy K. ześwirowała kompletnie. Co najgorsze, dusi to w sobie, dławi, bo obawia się jego reakcji. Już jeden związek rozpadł się przez jej ciągłe podejrzenia i wybuchy. Ale K., miłość jej życia, tego nie wiedział. Nie może się dowiedzieć, bo na pewno ucieknie. Zostawi ją, znajdzie sobie kogoś. O ile już nie znalazł.

Martą targają wątpliwości i zjada ją niepewność co do siebie samej. Przecież, jeśli on przypadkiem teraz na swojej drodze spotka kogoś wyjątkowego (a każdy jest jej zdaniem bardziej interesujący niż ona), to nie będzie się zastanawiał. Może trochę poudaje miłość, z litości, bo będzie mu jej żal.

Tymczasem K. to naprawdę fajny człowiek, kocha Martę i potrafi to uczucie pięknie okazać swoją troską, opieką, miłością. Każdy poza nią to widzi. A poza tym jest mądry i to ją w nim chyba najbardziej pociąga. Jasne, że może się podobać innym kobietom, ale wydaje się być szczęśliwy w związku z tą jedną. I planuje z nią wspólną przyszłość. Dwa miesiące temu zaproponował, by ze sobą zamieszkali, poznał też rodzinę Marty i przedstawił ją swojemu ojcu. Jest kimś, kto budzi zaufanie. Kto poważnie traktuje relacje i związki.

Jednak Marta nie może uwierzyć, jak to się stało, że ktoś taki, jak on wybrał właśnie ją. Ona nie widzi ich relacji jako historii dwójki wspaniałych osób, które się poznały i pokochały, dwójki wartych siebie ludzi, ale jako jakiś niesamowity bonus od losu, kredyt zaufania od opatrzności, który teraz ona musi z procentem oddawać. Musi udowodnić, że na niego zasłużyła. Żyje w strachu, że on zniknie, że bańka pryśnie. Albo że to był tylko sen.

Co takiego się dzieje? Wszystko. Bo K. ma pracę „z ludźmi” , taką, gdzie trzeba się dużo spotykać, dużo rozmawiać. Jego kalendarz zapełniony jest spotkaniami, szkoleniami, lunchami w modnych miejscach. A czasem i służbowymi kolacjami z partnerami finansowymi. Taka praca.

Czy K. daje Marcie jakieś powody do zazdrości? Nie. Bo też nie jest typem flirciarza. Nie uśmiecha się do kobiet z którymi rozmawia „w ten” sposób, nie mruga do nich porozumiewawczo, nie utrzymuje kontaktów „pozasłużbowych” ani żadnych innych poza godzinami pracy. Jest w porządku wobec osoby, którą kocha.

strona 1 z 2
czytaj dalej

Wyjść, zamknąć za sobą drzwi i zniknąć. Dlaczego każda matka potrzebuje czasem powiedzieć „dosyć, nie ma mnie”

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
26 lutego 2018
Następny

Poniedziałek. Wybiegam z dziećmi do szkoły. Mróz szczypie policzki, łzy same napływają do oczu. Nie tylko im, mnie również. Trochę z zimna, trochę ze szczęścia, że to już, że oni zdrowi, że nikt nie dostał w nocy gorączki, kataru ani niepokojącego kaszlu. Że nikt nie obudził się z wysypką. Biegnę do tej szkoły jak po upragnioną wolność. I nie oceniajcie mnie źle, ale po weekendzie z córką i synem (tak, wychowuję ich sama) potrzebuję kilku godzin samotności. Po prostu potrzebuję!

Choć chyba najtrudniejsze są te tygodnie, kiedy zostają ze mną chorzy, oboje. Siedem dni spędzone w domu z dwójką dzieci w różnym wieku, a więc o różnych potrzebach rozrywkowych, opiekuńczych z różnym zestawem leków i z postawą „teraz zajmij się mną”… Ten kto przeżył – wie. Oni nabierają sił, zdrowieją, krzepną, na koniec są już oczywiście całkowicie zdrowi. Ty nadajesz się do sanatorium. Ostatecznie w domu rodzinnym, z głową na kolanach własnej matki. Żeby choć przez chwilę ktoś się tobą zajął…

Marzę o tym, żeby móc rzucić to wszystko i wyjechać choć na kilka dni. Fantazjuję o dziadkach, którzy sami proponują, że zabiorą wnuki na przedłużony weekend. Choćby nawet przedłużony do tygodnia. W wyobraźni roztaczam wizje nocy przespanej od samego początku do samiutkiego końca, samotnych spacerów po plaży w nadmorskich miasteczku albo wycieczkach górskich, tych które odbyłam sto lat temu, czyli „przed dziećmi”.

Moja psychika potrzebuje odpoczynku, bo zaczynam wariować, być złą matką, smutną i zdenerwowaną osobą, kimś, na kogo nie chce mi się patrzeć. Czy ktoś ma podobnie?

Kocham moje dzieci, uwielbiam je. Oprócz tego, że czuję się za nie odpowiedzialna, uważam je za cudowne osoby, z którymi można bardzo fajnie pogadać, dobrze spędzić czas, za kogoś, dzięki komu mogę się wiele o sobie nauczyć. Ale nie oszukujmy się, samotne wychowywanie dzieci wymaga podwójnej dawki energii i emocji. I czasem każdy z nas potrzebuje na chwilę zniknąć, każdy potrzebuje być sam na sam ze sobą, żeby przypomnieć sobie o swoich potrzebach, o tym, co lubi robić. Po to, żeby w spokoju poczytać książkę. Po to, żeby usłyszeć swoje myśli, spotkać się z przyjaciółmi i porozmawiać z nimi tak, jak dawno nie miałaś okazji rozmawiać – nie ściszając głosu mówiąc o nowym chłopaku waszej znajomej.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Żeby z nim zostać, musiałaby być jego matką. Wiecznie uśmiechniętą wbrew swoim emocjom, wiecznie tłumaczącą jego zachowanie

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
8 lutego 2018
iStock/ JayKay57
Następny

Kiedy pojawiła się w jego życiu, już od samego początku wiedziała, jak ważna jest mama. Jego mama. Tu nie chodziło jednak o taką zwykłą, „poradnikową” więź matki z synem. Tu chodziło bardziej o to, że ta więź była jednostronna. Cokolwiek zrobił, mama zawsze go tłumaczyła. Cokolwiek powiedział, łagodziła przed wszystkimi znaczenie jego słów, tłumaczyła, zażegnywała konflikty. Nieważne, że skończył 35 lat. Był jej synem. Uważała, że jest mu to winna.

Kasia zakochiwała się w nim stopniowo, w miarę odkrywania, jak bardzo się od siebie różnią – ona  i on. I kochała to jego „już teraz”, kiedy wszystko musiał mieć wtedy, kiedy chciał. Bo ona była inna – powolna, cierpliwa. Dziwiło ją, że on ją taką kocha, zawsze racjonalną, starającą się szukać logicznych argumentów. Szybko wzięli ślub, oboje byli już po trzydziestce, oboje chcieli wspólnego domu, czegoś „na stałe”. Może dzieci.

Z teściową nie miała konfliktów. Odkąd ją poznała uważała ją z przychylną sobie, życzliwą, miłą, pomocną. Kasi rodzice mieszkali daleko, dobrze było więc wiedzieć, że w razie problemów mama Marcina jest blisko, że można na nią liczyć. Uśmiechnięta, ciągle pracująca zawodowo, nie narzucała się im, jak teściowe koleżanek Kasi, nie wydzwaniała do Marcina codziennie. Od czasu do czasu zapraszała ich na wspólny obiad lub spacer. Można powiedzieć, że się polubiły.

Problemy w małżeństwie Kasi zaczęły się po dwóch latach od ślubu. Może trochę wcześniej, ale tego nie zauważyła od razu. Przełomowy był wieczór, kiedy się mocno rozchorowała, a on wyszedł na umówiony mecz z kolegami. Gdyby to był zwykły katar, kaszel, nic takiego by się nie stało. Ale ona miała silną gorączkę, ostre wymioty, paskudny ból brzucha i zawroty głowy. Wzruszył ramionami, zmienił koszulkę i zniknął, by wrócić przed północą

Zadzwoniła do teściowej. Nieszczęśliwa, obolała poprosiła o leki, poskarżyła się na męża, że się nie zainteresował, że wyszedł. To, co usłyszała, wprawiło ją w osłupienie. „Musisz go zrozumieć – tłumaczyła jej teściowa – on musi odpocząć od pracy, zrelaksować się, nie możesz zamykać go w domu. Przecież ja mogę się tobą zająć”. Odpuściła, nie miała siły tłumaczyć, że oni wzajemnie dają sobie wiele przestrzeni, a tego dnia po prostu potrzebowała opieki męża. Że tak bardzo bolało, że bała się zostać sama. Ale najgorsze było to jego oziębłe „daj już spokój”, gdy prosiła, by został, tłumacząc jak bardzo źle się czuje. Nie chciała przy sobie jego matki, chciała jego obecności, poczucia bezpieczeństwa, świadomości, że się nią zajmie.

Następnego dnia próbowała z nim rozmawiać, wytłumaczyć, dlaczego to było dla niej takie ważne, ale on nie chciał słuchać. Odebrała za to telefon od teściowej: „Proszę, tylko nie rób mu wyrzutów, to moja wina, nie jego, tak go wychowałam. Ja nie byłam taka delikatna, brałam leki, zagryzałam wargi. A poza tym przecież Marcin dobrze o ciebie dba, niczego ci nie brakuje”

Strona 1 z 2
czytaj dalej