Miłość dojrzała, czyli kiedy ta pierwsza nie jest tą ostatnią

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
15 września 2018
Prawdziwa miłość jest dla realistów. Romantyzm potrafi być męczący...
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Czasami pierwsza miłość nie jest naszą ostatnią miłością. Bywa, że osobę, która sprawia, że czujemy się wyjątkowo i w której towarzystwie jesteśmy po prostu sobą, bez udawania kogoś innego, spotykamy w czwartej, piątej, szóstej dekadzie życia, w takich okolicznościach, w których nie spodziewalibyśmy się znaleźć miłości. Bywa, że schronienie i szczęście odnajdujemy w ramionach osób, które znaliśmy od dawna, ale ich wartość potrafimy docenić dopiero w dojrzałym wieku. Nagle okazuje się, że będąc blisko nich czujemy się dobrze, że ich pocałunki to nie tylko słodycz, ale i ogień. Dojrzała miłość gwiżdże na metrykę.

I zazwyczaj scenariusz jest podobny: po wielu miłosnych rozczarowaniach, wydaje nam się, że nasze serce skamieniało, że nic dobrego nas już nie spotka. A potem zjawia się on lub ona – wolni , spokojni, mądrzejsi niż kilkanaście lat wcześniej. I wciąż gotowi, by kochać. Mocno.

Dojrzałość osobista, emocjonalna, dojrzałość do dobrego związku opartego na szacunku, chęci zrozumienia, na akceptacji i wolności nie ma nic wspólnego z tym, ile masz lat, ale zależy od przyjętej przez ciebie życiowej postawy, a także od tej mądrości emocji, której niektórzy nie osiągają wcale. To nie rok urodzenia decyduje o dojrzałości, ale nasze doświadczenia oraz nasza umiejętność uczenia się na nich.

Nasze doświadczenia nie są obciążeniem, wręcz przeciwnie dodają nam mądrości, która pozwala budować coś wyjątkowego. I cieszyć tym, co zostało nam dane, zamiast martwić o to, co może się wydarzyć w przyszłości. Miłość nie ma wieku, serce nie ma zmarszczek; miłość jest intensywna, czysta i zawsze młoda.

Pary, które są wystarczająco dojrzałe, wiedzą dobrze, jak to jest być stale zakochanym; Właśnie dlatego to, czego chcą na tym etapie swojego życia, jest czymś znacznie głębszym, ale także o wiele delikatniejszym. Dążą do intymności, do dzielenia się swoimi wewnętrznymi przeżyciami, tym wszystkim, co nie potrzebuje słów, co się po prostu rozumie, gdy osiąga się pewien stopień bliskości.

Chcą wykorzystać wspólne przestrzenie, jednocześnie szanując wolności dla każdej ze stron. W ten sposób budują więź tak silną, że nie muszą się sprawdzać, zapewniać o swojej miłości. Oni wiedzą, czują ją na każdym kroku. Oni już znaleźli.

Erich Fromm powiedział, że miłość to sztuka. Miłość to sztuka, ponieważ wymaga wysiłku; to jak nadanie kształtu rzeźbie dłutem  lub malowanie, kiedy każdy ruch pędzla nadaje odpowiednią perspektywę, kolor, wizję.

Dojrzała miłość, która wydarza się, gdy młodość należy już do przeszłości, jest dobrym rzemieślnikiem emocji, ponieważ kiedy się zakochujemy bardziej świadomie, nie musimy już sobie niczego udowadniać i wiemy dokładnie, czego chcemy.


Mówiłeś, że bez ciebie nic „nie ogarnę”. Zobacz od roku „ogarniam” życie, dzieci, dom

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
30 września 2018
Bo to zła kobieta była. 7 zdroworozsądkowych zachowań, za które bywamy potępiane przez innych
Fot. iStock/MariaDubova
 

Moje niepoukładane życie bez Ciebie trwa już rok. Tak, minął rok o naszego ostatecznego rozstania, i choć pewnie trudno Ci w to uwierzyć, nagle okazało się, że jednak można żyć bez tej drugiej osoby, którą się tak bardzo kochało. Że to, co wydawało się niewyobrażalne, nagle staje się codziennością. Że nie potrzebujesz już tego, kto przez kilka lat znajdował się  centrum twojego wszechświata. Że można przyzwyczaić się do nieobecności miłości w twoim życiu. Że można mieć nadzieję, że znajdzie się nową miłość. A nawet, co chyba najważniejsze, że życie w pojedynkę  nie jest w niczym gorsze od życia z kimś. Że, choć zawsze mówiłeś mi: „ty to beze mnie nigdy nie dasz sobie rady, nic nie ogarniesz”, ja „ogarniam” wszystko: przedszkole, szkołę, rachunki, dom, pracę. Życie. Krótko mówiąc, przekonałam się na własne oczy, że nieudany związek jest ciężarem, który jednak trzeba zrzucić, by zobaczyć więcej i zrozumieć, że tak naprawdę jest lepiej.

Nasz dom nie był spokojnym, bezpiecznym miejscem. Był przepełniony chaosem, niepewnością co do tego, co wydarzy się za chwilę. Żył w nim lęk, podniesiony głos, moje wewnętrzne rozedrganie i twoja niechęć do zmian. Zawieszenie w próżni.  Nie było ci dobrze w tym domu, a jednocześnie nie potrafiłeś się przemóc, by to zmienić. To świat miał się przystosować do ciebie. Dzieci, ja – mieliśmy żyć pod twoje dyktando. Co w zamian? Nic. Nigdy nie mogłam wiedzieć na 100%, że plany, które razem robiliśmy, rzeczywiście zrealizujemy. Wakacje, wspólne wyjścia, spotkania, zakupy, szkoła. Wystarczyło jedno twoje słowo, by przekreślić wszystko. Życie z tobą, było wiecznym balansowaniem na krawędzi. Było szaleństwem.

Ale mój dom bez Ciebie jest spokojem. Jest też porządkiem i pewnością, choć nie mam kuchni wysprzątanej na błysk i choć nie odkurzam co wieczór, jak ty to miałeś w zwyczaju (pewnie nadal tak robisz, nawyków trudno się pozbyć).

Mimo tego nieodkurzonego dywanu, ze wszystkim zdążam, wiesz? Nagle łatwiej mi zorganizować czas, bo nie czekam już na ciebie, na to co powiesz, co zdecydujesz, na co się zgodzisz bądź nie. Przestałeś mnie we wszystkim blokować, przestałeś ograniczać. Przestałam układać „plany awaryjne”, na wypadek gdybyś się rozmyślił. Przestałam na ciebie liczyć i brać cię pod uwagę. To zmieniło wszystko.

Przedtem nasze dzieci żyły w strachu. Nie rozumiały tego, co się działo, ale odczuwały każdą komórką ciała, że to je niszczy. Że to niszczy nas. Że nie chcą tak żyć. Oczywiście, płakały, gdy poznały decyzję o rozwodzie. Ale po tych dwunastu miesiącach bardzo się zmieniły. Uśmiechają się, dużo. Nie boją się pokazać emocji. Mówią o tym, co czują. Chcą się starać, chcą być szczęśliwe. Dbają o mnie. Nie chcą powrotu do tamtego domu.

Byłam zależna od ciebie i uwierzyłam, że tylko z tobą uda mi się zbudować rodzinę. Okazało się, że jest zupełnie odwrotnie. Mówiłam ci, że chcę iść do nowej pracy, śmiałeś się: „za takie pieniądze? Nie bądź egoistką”. Nie rozumiałeś, że od czegoś trzeba zacząć, gdy wraca się do zawodowego życia po długim urlopie wychowawczym. Że mój zawód jest inny niż twój.

Dziś, jakoś tak się wszystko poukładało, że mam te obie rzeczy, których z tobą bym nie znalazła, bo Tobie ciągle było za mało. Mam pracę, którą lubię i pensję, która pozwala mi samej utrzymać dom. Jestem niezależna.

Miotasz się, męczysz, wciąż próbujesz udowodnić sobie, że zrobiłeś słusznie odchodząc. Przestań, nie musisz tego robić. Teraz to wszystko nieważne. Nie wiem, co to rozstania z klasą i godnością, nasze z pewnością takie nie było. Nie wiem, co to brak żalu, rozczarowanie, rozpacz, łzy, wściekłość i ból. Kochałam Go, nie mogło być inaczej. Ale to minęło.

Dziś wiem tylko, że zrobiliśmy dobrze. Że to, że związek się kończy, naprawdę może być dobrą decyzją. Że nie ma sensu przedłużać czegoś, co powoduje jedynie cierpienie, co pozbawia nas i nasze dzieci możliwości odczuwania spokoju i bezpieczeństwa. Tak, można zbudować dom w pojedynkę. Można dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa w pojedynkę. Z pewnością burzy to cały twój światopogląd i teorię o tym, że nic nie zastąpi obecności obojga rodziców w codziennym życiu ich dzieci. Ale widzisz, razem nie byliśmy dobrymi rodzicami, nie byliśmy dobrym małżeństwem.

Życzę ci, byś zrozumiał.


Nie licz na „spokojny” rozwód. To bzdura, że teraz wszystko da się dogadać

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
28 lipca 2018
Fot. iStock/weerapatkiatdumrong

Podobno istnieje, choć niewielu go widziało, a rzadko kto – doświadczył. „Pokojowy” rozwód, rozstanie bez wyrzutów, żalu, przepychane, niezdrowych emocji. Powiedzenie sobie z szacunkiem „nie daliśmy rady”, ale nie będziemy teraz obrzucać się błotem, grać dziećmi, szantażować, obrażać. Dla większości z nas to zbyt trudne, prawie niemożliwe. No bo jak to nagle „odpuścić”, gdy wciąż tyle nas łączy? Rozwód odkrywa najciemniejsze strony naszej osobowości i wcale nie jest prawdą, że „wszystko da się dogadać”. Czasem się nie da. I już.

Uczucia

Jeśli jeszcze się tlą, rozwód będzie prawdziwym piekłem, pewnym niespodziewanych wybuchów emocji, o których myślałaś, że już dawno ich w tobie nie ma.

Lepiej, żeby ich nie było. Obojętność to o wiele lepszy, rozsądniejszy doradca niż choćby resztki miłości. Miłość i rozstanie to żal, który popycha nas do powiedzenia zawsze „o jedno zdanie za dużo”. Miłość podjudza zazdrość, gdy on zaczyna układać sobie życie na nowo, ale dla ciebie wstępu do tego życia już nie ma. Nie potrafisz zrozumieć, że można tak się od kogoś odciąć, że przestałaś być twoim światem, że można nad tym rozwodem tak po prosu przejść do porządku dziennego. Nagle rozpaczliwie próbujesz go zatrzymać, tracisz resztki godności. Gdyby był ci obojętny, byłoby o niebo łatwiej.

Nienawiść do byłego partnera działa podobnie jak miłość. Nagle uświadamiasz sobie, jak wielką krzywdę ci wyrządził (nawet jeśli winę za rozpad małżeństwa można by sprawiedliwie podzielić na pół) i ogarnia cię jakaś przedziwna chęć zemsty. Choć z natury taka nie jesteś, odkrywasz nagle, że wobec niego, to właściwie jesteś zdolna to najgorszego.

A może wina rzeczywiście leży po jego stronie i ty nie możesz znieść świadomości, że „jedynie” się rozstaniecie, że on nie poniesie już żadnej innej odpowiedzialności za tę krzywdę, którą ci wyrządził? Jesteś bezradna, bezsilna, zmęczona emocjonalnie do granic wytrzymałości, ale wiesz jedno – nie odpuścisz, nie wybaczysz. Nie chcesz, by tak po prostu odszedł. Rozwód to dla ciebie za mało. I to pragnienie katy dla niego niszczy cię od środka równie mocno niż niszczył cię wasz związek. Sama sprawiasz, że nie możesz się od niego uwolnić.

Dzieci

Stoją teraz pośrodku. Choć umawialiście, że są najważniejsze, że mają ucierpieć na tym rozwodzie jak najmniej, to właśnie one stają się cichymi ofiarami waszej wojny. Najgorsze, co można zrobić, to potraktować je jak „kartę przetargową”. Manipulować, przekupywać, mówić wprost tak bardzo źle o drugim rodzicu, a swoim byłym partnerze. „Zdenerwowałem się na ciebie, bo rozmawiałem dziś z mamusią i ona wyprowadziła mnie z równowagi, to jej wina”. „Zobacz, tatuś znalazł sobie nową rodzinę, nowe dziecko, już nas nie chce”. To, co wmawiamy naszym dzieciom podczas rozwodu dezorientuje je, sprawia, że tracą poczucie bezpieczeństwa, są rozdarte między miłością a poczuciem lojalności. Boją się mówić, co naprawdę czują i myślą. W głębi serca chciałyby, żeby wszystko wróciło do normy, bez tych kłótni, niespodziewanych prezentów, którymi próbuje przekupić je teraz tatuś, który wcześniej był w ich życiu prawie nieobecny. Bez obrazu płaczącej co chwila mamy, która jest bezradna wobec swoich emocji i zapomina, że ma je pod opieką.

Rodzina

Jego rodzice zawsze staną po jego stronie. Nie łudź się, że uśmiechy i zapewnienia, że cię rozumieją, że masz ich wsparcie, cokolwiek oznaczają. Oznaczają tylko tyle, że jest im głupio powiedzieć ci to wprost: tak naprawdę kochają tylko swojego syna.  W sądzie zeznają na jego korzyść. Będziesz zdziwiona, kiedy okaże się, że zawsze uważali, że jako żona popełniałaś mnóstwo błędów. I że mogłabyś się lepiej postarać, by go uszczęśliwić, by uratować to małżeństwo. Matką też mogłabyś być lepszą. W każdym razie, nie spodziewaj się, że pomogą ci w tym, by sprawy toczyły się z korzyścią dla ciebie. To dla niego zrobią „wszystko”, to jego będą żałować. Kontakt z dziećmi raz na dwa tygodnie, mimo, że znęcął się nad nimi psychicznie, to stanowczo za mało, on będzie cierpiał, pamiętaj.

Rozwód to przeżycie dla ludzi o mocnych nerwach. Na końcu tej drogi nie ma wcale poczucia spokoju, nie pojawia się ono automatycznie. Sama musisz je sobie wypracować.