Miałeś rację mówiąc „Będziesz żałować”. Żałuję. List do byłego męża

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 stycznia 2016
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
Fot. Unsplash / Lizzie Guilbert / CC0 Public Domain

Drogi były mężu,

Rozstaliśmy się ponad 5 lat temu; dziś świętowalibyśmy naszą 12 rocznicę ślubu. Spakowałam się, zabrałam Tosię a ty błagałeś, abym została. Patrzyłam wtedy tak zimno na ciebie (chyba już nigdy potem nie miałam takiego spojrzenia), bo chciałam, abyś pozostał zły w moich oczach, ten arogancki, szowinistyczny facet, który myśli zawsze tylko o sobie. A twoje łzy, słabość, rozpacz – pokazywało człowieka, którego dawno już nie widziałam, za którym tęskniłam całe lata.

Minęło 5 lat, a ty zaakceptowałeś nasze rozstanie. Ostatnio w twoim życiu pojawiła się kobieta. Nie pokazywałam ci, ale bardzo mnie to poruszyło. Tosia ją lubi, a nawet jest nią zachwycona, mimo iż w mądrości swojej 10-letniej bardzo to ukrywa. Hania to, Hania tamto. Wiem, że jest wspaniałą kobietą i bardzo cię kocha. Ostatnio Tosia przywiozła muffinki czekoladowe, które piekły razem. Z jaką starannością ozdabiała każdą z nich, domyśliłam się, że dużo czasu spędzały razem. Kupiła Tośce baletki na taniec i mały plecaczek na wycieczki. Ty też jesteś inny, spokojny, ciepły dla mnie i ja wiem, że jesteś szczęśliwy. Boli bardzo.

Pod wpływem tego dużo myślę o swoich błędach. Bo ja byłam podobna, gdy miałam 23 lata i poznaliśmy się na wakacjach w Ustce. Przez długi czas na terapii mówiłam, że to ty zły, egoistyczny, beznadziejny, który pozbawił mnie wszystkiego. A potem spotkałam naprawdę dobrą terapeutkę, która powiedziała „dość”. Jego tu nie ma (ciebie), istnieje tylko w Pani wewnętrznym przeżyciu, które jest z założenia subiektywne. Nie jest moją rolą roztrząsać kto był winny. Możemy przyjrzeć się Pani (błędom?). Krzyczałam „Jakim błędom?! Byłam niemal święta w tym związku. Robiłam wszystkoooo.”

Robienie wszystko nic nie znaczy. Niestety. Jest pułapką myślenia o sobie. Byłam tak samo aktywna w niszczeniu naszej relacji jak ty. I nieważne kto bardziej a kto mniej. Chcę Cię przeprosić za to. Gdybym wiedziała tyle, ile dziś, to (może) nadal bylibyśmy razem.

Przepraszam cię, że nie rozumiałam twojej pracy. Nie chciało mi się tego rozumieć. Byłeś sporo starszy i wciąż o tym chciałeś rozmawiać. Dla mnie dziewczyny po studiach ten temat dopiero się zaczynał. Byłam wściekła za każdy nieodebrany telefon, gdy byłeś w pracy i wszystkie te godziny, które mi zabierała ciebie. Dziś sama mam takie dni, że nie mam czasu zjeść kanapki i oddzwaniam do bliskich po kilku godzinach. Naprawdę wtedy tego nie rozumiałam.

Przepraszam cię, że oczekiwałam od ciebie nieustającej uwagi. Byłam obrażona, jak nie pamiętałeś o jakiś planach, mojej opowieści z przeszłości, filmie, który obejrzałam. Miałeś czasami nieobecny wzrok, który doprowadzał mnie do furii; mówiłeś „tak, słucham cię”, a ja wiedziałam, że jesteś myślami gdzieś daleko. Dziś wiem, że miałeś prawo być zmęczony, zaabsorbowany, w ogóle miałeś prawo do innych myśli niż o mnie.

Przepraszam, że źle mówiłam o twoich byłych. Wciąż dopraszałam się, byś o nich opowiadał, a potem krzyczałam, że mnie obciążasz tymi historiami. Chciałam je zdewaluować w twoich oczach, mimo iż nigdy nie były dla mnie zagrożeniem, bo bardzo mnie kochałeś. Raniłam ciebie i siebie. Dziś wiem, że to było moje niepewne poczucie wartości, które kazało mi nieustająco sprawdzać, czy jestem najważniejsza. A przecież byłam, kochany.

Przepraszam, że rzadko mówiłam, jaki jesteś wspaniały. Że jesteś mądry, dobry i czuły. Uwielbiałam słuchać, jak mówisz po angielsku i jak opowiadałeś mi o historii Stanów Zjednoczonych, które uwielbiałeś. Uwielbiałam twoje makarony i kawę poranną. Wino czerwone i znajomość filmów. Masz piękne dłonie i usta. Za rzadko też mówiłam, jak bardzo cię kocham.

Przepraszam za moją mamę. Wiem, to nie moja wina, ale jednak pozwalałam na to. Mówiła o tobie źle i dawała ci odczuć, że jesteś moim mezaliansem. Ty z małej wsi, a ja córka z wielkiego miasta – ale to było poniżające w jej oczach. Czasami, gdy byłam na ciebie zła, widziałam tą twoją wieś, twoje pochrapywanie (jakby ludzie z miasta nie chrapali???), nieogolone pachy, umiłowanie do prostych zup i schabowego, ogorzałą twarz od słońca. Przepraszam z całego serca za te głupotę a przepis na żurek twojej mamy jest najlepszy.

Przepraszam za to, że karałam cię i nagradzałam seksem. To było narzędzie w moich rękach, którym manipulowałam jak chciałam. Byłeś grzeczny, robiłam ci dobrze. Wkurzałeś mnie, odtrącałam cię bez żadnego ale. I wciąż mówiłam ci, że jesteś egoistą, bo twoje orgazmy były prostsze, a ja frustrowałam się ze sobą. Dziś wiem, że to normalne, a ja musiałam nauczyć się swojego ciała, włożyć w to wysiłek. Ale przy tobie nie musiałam nic robić, tylko oczekiwałam.

Przepraszam za brak walki o nas. Za to, że w skrytości od ciebie odchodziłam, nie dając ci żadnej szansy, by to naprawić. Fantazjowałam już wtedy o innym mężczyznie, który okazał się oczywiście iluzją, ale spieszyło mi się do tej wymarzonej wolności. Tylko mi uwierałeś jak niewygodne buty. Myślałam wtedy, że moja matka tyle lat przeżyła silna po rozwodzie, ja też taka będę. I co? Jestem silna, ale nie znaczy szczęśliwa. Jestem dziś moją toksyczną matką. Powinnam była walczyć wtedy o naszą rodzinę.

Przepraszam, że mówiłam innym o tobie źle. Prawie wszyscy uwierzyli, że jesteś potworem. Byłam tak sugestywna i nieobiektywna, że mówili, jak mogłaś tyle lat z nim wytrzymać, to koszmar jakiś. Głaskali mnie po głowie i oferowali pomoc. Gdzie oni są dzisiaj? Nie ma. Wszystkie iluzje pękły jak bańki mydlane. Czasami tylko słyszę od kogoś, jak bardzo się zmieniłeś, jak jesteś wspaniałym tatą i kolegą. A ja wiem, że to nieprawda. Nie zmieniłeś się tak bardzo, zawsze taki byłeś.

Przepraszam za moje krzyki, fochy i chłód. Za głupotę i niedojrzałość. Za to, że odeszłam. Mogłabym napisać teraz o tym, że nie umiałam inaczej. Nie umiałam. Że miałam takie wzorce w domu i matkę, która nauczyła mnie toksycznej miłości. Tak, to prawda. Że kochałam cię głupio, ale szczerze. Kochałam. Że nikt nigdy nie powiedział mi, że związek to kryzysy. Nikt mi nie powiedział. Tylko że to się już wszystko stało, a ty kochasz kogoś innego i już nigdy nie będziemy razem, więc mogę tylko cię przeprosić, kochany, i powiedzieć, że miałeś rację w tym jednym jedynym zdaniu, które uznałam za podłe i słabe, które wymknęło ci się na koniec „Będziesz żałować”. Żałuję.


17 rzeczy, które robi tylko babcia, chociaż wie, że nie powinna

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
12 stycznia 2016
Fot. iStock / Lusyaya
Fot. iStock / Lusyaya

Babciu droga, Mamo najdroższa,

Wiesz, że cię kocham nad życie. Jesteś moją mamą i babcią moich dzieci. Byłaś ze mną w wielu trudnych momentach. Wiem, że mogę na ciebie liczyć zawsze. Jako matkę nie byłam w stanie ocenić cię krytycznie (matka to matka), ale pozwól mi, żebym mogła powiedzieć tobie jako babci kilka maluteńkich uwag (wypowiedziane głośno, przewiduję, nie miałyby dla mnie szczęśliwego zakończenia).

A więc Babciu,

Jeśli proszę cię, byś nie karmiła moich dzieci słodyczami, bo mamy zasady i ta zasada obejmuje weekend, a właściwie sobotę; i jakoś to do tej pory działało, i o dziwo dzieci się przyzwyczaiły i przestały narzekać –  to uszanuj to. Nie, kochana, czekoladowy deser to też słodycz, a także serek z czekoladą. Tak, jeden pierniczek lub Malaga, robi różnicę. Zasada to zasada, a my ich nigdy nie miałyśmy, dlatego żyję na diecie od 20 lat.

Nie krzycz na nich jak nie chcą zjeść do końca przygotowanego przez ciebie posiłku. Może nie są głodne? Może im nie smakuje? Może coś zjadły wcześniej? Pamiętasz jak gadałaś na mamę taty babcię K., że zmuszała wszystkich do jedzenia. Moje dzieci wiedzą, że jedzenie jest przywilejem dla organizmu, jemy tyle, ile możemy i na ile mamy ochotę. Nie jemy na zapas, ani wbrew potrzebie. Zwracamy uwagę na to, co jemy.

Właśnie. Nie jemy chipsów, frytek, smażonego w nieograniczonych ilościach, ograniczamy także mączne potrawy – to wszystko tuczy i nie jest do końca zdrowe. Codziennie frytki to przesada. Schabowy też. I naleśniki. Już wiem, dlaczego kanapki robione przeze mnie do szkoły przestały smakować. „U ciebie nie ma w ogóle masła i jest za dużo zielonego, babcia robi lepsze”. Wiadomo.

Nie karm mojego psa przy stole. Dzieci już zaakceptowały, że miska psa jest na innym poziomie niż ich talerze, tak samo nasz pies. Jeśli myślisz, że nie zauważam tych rąk, które zsuwasz cichaczem pod stół i z których wypadają różne kąski – to się mylisz. Ja to widzę, dzieci to widzą i pies to widzi. A jamnik z miniaturki zamienia się powoli w basseta.

Nie pal przy nich. Dzieci są biernymi palaczami i nawet gdy uchylasz okno, ale masz papierosa w buzi, to ten dym rozprzestrzenia się po całym domu. Na kanapie, kocu, poduszce i w miskach, w których podajesz najlepszą ogórkową na świecie. Dzieci wiedzą, że palenie zabija, a kochają cię, dlaczego każesz im się martwić, że zaraz umrzesz?

Nie dawaj dzieciom pieniędzy za nic. Mają ustalone tygodniówki i muszą się tego trzymać. Nie dorzucaj im po dyszce, bo dyszka to dla nich bardzo dużo. Nie mów im, by poszły sobie „pogrzebać w portfelu”, bo nauczyłam ich, że portfel jest przedmiotem osobistym, do którego nie mają prawa zaglądać.

Nie zbieraj ich porozrzucanych ubrań. Skarpetki na podłodze będą tak długo czekać aż podniesie je ten, który zrzucił. Nawet gdyby miały zesztywnieć do konsystencji gipsu. Pytasz, co zrobić jak leżą na środku w salonie? Powieś je na lampie w ich pokoju.

Właśnie. Sprzątanie w sobotę nie oznacza, że ty sprzątasz, a one mówią ci, co jeszcze mama kazała wyczyścić. Nie polega to też na tym, że jedno ci podaje szufelkę, a drugie ręcznik papierowy. Mają sprzątać same, ba, mają sprzątać także za ciebie, bo jesteś starsza i wymagasz opieki. Ty, nie one.

Litości, nie podawaj 12-letniemu chłopu widelca do obiadu, bo zapomniałaś przy nakrywaniu stołu. Po pierwsze niech nakrywa sam lub z tobą, po drugie niech ruszy tyłek, jak czegokolwiek na stole zabrakło. Chcesz, aby tak samo zwracał się potem do swojej żony? Przyjmiesz go pod dach, gdy go z domu wyrzuci, bo ja nie?

Nie dyktuj im, co mają napisać w zeszycie, nie rób rysunków i nie wycinaj. Muszą uczyć się samodzielności. Nie mów im, nawet jeśli tak było, że robiłaś to za mnie (nie przypominam sobie…). I, na Boga, nie podrabiaj mojego podpisu na uwadze od pani!

I czy możesz nie mówić, ze nauczyciele są głupi i nie mają racji? Że się uwzięli na twojego wspaniałego wnuczka, że są wredną babą, która zazdrości? Pomyśl, czegóż ta naprawdę fajna kobieta (a znam ją lepiej!)  miałaby zazdrościć 12-latkowi? I czy w czasach kiedy tak trudno zbudować autorytet szkoły takie słowa są potrzebne? Czy one go do czegoś motywują? A poza tym wiesz dobrze, że twojemu wnuczkowi daleko do anioła….

Nie opowiadaj im, że ich tata jest taki lub owaki. Ich tata jest wspaniały, ja w to wierzę i one też. Nawet jeśli ma konflikt ze mną, to sobie to załatwiamy między sobą. Między sobą, rozumiesz? To znaczy, że dzieci nie są po żadnej stronie. Tata jest w porządku wobec nich, nawet jeśli czasami nie jest w porządku wobec ich matki (ale jest).

Lubię, jak opowiadasz im jak byłam mała, ale dlaczego mówisz im tylko złe rzeczy? Że byłam brzydka, gruba, pryszczata i ganiałam za chłopakami? Że nie miałam zdolności plastycznych i chodziłam ciężko jak słoń? Że byłam naiwna i popełniałam błędy? Rozumiem, że chcesz, aby czuły się lepsze ode mnie, ale one są lepsze i nie trzeba mnie ku temu dewaluować. Przecież wiesz, że byłam całkiem wdzięcznym i uroczym dzieckiem (no czasami nie byłam).

I nie musisz wciąż im powtarzać, że matka nie daje rady, nie słucha, jest chaotyczna i nie ma prawdziwych przyjaciół. Jesteś, byłaś i będziesz dla nich bardzo ważna, niezależnie od tego jak bardzo kochają mnie. Nie rywalizuj ze mną w ich oczach, bo nigdy tej walki nie wygrasz.

Nie opowiadaj im też negatywnych historii o ich drugiej babci. To mama ich taty. Bardzo mi pomogła, gdy były małe i strasznie ich kochała. A że miała wady? Kto ich nie ma? Ty?

Nie mów, że wnuki kocha się bardziej. Wiem, że to jest inne doświadczenie, trochę łatwiejsze, z mniejszą odpowiedzialnością, ale rani mnie to. Bo kochałaś mnie najbardziej na świecie, choć nasze relacje nie były łatwe. Ale trudniej nie znaczy mniej, Mamo.

A tak naprawdę to proszę ułatw mi twój wyjazd, bo już mi smutno, że cię nie będzie, a Klara wciąż powtarza „ostatnie chwile dobrego, znikną bułki, zniknie czekolada, zostaniesz tylko ty Mamo”.

Jak żyć, kochana Babciu, bez ciebie?


Masz „wymagające” i trudne dziecko? Każde zasługuje na miłość. Zobacz piękny i wzruszający film

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
11 stycznia 2016
Fot.  Screen z YouTube / FilmSoundMarta
Fot. Screen z YouTube / FilmSoundMarta

Nie wszyscy jesteśmy piękni, układni i do schrupania. Tak samo nie każde dziecko jest spełnieniem snu o macierzyństwie… ale czy przez to nasza miłość jest mniejsza lub gorsza? Nie. Pamiętajcie o tym zawsze. Każdy z nas jest niepowtarzalny, nawet jeśli „kąsa”.

Masz wyjątkowe dziecko, wyjątkowo piękne. I ty też jesteś wyjątkowa. High Need Baby inaczej.


Zobacz także

Fot. Flickr / CC BY

Jak Sławek w internecie miłości szukał, a znalazł ją w „Żabce”

Fot. Pexels / Binyamin Mellish / stock tookapic / gratisography.com   /

Kobiety wolą altruistów

Prawdziwa miłość jest dla realistów. Romantyzm potrafi być męczący...

Prawdziwa miłość jest dla realistów. Romantyzm potrafi być męczący…