„Mądrości” życiowe mogą zniszczyć niejeden związek. Proszę państwa, w te rzeczy absolutnie nie wierzymy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 kwietnia 2017
Fot. iStock/mixetto
Fot. iStock/mixetto

Znacie to? Jest wielka miłość, motyle w brzuchu, LOVE taki, że głowa spada. Po prostu nic i nikt się nie liczy oprócz TEJ miłości!

Tyle, że po czasie ochów i achów przychodzi moment, kiedy pada: „zamieszkajmy razem”, a potem: „weźmy ślub” i… cała euforia bierze w łeb, bo odbijamy się od codzienności jak piłeczki tenisowe. Coś, co unosiło nas jak na skrzydłach, co dodawało energii, staje się tak powszednie i do tego bywa tak irytujące, że czasami zapala się nam lampka: „A po diabła mi to było”. No właśnie. Skąd ta zmiana, kiedy myślimy, że mamy go dość, że lepiej by nam było, gdybyśmy były same. I wiele jeszcze innych rzeczy, które jeszcze kilka lat wcześniej nawet by nam do głowy nie przyszły.

No więc sprawa wygląda taj, że my żyjemy w oparciu o przekonania, które nam ktoś wtłoczył do głów. Przyjęliśmy wiele „mądrości” życiowych kompletnie nieświadomie i powtarzamy schemat tak dobrze znany z naszych rodzinnych domów, domów naszych babć. A tak się zarzekaliśmy, że u nas będzie inaczej, że nie będziemy jak nasi rodzice siedzieć przed telewizorami w dwóch osobnych pokojach. I co? I nagle dochodzi do nas, że kurczę, my właśnie tacy sami jesteśmy.

Więc może pora obalić mity na temat związku i miłości, w które uparcie wierzymy, ale które sprawiają, że grzebiemy miłość żywcem, nie mówiąc już o radości z bycia razem, tak po prostu.

Skoro jesteśmy razem, wszystko powinniśmy wspólnie robić

To jest jedno z tych przekonań, które wychodzi nam po pewnym czasie bokiem. Kto to w ogóle wymyślił, że jak już jesteśmy parą, a nie daj Boże już małżeństwem to od teraz po wsze czasy wszystko, co będziemy robić musi być w dwupaku. Jak gotować to wspólnie, jak wyjechać w góry to też razem, choć ona nienawidzi łazić po górach i marzy o tym, żeby poleżeć na plaży. No, ale cóż zrobić, ubiera buciory, plecak i idzie… A on nie cierpi kursu tańca, na które ona ich zapisała. Nijak nie sprawia mu to przyjemności, jest wręcz udręką i przez cały tydzień myśli tylko, jakby się z tego wyplątać i nie iść. No, ale jak on nie idzie, to ona też nie, żeby jemu nie było przykro, a on znowu ma wyrzuty sumienia, że nie poszedł, bo wie, jak ona ten kurs tańca lubi. Opera mydlana normalnie. Do kina – też mordęga, bo ona na komedie, a on na horrory. Że osobno mogą iść? No skądże znowu, nie wypada i co ludzie powiedzą.

Ot, i frustracja gotowa, bo ile można wyrzekać się tego, co sprawia nam przyjemność na rzeczy przyjemności kogoś innego.

O wszystkim powinniśmy sobie mówić

Oczywiście, że nie musimy i pewnie czasami nie powinniśmy. Przecież są babskie tajemnice, o których najlepiej rozmawia się z przyjaciółką, a nie z osobistym partnerem. Bo kto nas lepiej zrozumie? Nasze lęki, obawy i strach, jak nie druga kobieta. Która nie uzna za fanaberię emocjonalną huśtawkę, która trwa chwilę, ale jednak obecna jest w naszym życiu. I czy naprawdę mąż musi wiedzieć, że fajnego faceta zatrudnili w dziale obok. Hmmm boski jest. No i tyle, powzdychacie we dwie i idziecie dalej, bez roztrząsania, co by było gdyby. No dobra, czasami lekko wodze wyobraźni puścicie, ale nie ma w końcu w tym nic złego. Są rzeczy, o których facet nie musi mówić kobiecie, a kobieta facetowi, bo zwyczajnie się nie zrozumieją.

Wszędzie powinniśmy chodzić razem

Jak papużki nierozłączki. Gdzie on tam ona, gdzie ona tam i on. Pewnie są znajomi, którzy wywracają już oczami. Bo koleżanki zapraszają cię na babski wieczór, ale ty przychodzisz z NIM, bo wy wszędzie i zawsze razem, bo już teraz i na zawsze jedno bez drugiego funkcjonować nie potrafi. Jakbyście sobie nawzajem tlen dostarczali. A przecież każdy potrzebuje odrobiny przestrzeni, powietrza, by nabrać go głęboko w płuca i nawet zatęsknić za tą drugą osobą.

Ty wolisz iść do teatru, on na mecz – proszę bardzo, droga wolna, dajmy sobie prawo do tego, by pobyć osobno, by móc opowiedzieć sobie nawzajem, co się przez ten czas zdarzyło, by nabrać dystansu do naszego związku. By zrozumieć, co każde z nas lubi, ale… osobno.

Powinniśmy czytać sobie w myślach

Oczywiście. Przecież on musi wiedzieć, co ty akurat masz na myśli, a ty po jego minie w mig powinnaś zrozumieć, o co mu chodzi. A później lament i łzy, że on się nie domyślił, a ona strzela focha za fochem, bo nie wie, o co ci chodzi. Normalni, dorośli ludzie ze sobą ROZMAWIAJĄ, a nie czytają sobie w myślach. Nietrudno udowodnić, że ta forma komunikacji zdaje egzamin w związku i sprawia, że ludzie są w końcu ze sobą szczęśliwi. Jasne, że zdarza się: „O ja cię, właśnie o tym samym pomyślałem”, ale to nie ma nic wspólnego z tajemną i niepojętą dotąd wiedzą czytania w myślach.

Musimy żyć w zgodzie

No przecież, bo szczęśliwe pary się nie kłócą. Nawet wtedy, gdy ją do furii doprowadza fakt, że on ZNOWU zapomniał zrobić zakupów, a on dostaje szału, kiedy ona po raz KOLEJNY mówi o niedzielnym obiedzie u teściowej. Wszyscy są dla siebie mili, przyjaźnie się do siebie uśmiechają, a potem słyszymy: „No taka to była zgodna para i patrz, rozwiedli się” albo: „Ja nigdy nie słyszałam, żeby oni się kłócili”. Bo pary, które się nie kłócą, które nie dyskutują rozwodzą się najczęściej – i to nie jest mit, to najprawdziwsza prawda, bo narastająca w nich frustracja zamienia się w niechęć, a jak pojawia się niechęć, to też o romans nie trudno. I tak to życie później się toczy. Było pięknie i szczęśliwie, a skończyło się… ups… tak szybko, jak nikt by się tego nie spodziewał.

Nie powinniśmy mieć siebie dość

„Jak ja się cieszę, jak mój mąż wyjeżdża. Jestem wtedy najszczęśliwszą żoną na świecie, gdy go nie ma” – powiedziała mi kiedyś przyjaciółka. I ja ją doskonale rozumiem. Bo ja też miewam dość, kiedy non stop ktoś mi się plącze obok i nie daje chwili wytchnienia. Idę biegać i zagryzłabym, gdyby chciał iść ze mną (w myśl zasady, że wszystko razem), oznajmiam, że wyjeżdżam – na weekend, na dzień, na noc – nie ma znaczenia, gdzie i jak i na ile. Ważne, żeby jak najdalej od niego. Dlaczego? Bo każdy w swoim związku potrzebuje odrobiny wolności i samotności. Żeby móc pobyć samemu ze sobą, poukładać myśli, emocje, poczuć się niezależnym bytem, strzepnąć z siebie tę stałą obecność drugiego człowieka, by móc spojrzeć na swój związek z dystansem. Zobaczyć, co mnie wkurza, a co cieszy, co sprawia, że jestem szczęśliwa i pogodzić się z tym, że bywam czasami smutna i zła. Jak w życiu, tak w związku.

Mam nadzieję, że wy etap wiary w te mity macie już za sobą, bo to, że każdy musi je przerobić i zrozumieć, że dalekie są od prawdy… to chyba naturalne.


5 różnic w rozumieniu świata, które wyróżniają empatycznych ludzi

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
19 kwietnia 2017
Fot. iStock / yulkapopkova
Fot. iStock / yulkapopkova

Wydaje nam się, że są nieco magiczni. Czują więcej, widzą dalej, słyszą to, co wypowiedziane ledwo słyszalnym szeptem. Kim są osoby z wysoko rozwiniętą empatią? Naprawdę tak bardzo się różnimy?

Okazuje się, że ich zdolność do współodczuwania wcale taka magiczna nie jest. To umiejętność, którą po części można w sobie wypracować – jeśli się tylko chce. Bo widzieć więcej – to otworzyć szerzej oczy, nawet, gdy to co widzimy nam się nie podoba. Słuchać. Szukać drugiego człowieka, bez względu na to, jak odmienny od nas i nie zrozumiały był jego świat.

Empatia to niekończąca się podróż po wielu światach.

5 różnic w rozumieniu świata, które wyróżniają empatycznych ludzi

1. Oni naprawdę słuchają

Słuchają i słyszą.

Nie kiwają mechanicznie głową. Ta rozmowa czy opowieść jest dla nich ważna, nawet, gdy nie znają zbyt dobrze swojego rozmówcy. A może zwłaszcza wtedy. Bo móc poznać drugiego człowieka i zrozumieć, choć odrobinę jego wybory, zachowanie – to prawdziwy skarb.

Skąd się bierze ta wymagająca umiejętność?

2. Są ciekawi drugiej osoby

Naprawdę chcą wiedzieć więcej o drugiej osobie. Ta wiedza pozwala im lepiej zrozumieć świat i emocje. Uczyć się.

Chcą wiedzieć kim jesteś, co czujesz, w jakim środowisku czy rodzinie przyszło ci funkcjonować. Gdy będziesz opowiadać im o sobie, naprawdę cię wysłuchają. Głęboko rozwinięta empatia sprawia, że drugi człowiek i jego historia zawsze jest dla empaty wartością dodaną. Najcenniejszą lekcją w życiu.

3.  Wiedzą, że dobrych odpowiedzi są tysiące

I że każda z nich może być „dobra” dla kogoś innego. Szanują to. Nie mają misji uformowania wszystkich ludzi tak, by pasowali do ich wizji świata, by przyznawali im rację, wielbili i nienawidzili tego samego. To, co najbardziej wyróżnia empatycznych ludzi, to szacunek do otaczającego świata. Zrozumienie, że każde zdarzenie, pytanie, odpowiedź, jest czymś innym dla każdego człowieka.

Nie mają potrzeby zmieniać siłą rzeczywistości, ale na pewno byłoby im (i wszystkim) ciut lepiej, gdyby każdy czasem spojrzał dalej.

4. Myślą, zanim powiedzą

Tak, to możliwe. Jeśli wyłączymy na chwilę trend „jestem, jaki jestem” i „co mnie inni obchodzą” – można. Bo obchodzić powinno. Życie nie jest czarno-białe i niby to wiemy, a jednak tak trudno nam w tym funkcjonować. Wymaga to więcej wysiłku. O wiele łatwiej jest założyć klapki na oczy i pędzić na oślep, niż pochylać się nad każdym napotkanym po drodze człowiekiem, prawda?

Ludzie z silną empatią nie chcą po prostu żyć z klapkami, co wcale nie umniejsza ich asertywności czy barwnemu życiu. Zdecydowanie łatwiej im iść pewnie przez z życie ze świadomością, że nikt nie jest „sam”, że poznali już dość dużo ludzkich historii, by radzić sobie lepiej, by omijać to, co niebezpieczne i by wreszcie przez nieuwagę nie krzywdzić innych.

Lżejsi o wieczne poczucie winy stąpają przez życie naprawdę lekko.

5. Rozumieją, że nie są i nie będą tobą

I że nie każde rozwiązanie dobre dla niego lub kogoś innego, będzie tak samo dobre dla ciebie.

Widzą różnicę pomiędzy ludzkimi światami, nie chcą jej niszczyć i zacierać. Doceniają wartość, jaką każdy z nas codziennie wnosi w życie, różnorodność. Szanują emocje po królewsku. Nie zawsze je rozumieją, ale przyjmują, że skoro są, są prawdziwe.


Dlaczego złe małżeństwo jest większą krzywdą niż rozstanie. Zewnętrzny konflikt rodziców to wewnętrzna walka dziecka

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 kwietnia 2017
Fot. iStock/zlikovec
Fot. iStock/zlikovec

Jeszcze całkiem niedawno na rozwiedzionych rodziców patrzyliśmy jak na nieudaczników, którzy również zniszczyli życie swoich dzieci. Rozwodnicy to egoiści, mający na uwadze jedynie własne dobro, chcący jak najszybciej uwolnić się z niewygodnej relacji i zacząć wszystko od początku, z kimś innym. Zresztą, ten nowy związek, też pewnie nie przetrwa. Przesłanie, jakie otrzymywały młode małżeństwa było jedno: utrzymać rodzinę za wszelką cenę. Rodzina jest święta.

Czasy się zmieniły, dzisiaj rozwód już nikogo nie dziwi. Wiele mamy rodzin patchworkowych, samotnych mam, nieco mniej samotnych ojców. To, czy rozwód pozostanie dla dziecka blizną na całe życie, zależy od tego jak do niego podchodzą rodzice malucha, ale jedno jest pewne: pozostając w toksycznym małżeństwie wyrządzimy naszym dzieciom więcej krzywdy niż przysporzymy im tą postawą pożytku.

Dlaczego? Bo wystawiamy je na długofalowe działania napięcia emocjonalnego oraz nakładamy na nie ciężar dysfunkcyjnej relacji rodziców. Dzieci intuicyjnie czują złość i gniew rodziców, wyczuwają chłód i brak intymności między nimi. W wielu przypadkach obwiniają siebie, uważając, że „wojownicze” nastawienie do siebie rodziców jest w jakiś stopniu ich winą. W takich przypadkach, bycie razem „dla dobra dzieci” brzmi jak okrutny, abstrakcyjny żart.

Jak cierpią dzieci niezgodnych małżeństw

1. Życie w ciągłym napięciu

Jego rytm wyznaczają lepsze i gorsze momenty w związku rodziców. Kiedy jest „spokojnie”, a więc w miarę dobrze między nimi, dziecko podświadomie czeka na kolejny kryzys. Związek naszych rodziców odciska na nas emocjonalne piętno, które nigdy nie zanika. Naturalną częścią rozwoju dzieci jest przyswajanie sobie modelu związku, na przykładzie relacji własnych rodziców. Gdy są oni w permanentnym konflikcie, taki właśnie model relacji „kodujemy” w sobie. Zamiast odczuwać spokój i bezpieczeństwo w obecności mamy i taty, czujemy stałą, męczącą presję. Ciągłe napięcie może powodować poważne emocjonalne, społeczne i fizyczne dolegliwości u dzieci, takie jak: depresja, poczucie osamotnienia i beznadziei lub przewlekłe zmęczenie.

2. Poczucie braku stabilizacji i brak wiary w siebie

Wojna między rodzicami „zakorzenia się” wewnątrz umysłów dzieci. Zabiera im poczucie bezpieczeństwa i pozostawia je z poczuciem niepokoju, dając doświadczenie sprzeczności z własnymi impulsami i instynktem samozachowawczym. W dorosłym życiu, będą pragnąć miłości, ale odrzucą bliskość. Będą tęsknić za przyjaciółmi, ale wybiorą samotność i izolację. Jeśli są utalentowane i twórcze, będą sabotować własne osiągnięcia. „Zewnętrzny” konflikt między rodzicami zamieni się w wewnętrzną walkę z samym sobą, sprawi, że ich życie się skomplikuje, a rozwój emocjonalny będzie utrudniony.

3. Strach przed bliskością i intymnością

Dzieci wychowywane przez „walczących” ze sobą rodziców, mają wielkie trudności z bliskością i „otwieraniem się” na innych. Intymność wyzwala w nich urazy emocjonalne, których doznali obserwując dysfunkcyjną relację rodziców. Unikają więc bliskości, starając się ochronić przed zranieniem i cierpieniem. Jeśli uda im się nawiązać bliższy związek z drugą osobą, pozostają ostrożni i zachowawczy. Kiedy w relacji pojawia się konflikt, najczęściej uciekają lub powielają schematy wyniesione z domu rodzinnego.

4. Zmienne nastroje

Dzieci z dysfunkcyjnych małżeństw borykają się z poważnymi zaburzeniami nastroju, takimi jak dystymia (jest to typ depresji objawiający się przewlekłym, złym samopoczuciem). Nieleczona dystymia może prowadzić do poważnych zaburzeń osobowości i uzależnień. U podstaw tych problemów jest głęboko zakorzeniony pesymizm i poczucie beznadziei.  Dzieci uczą się od małego, aby porzucić optymizm i spodziewać się najgorszego. Tak właśnie, „złe małżeństwa” wymuszają szybsze dorastanie i zabierają dzieciństwo

Warto „odczarować” rozwód czy rozstanie, zwłaszcza w kontekście prawdidłowo pojmowanego dobra najmłodszych.


Na podstawie: psychologytoday.com


Zobacz także

Fot. iStock/graphixel

Każdy z nas ma tylko 3 szanse, żeby się zakochać. Wykorzystaj je wszystkie

Fot. iStock / CoffeeAndMilk

5 sygnałów świadczących o tym, że jemu chodzi o seks (tylko)

Fot. Unsplash/Redd Angelo / CCO

Pomocy, on nie chce się zaangażować. Życie z Panem Niedostępnym