To ku*ewsko ciężka robota, to bycie razem, bo sama miłość nie wystarczy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 sierpnia 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

Piękna pogoda, taras nad samym jeziorem. I oni tacy zakochani, tak w siebie wpatrzeni. Ona w długiej białej sukni, on elegancki w garniturze. Mówili sobie, że to prawdziwe szczęście, że się spotkali. Deklarowali, że teraz, po ślubie będzie jeszcze szczęśliwiej. Obiecywali sobie, że zawsze będą dla siebie wsparciem, że będą dla siebie najważniejsi, że ich miłość nigdy nie wygaśnie.

Przysługiwałam się temu stojąc z boku i myśląc, jak będzie wyglądać ich życie za trzy, za pięć, za dziesięć lat? Jak będą na siebie warczeć, wychodzić z domu i trzaskać drzwiami, jak daleko będzie im do tego szczególnego i wyjątkowego dla nich dnia. Jak bardzo teraz wierzą, że ta miłość wszystko przezwycięży. A przecież sama miłość nie wystarczy i to nie jest cynizm. To kwestia własnego doświadczenia, rozmów, obserwacji tych związków, które przetrwały lata i tych, które po latach się rozpadły, a przecież kiedyś też tak sobie przysięgali. Też chcieli wierzyć, że razem i na zawsze i najpiękniej.

Ślub to takie ucieleśnienie mitu o idealnej miłości, mitu, który prędzej czy później sięgnie bruku – i to też nie jest cynizm, tak się po prostu dzieje. I każdy, kto wytrwał w wieloletnim związku, to przyzna.

Stojąc tam, podczas ślubu, obserwując ich wzruszenie, myślałam o tym, że szkoda, że nie wiedzą dzisiaj tego wszystkiego, co ja wiem, co wiedzą inne żony i stojący koło nich mężowie. Myślałam, jak cyniczna mimo wszystko jestem myśląc: „poczekajcie kilka lat, nic nie będzie takie jak dziś”.

Gdyby ta stojąca przed ślubną przysięgą miłość wiedziała to, co wie ta, która o ślubie prawie nie pamięta? Może ustrzeglibyśmy się wielu błędów, może łatwiej byłoby nam rozwiązywać konflikty, może w końcu dojrzalej wchodzilibyśmy w kolejne odsłony aktów małżeństwa, rozumiejąc, że wiele rzeczy jest zwyczajnie naturalnych i każdy przez to przechodzi…

Gdybym dzisiaj to ja brała ślub, chciałabym, żeby ktoś mi głośno powiedział, że:

Miłość w małżeństwie nie wystarczy

Ona łączy nas na początku, ale choćbyśmy nie wiem, jak się zarzekali – sama nie wystarczy. Bo nagle okazuje się, że oczekujemy czegoś więcej – bezpieczeństwa, spokoju, wsparcia, wspólnych pasji, tego, żeby on umiał przykręcić kontakt, a ona patrzyła na niego z pożądaniem. Wchodzimy w związek pełni nadziei, że znaleźliśmy kogoś, kogo kochamy, kto kocha nas i że to wystarczy, nic więcej nie będzie nam potrzeba. A to nieprawda. Będziemy potrzebować o wiele więcej niż tylko miłości, związek składa się z kompromisów, z oczekiwań, z potrzeb każdego z nas. Na to powinniśmy być otwarci zawsze i uważni na wszystkie braki, które się pojawią, by je komunikować, by o nich rozmawiać, by je wywrzeszczeć w kolejnej kłótni, kiedy on mówi, że nie wie o co ci chodzi, a ty masz serdecznie dość upominania się choćby o odrobinę czułości!

Pewnego dnia pomyślę, że już nie chcę z nim być

On też tak pomyśli. Może nie tego samego dnia, może innego. Ale taki dzień (przynajmniej jeden) nadejdzie. Taki dzień, kiedy chce się wyjść, trzasnąć drzwiami i już nigdy nie wracać. Spakować walizkę i uciec na koniec świata, byle dalej od niego, czy od niej. Tego nikt nam nie mówi, kiedy on klęczy, a my mówimy „tak”. Wiemy, że będą kłótnie, w końcu kłóciliśmy się bez ślubu, a jednak. Wiele się zmienia. We wspólnym życiu pojawiają się dzieci, praca, która bywa ważniejsza niż my, przyjaciele, stres, frustracja. Wspólne życie na full time nie jest sielanką, a już na pewno nie przez cały czas. Bo miewamy siebie dosyć, bo marzymy, by wyjechać gdzieś samemu, odciąć się do szarej rzeczywistości, która przytłacza i nawet miłość nie jest w stanie jej podkoloryzować.

Przez chwilę będę pewna, że bez niego byłabym szczęśliwsza

On stanie się winny wszystkich zmarnowanych szans, braku rozwoju, podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Bo ktoś winny musi być. I nim nie zrozumie się, że to my sami jesteśmy odpowiedzialni za to, jakąś ścieżkę wybieramy, to tkwi w nas głębokie przekonanie, że gdyby nie ten związek, nie ten mężczyzna, czy ta kobieta, to bylibyśmy w zupełnie innym miejscu w naszym życiu. Że bylibyśmy szczęśliwi, bo jesteśmy przekonani, że to związek nas ogranicza, że zamknięci jesteśmy w klatce. Tylko tylko, że ta klatka jest sumą naszych własnych strachów, przekonań, uprzedzeń i braku wiary w siebie, a nie winą tej drugiej osoby.

Usłyszę jedne z najgorszych rzeczy o sobie

Obok „kocham” pojawi się, że na niego nigdy nie można liczyć, że jest wiecznym dzieciakiem, egoistą. A ona dowie się, że mendzi, jęczy, że jest nudna z tymi swoimi ciągłymi pretensjami, że się zmieniła (na gorsze), że można szału dostać z tą jej wieczną potrzebą kontroli. To nie jest łatwe, gdy rani cię ktoś, kogo kochasz, gdy mówi ci rzeczy, których ty nawet o sobie nie pomyślisz. I można się obrażać, ale można też coś z tym zrobić. Posłuchać i spojrzeć trochę krytyczniej na siebie, bez porównywania, po czyjej stronie wina jest większa, czy kto od kogo jest lepszy. Związek to nie rywalizacja, lepiej szybko zdać sobie z tego sprawę.

Związek się zmienia, ewoluuje

Przyjmujemy to, co nam dane i koniec. Przecież nic się nie powinno się zmienić, nikt nam tego nie mówił. Związek to związek. Nad czym tu się zastanawiać, zwłaszcza gdy już kilka lat jesteśmy po ślubie. To nieprawda! To nieprawda, że zawsze będzie tak samo. Będzie różnie, inaczej. Bo my się zmieniamy, bo dojrzewamy, bo zmieniają się nasze priorytety, potrzeby. Musimy podążać za tym, za drugim człowiekiem, który też się zmienia. Musimy słuchać, być uważnymi, zmieniać się, iść na kompromisy, walczyć o to, co dla nas ważne. Jasne, że można usiąść na kanapie i gapić się wspólnie w telewizor. Ale czy o takim życiu razem myśleliście w dniu ślubu?

Choćbyśmy nie wiem, jak się zarzekali, pokusa zdrady zawsze się pojawi

Niektórzy uważają to za naturalne… Każdy z nas kilka lub kilkanaście lat temu się zastrzegał, że tylko ten jeden, ta jedyna. Że już żadna kobieta czy facet nie zawrócą nam w głowie, tak jak ten, kogo bierzemy za żonę czy męża. Po latach wiemy, że to, za przeproszeniem – gówno prawda. Zawsze pojawi się ktoś. Ktoś, kto dosadnie pokaże nam braki w naszym związku, kto da nam to, czego w małżeństwie nie doświadczamy. Nie mówię, że każdy zdradza – każdy staje przed taką pokusą. Warto się nad tym pochylić, zobaczyć, skąd się bierze, co dla nas oznacza, a nie chować głowy w piasek i udawać, że nic się nie dzieje. Bo jednak się dzieje.

Seks jest niezwykle istotny

Choć przyjdzie czas, kiedy będzie się nam wydawało inaczej, bo już nie będzie tak atrakcyjnie, namiętnie, zaskakująco. Seks, tak jak wszystko w związku, się zmienia i wymaga pracy, wysiłku, by był, by się wam chciało, byście byli otwarci na siebie, na swoje propozycje, na zabawę. Nikt nas tego nie uczy. Na początku seks jest nieodzowną podstawą związku, a później zostaje zepchnięty gdzieś na daleki koniec, bo dzieci, bo zmęczenie, bo fajny film, bo moje ciało nie jest już tak atrakcyjne. Uważajcie, żebyście z seksu nie zrezygnowali, by dojrzewał razem z wami i był coraz lepszy. Tak samo jak wy.

To ku*ewsko ciężka robota, to bycie razem

Kiedy za kilka, a nawet kilkanaście lat ktoś wam powie: „Ale fajna z was para”, tylko wy będziecie wiedzieć, jak wielką robotę wykonaliście, by być w takim punkcie, by widać było, że się lubicie, że lubicie spędzać ze sobą czas, że pomimo wzlotów i upadków nadal jesteście razem. Że dziś dla was już nic nie jest czarno-białe, że niczego nie możecie być pewnie, bo wystarczy małe zawahanie, nuta niepewności, żeby to, co tak ciężko budowaliście, zaczęło się rozsypywać. Nigdy nie będziecie tak bardzo pewni swojej miłości, jak w dniu ślubu. Ale to jest wartość – ta wiedza. Bo nic nie zobowiązuje tak bardzo jak świadomość, świadomość, że do pełni szczęścia w związku potrzeba pracy, potrzeba setek kłótni, awantur, krzyków, otwartości na zmiany i uważności na siebie i tę drugą osobę.

Każdy kto naprawdę kocha przechodzi przez tę drogę, by na jej końcu, kiedy obrączki się zgubią, pękną albo grawer się zetrze powiedzieć: „Cholera, to był fajny związek, byliśmy świetną parą, szczęśliwą”. A jeśli kiedykolwiek ktokolwiek zwątpi w miłość, powinien sobie przypomnieć ten dzień, dzień ślubu i wszystko to, w co się wtedy wierzyło i jak się kochało!

P.S. Błażej i Ilona – jeszcze raz wszystkiego pięknego!


Szczęśliwe pary nigdy nie zapominają o tych 10 istotnych rzeczach. Taka jest recepta na udany związek

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 sierpnia 2017
Fot. iStock/mixetto
Fot. iStock/mixetto

I żyli długo i szczęśliwe. Kto by nie chciał, by ta bajka spełniła się w życiu każdego z nas. I bywa, że naprawdę się ziszcza, że dwoje dojrzałych i kochających się ludzi tworzy związek, w którym są szczęśliwi.

Jak udało im się tego dokonać. Otóż nigdy nie zapomnieli o tych 10 ważnych rzeczach.

Całują się na powitanie i na pożegnanie

Ktoś może uznać to za nic nie znaczący nawyk, ale prawda jest taka, że ten pocałunek zbliża ich do siebie minimum dwa razy dziennie. Wiele osób w nieszczęśliwych związkach mówi, że nie wie, kiedy przestało się całować na dzień dobry i na do widzenia. Ten buziak w zaganianym poranku czy zmęczonym powrocie z pracy z zakupami i uwieszonymi dziećmi u rąk to znak, że związek, że ta druga osoba są jest dla nas nadal ważna.

Mówią sobie komplementy

Obojętnie czy jesteśmy razem 5 czy 25 lat nadal potrzebujemy usłyszeć komplement z ust naszego partnera. To bardzo ważne, aby pokazywać sobie nawzajem, że nadal się sobie podobamy, że pewne rzeczy czynią nas niezmiennie atrakcyjnymi.

Kłócą się, ale zawsze z szacunkiem do siebie

Wiadomo, że każda para się kłóci. I nie wierzę, że istnieją dobre związki, w których nie ma problemów. Te zawsze się trafią. Jednak pary, które są ze sobą szczęśliwe kłócą się zachowując szacunek do siebie nawzajem. Kłótnia w ich przypadku zawsze prowadzi do rozwiązań, do wyciągnięcia wniosków. Nie obrażają się, nie przestają odzywać, nie karzą partnera za odmiennie zdanie niż ich.

Skupiają się na tym, co lubią w swoim partnerze

A nie na tym, czego nie lubią, co może im przeszkadzać. Najszczęśliwsze pary to te, które skupiają się na tym, co pozytywne, które wspierają się w rozwijaniu u siebie nawzajem tych cech, które w partnerze cenią najbardziej. Gdy będziemy zwracać uwagę tylko na to, co byśmy chcieli w partnerze zmienić, nie ma szans na zbudowanie szczęśliwego wniosku.

Są czuli w szczegółach

Szczęśliwe pary są na siebie uważne. To oni idą trzymając się za rękę po centrum handlowym, przytulają się stoją w kolejce po kawę. Okazują sobie czułość i to, że są razem. To drobne przejawy miłości, ale sprawiają, że ona sama się umacnia i staje się coraz silniejsza.

Mówią o swoich potrzebach

Szczęśliwe pary nie oczekują, że druga strona się domyśli, o co im chodzi. Zamiast tego oboje mówią, czego im brakuje, jakie są ich potrzeby i nikt się o to nie obraża, nie oburza. Podstawą szczęśliwego związku jest komunikacja, kochające się i przezwyciężające trudności pary potrafią ze sobą rozmawiać o każdym problemie, który ich dotyczy.

Pamiętają, aby mieć dla siebie czas

Wiadomo, że w całym zaganianiu i pośpiechu, w natłoku obowiązków często nie mamy czasu dla siebie. Jednak kochające się i szczęśliwe pary pamiętają o tym, by co jakiś czas znaleźć dla siebie kilka chwil, by spędzić je razem. To może być wyjazd na weekend bez dzieci, wyjście wspólne do kina, na kolację. Ważne, by w ten sposób podtrzymywać wyjątkowość związku i pokazywać, że lubi się spędzać ze sobą czas.

Śmieją się wspólnie

Tak często o tym zapominamy, o tym, by wspólnie się śmiać z sytuacji, anegdot z samych siebie. A przecież śmiech wnosi radość w związek, sprawia, że przy tej drugiej osobie czujemy się swobodnie i szczęśliwie. Nie można związku traktować śmiertelnie poważnie.

Rozmawiają o pieniądzach

Jedną z najczęstszych przyczyn rozwodu są właśnie pieniądze. Szczęśliwe pary zdają sobie sprawę z faktu, że o finansach należy rozmawiać, a nie zamiatać temat pod dywan. Na dłuższą metę stanowi to coraz większy problem, a problemy w związku powinno się rozwiązywać i o nich rozmawiać. Jedną z najlepszych rzeczy, jaką można zrobić dla związku jest rozmowa o waszych finansach.

Nie walczą ze sobą

Nie rywalizują ze sobą o to, czyje zdanie jest ważniejsze, kto ma lepszy pogląd na daną sprawę. Dają sobie prawo do wysłuchania siebie nawzajem i wspólnie, czasami idąc na kompromis, podejmują decyzje, dokonują wyborów. Ważne jest dla nich, by ukochana osoba nie czuła się pomijana czy ignorowana.


 

źródło: huffintonpost.com


Czy można być jednocześnie inteligentnym i szczęśliwym w związku?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 sierpnia 2017
Fot. iStock/nautiluz56
Fot. iStock/nautiluz56

Podskórnie to już trochę wiemy. Geniuszom w życiu jest w ogóle ciężko. Jeśli twój poziom inteligencji znacznie różni się od poziomu inteligencji twojego ukochanego, możesz mieć problem z odnalezieniem szczęścia w tym związku. A jeśli jesteś singlem, bywa, że długo wzbraniasz się przed miłością. 

Dlaczego inteligentnym rzadziej udają się związki?

1. Inteligentne osoby są bardziej niezależne

Faktem jest, że im jesteśmy inteligentniejsi, tym bardziej cenimy sobie niezależność jako cechę. Boimy się zaangażowania, bo mogłoby ono ukrócić nasz niezależny styl życia. Oczywiście to nieprawda. Poważne, dobre relacje nigdy nie uszkodzą Twojej niezależności. Jeśli twój partner naprawdę cię kocha i szanuje, nigdy nie próbuje kontrolować swojego życia. Miłość nie jest więzieniem.

2. Inteligentni ludzie są bardziej podejrzliwi

Kiedy zbyt często analizujesz, istnieje możliwość, że zaczniesz myśleć o „złych rzeczach”. Odczuwasz niepokój. Jesteś ostrożny, gdy wybierasz partnera, a nawet przyjaciela i dlatego przez długi czas jesteś samotny. Oczywiście, zbytnia naiwność też nie jest wskazana w relacjach z innymi, ale ciągła podejrzliwość może je bardzo skomplikować.

3. Inteligentni ludzie koncentrują się bardziej na swojej karierze

Inteligentne osoby chcą odnieść sukces w życiu, zależy im również na rozwoju osobistym. Czasem jednak poświęcają tym sprawom zbyt wiele czasu. Zazwyczaj właśnie dlatego „ustatkowują się” dość późno.

4. Inteligentni ludzie są często perfekcjonistami 

Wcześniej wspomniana skłonność do ciągłego analizowania często łączy się z perfekcjonizmem. Perfekcjoniści chcą, aby ich życie i – w rzeczywistości ich relacje – były całkowicie bez skazy. To, jak wiadomo jest niemożliwe, więc błędne koło zamyka się bezlitośnie.

I wszystko byłoby jasne, gdyby nie to, że jak napisała Jane Austen, że w miłości wszyscy jesteśmy głupcami…


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Zobacz także

Fot.  Screen z Youtube /

Jak wygląda prawdziwa miłość? Właśnie tak…

Fot. iStock /  motorenmano

„Mówił, że nie muszę pracować, on zarobi. Dziś nie mam pieniędzy nawet na bilet autobusowy”. Przeczytaj, zanim staniesz się ofiarą

Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz

„Jak mu powiedzieć, żeby mi dobrze zrobił ustami?”, czyli seks nasz powszedni