Kochanek idealny? Cała drży, nie poznaje własnego ciała. Nigdy tak się nie czuła

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 sierpnia 2017
Fot. iStock/ilosStankovic
Fot. iStock/ilosStankovic

Zawsze się jej podobał. Nie oznaczało to nic złego ani niecnych zamiarów z jej strony. Po prostu uważała, że jest przystojnym facetem. Że ma to coś, co akurat ją przyciąga. Zawsze miły, uśmiechnięty. Proporcjonalna budowa. Widać, że trenuje. W pracy konkretny, odpowiedzialny. Widywali się czasem na przerwie, na lunchu. Rozmawiali o wszystkim ze wszystkimi. Często o dzieciach, bo były w jednym wieku. Nawet do przedszkola przez moment chodziły razem.
Świetnie tańczył. Uwielbiała jak mężczyzna wie, co to rytm, po co ma ramiona i biodra. I co najważniejsze, wie jak prowadzić. Lubiła z nim tańczyć, prowadził tak, że nawet patrzyła w takim kierunku, jaki on zarządzi.

Byli atrakcyjni. Oboje. On pewny siebie. Ona pewną siebie udająca. Zawsze miała kompleksy, ale dużym dystansem do siebie zdobywała sympatię i uchodziła za dobrą w swoim fachu, seksowną babkę. Nieraz koledzy z pracy rzucili miłe słowo, które nawet podzielone na sto, wyrażało zachwyt. A potrzebowała go bardzo. Gdy mężczyzna życia przez kilka ładnych miesięcy oszukuje, zabawia się w romans z byle asystentką, mężatką dodajmy – z dwójką dzieci, to pewność siebie zanika. Zanika do tego stopnia, że nawet siły nie miała się spakować. Nie wierzyła, że sobie poradzi. Trzymała się kurczowo jak żyletki. Dłonie krwawiły, łzy leciały ciurkiem, ale nie puszczała.

Kiedy koleżanka mówiła, że ma ochotę na kogoś z pracy, nie rozumiała. Podobać się ktoś może, i owszem. Ale myślami nigdy dalej nie wybiegała. Mężatką była przecież.
Pierwszy raz zorientowała się, że jemu się podoba na imprezie służbowej. Było kilka tańców. Powrót całej firmy wynajętym autokarem. Tam ją niby żartem posadził sobie na kolana i wyszeptał jak bardzo jej pragnie. Jej? Którą mąż zdradza?! Zbyła go żartem.

W pracy miłe rozmowy. Czasem puścił oczko. Po zdradzie męża pomyślała, jakie to proste.

Na kolejnej imprezie dużo z nią tańczył. Widziała pożądanie w jego oczach. Układ był jasny. On kilka lat po rozwodzie. Później powiedział, że nie wie czy kogoś pokocha. Chyba nie umie. Zdradzony, oszukany. Nie poszła z nim. To byłoby takie niskie. Z zemsty iść do łóżka z kolegą z pracy.

I znów wyjazd weekendowy. Ciągle wpadają na siebie. Przypadkiem. Na warsztatach w jednym teamie. Spędzają razem cały dzień. Gdy idzie na siłownię, on tam jest. Pomaga przy treningu. Adoruje ją delikatnie. Potem idą na basen i saunę. Wygłupiają się. On ją nosi na rękach, bo jest taka filigranowa. Nikt tak z nią nie robił od dawna.

Wieczorem dyskoteka. Bawią się razem. Prowadzi świetnie. Silne ramię. Wspaniałe poczucie rytmu. Jest przystojny. Cholernie. I w tym garniturze, rety, sam seks. Patrzy na nią z takim pożądaniem. Dyskretnie wyprowadza ją za rękę. Ona boi się, ale idzie. Tańcząc. Jest po kilku drinkach. Blokada coraz słabsza. Całuje ją już na korytarzu. W windzie. Wpadają do pokoju. Jest gorąco. Całuje ją całą, tak, że cała drży. Nie namawia na więcej. Widzi, jak jest zdenerwowana. Przyznaje mu, że w jej życiu był tylko jeden mężczyzna – mąż. Z mężem, którego się kurczowo trzyma, ale nie kocha. Nie ufa. Panicznie się boi, że znów ją zdradza.

Po powrocie z weekendu mają ze sobą kontakt. Nie tylko służbowy. Spotykają się. Kino. Jak wspaniale się wtulić w niego, trzymać za rękę, a potem namiętnie całować w samochodzie. W hotelu. Jest gorąco, ale nie tak, jak jeszcze będzie. Co ja robię, myśli. Wyrzuca sobie od różnych. Z mężem ciągle kłótnie. Znów ją okłamał. Przykro jej. Z tamtym się tylko albo aż całuje. Nie jest gotowa. Wstydzi się. Wygląda jak dziewczynka, nie jak kobieta.

A on ją otwiera powoli. Dużo rozmawiają, jest szczery. To ją ujmuje. Miłości nie ma, chyba że ta fizyczna. Z mężem seks zawsze taki sam. Nie pyta o jej potrzeby. A ona wini siebie, że tak długo bierze rozpęd. Mąż długiego nie potrzebuje. Znów hotel. Zawsze inny. Dziś mają czas. Poświęca uwagę tylko jej. Jest dobry. Bardzo dobry.

Kochanek idealny? Cała drży, nie poznaje własnego ciała. Nigdy tak się nie czuła. Czuje go i pragnie każdą komórką ciała.

Co jest? Tak, to tylko seks. Seks świetny, na innej planecie.

I co z tego? Przysięga już dawno nie obowiązuje. Tak, oczywiście można ją krytykować. Ona to wie. Nikt jednak nie zabroni jej być szczęśliwą choć przez chwilę. Jest pożądana, pożąda. Więcej nie może dostać i dać.

Czy kogoś krzywdzi? Nie, bo on nikogo nie ma. Męża? Nie zwraca na nią uwagi, nie rozmawia z nią. Nie chce widzieć jej potrzeb. Nawet rozwodu nie chce. Nie umie wyjaśnić czemu.
Zimna suka? Nie, bo to nie z wyrachowania. To nie zemsta.

Bidulka? Nie, bo w końcu wie, czego chce. Zbiera siły, by odejść od męża. Wszystko mu powiedzieć.

To kobieta jakich wiele. Zdradzona. Niewierna. Matka, żona, kochanka. W dwóch rolach szczęśliwa. W tej jednej nie było jej dane.


autorka: Poli Ann

 


4 błędy wychowawcze, które popełniamy, zwłaszcza, gdy dzieci stają się nastolatkami

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 sierpnia 2017
Fot. iStock/martinedoucet
Fot. iStock/martinedoucet

Wakacje to taki czas, kiedy lepiej można się przyjrzeć swoim i cudzym dzieciom. Przynajmniej u nas – pełna chata, koledzy wchodzą, wychodzą, podobnie jak moi synowie – są i za chwilę gdzieś pędzą. Ze zgrozą na nich patrzę i zastanawiam się, kiedy tak urośli. To już nie maluchy biegające po domu, tylko chłopaki, którzy zajmują coraz więcej miejsce i coraz więcej jedzą…

Ale przychodzi też refleksja, zwłaszcza gdy można dzieciaki poobserwować, nie tylko te znajome, ale w ogóle – na polach namiotowych, plażach, nad jeziorami. I myślę sobie, że warto wyciągać wnioski i korygować swoje rodzicielstwo na bieżąco, żeby podążać za naszymi dzieciakami i nadal być przy nich blisko. Tymczasem nikt nie jest nieomylny, każdy z nas popełnia błędy, a ostatnio zauważam, że im dzieci starsze, tym coraz częściej zdarzają się nam podobne potknięcia.

Organizujemy im czas do bólu

„Mamooo, nudzę się” – to wakacyjny tekst, który mnie osobiście doprowadzaj do furii. Oczywiście nie nudziliby się, gdyby im pozwolić siedzieć przez telewizorem lub pograć. Ale my z tych okrutnych rodziców, co to telefonów do ręki nie dają, gdy nie muszą do nas dzwonić, telewizję i granie ograniczamy od zawsze. I jasne, że wakacje, to trochę czasu rozpusty, ale to nie znaczy, że gdy nie jeździmy rowerami, nie jesteśmy pod namiotem, na jakimś wyjeździe, to czas wolny spędzany jest przed niebieskim ekranem. W wakacje widzę wiele znudzonych dzieci, rozmawiam z rodzicami i ewidentnie to efekt organizowania dzieciom czasu – przez dodatkowe zajęcia w czasie szkolnym, zapełnianie im czasu do bólu, co później odbija się nam czkawką, bo one nie potrafią się nudzić, nie potrafią wymyślić same sposobu na wolne chwile. Odpuśćmy. Pozwólmy dzieciakom się nudzić. Mój młodszy syn właśnie pojechał rowerem na siłownię w parku, a starszy poszedł czytać książkę. Można? Można. Choć granice mojej cierpliwości wystawiane są na wielką próbę.

Podsuwamy pod nos to, czego chcą

Tego nie chcę, to mi nie smakuje, to jest bez sensu, a tamto mi się wcale nie podoba. Nieba byśmy przychylili tym naszym dzieciakom. Wszystko byśmy im dali, by ich dzieciństwo było dobre i kolorowe, by niczego im nie brakowało. Tymczasem więcej z tego strat niż pożytku. Bo nasze dzieci stają się skwaszone, rozpieszczone, wydaje im się, że wszystko co najlepsze właśnie im się należy, bo tak. O nic sami nie potrafią zawalczyć, po co, skoro mama czy tata dadzą, zapłacą, załatwią? I chodzą zblazowani, obrażeni, gdy im czegoś odmawiamy, bez żadnej refleksji, bez chęci spróbowania czegoś nowego. Smutny to obraz bardzo.

Nie jesteśmy konsekwentni

„Do końca tygodnia nie grasz” – słyszę, jak rodzic odgraża się nastolatkowi, który coś nabroił. Trzy godziny później widzę tego nastolatka siedzącego z nosem w telefonie. No przecież nie gra na laptopie, a na telefonie się nie liczy. Zupełnie brak nam konsekwencji, chcemy jakoś budować nasz autorytet, utrzymać jego resztki, więc stawiamy granice, wymagamy, określamy konsekwencje zachowań, tyle tylko, że tego nijak nie respektujemy. Na chwilę jesteśmy groźni, żeby później machnąć ręką. A dzieciaki o tym wiedzą, przeczekają pierwszą złość, a później wykorzystują naszą słabość, brak uważności. Mają w głęboki poważaniu nasze na chwilę tylko straszące ich zakazy.

Mało od nich wymagamy

Znam nastolatków, którzy sami sobie robią kanapki, herbatę, potrafią zrobić prosty obiad. Znam takich, co odkurzają, sprzątają. Ale jest ich zdecydowanie mniej w zestawieniu z tymi, od których nie wymaga się tych wszystkich rzeczy, którzy nie mają żadnych obowiązków. A nawet, gdy rodzice od nich czegokolwiek wymagają, to w efekcie i tak robią to za nich. Koszenie trawnika, sprzątanie pokoju, wyjście z psem – niby są im stawiane zadania, ale ociąganie się, dziesiątki powtórzeń i komentarzy sprawiają, że odpuszczamy. Znowu. Czego to uczy nasze dzieci? Że wystarczy trochę pomarudzić i niczego nie trzeba robić, wystarczy przeczekać i każdy obowiązek straci na ważności.

Eh zastanawiam się, co za pokolenie wychowujemy… Widzę już teraz 20-latków, którzy spędzają cały dzień przed komputerem, nie mają żadnych zainteresowań, pasji, ambicji. Nie przeszkadza im, że siedzą na głowie rodziców, bo w końcu gdzie mają iść, co robić? Rodzice nie wymagają, więc nie będą sami się wychylać.

Ważne, żeby dobrze się zabawić, żeby wszyscy dorośli dali im święty spokój i tak jak wcześniej nic od nich nie chcieli, niczego nie wymagali.

Trudno być krytycznym wobec siebie, zwłaszcza, gdy chodzi o wychowanie własnych dzieci, ale czasami naprawdę warto zweryfikować swoją postawę, jeśli chcemy wychować nasze dzieci na fajnych i mądrych dorosłych.


Nikt nie chce żyć bez Mamy. Wciąż nie mogę pozbyć się tej myśli…

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
13 sierpnia 2017
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic

Nikt nie chce żyć bez Mamy. Tak napisała mi dziś bliska osoba, której umarła mama. Pomyślałam, jak wielka uniwersalna prawda jest zawarta w tym jednym zdaniu. Nikt nie chce żyć bez mamy.

My, którzy straciliśmy rodziców odnajdujemy się po zapachu, spojrzeniu, słowie. Instynktowne jest przywarcie do kogoś, kto dokładnie rozumie, co przeżywamy. Wśród nas jest jeszcze bardziej hermetyczna grupa: to ci, których mama umarła. Oni mówią (uogólniając oczywiście), że dzieckiem być przestajemy dopiero wtedy, gdy odejdzie mama. Mama jest synonimem dzieciństwa. Miłości. Bezpieczeństwa.

„Dziś umarła moja Mama”- pisze ona do mnie. A moje łzy leją się jak na komendę, bo wiem, jak to jest powiedzieć podobne słowa, tak jakby się między tymi słowami ugrzęzło. Bo co teraz? Dokąd pójść? Gdy każą żyć… Pracować. Wychowywać dzieci. Kochać.

A przecież coś się zmienia. Ta nić łącząca przeszłość z teraźniejszością zawarta w milionach wspomnień, w sposobie w jaki kochasz, ufasz, lękasz się, to przecież jest ona. Mama. Jej dłoń na rozgrzanym czole, gdy miałaś gorączkę wieczorem, zapach jej rosołu, który roznosił się po całym domu, złote szpilki, którymi stukała po schodach, wracając do domu (nie mylę J.?). Pisałaś mi dziś przez kilka godzin o niej. O tych szpilkach, o beżowych bluzkach i zielonej herbacie. Matka jest milionem wspomnień, które nas zbudowały, jest w nas tego więcej, niż się wydaje.

W tej naszej rozmowie padło dziś wiele ważnych zdań. Na przykład to, że śmierć nie zabiera śmiechu. Ładne prawda? Życie pełne jest paradoksów. Pamiętam, że wychodziłam z cmentarza, gdy zmarł mój Tata i śmiałam się, bo przypomniałam sobie jak robił „Chińczyka” (udawał, że śpiewa po chińsku). Tak jak ty z siostrą, gdy wynosiłyście ze szpitala w reklamówkach rzeczy po mamie. Śmiech nerwowy? Mimowolny? Głupi? Śmiech to śmiech. Moje i twoje serce płakało, ale się śmiałyśmy.

Problem polega na tym, że wiele spraw uświadamiamy sobie dopiero po ich utracie. Nie byliśmy, nie słuchaliśmy, nie mówiliśmy „kocham”, pędzący po nie wiadomo co, jakże często bezmyślni w tej miłości. Bo nam się wydaje, że matka była, jest i będzie. Kto jak nie matka? Nie wiem, czy można się tego nauczyć zaocznie. Tłumaczę to czasami swoim dzieciom, a one nic nie rozumieją. Matka to pewnik. My dorośli niewiele różnimy się od dzieci w tej kwestii. Dopiero choroba rodzica, a potem śmierć zmienia nasze myślenie. Dlaczego nie można było wcześniej być tak mądrym, świadomym? Powiedzieć: „Mamo, kocham cię, mamo dziękuję”?

Wierzę w to, że matka jest jedna, mądrzejsza niż my. Ona wie. Po prostu wie.

To jest dziwne uczucie nie móc do niej zadzwonić. Wielu z nas nie usuwa jej numeru z telefonu. Jak to zrobić? Skasować? Ręka ani drgnie. Po prostu zostaje w ulubionych, a odruch zadzwonienia długo nie znika. Ja chciałam kilka razy zadzwonić do Taty, najczęściej, gdy się czegoś bałam albo wręcz przeciwnie – chciałam się podzielić jakimś ekstra pomysłem. I wtedy przypominam sobie, że go nie ma. I wcale nie chce mi się zadzwonić do kogoś innego. To jest ta wyrwa, której niczym nie wypełnisz. Tylko Mama może tak przytulić, tak uspokoić, jak wtedy, gdy nie pamiętasz, a zasypiałaś dzięki jej obecności.

W ogóle te pierwsze dni po śmierci są trochę zawieszone między bytem a niebytem. Budzisz się rano i przypominasz sobie, że umarła. To nie stało się jeszcze twoim doświadczeniem, to nadal komunikat, który wysyła ci mózg, bo on przechowuje wszystko. A ty jak piłeczkę ping-pongową odbijasz z powrotem, odbijasz, odbijasz, aż się zmęczysz. I ta piłka stanie się częścią twojego życia.  Zapamiętasz. Czy tego chcesz czy nie chcesz, bo każdy się kiedyś zmęczy. Dlatego nie warto ścigać się z żałobą. I tak od niej nie uciekniesz.

Jak umiera czyjś rodzic to my znów przeżywamy śmierć swojego. Mniej silnie, ale zaskakująco mocno, właściwie można powiedzieć, że nasi rodzice umierają nie raz. Dlatego to doświadczenie jest tak bardzo łączące. Nie sprawia mi problemu rozmawianie o tym przez wiele godzin, bo mówimy tym samym językiem, ty przeżywasz swoją żałobę, a ja swoją.

Nie da się wypełnić pustki po Mamie. Będziesz bardziej samotna, silniejsza i samoświadoma. Moim zdaniem to jest ich ostania lekcja. Żyj dziecko mądrze, nie udawaj, że żyjesz. Kogo chcesz oszukać? Żyj naprawdę. Żyj z całych sił.

Mimo tej mądrości i mimo grubego pancerza, który mam na sobie – najbardziej w życiu boję się, że umrę, gdy moje dzieci będą jeszcze nie całkiem dorosłe. Właściwie ten strach stawia mnie w pionie we wszystkich kryzysowych momentach. Choćbym była w najgorszych tarapatach wiem, że muszę żyć. Zawdzięczam im więc swoją siłę, upór, brawurę niemal, gdy tak zachłannie wyszarpuje z życia, co moje. Wciąż nie mogę pozbyć się tej myśli, że nikt nie chce żyć bez mamy. Ani małe ani duże dzieci.

Dla Ciebie Justyna. 


Zobacz także

Toksyczni partnerzy

Toksyczni partnerzy – z nimi nigdy nie powinniśmy się wiązać

"Mój mąż ma romans, chcę go odzyskać". Do czego zdolna jest kobieta, która walczy

„Mój mąż ma romans, chcę go odzyskać”. Do czego zdolna jest kobieta, która walczy

zabiegi ginekologiczne bez stresu

Piramida ochrony zdrowia intymnego. Czyli program pełnej ochrony i leczenia zdrowia intymnego kobiet