Kocham mojego męża, bo… poznajcie treść najpiękniejszego listu o miłości dojrzałej

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
3 sierpnia 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

„Dzisiaj jest nasza 25. rocznica ślubu. 25 lat temu powiedzieliśmy sobie TAK i od tamtego momentu jesteśmy jednością. To niemałe osiągnięcie i szczęście, że znaleźliśmy siebie i wytrzymaliśmy ze sobą tyle czasu, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że nikt inny nie dałby rady… A my się nadal  kochamy”- tymi słowami zaczyna swój list Nancy Roman, blogerka, która postanowiła stworzyć listę 25 rzeczy, za które kocha swojego męża.

Ten list to piękny wyraz miłości. Miłości, o którą trzeba dbać każdego dnia. I nie jest łatwa. „Jest milion rzeczy, które irytują mnie w tobie, ale jest też milion rzeczy, które denerwują ciebie. Ale to jest moja filozofia małżeństwa – staraj się skupiać na dobrym, niech złe idzie w cholerę” – pisze.

Kocham mojego męża, bo… poznajcie treść najpiękniejszego listu o miłości dojrzałej

„Kocha zwierzęta. Nasze zwierzęta. Wszystkie zwierzęta. Nie ma nic przeciwko temu, że wiewiórki jedzą z podajnika dla ptactwa. Ostatnio odkrył nową miłość do koni i uczy się jeździć. I zaczął uczestniczyć w akcjach ratujących konie wysyłane na rzeź”. Dzięki temu realne stają się marzenia o domu na wsi, świeżych owocach zerwanych prosto z drzewa i gospodarstwie, w którym będą konie, psy i wiewiórki.

„Dzięki niemu mogę poczuć wolność, jaką daje jazda samochodem. Sama uwielbiam siadać na fotelu pasażera i pełna ufności oddaję swoje życie w ręce męża, który sprawnie prowadzi samochód”. Zaufanie to prawdziwa podstawa.

I zawsze wybiera muzykę z lat młodości, którą puszcza głośno i jeszcze głośniej śpiewa.

Szanuje go także za umiejętność… parkowania, której sama nie opanowała. „Ten człowiek umie zaparkować! Ja muszę przejechać całą ulicę, żeby znaleźć odpowiednie miejsce. A on potrafi wjechać w ciasną dziurę w ciemności, w śnieżycy. I to trzymając w ręce kubek kawy”. Kurczę, a my tyle razy bagatelizujemy drobiazgi. Wystarczy docenić ukochanego za proste rzeczy, aby umocnić miłość.

„Pielęgnuje przyjaźnie, również te, które nawiązał w dzieciństwie. Ciągle interesuje się życiem bliskich osób, pamięta o urodzinach, imieninach, ważnych uroczystościach”. To cenna cecha, której niestety brakuje większości mężczyzn.

A przy tym jest miły dla obcych. „Nikomu nie odmawia pomocy i zawsze jest wtedy, kiedy ktoś go potrzebuje”. Znacie to uczucie, kiedy rozpiera was duma, bo wasz ukochany nie przeszedł obojętnie obok czyjegoś nieszczęścia?

„Potrafi dogadać się z każdym. Nieważne, czy to kelner, czy dyrektor banku, z którym musi załatwić sprawy biznesowe. Z każdym znajdzie temat”. Po prostu szanuje każdego.

„I przyciąga szalonych ludzi! Każdy dziwny facet lub kobieta zaczyna z nim rozmowę. To jest fantastyczne! Bo potem mam mnóstwo ciekawych historii”. Dzięki temu w towarzystwie siedzisz obok najbardziej interesującego mężczyzny.

Nancy uwielbia męża także za to, że wpływa na nią motywująco. „On sprawił, że zaczęłam lepiej jeść. Dba o mnie i nie chce, żebym sięgała po niezdrowe produkty, które negatywnie wpłyną na moje zdrowie”. Ale…

„Czasami przynosi niespodziewanie czekoladę i lody, ponieważ jedzenie tylko zdrowych posiłków też nie jest dobre i może spowodować spadek nastroju”. Ideał?

Są też dwa punkty dotyczą rodziny, zarówno męża, jak i jej własnej. Podkreśla, że naprawdę darzą szczerymi uczuciami swoich bliskich. On uwielbia jej matkę, rodzeństwo, dalszych krewnych. A ona kocha wszystkich z jego strony. Chyba nie ma nic piękniejszego niż silna więź łącząca małżonka z twoimi rodzicami. Oraz teściowa, za którą przepadasz.

fot. iStock/ filadendron

fot. iStock/ filadendron

„Dziękuję swojemu mężowi za załatwianie codziennych spraw, robienie zakupów, latanie po urzędach”. Wcale się nie dziwię Nancy. W końcu która z nas to lubi?

Ale nie zawsze był taki poukładany i odpowiedzialny: „W młodości był trochę lekkomyślny. Cieszę się, że wtedy zrobił wiele szalonych rzeczy, zanim mnie spotkał”.

Dużą wartością dla autorki listu jest też to, że jej ukochany interesuje się wieloma męskimi rzeczami. I choć słuchając o głowicach wyłącznie kiwa głową i nie do końca słucha, to cieszy się, że ma on inne pasje i nie jest taki jak ona. Bo wtedy byłoby nudno.

Choć jest bardzo męski, to przy tym sentymentalny i wrażliwy. „Zbiera pamiątki, które gromadziliśmy przez lata. I to on jest tą osobą w małżeństwie, która wspomina koty, które mieliśmy w przeszłości”.

„Poza tym docenia jakość. Uwielbia delikatną porcelanę, kryształy i srebro. Nie kupuje nigdy podróbek”. A jeśli mowa o biżuterii, to…

„Jest szczodry!”. I umie połączyć dobroczynność z dobrym smakiem. Aaa.. Im więcej czytam, za co jest wdzięczna swojemu mężowi, tym bardziej jej zazdroszczę.

Dzięki temu wpisowi poznałam receptę na szczęśliwe małżeństwo

Dojrzała miłość wie, że każdy z partnerów ma prawo do swojego życia. „Nie jesteśmy nierozłączni. Podoba mi się to, że mogę wyjść z przyjaciółkami na siłownię lub postrzelać na strzelnicy. Podczas wycieczki, na którą pojechaliśmy razem, rozdzieliliśmy się. Ja zwiedzałam inną część miasta, on poszedł w drugą stronę”. Dzięki temu mieli sobie wiele do powiedzenia.

Czytając kolejny punkt uświadamiam sobie, jak ważna jest lojalność wobec partnera i stawanie zawsze po jego stronie. Wystarczy wysłuchać, pokiwać głową, kiedy druga osoba zwierza się ze swoich problemów z szefem, koleżanką. To ważne dla sukcesu małżeństwa. „Więc młodzi ludzie, moja rada jest taka. Nawet udawajcie, że słuchacie, ale nie olewajcie problemów partnera” – radzi żona z 25-letnim stażem.

Jak widać, można w życiu trafić na prawdziwy ideał. Nie dość, że może na nim polegać, dba o nią i jest połączeniem samca alfa z wrażliwcem, to jeszcze jest geniuszem. Potrafi wszystko naprawić i zbudował ich dom.

I potrafi dać w gębę szefowi, który zachował się nie w porządku wobec jego żony… Choć udało się jej go przed tym powstrzymać.

Choć potrafi się dobrze bawić, wie, kiedy powinien być poważny. Nie zachowuje się jak nastolatek.

Najpiękniejsze dwa ostatnie punkty zawierają w sobie całą istotę miłości. Tej prawdziwej i dojrzałej

„Poślubił mnie. To brzmi patetycznie, ale kurczę, to prawda”.

I:

„Nie tylko mnie kocha. Także mnie szanuje. Jest dumny, że jestem mądra i odnoszę sukcesy. Liczy się z moją opinią. Nie wyobrażam sobie dzielenia życia z kimś, kto mnie nie szanuje”.

Szczęściara…


 

Na podstawie: huffingtonpost


Miała być druga podróż poślubna, była podróż przedrozwodowa. Czasami urlop otwiera nam oczy i pokazuje prawdziwe oblicze partnera

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 sierpnia 2017
fot. iStock/ Daniel Ernst
fot. iStock/ Daniel Ernst

Gdy jesteśmy spuszczeni ze smyczy codzienności, obowiązków mamy mniej, zadań do wykonania „na wczoraj” chwilowo brak, zostajemy postawieni przed niemałym wyzwaniem – oto jesteśmy tylko my, nasz partner i wzajemna relacja. I nagle okazuje się, że bez tego codziennego zamieszania, w obliczu ogromu spędzanego razem czasu, związek nie jest tak doskonały, jak nam się wydawało, a problemy, od których uciekliśmy na wczasy all inclusive, wcale nie zostały w domu i teraz, na leżaku i pod palmami, wybrzmiewają ze zdwojoną siłą.

Anna, lat 37: Wczasy miały być naszą szansą

„Byliśmy małżeństwem z dziesięcioletnim stażem, dwójka dzieci, wszystko poukładane i w miarę w porządku. Prawie wszystko, bo z pary zakochanych staliśmy się kimś, kto wypełnia tylko role małżonków i rodziców. Kupy, pieluchy, spłata kredytu, rachunki, zakupy – to przykre, ale na co dzień właśnie o tym rozmawialiśmy. Wyparowała wzajemna fascynacja, o namiętności nawet nie wspomnę, bo to aż przykre. Kiedy dzieciaki pojechały z dziadkami nad morze, po dekadzie wychowywania i opiekowania się małymi ludźmi, poczuliśmy się wolni i jakby nieco młodsi. Kochamy swoje dzieci oczywiście, ale czasami trudno jest złapać swobodny oddech i poczuć się po prostu człowiekiem, a nie rodzicem.

Szarpnęliśmy się na dwutygodniowe wczasy w Grecji, luksusowy hotel, piękne krajobrazy, słońce, drinki. Miała to być nasza druga podróż poślubna, chyba oboje wiele sobie obiecywaliśmy po tym wyjeździe i liczyliśmy na to, że w słońcu i beztroskiej atmosferze odzyskami straconą energię. Okazało się jednak, że nie da się wziąć od urlopu od problemów w związku, one nawet nieproszone pakują się do walizki. Nie było z nami dzieci, nie było zwyczajnych obowiązków, wreszcie mieliśmy czas dla siebie – coś, o czym od dawna marzyliśmy i co stało się naszym przekleństwem! Okazało się, że bez codziennej rutyny trudno nam znaleźć wspólne tematy do rozmowy, zupełnie inaczej postrzegaliśmy też wypoczynek. Ja chciałam zwiedzać, korzystać z okazji na poznanie greckiej kultury i kuchni, spróbować nurkowania i innych oferowanych w hotelu atrakcji, on wolał spać do południa, a potem wygrzewać się na leżaku z książką w ręce i drinkiem z palemką.

Ostatecznie skończyło się na tym, że niby byliśmy razem, ale każde z nas wakacje spędziło osobno! Spotykaliśmy się w czasie kolacji, dzwoniliśmy do dzieci, ja pytałam, jak książka, co się działo w hotelu, on czy udała się wycieczka i czy zrobiłam zdjęcia pod wodą. Czasami miałam wrażenie, że gdybym powiedziała mu, że byłam na praktykach w tutejszym burdelu i spełniałam fantazje erotyczne z tubylcami, to nic by go to nie obeszło. Po powrocie, po trzech miesiącach postanowiłam, że czas z tym skończyć, szkoda życia na tkwienie w czymś, co się wypaliło. Rozwiedliśmy się, ale dziś mamy dobre relacje, dzielimy się opieką nad dziećmi, próbujemy ułożyć sobie życie na nowo. Chyba wyszło nam to na dobre. A do Grecji zamierzam jeszcze wrócić – świetnie się tam bawiłam!”

Bartosz, lat 33: Tam na wczasach była ze mną zupełnie inna dziewczyna!

„Aśkę poznałem u naszych wspólnych znajomych, od razu zwróciłem na nią uwagę – piękna, zadbana, z poczuciem humoru, elokwentna. Połączyło nas wspólne zainteresowanie Azją, oboje marzyliśmy, by ruszyć tam z plecakiem. Po pół roku związku zdecydowaliśmy zrealizować nasze plany i zaplanowaliśmy podróż. Dwa plecaki, miesiąc w drodze, spontaniczność, wolność. Szybko okazało się jednak, że Aśka zupełnie nie nadaje się na takie wyprawy! Narzekała na warunki noclegu (miało być oszczędnie i bez luksusów), na dziwne jedzenie, obrażał się na mnie i potrafiła przez kilka godzin milczeć – gdy jesteście tylko we dwoje, potrafi to być wkurzające. Codziennie rano pół godziny poświęcała na pełny makijaż, a ciuchów miała chyba dwa razy więcej ode mnie. To była zupełnie inna dziewczyna niż w Polsce. Myślałem, że ten wyjazd nas zbliży, a prawdę mówiąc nie mogłem się doczekać jego końca. Na wczasy z księżniczką się nie pisałem. Do Azji wracam w tym roku, ale sam – wolę uniknąć kolejnych rozczarowań towarzystwem”.

Marta, lat 29: Urlop pokazał mi jego największe wady

„To był nasz pierwszy wspólny wakacyjny wyjazd, po którym planowaliśmy zamieszkanie razem. Byliśmy parą od roku, ale oboje czuliśmy, że to jest to i nie chcieliśmy z niczym zwlekać. Teraz cieszę się, że najpierw zaplanowaliśmy wakacje, a potem przeprowadzkę, bo urlop pokazał mi jego największe wady! Tydzień z daleka od naszych znajomych, bez pracy, ciągle razem – to było piekło! Już na wstępie zachował się jak bałwan, zrobił w recepcji aferę o jakąś pierdołę, a ja myślałam, że spalę się ze wstydu. W hotelowej restauracji wymyślał, narzekał, irytował kelnerów i nigdy nie był zadowolony. Przez cały czas zastanawiałam się, jak mogłam wcześniej tego nie dostrzec i doszłam do wniosku, że zawsze wychodziliśmy z grupą przyjaciół na miasto, romantyczne kolacje we dwoje nie były przecież w jego stylu.

Wojtek okazał się też strasznym bałaganiarzem, w dodatku nie widział w tym nic złego, bo przecież jego dziewczyna była z nim, mogła się tym zająć. Dowiedziałam się też, że jego wizja związku była zupełnie inna od mojej – partnerstwo tak, oczywiście, ALE kobieta ma swoje obowiązki, a mężczyzna swoje. Totalny patriarchat i zacofanie. Wyszło na jaw, że byłam zaślepiona, otumaniona i zgłupiałam pod wpływem zakochania! Ten urlop był dla mnie otrzeźwieniem i jak się można domyślać, ze wspólnego mieszkania i związku nic nie wyszło. Niedawno wróciłam z wakacji z nowym partnerem i było zupełnie inaczej – upewniłam się, że jest właściwym człowiekiem, z którym chcę budować przyszłość. Także dziewczyny, zabierajcie swoich facetów na wakacje, to najlepszy test!”.


Lubisz profesjonalny manicure? Bądź ostrożna, dermatolodzy ostrzegają przed niebezpieczeństwem

Redakcja
Redakcja
3 sierpnia 2017
Fot. iStock / LeszekCzerwonka
Fot. iStock / LeszekCzerwonka

Zadbane paznokcie i nawilżona skóra dłoni, to wizytówka każdej kobiety. Większość z nas to zwolenniczki różnorodności kolorów na paznokciach, które przyciągają wzrok i cieszą estetycznym wyglądem. Najczęściej ich wygląd powierzamy specjalistom, ze względu na profesjonalne wykonanie i brak czasu w domowych warunkach na częste wykonywanie poprawek przy korzystaniu ze zwykłych lakierów do paznokci.

Dermatolodzy ostrzegają 

Idąc do gabinetu kosmetycznego liczymy na to, że usługa zostanie wykonana profesjonalnie, z przestrzeganiem wszelkich standardów higieny. Dzięki temu wyjdziemy z gabinetu w pełni usatysfakcjonowani, jednak w praktyce różnie bywa, a przyznacie, że my same rzadko na higienę pracy kosmetyczki rzadko zwracamy uwagę. A przecież w konsekwencji zaniedbań i wykorzystywania kiepskiego sprzętu mogą pojawić się kłopoty zdrowotne. Dermatolodzy ostrzegają, że lampy UV używane przez kosmetyczki, mogą powodować nowotwór skóry. Ale to nie wszystkie zagrożenia związane z upiększaniem rąk.

Dermatolodzy szczególną uwagę zwracają na manicure hybrydowy, który polega na nałożeniu na płytkę paznokcia specjalnego lakieru, który utwierdza się za pomocą lampy UV. Właśnie jej regularne zastosowanie może wpływać na powstanie nowotworu skóry. Poza tym regularne promieniowanie UV postarza skórę. Miłośniczki hybryd po kilku latach regularnego stosowania, mogą zniszczyć skórę dłoni. Oczywiście taka pesymistyczna wersja może zaistnieć jedynie przy nadużywaniu tego typu rozwiązań i raczej mało kto używa lamp częściej niż raz na rzeczone 3 tygodnie.

Rękawiczki mogą pomóc

Na szczęście jest proste rozwiązanie — specjaliści zachęcają do korzystania z ochronnych rękawiczek, przy jednoczesnym odcięciu końcówek palców. Dzięki temu lakier zostanie utwardzony, a skóra zabezpieczona przed szkodliwym promieniowaniem. Dermatolodzy zwrócili również uwagę, aby przyjrzeć się, czy narzędzia są dobrze zdezynfekowane, by nie zarazić się bakteriami lub grzybami. Jeśli macie problem ze skórkami, nie wycinajcie ich, a jedynie przesuwajcie skórkę z paznokcia, zapobiegając tym samym urazom i możliwości zakażenia.


 

źródło: www.o2.pl


Zobacz także

Jest przynajmniej 5 powodów, by odwiedzić Inwałd

Jest przynajmniej pięć powodów, by w te wakacje odwiedzić Inwałd

Fot. Pixabay / jpeter2 / CC0 Public Domain

Dzień #18. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

Fot. iStock / mediaphotos

Podobno przeciwieństwa się przyciągają. Pytanie tylko czy mogą ze sobą żyć szczęśliwie przez długie lata