Kochaj!

rakowaPATKA
rakowaPATKA
6 października 2015
Jak manifestować swoje prawo do miłości? Po pierwsze: przestań do cholery wierzyć w to, że na miłość trzeba zasłużyć!
Fot. iStock / Enrico Fianchini
 

Co uświadamia Wam choroba i kryzys w życiu?
Przyjaciółka ostatnio zadała mi to pytanie i trafiła z nim do mnie w odpowiednim momencie. Wtedy wiedziałam, że będę chciała zatrzymać się przy tym na dłuższą chwilę. W moim życiu zawsze dużo się działo. I zawsze się dzieje. I właśnie to „dzieje się” zmusza do refleksji.

Z pewnością każdy z nas stanął kiedyś nad własną przepaścią. Cokolwiek to znaczy. Ja stałam kilka razy. I zastanawiałam się nad tym, czy skoczyć, czy może jeszcze nie teraz. Dlaczego tak się dzieje w naszym życiu, że mamy czasem takie momenty zwątpienia? I jak postępować, by ich uniknąć? Czy to w ogóle możliwe? Jak dziś mówię innym, że czuję w sobie takie dobro, jakiego wcześniej nigdy nie czułam, śmieją się z tego i twierdzą, że odkąd mnie znają – nie znają mnie innej. To bardzo miłe, ale ja przecież swoje przeżyłam. Tylko ja znam powody, które prowadziły mnie nad tamto urwisko.

Przez ostatnie kilka lat jestem blisko śmierci. Obserwuję często heroiczną walkę o życie. Najgorzej znoszę te odejścia, gdzie najbardziej dotkliwie bolesne jest cierpienie dzieci i młodych ludzi. Tekst ten pisałam w swojej głowie i zapisywałam w sercu przez kilka ostatnich dni i nocy. Wychodząc ze szpitala z głową pełną marzeń, gapiąc się w szybę okna autobusowego, podglądałam goniących życie ludzi i czułam jak wilgotniały mi oczy. To właśnie poważna choroba kogoś bliskiego uświadomiła mi jak wiele w życiu się dzieje i nie jest to doceniane. A doceniać trzeba wszystko. Dosłownie. Rodzinę, ludzi, swoje marzenia, pasje, małe gesty obcych ludzi, wielkie czyny bliskich. Nagle przychodzi taka chwila i potrafisz zrozumieć to wszystko, czego nie rozumiałeś wcześniej. Upierać się przy swoich racjach? Tak kurczowo się ich trzymać?

Czasem warto odpuścić. Zachłysnąć się świeżym powietrzem i otworzyć serce.  Powiedzieć przepraszam. Powiedzieć dziękuję. Przestać wreszcie użerać się ze sprawami, na które mamy wpływ, tylko często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Przecież wystarczy chcieć ponaprawiać. To tak jak z jakimikolwiek drzwiami. Zużywają się w zwykłej codzienności i jak mają już dość, zaczynają dotkliwie skrzypieć. Co wtedy robimy? Wystawiamy je za drzwi? Kupujemy nowe? Nie, sięgamy po oliwę i naprawiamy.  I to w taki najprostszy sposób. Nie dolewamy jej do ognia, tylko stosujemy jak lekarstwo. Ułatwiamy. To tak jak z miłością do ludzi. Musimy o nią zadbać. Pielęgnować.
Dajemy i korzystamy. Nigdy odwrotnie. Warto dawać!

‘’Mamo, ty to potrafisz zachwycić się nawet niebem!’’, usłyszałam od swojej dorosłej córki. To prawda, potrafię to. Często zadzieram głowę do góry i gapię się w niebo. Układam na nim wtedy obrazy, rozganiam chmury i dostrzegam światło. To taka mała rzecz, ale staram się o niej pamiętać za każdym razem, gdy wychodzę z domu.  Co mi to daje? Uczucie błogości.  I świadomość tego, że ważne jest dziś.  Dostajemy szansę każdego dnia, by go przeżyć. A jak to zrobimy i co z nim zrobimy – to już zależy od nas samych.  Motywację do tego, by coś w życiu zmieniać możemy odnaleźć zwłaszcza w cierpieniu innych. Brzmi to może i okrutnie, ale podglądając takich ludzi, często zdanych na opiekę zdrowego i silnego człowieka, słuchając ich, będąc obok – możemy uczyć się samych siebie.

Zaskakujące są takie odkrycia. Często nie jesteśmy gotowi na chorobę bliskich, nie jesteśmy zbyt silni na to, by złapać człowieka za rękę i przejść z nim przez to wszystko, czego my sami się boimy. Ja mam czasem wrażenie, że to ten chory – łapie zdrowego za tę dłoń i stawia go na obie nogi. Ta siła i ta chęć życia jest tak przeogromna, że nawet najbardziej odpornemu na wrażliwość człowiekowi pozwoli zrozumieć, co jest w życiu potrzebne. Bez czego nie ma istnienia. Popełniamy błędy. Często też wtedy, kiedy chcąc komuś pomóc niechcący mu zaszkodzimy. Takie sytuacje uczą, dystansują nas do zwykłej codzienności, izolują nas od ludzi czasem na wiele lat, a czasem na zawsze. Zrozumieć błąd, przeprosić za niego i wybaczyć – to wszystko, co możemy ofiarować drugiemu człowiekowi. To wszystko co możemy ofiarować sobie. Za free! To tak jak zasadzić ziarenko, z którego kiełkuje życiodajna roślina.
Jak dobrze i szczęśliwie żyć?
Odpowiem jednym słowem: KOCHAJ!


Życie rakiem pisane. List Kasi

rakowaPATKA
rakowaPATKA
8 października 2015
Fot. iStock / Jasmina007
 

Rak to moje życie od lat czterech. Gdy u Mamy stwierdzono raka, miałam lat dziewiętnaście. To, co napiszę może wyglądać na moją małą spowiedź, bo nie potrafię zrozumieć siebie z tego okresu, nie potrafię zrozumieć swojego zachowania Mamusiu. Tak bardzo przepraszam, że nie było mnie, gdy być powinnam …

Niedługo po diagnozie u Mamy pojawiła się kolejna diagnoza. U jedynego Brata. Kochany i starszy ode mnie o siedem lat Braciszek, który uczył mnie życia. Zaczynając od zamykania mnie w wersalce, po naukę jak wygląda miłość. Planowaliśmy wspólny wyjazd do stolicy, mieliśmy wspólny biznesplan, wspólne wszystko – nawet łóżko, bo i po co było kupować drugie, skoro mogliśmy wyjechać w każdej chwili. Tak bardzo Go kocham! Marcin walczył trzy miesiące. Chemia i wszystkie komplikacje jakie mogły być, spowodowały, że musiałam być silna dla Mamy. Czy płakałam przy Niej? Nie! Nie mogłam … Wylewałam wszystko na spacerach, nie chciałam by Ona to widziała. Przecież musiała mieć siłę, by walczyć ze swoim rakiem. Gdy wychodziłam z domu, mówiła „Uważaj na siebie. Mam tylko Ciebie”. Choroba u Niej postępowała z każdym kolejnym miesiącem. Zadawałam sobie pytanie: Co jest lepsze? Czy przyjęcie śmierci osoby najbliższej, gdy umiera nagle, np. w wypadku? Czy jak tej, której ja byłam świadkiem. Byłam świadkiem tego czasu, który miała Mama. Czas. Czas na co? Jak mogłam rozmawiać z Nią o śmierci, gdy Mama tak bardzo walczyła? Jak? Walczyła do ostatniej chwili. Myślałam o tym cały czas. Dziś kiedy Mama od czterech miesięcy odpoczywa, odpoczywa od życia – jedynie budzą mnie teraz rano moje dwa psy. Nie ma godziny – bym nie myślała o Bracie i Mamusi. Zostałam jedynaczką, a później półsierotą (z Tatą nigdy nie miałam dobrych relacji …). Moi Bliscy walczyli tak dzielnie, że mimo tego, że tak bardzo chciałabym być teraz z Nimi – muszę żyć dla Nich, za Nich. Te cztery lata bardzo mnie zmieniły. Zmieniam się każdego dnia. Dodam, że Mama pierwszy raz zachorowała, gdy ja się urodziłam i wtedy powiedziała Tacie: „Muszę żyć! Muszę wychować córkę, nie mogę pozwolić, by zrobiła to inna kobieta”. Mam 23 lata i mam nadzieję, że jesteś dumna ze mnie – za to jaka byłam wtedy i jaka jestem teraz. Ja jestem i zawsze będę dumna z Was, gdyż stoczyliście jedną z największych walk. Walkę o życie! Kocham Was i będę kochać zawsze! Lepszych relacji z Bratem i z moją Mamą nie mogłabym sobie wyobrazić. To były moje dwa skrzydła, które mnie prowadziły. Teraz bez tych skrzydeł upadłam, ale powoli powstanę.
Kasia

rakowaPATKA pisze:

Droga Kasiu,
Bardzo dziękuję za Twój list. Życie doświadczyło Ciebie bardzo, bardzo boleśnie. Pomimo młodego wieku, jesteś bardzo dojrzała. I Twoja Mama z pewnością byłaby z Ciebie dumna. Ty możesz być dumna z siebie. Każdego dnia, który witasz i zaczynasz ze swoimi psami, a które moblilizują do działania i przeżywania tego życia, które masz przed sobą. Nie przestawaj. Wiem jak trudno jest pogodzić się ze stratą tego wszystkiego, co zostało nam nagle odebrane. Wtedy rozpamiętujemy każdy wspólny moment – jaki przeżyliśmy ze swoimi Bliskimi, których w taki, czy w inny sposób straciliśmy. Będąc świadkiem śmierci, zwłaszcza w następstwie choroby przewlekłej, zmieniamy swój punkt postrzegania życia, ludzi. To jak trzymamy dłoń ukochanego umierającego człowieka, będziemy czuć zawsze. Człowiek odejdzie, ale to wspomnienie zostanie. Tak jak u Ciebie. Ocal je i pielęgnuj. W obecnej Twojej sytuacji, może warto byłoby naprawić relacje z Tatą. Pomyśl o tym. Może potrzebna jest rozmowa, wspólny spacer na cmentarz? Jeśli mogłabym Tobie cokolwiek zaproponować, to zapewne byłoby to jakiekolwiek wsparcie i opieka psychologiczna. Te narzędzia, które dzisiaj mamy pod ręką, pozwalają nam przerobić trudne i bolesne sprawy, pozwalają nam również się otrząsnąć, nie obwiniać się za coś, na co nie mogliśmy i wciąż nie będziemy mogli mieć wpływu. Pozwolę sobie napisać, że takie doświadczenie pomogłoby ruszyć jeszcze szybciej i mocniej przed siebie. A to niewątpliwie ułatwi Twoją przyszłość. Będę o Tobie ciepło myślała. Dbaj o siebie!
Serdeczności,
Patka

  • Jeśli chorujesz na raka – nie jesteś sam. Wtedy ma go cała rodzina. Jeśli przeżywacie chorobę nowotworową swoją, bądź swojego partnera. Jeśli czujecie, że zaczyna brakować Wam powietrza, miejsca dla siebie, macie momenty zwątpienia, momenty małe i wielkie, te z których składa się życie dwojga ludzi pod jednym dachem, napiszcie o tym. Podzielcie się swoją historią. Tym jak sobie radzicie w trudnych momentach z chorobą swoją, swojego partnera, kogoś bliskiego. Wasze historie będą podpisane przez Was, albo mogą być anonimowe. Nie jestem ekspertem, ale podzielę się z Wami swoją energią i na Wasze pytania, wątpliwości – będę odpowiadała na łamach Oh!me. Czyli tutaj. Zachęcam. Nie jesteś sam! Piszcie na: rakowapatka@gmail.com